Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niespodzianka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niespodzianka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lutego 2014

nice surprise XXIII (ostatni)

Nie wiem czy śmiać się czy płakać? 29 komentarzy pod przedostatnim rozdziałem nice surprise. W mojej głowie rodzi się dwa pytania. 1. Czy inne rozdziały były aż tak kiepskie, że nie mają tylu komentarzy? 2. Czy wizja uśmiercenia Hermiony spowodowała, że ktoś więcej (niż moi stali komentatorzy, którym BARDZO dziękuję) postanowił coś napisać? 
Wstawiam ostatni rozdział tego opowiadania. Mam problemy z komputerem i nie wiem kiedy pojawi się coś nowego i czy w ogóle się coś pojawi. Cierpliwi niech zaglądają niecierpliwi cóż... Nikogo nie można do niczego zmuszać :)
Bardzo dziękuję tym, którzy towarzyszyli mi od samego początku. Dziękuję także tym, którzy komentowali - bez Was zapewne przestałabym pisać w połowie :)
Za to, że byliście, jesteście i mam nadzieję będziecie - DZIĘKUJĘ
Trochę szkoda mi rozstawać się z tym opowiadaniem, ale cóż... Nic nie trwa wiecznie :)
pozdrawiam 
pola


"Pojęcie szczęścia mieści się w jednym słowie - 'Ty'"

- Jest pan pewien? - głos kobiety był spokojny. - Zastosowaliśmy zaklęcia kamuflujące aby można było rozpoznać twarz.
- Tak jestem pewien. To nie ona - powiedział, a uczucie ogromnej ulgi ogarnęło jego ciało. W duszy jednak nadal krył się niepokój, ponieważ zostało jeszcze wiele innych ciał. Czas się dłużył nieubłaganie, minuty wydawały się być godzinami. Draco krążył po całym polu poszukując Hermiony. Stracił tyle czasu, tak wiele razy mógł powiedzieć ile dla niego znaczy, jak ważną częścią życia jest dla niego. Oddałby wszystko żeby cofnąć czas, żeby nie puścić jej tego dnia w tą cholerną podróż.
- Pan Malfoy? - blondyn odwrócił się i dostrzegł młodego chłopaka, który wpatrywał się uważnie w niego.
- Tak.
- Otrzymałem zdjęcie pańskiej żony. Zapraszam za mną.... Chyba, że nie jest pan gotowy?
- Dam radę - mruknął i ruszył po raz kolejny, a potem jeszcze raz i jeszcze raz... Dziesięć razy jego serce zamierało z przerażenia serce i dziesięć razy odczuwał ulgę, która była tak potężna, że aż bolesna. Jego żony nie było wśród tych wszystkich ciał. - Czy to oznacza, że jej tu nie ma? - zapytał z desperacją w głosie.
- Sprawdziłem wśród rannych tam jej nie ma na pewno. Jest jeszcze kilkanaście niezidentyfikowanych ciał, ale zwykłe zaklęcia kamuflujące nie działają dlatego ich rozpoznanie będzie możliwe dopiero jutro. Niech pan zostawi numer telefonu zadzwonimy do pana - poradził mu młody auror. Blondyn szybko pozostawił swoje dane kontaktowe i z uczuciem pustki i rezygnacji ruszył z powrotem do Malfoy Manor, gdzie czekały na niego trzy niecierpliwe osoby.
- Żyje? - zrozpaczony głos należał do rudowłosej. Blondyn usiadł i potarł dłońmi zmęczoną twarz.
- Nie wiadomo - powiedział z rezygnacją. - Widziałem jedenaście kobiet, które mogły być nią – nie mógł powstrzymać drżenia głosu – ale nie były. Na pewno nie ma jej wśród rannych. Pozostało jeszcze kilkanaście ciał, ale ich identyfikacja potrwa do jutra. Mają zadzwonić – zamknął oczy. – Straciłem tyle czasu na walkę o przejęcie firmy, tylu rzeczy jej nie powiedziałem, tylu rzeczy jeszcze nie zrobiliśmy. Nawet nie dałem jej głupiej obrączki...
- Smoku trzeba wierzyć – powiedział pocieszająco Blaise i poklepał go po ramieniu.
- Jak mam wierzyć? Nie ma jej wśród rannych, a przecież jechała tym pociągiem! - Do uszu wszystkich zebranych dobiegł dźwięk zamykanych drzwi. Za chwilę w salonie pojawiła się pochmurna Hermiona.
- Ten twój gadżeciarski telefon jest do dupy! - warknęła. – Popsuł mi się przed samym wyjazdem przez co spóźniłam się na pociąg i musiałam lecieć samolotem! W ostatniej chwili zarezerwowałam bilet! - popatrzyła uważnie na zebranych i dostrzegła zapłakane twarze swojej przyjaciółki i Narcyzy, zdziwioną twarz Zabiniego i zmęczoną twarz Malfoy'a – Coś się stało? - zapytała przerażona. Draco poderwał się z miejsca i porwał ją w objęcia.
- Merlinie jak dobrze, że jesteś – szepnął.
- Też się cieszę, że cię widzę – powiedziała nieco zdezorientowana, a blondyn ciągle nie wypuszczał jej z objęć – Draco udusisz mnie - przypomniała mu i poluzował swój uścisk.
- Jesteś dla mnie najważniejsza. Potrzebuję cię i nie mogę cię nigdy stracić - wyznał drżącym głosem, a Hermiona poczuła jak łzy napływają do jej oczu. Ostatkiem sił opanowała płacz.
- Czy ja śnię? - zapytała zdziwiona.
- Nie - odparł i delikatnie pocałował jej usta, bojąc się, że to wszystko jest snem lub halucynacją i ona zaraz zniknie. Chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz Ginny rzuciła się na szyję przyjaciółki, potem podszedł Blaise, który mocno ją uściskał, a na koniec dołączyła do nich Narcyza
- Witaj w domu dziecko – szepnęła i mocno przytuliła brązowooką. Hermiona była całkowicie zdezorientowana.
- Czy ktoś mi może wytłumaczyć co się tutaj dzieje? - zapytała zniecierpliwiona. Ginny pospiesznie i dość chaotycznie opisała całą sytuację. Każdy nie mógł się nadziwić szczęściem jakie spotkało gryfonkę. Po długich pożegnaniach wszyscy z uczuciem ogromnej ulgi rozeszli się do swoich domów.

Hermiona stojąc pod prysznicem zastanawiała się nad zachowaniem Malfoy'a i jego słowami „Jesteś dla mnie najważniejsza. Potrzebuję cię i nie mogę cię nigdy stracić.” Pojechał jej szukać, na jego twarzy wymalowane były wszystkie uczucia strach, przerażenie, bezradność. Zakochała się w nim nie wiedząc kiedy, jednak sama przed sobą nie przyznawała się do tego uczucia. Westchnęła głośno, wytarła krople wody, założyła koszulkę i poszła do sypialni. W czerwonym pokoju panował przyjemny półmrok, radosne ogniki tańczyły na zapalonych świecach. Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Draco, którego jednak nigdzie nie było. Dziewczyna dostrzegła uchylone drzwi na taras, podeszła do nich i zauważyła blondyna stojącego przy barierce.
- Zmarzniesz – powiedziała cicho na co mężczyzna odwrócił się w jej stronę i blado się uśmiechnął.
- Chciałem zebrać myśli – wszedł do pokoju i popatrzył uważnie na swoją żonę. - Jesteś piękna – szepnął. Hermiona zarumieniła się, za każdym razem reagowała tak samo na jego komplementy. - Dzisiaj zrozumiałem wiele rzeczy. Widziałem kobiety, które mogły być tobą. Jedenaście razy moje serce zamierało z przerażenia.
- Draco... - szepnęła zmieszana dziewczyna.
- Cii... Nie przerywaj mi. Przechodziłem w życiu różne rzeczy, doznawałem różnego cierpienia, ale to co czułem wtedy było niczym w porównaniu z tym co mnie spotkało dzisiaj. Ślub z tobą był najlepszą decyzją jaką podjąłem w życiu – brązowooka uśmiechnęła się na te słowa. – To wszystko miało inaczej wyglądać, ale nie chcę czekać ani minuty dłużej – po tych słowach uklęknął przed zaskoczoną dziewczyna, wziął ją za rękę i patrząc w oczy powiedział – Hermiono Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz ze mną do końca życia?
- Czy to jakiś podstęp? - zapytał niepewnie. Blondyn zaprzeczył ruchem głowy. Dziewczyna popatrzyła w jego stalowe tęczówki i zrozumiała jak bardzo jest w nim zakochana.
- Tak bardzo cie kocham – szepnęła. Draco wstrzymał oddech, poczuł jak jego serce dostaje skrzydeł. Wydostał z kieszeni pudełeczko, otworzył je i wyjął obrączkę z białego złota wysadzaną diamentami. Delikatnie wsunął ją na jej szczupły palec.
- Ja cię kocham bardziej Granger – po policzkach dziewczyny popłynęły dwie łzy. Drżącymi dłońmi wyjęła drugą obrączkę i umieściła ją na palcu Malfoy'a, który natychmiast porwał ją w objęcia i złożył na jej ustach długi, namiętny pocałunek. Doskonale pamiętał jak smakowały za pierwszym razem, wtedy wydawało mu się, że jeden pocałunek wystarczy aby zaspokoić ciekawość i głód, teraz doskonale wiedział, że tak nie jest, ciągle było mu mało tych pełnych, malinowych ust. Gdy oderwali się od siebie gryfonka trzepnęła go dłonią w ramię. Blondyn udał urażoną minę
- A to za co? - zapytał zaskoczony.
- Chcę złożyć reklamację i chcę nowy telefon! – w oczach blondyna zatańczyły wesołe iskierki.
- Dla pani wszystko pani Malfoy.

KONIEC


niedziela, 9 lutego 2014

nice surprise XXII

Halo halo jest tu kto? :)
Dziękuję za komentarze, za słowa zachwytu, za wszystko :)
Ciągle pojawia się ktoś nowy "właśnie trafiłam na twojego bloga..." czyli grono odbiorców się powiększa :) miło! ;)
Nie ma sensu przeciągać tego w nieskończoność... Przed Wami przedostatni rozdział "nice surprise" jest on króciusieńki, ale taki musi być. Avis. podsunęła pomysł o miniaturce walentynkowej zobaczę co mi wyjdzie :)
pozdrawiam 
pola

CZYTAM = KOMENTUJĘ


Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi.”

Mijały tygodnie, a ich znajomość rozkwitała. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu, chodzili do kina, teatru i na długie spacery. Więź pomiędzy arystokratycznym blondynem i panią mecenas powoli się zacieśniała jednak oni nie byli tego świadomi. Każde z nich poświęcało się swojej pracy, a chwile spędzane razem były dla nich najlepszym odpoczynkiem. Draco pomyślnie zakończył transakcję z francuską firmą i był właścicielem kolejnej filii za granicą. Hermiona prowadziła kilka spraw rozwodowych oraz była mediatorem przy podziale majątku pewnego starszego biznesmena. Mediacje odbywały się w wynajętym hotelu w Walii. Panna Granger nie znosiła długich podróży.
- Nie możesz się teleportować? - zapytał beztrosko blondyn. Razem z Hermioną jedli śniadanie, któe wyjątkowo przygotował Malfoy.
- Sieć Fiuu jest w renowacji. Zastanawiam się pomiędzy samolotem, a pociągiem.
- Zawsze możesz jechać samochodem wtedy nie będziesz ograniczona czasowo.
- Nie – odparła stanowczo, dopiła kawę i wstała od stołu. – To za długa podróż - wyjaśniła. - Chyba pojadę pociągiem. Śniadanie było pyszne nie wiedziałam, że masz takie zdolności.
- Muszę mieć przed tobą jakieś tajemnice – powiedział zadowolony z siebie ślizgon.
- Odkryję je wszystkie – oznajmiła mu całując go w policzek – Do zobaczenia wieczorem.
Każde z nich poszło w swoją stronę. Brązowooka udała się do kancelarii, a Malfoy do swojej firmy, dodatkowo dzisiaj czekała go rada Ministerstwa Magii. Dzień wydawał mu się przeciągać w nieskończoność być może dlatego, że miał przygotowaną na wieczór niespodziankę. Byli małżeństwem od kilu miesięcy, a do tej pory nie posiadali obrączek. Blondyn zarezerwował stolik w najlepszej restauracji i cały czas przy sobie nosił pudełko od najlepszego jubilera, w którym znajdowały się dwie obrączki. Na myśl o minie jaką będzie miała jego żona, gdy zobaczy prezent uśmiech gościł na jego twarzy. Podczas rady Ministerstwa, gdzie musiał wysłuchiwać nudnych sprawozdań budżetowych, jego myśli ciągle krążyły wokół krótkowłosej kobiety. Nie zauważył kiedy się tak do niej przywiązał. Tyle dobrego wniosła do ich domu, bardzo pozytywnie wpłynęła na jego matkę i na niego samego również. Od momentu, w którym zamieszkała w Malfoy Manor Draco chętniej wracał do domu, gdzie czekały na niego dwie uśmiechnięte kobiety. Pamiętał, że wyznał jej, że jego marzeniem jest bycie szczęśliwym w pełni i teraz właśnie tak się czuł, chociaż nie chciał się do tego przyznać i skrupulatnie ukrywał swoje uczucia. Rada dobiegła końca, blondyn pospiesznie podniósł się ze swojego krzesła i ruszył do domu. 
Na miejscu zastał niecodzienny widok.
- Draco! - od progu usłyszał zapłakany głos matki. Wszedł powoli do salonu, w którym siedzieli Narcyza, Ginny i Blaise. Odruchowo poczuł, że dzieje się coś złego.
- Co się stało? - zapytał stalowym głosem. Z piersi Narcyzy wydobył się cichy szloch, a po policzkach Ginny zaczęły spływać łzy. Blondyn przeniósł swój wzrok na przyjaciela, który jako jedyny z całego towarzystwa był w stanie udzielić mu jakiejkolwiek informacji. - Blaise?
- Usiądź - powiedział spokojnym głosem Zabini.
- Mów do cholery co się stało! - warknął zdenerwowany.
- Pociąg, którym jechała Hermiona zderzył się z innym pociągiem i wyleciał z torów. Większość pasażerów nie żyje. Nie mamy z nią żadnego kontaktu - Draco poczuł jak krew odpływa mu z twarzy, a po ciele rozchodzi się dziwny, przenikliwy chłód. - Próbowałem do ciebie dzwonić, ale miałeś wyłączony telefon. Byłem w firmie i w Ministerstwie niestety nie chcieli mnie wpuścić dlatego nagrałem ci wiadomość. Dzwoniliśmy na miejsce wypadku, nikt z nas nie jest jej rodziną, więc nie chcieli udzielić nam żadnych informacji - do blondyna docierały pojedyncze słowa. W pośpiechu złapał zdjęcie Hermiony stojące na komodzie i wybiegł z domu. W drodze na miejsce wypadku jego myśli ciągle krążyły przy drobnej, krótkowłosej kobiecie. Złamał wszelkie ograniczenia prędkości. Kontaktował się z domownikami i osobami na miejscu wypadku, ale nikt nie wiedział nic konkretnego, ponieważ nadal trwała identyfikacja ofiar. Gdy dotarł na miejsce poczuł, że traci grunt pod nogami. Wszędzie krzątali się magomedycy, aurorzy i pojedyncze osoby zapewne należące do rodzin ofiar. Ziemia usłana była foliowymi workami. W pamięci Dracona tkwiło jedno podobne wydarzenie, a była nim wojna. Nie wiedział co zrobi, gdy odnajdzie Hermionę martwą, przecież ona była dla niego światełkiem w tunelu, najlepszą niespodzianką jaką dostał od życia. Odszukał osobę zajmującą się identyfikacją ofiar, pokazał jej zdjęcie Hermiony. Kobieta popatrzyła niepewnie na zdjęcie.
- Jest jedna osoba bardzo podobna do tej pani - serce blondyna zamarło, z trudem przełknął ślinę.
- Żyje? - wydusił przez zaciśnięte gardło.
- Niestety nie - odpowiedziała smutno kobieta i popatrzyła na niego ze współczuciem. – Chce pan ją zobaczyć? - skinął głową i ruszył za magomedyczką. Setki myśli galopowało w jego głowie. Co będzie jeśli ją straci? Tyle miesięcy razem, tyle planów na przyszłość. Co jeśli żadnej przyszłości nie ma? Jeżeli wszystko jest już skończone? Gdy znaleźli się nad jednym z ciał przykrytym czarną folią kobieta zapytała. - Jest pan gotowy? - Draco przymknął powieki i skinął głową.
- Ona musi żyć – szepnął pełen rozpaczy i podniósł powieki. Widok jaki ukazał się jego oczom przywołał chłód na całym ciele.


PS. Jeżeli ktoś nie czytał to polecam: Zakręty losu (zakończone) oraz Układy (publikacja wciąż trwa) autorem jest Keraa a opowiadania po prostu coś pięknego :)   

czwartek, 30 stycznia 2014

nice surprise XXI

Jest ciężko :( ale przed Wami kolejny rozdział. Pozostały jeszcze tylko dwa... Pomysł na nowe opowiadanie jest, ale czasu brak. Zobaczymy jak to będzie ;) 
pozdrawiam cieplutko w te zimowe dni :)

CZYTAM = KOMENTUJĘ

"Życie jest nieprzewidywalne..."

- Odwieźć cię? - pytanie blondyna przerwało ciszę panującą przy śniadaniu. Hermiona przełknęła ostatni kęs muesli zmieszanych z jogurtem i popatrzyła uważnie na blondyna.
- Jeżeli wczoraj wzbudziłam w tobie poczucie odpowiedzialności za mnie to bardzo przepraszam.
- Po prostu zapytałem czy cię odwieźć? Akurat jadę w twoją stronę.
- Dziękuję, ale dam sobie radę – uśmiechnęła się blado i wstała od stołu. Tak naprawdę nie chciała aby Malfoy poznał jej słabości, wszyscy postrzegali ją jako silną, pewną siebie kobietę i bardzo chciała aby tak zostało.
- O której kończysz? - pytanie spowodowało, że dziewczyna znieruchomiało w pół kroku. Powoli odwróciła się i popatrzyła przenikliwie na blondyna.
- Dlaczego pytasz? - Draco wzruszył beztrosko ramionami i jakby od niechcenia rzucił:
- Tak po prostu.
- Tak po prostu nagle się interesujesz mną i moją pracą? - oschle zapytała brązowooka.
- Jesteś moją żoną chyba mam prawo wiedzieć co się u ciebie dzieje?
- Jakoś ty nie powiedziałeś dokąd i w jakim celu wyjeżdżasz, więc daruj sobie tę swoją troskę – warknęła zdenerwowana. Malfoy podszedł do niej i popatrzył głęboko w jej piękne oczy, które teraz wydawały mu się takie smutne i odległe.
- Nie mam zamiaru zwalać na ciebie moich problemów, bo masz wystarczająco dużo swoich – powiedział wyniośle. Ich rozmowę przerwało pojawienie się Narcyzy, która radośnie ich powitała. Hermiona posłała kobiecie życzliwy uśmiech. Draco uśmiechnął się pod nosem, teraz miał doskonałą okazję uzyskać odpowiedź na swoje pytanie.
- To, o której kończysz pracę kochanie? - zapytał unosząc lewą brew. Brązowooka posłała mu pełne nienawiści spojrzenie, wiedziała, że starsza pani usłyszy jej odpowiedź dlatego postarała się na jak najmilszy ton przyozdabiając jednocześnie swoją twarz złośliwym uśmiechem.
- O szesnastej, ale nie wiem czy coś się nie przedłuży. Wiesz jak jest w sądach... Muszę już iść – chciała odejść jednak silna ręka blondyna zatrzymała ją. Jego stalowe tęczówki nie wyrażały żadnych emocji. Powoli przybliżył się do niej i złożył na jej ustach pocałunek. Hermiona odruchowa przymknęła swoje powieki i poddała się tej przyjemnej pieszczocie, która ku jej niezadowoleniu nie trwała długo.
- Miłego dnia – szepnął wprost do jej ucha, wywołując tym samym przyjemny dreszcz na jej ciele.



Blondyn stał w drzwiach gabinetu gryfonki i z zainteresowaniem przysłuchiwał się rozmowie toczącej się w środku.
- Bardzo pani dziękuję panno Granger - powiedział przymilnie głos, który należał do Georga Campbella szefa działu archiwalnego w Ministerstwie. Draco zastanawiał się co do cholery ten człowiek robi w kancelarii jego żony.
- Pani Malfoy – mruknęła cicho dziewczyna.
- Słucham? - zapytał mężczyzna, który nie usłyszał słów wypowiedzianych przez gryfonkę.
- Nie jestem już panną Granger – Hermiona posłała mu życzliwy uśmiech. – Nazywam się Malfoy – na twarzy mężczyzny pojawiło się zdumienie. „Moja dziewczynka” pomyślał z zadowoleniem Draco.
- Ach tak... Pierwsze słyszę żeby pani i Malfoy...
- Wie pan jak to jest, nie chcemy rozgłosu – przerwała mu brązowooka.
- W każdym bądź razie w ramach podziękowań może dała by się pani skusić na kolację ? O ile pani mąż na to pozwoli.
- Bardzo chętnie ale... - w tym momencie ślizgon postanowił wkroczyć do akcji. Nikt nie będzie podrywał mu żony na jego oczach.
- Hermiona jest już umówiona ze mną George – powiedział lodowatym tonem wchodząc w głąb gabinetu. Na twarzy Campbella widoczne pojawił się grymas niezadowolenia jednak zreflektował się i wyciągnął dłoń. Malfoy niechętnie ściskając jego dłoni dodał – chyba rozumiesz romantyczna kolacja we dwoje, więc nie możesz do nas dołączyć.
- No tak – westchnął Campbell i ruszył w stronę drzwi. – Jeszcze raz dziękuję – powiedział zerkając przez ramię na Hermionę.
- Nie ma za co – odpowiedziała uprzejmie dziewczyna i zamknęła za nim drzwi.
- Co to miało być ? - zapytał ostrym tonem blondyn. Gryfonka popatrzyła na niego groźnie.
- Przyszedł podziękować za pomoc.
- On cię podrywał Granger! - zawyrokował, a Hermiona przewróciła oczami.
- Nie przesadzaj.
- Często ci się to zdarza?
- Co?
- Mężczyźni, którzy w ramach podziękowań chcą cię zabrać na kolację – warknął.
- Czasami – gryfonka wzruszyła niewinnie ramionami.
- Jeżeli jeszcze raz to się powtórzy...
- To co? - zapytała odważnie patrząc mu w oczy. Obszedł biurko i stanął przed nią. Delikatnie dotknął jej policzka.
- Jesteś moja – szepnął wciąż gładząc jej policzek – gdybyś mnie zdradziła moje uczucia zostałyby głęboko zranione – dodał ironicznie. Brązowooka prychnęła i odsunęła się na bezpieczną odległość.
- Oczywiście, przecież kochasz mnie nad życie.
- Cieszę się, że to rozumiesz – zaznaczył. - Musisz zmienić tabliczkę z nazwiskiem na drzwiach.
- Oczywiście panie Malfoy. Życzy pan sobie jeszcze czegoś? - zapytała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Kluczyki – dziewczyna popatrzyła na niego jakby miał problemy z głową. – Do samochodu.
- To mój samochód, więc ja prowadzę – warknęła zdenerwowana.
- Granger jesteś zła jak osa w takim stanie nie powinnaś prowadzić. Kluczyki – wyciągnął rękę przed siebie czekając aż mu je poda. Dziewczyna zazgrzytała zębami i wcisnęła mu je w dłoń. Draco jak przystało na kulturalnego mężczyznę pomógł jej założyć płaszcz i przepuścił w drzwiach.


- Po co tak właściwie przyjechałeś? - popatrzyła na niego z zaciekawieniem i dostrzegła delikatny uśmiech na jego twarzy.
- Żeby zaprosić cię na kolację.
- Mnie? Na kolację?
- No tak. Co w tym dziwnego? - Hermiona wzruszyła ramionami.
- Nic, po prostu nie widzę powodu, dla którego miałbyś zabierać mnie na kolację
- Jesteśmy małżeństwem chyba nie myślałaś, że cały czas będę gdzieś wyjeżdżał i pozostawiał cię na całe tygodnie?
- Szczerze mówiąc miałam taką cichą nadzieję – powiedziała ironicznie co wywołało cichy śmiech blondyna.
- Może nie jestem specjalistą w sprawach małżeństwa, ale wiem, że kobiety lubią prezenty i kolacje – gryfonka prychnęła słysząc jego teorię.
- No tak w końcu jesteś ekspertem od kobiet.
- Poza tym – kontynuował niewzruszony Draco – skoro już udajemy małżeństwo to przynajmniej róbmy to dobrze.
- Żeby potem rozstanie było bardziej dramatyczne? - zapytała z przekąsem brązowooka.
- Na przykład – mruknął.



- Nie chcę aby nasze relacje były takie – blondyn zawiesił swój głos szukając w głowie odpowiedniego określenia – formalne.
Siedzieli razem w najlepszej czarodziejskiej restauracji. Wewnątrz pod sufitem unosiły się magiczne lampiony, a w tle leciała kojąca muzyka. Malfoy specjalnie zamówił stolik w ustronnym miejscu żeby mogli swobodnie porozmawiać. Wystrój knajpy wywarł ogromne wrażenie na Hermionie, która od dawna chciała odwiedzić to miejsce jednak nie bardzo miała z kim. Doskonale zdawała sobie sprawę, że zamówienie tutaj stolika w ostatniej chwili graniczy z cudem jednak wiedziała, że arystokrata ma na to swoje sposoby. Popatrzyła na niego uważnie.
- Nie sądzę aby sypianie w jednym łóżku i całowanie się można nazwać formalną relacją – uśmiechnęła się krzywo, a blondyn westchnął głośno.
- Granger nie o to mi chodzi. Powinniśmy się lepiej poznać, więcej rozmawiać, przestać udawać.
- Udawać czego?
- Że nic nas nie łączy.
- A coś nas łączy?
- No widzisz Granger tutaj pojawia się problem. Coś nas łączy, ale jest to zdecydowanie za mało.
- Nie wiem o co ci chodzi - powiedziała lekko zdezorientowana brązowooka.
- Jesteśmy małżeństwem, tego faktu nie zmienisz już do końca życia. Sytuacja wymknęła się trochę spod kontroli, ale oboje dostosowaliśmy się do nowych warunków. Ludzie w końcu dowiedzą się, że wzięliśmy ślub i wtedy zaczną patrzeć nam na ręce.
- Malfoy powiedz wprost o co ci chodzi – mruknęła.
- Musimy zacząć razem wychodzić, pokazywać się publicznie i nie możemy przy tym wyglądać jak skazańcy. Uważam również, że powinniśmy zacząć razem uprawiać seks.
- Słucham? - wykrztusiła zaskoczona.
- Nie mam zamiaru wplątywać się w jakieś skandale z kochankami – blondyn przeszywał ją wzrokiem.
- Chyba trochę przesadzasz... Możesz jakoś ograniczyć swój popęd seksualny.
- Ograniczam go od ponad miesiąca – syknął. Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona
- Poważnie? Przecież ty...
- Szanuję swoją żonę - oznajmił poważnie. - Poza tym doskonale pamiętam jak było ci ze mną dobrze – słysząc te słowa gryfonka oblała się rumieńcem. – Nie rozumiem dlaczego z tego rezygnujesz?
- Bo to wszystko dzieje się za szybko. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem. Do tej pory traktowałam cię jak wroga, a teraz dzielę z tobą dom i sypialnię – Hermiona przymknęła oczy i głośno wciagnęła powietrze – ja tak nie potrafię. Za dużo ode mnie wymagasz.
- Rozumiem, dlatego chcę abyśmy się lepiej poznali. To chyba sprawiedliwe rozwiązanie?
- Nie wiem czy takie w ogóle istnieje – mruknęła zrezygnowana. Na stoliku pojawiły się zamówione przez nich dania oraz wino. Oboje jedli w ciszy zerkając na siebie niepewnie. Kiedy skończyli posiłek Draco dolał im wina. Hermiona upiła łyk i popatrzyła na swojego męża. Była zaintrygowana jego propozycją, skoro jednak to on pierwszy wyciągnął do niej dłoń aby jakoś wyjść z tej niezręcznej sytuacji to dlaczego by nie skorzystać?
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytała.
- Co chciałabyś wiedzieć?
- Nie wiem... Coś czego jeszcze nie wiem – uśmiechnęła się łagodnie.
- Lubię oglądać mecze „Czerwonych Diabłów”.
- Domyśliłam się na weselu Ginny i Zabiniego - mruknęła niezadowolona. - Musisz się bardziej postarać.
- A ty też się postarasz? - popatrzył na nią, a w jego oczach można było dostrzec wesołe iskierki.
- To zależy od ciebie Malfoy – zmysłowy głos brązowookiej odpowiednio zadziałał na ślizgona.
- Chcę przejąć pewną upadającą firmę dlatego byłem we Francji.
- Trochę lepiej... Kontynuuj - powiedziała zachęcająco.
- Zawsze marzyłem o tym aby mieć psa, ale nie mam czasu na to żeby się nim odpowiednio zająć.
- To bardzo odpowiedzialne z twojej strony, że go nie masz. Jakie są twoje ulubione lody?
- Czekoladowe. A twoje?
- Waniliowe. Najpiękniejsze miejsce w jakim byłeś?
- Bora bora. Polecimy tam na wakacjach – posłał jej promienny uśmiech. Dziewczyna poczuła się jakby odkrywała nowy ląd.
- Myślisz, że nasze małżeństwo przetrwa do wakacji?
- Jestem tego pewien Granger.
- Masz jakieś marzenia? - zapytała zaciekawiona, a on skinął twierdząco głową. - Jakie?
- Chciałabym być szczęśliwy - wyraz zaskoczenia odmalował się na twarzy gryfonki.
- Nie jesteś?
- Jestem, ale nie do końca... Czegoś ciągle mi brakuje.
- Może powinieneś tego poszukać?
- Może... A ty masz marzenia?
- Tak. Chciałabym przeczytać wszystkie białe kruki z waszej biblioteki zanim będę się musiała wyprowadzić z Malfoy Manor – odparła zupełnie poważnie wywołując serdeczny śmiech blondyna.
- To akurat mogłem zgadnąć. Bardzo przyziemne marzenie Granger. Nie masz jakiegoś bardziej podniosłego?
- Jesteś strasznie wymagający. Marzy mi się aby na świecie panował pokój i żeby ludzie byli lepsi.
- Jak zwykle myślisz o innych – Draco dolał im wina – pomyśl o sobie. Czego chciałabyś dla siebie?
- Chciałabym przezwyciężyć ból po stracie rodziców – szepnęła zamyślona. W tym momencie Malfoy poczuł potrzebę przytulenia jej. Hermiona otrząsnęła się z zamyślenia i żeby rozluźnić atmosferę zapytała – z kim straciłeś dziewictwo? - Draco parsknął śmiechem.
- No wiesz co Granger tego pytania się nie spodziewałem - powiedział nieco oszołomiony, ale widząc jej wesołą minę postanowił odpowiedzieć. - Z Parkinson. A ty? - brązowooka uśmiechnęła się tajemniczo. – Skarbie nie wywiniesz się od odpowiedzi - ostrzegł ją.
- Krum.
- No nie – westchnął, jednak zaraz na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. – Jestem od niego lepszy? - gryfonka popatrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
- Może – odpowiedziała i roześmiała się wesoło. Rozmawiali tak przez dwie godziny zmniejszając dystans jaki między nimi panował. Oboje dowiedzieli się o sobie wielu różnych, ciekawych rzeczy. Po kolacji wezwali MAGtaxi i wrócili do Malfoy Manor.
Hermiona udała się schodami na górę do sypialni, w której chciała zapalić światło, ale blondyn uchwycił jej dłoń.
- Nie psuj nastroju – szepnął zmysłowo, a brązowooka poczuła jak jej puls przyspiesza. Jego ciepły oddech delikatnie łaskotał jej kark, a przyjemne ciarki przebiegły wzdłuż kręgosłupa. – Odwróć się – wymruczał, a ona bez protestu wykonała polecenie. W powietrzu można było wyczuć erotyczne napięcie panujące między nimi. Blondyn nachylił się i delikatnie musnął jej usta czekając na pozwolenie ze strony dziewczyny. Hermiona odwzajemniła jego pieszczotę. Pocałunek był delikatny i namiętny. Draco sprawiał wrażenie zafascynowanego jej wargami, zachowywał się tak jakby chciał ją uwieść swoim pocałunkiem. Po chwili przyciągnął ją do siebie i mocniej wpił się w zmysłowe usta dziewczyny. Brązowooka poczuła jego podniecenie i cicho jęknęła. Gryfonka czuła, że traci nad sobą kontrolę, zapach Malfoy'a zawładnął jej zmysłami. Blondyn niechętnie odsunął się od niej, a ich szybkie oddechy przenikały się w ciemności. Draco westchnął głośno.
- Chyba lepiej będzie jak prześpię się dzisiaj na sofie.
- Nie – szepnęła. – Twoje miejsce jest w łóżku.
- Granger moja rycerskość jest na wyczerpaniu. Nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Idź się połóż. Ja zaraz przyjdę.
Hermiona stała w łazience i spoglądała na komplet bielizny, który dostała od Dracona. Czy aby na pewno dobrze robi? W tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że musi przestać analizować. Ona pragnie czuć. Szybko rozebrała się z sukienki, odświeżyła, założyła prezent i narzuciła na siebie krótki satynowy szlafrok. Wchodząc do sypialni zauważyła, że blondyn nie śpi, ale przegląda jakieś dokumenty. Jednym machnięciem różdżki zgasiła światła i zapaliła świece w pokoju. Draco popatrzył zaskoczony na stojącą pośrodku sypialni dziewczynę.
- Mówisz, że od ponad miesiąca nie spałeś z żadną kobietą? – zapytała jakby od niechcenia.
- Mhm – mruknął i ostatkiem sił przeniósł wzrok na dokument trzymany w ręku.
- Malfoy? - ślizgon podniósł swój wzrok i poczuł, że brakuje mu tchu. Tuż przed jego łóżkiem stała kobieta jego marzeń, ubrana tylko w mały koronkowy stanik oraz figi od tego samego kompletu. Była prawie naga. Jego oczy pociemniały z podniecenia. – Pamiętasz? - zapytała i lekko przygryzła dolną wargę.
- Oczywiście, że tak – odparł lekko ochrypniętym głosem, który brązowookiej wydał się bardzo seksowny. Uśmiechnęła się do niego zmysłowo.
- Powinniśmy przestać udawać – szepnęła. Blondyn podniecony do granic możliwości z trudem siedział na miejscu. Gryfonka podeszła do łóżka i wyjęła kartkę papieru z jego dłoni, odrzuciła kołdrę na bok i z zadowoleniem uświadomiła sobie, że osiągnęła efekt jakiego pragnęła. Usiadła okrakiem na chłopaku, który był w samych bokserkach. Pochyliła się i mocno pocałowała go w usta, a następnie zaczęła pieścić jego szyję i klatkę piersiową. Z ust blondyna wydobył się pomruk zadowolenia, gdy dziewczyna sprawnym ruchem rozpięła biustonosz i odrzuciła go na bok.
- Granger czy ty chcesz mnie wykończyć?
- Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęła się do niego zalotnie. Widząc, że chłopak chce przejąć kontrolę nad sytuacją popatrzyła stanowczo w jego oczy. – Nie przerywaj - upomniała go i ponownie zaczęła wędrówkę po jego ciele. Draco czuł jak krew buzuje mu w żyłach, a jego puls przyspiesza. Hermiona sprawnym ruchem pozbawiła go bokserek i pocałowała go w ten najintymniejszy sposób. Malfoy zacisnął zęby. Tak długo czekał aż będzie mógł ponownie posiąść jej ciało, doprowadzić ją do granic rozkoszy, więc teraz nie chciał żeby to skończyło się tak jak planowała jego żona. Podciągnął ją do góry. Spojrzała na niego zdezorientowana.
- Nie podoba ci się?
- Chcę więcej – szepnął. Dotknął jej jedwabistej skóry na piersiach, a jego smukłe palce zaczęły drażnić stwardniałe sutki. Powoli i zmysłowo przeniósł dłonie na jej kobiecość, którą zaczął pieścić wywołując tym samym ciche jęki Hermiony. Delikatnie przewrócił ją na plecy i niemal z namaszczeniem zanurzył się w niej. Cichy pomruk zadowolenia wyrwał się z jego ust, była taka jaką ją zapamiętał rozkosznie ciepła, wilgotna i ciasna. Zaczął powoli poruszać się w jej ciele po to tylko by za chwilę przestać. Gyrfonka popatrzyła na niego zamglonym wzrokiem, a on uśmiechnął się kpiąco.
- Możesz mi przypomnieć kto jest lepszy? Ja czy Krum? - brązowooka jęknęła przeciągle.
- Malfoy.
- Odpowiedz i będę kontynuował – wymruczał. Dziewczyna zakołysała zachęcająco biodrami jednak blondyn był nieugięty. - No słucham? Ja czy Krum?
- Ty jesteś lepszy! - wymruczała seksownym głosem jego żona. Triumfalny uśmiech zagościł na przystojnej twarzy arystokraty, który ponownie zabrał ich w długą miłosną podróż. Tej nocy kochali się jeszcze dwa razy, albowiem oboje byli spragnieni swoich ciał, a każdy kolejny raz był bardziej namiętny od poprzedniego. Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że coś w ich życiu ulega zmianie...

piątek, 17 stycznia 2014

nice surprise XX

Hej!
Następny rozdział za dwa tygodnie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach:) Tyle pomysłów w mojej głowie, a tak mało czasu ;( 
Miłego weekendu! :)
pozdrawiam
pola

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Żona ma w swej pieczy mężowskie sumienie i winna tak postępować, by jej czyny nie kusiły małżonka do złego. Gdyż niegodziwością jest zachęcanie do popełnienia grzechu. A zabić kogoś w gniewie to przecież grzech.”

Po dwugodzinnej uczcie państwo Malfoy opuścili dom przyjaciół i udali się do Malfoy Manor. Draco wchodząc do domu był zaskoczony zmianami jakie w nim zaszły, jednak w duchu przyznał, że były one konieczne już dawno temu. Patrzył pełen podziwu na nowe ściany, meble, obrazy.
- I jak? - zapytała szeptem Hermiona
- Ładnie.
- To znaczy, że ci się podoba?
- Mhm.
- Idę wziąć prysznic. Chyba jesteś zmęczony? - popatrzyła na niego uważnie. – Wszystko w porządku?
- Czy ty się o mnie martwisz?
- W końcu jesteś moim ulubionym mężem – odpowiedziała mu ironicznie. Malfoy uśmiechnął się lekko na te słowa. Wyciągnął różdżkę i przywołał małą torebkę.
- Prezent dla mojej ulubionej żony – powiedział wręczając jej pakunek.
- Dobrze wiesz, że nie chcę od ciebie żadnych prezentów – zauważyła chłodno dziewczyna.
- Każda kobieta lubi prezenty, więc nie rozumiem Granger dlaczego ty miałabyś być inna? - Hermiona przewróciła teatralnie oczami, wzięła swój prezent i ruszyła schodami na górę. – Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę go na tobie – usłyszała za swoimi plecami. Gdy zamknęła za sobą drzwi do łazienki delikatnie wyjęła zawartość torebki. Uśmiechnęła się kpiąco. Czego innego mogła się spodziewać bo facecie takim jak Malfoy? Jej prezentem okazał się komplet czarnej, koronkowej bielizny.


- Możesz mi wytłumaczyć co to jest? - blondyn stał pośrodku swojej sypialni. Hermiona właśnie wróciła z łazienki. Popatrzyła niewinnie na chłopaka.
- Sypialnia.
- Wiem, że to jest sypialnia Granger – syknął przez zaciśnięte zęby. – Dlaczego do cholery ona jest czerwona?!
- Przecież mówiłam ci, że zrobiłyśmy remont – Malfoy poczuł jak palący go gniew rośnie. Wziął głęboki oddech i policzył w myślach do dziesięciu. Czerwony kolor był najgorszym z możliwych, kojarzył mu się tylko i wyłącznie z Gryffindorem, a on przecież jest ślizgonem. Przez chwilę pomyślał, że oszaleje jak spędzi w tym pokoju choćby minutę dłużej. Popatrzył uważnie na dziewczynę, która miała zamiar ułożyć się wygodnie do spania. Miał chęć zrobić jej krzywdę. Hermiona poczuła jego wzrok na sobie - Zawsze możesz spać w innym pokoju - rzuciła beztrosko.
Nagle blondyn dostał natychmiastowego olśnienia. Zrobiła to specjalnie aby wygonić go z jego własnej sypialni. Uśmiechnął się przebiegle.
- Wiesz co? Wręcz przeciwnie... Myślę, że teraz nasza sypialnia nabrała pewnego nastroju – powiedział zmysłowym głosem. Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami.


Hermiona czuła, że przekroczyła pewną granicę malując sypialnię blondyna na czerwono. Dla niej nie było to nic ważnego, ale na niego podziałało jak płachta na byka. Zastanawiała się czy Malfoy wyciągnie z tego jakieś konsekwencje.
Tymczasem Draco stał pod prysznicem, a zimne krople wody spływały po jego nagim ciele. Tego właśnie teraz potrzebował, trzeźwości umysłu. Jak ona do cholery mogła zmienić kolor jego sypialni... Wróć! Teraz to była ich sypialnia. Od tego całego ślubu minął ponad miesiąc, a on spędził zaledwie jedną noc ze swoją żoną. Wmawiał sobie, że seks jest pragnieniem, które da się ograniczyć i o dziwo udało mu się. Będąc dwa tygodnie we Włoszech miał styczność z wieloma pięknymi kobietami, ale przy Granger wszystkie były takie pospolite, płytkie, śmieszne... Gdy zamykał oczy widział ich wspólną noc, czuł w sobie palące pragnienie, którego nie mógł zaspokoić. Nie chciał robić niczego na siłę, nie chciał jej do niczego zmuszać... Wmówił sobie, że da radę dla dobra wszystkich. Zakończył lodowatą terapię, owinął ręcznik wokół bioder i udał się do sypialni. Wchodząc do niej ponownie uderzyła go czerwień, skrzywił się i zaklął cicho pod nosem. Wyszperał w szufladzie bokserki, które po chwili na siebie wciągnął i popatrzył na nowe ciemnobrązowe łóżko, w którym leżała dziewczyna o krótkich włosach. Zawsze podobały mu się kobiety z długimi włosami jednak, gdy dzisiaj zobaczył Granger w nowej fryzurze złapał się na tym, że jest ona jeszcze bardziej pociągająca niż przedtem. Był cholernie zmęczony, te ciągłe podróże, ciągłe problemy... Położył się wygodnie na nowym posłaniu i przymknął oczy.
- Malfoy – usłyszał cichy szept. – Śpisz?
- Nie – mruknął.
- To dlaczego masz zamknięte oczy? - zapytała zdziwiona dziewczyna. Hermiona będąc pod wpływem alkoholu nabrała większej odwagi.
- Żeby nie widzieć tej cholernej czerwieni – syknął.
- Czerwień w tym sezonie jest bardzo modna – dodała filozoficznie Hermiona.
- Granger – warknął zdenerwowany. – Ten kolor drażni moje nerwy tak samo jak twoje bezsensowne paplanie. Jestem bardzo zmęczony i moja cierpliwość się kończy, więc jeżeli chcesz przeżyć tę noc to przestań mnie denerwować inaczej przysięgam, że własnoręcznie cię uduszę.
- Dobrze już dobrze – mruknęła śpiąco dziewczyna. – Chciałam ci tylko podziękować za wykupienie mojego domu - blondyn prychnął kpiąco.
- Podziękowałaś... Malując mój pokój na czerwono. Takiej wdzięczności się nie spodziewałem - po tych słowach  odwrócił się do niej plecami. – Dobranoc.




Młody Malfoy otworzył oczy jednak zaraz natychmiast je zamknął. Oślepiająca czerwień niestety nie znikła przez noc. Ponownie otworzył oczy i kolejny raz skrzywił się na widok ścian. Popatrzył na nocny stolik obok łóżka i stojący na nim zegarek, który wskazywał 12.30. Nie pamiętał kiedy ostatni raz tak długo spał. Zerknął na puste miejsce obok siebie, musiał mieć twardy sen skoro nie usłyszał wstającej Granger. Usiadł na łóżku i potarł zaspaną twarz. Ostatnie tygodnie dały mu popalić, drobne problemy we włoskiej filii udało mu się rozwiązać, ale we Francji nie było już tak różowo. Malfoy chciał doprowadzić do przejęcia pewnej francuskiej „gadżeciarskiej” firmy. Zatrudnił najlepszych prawników, ekonomistów oraz polecił nadzór swojemu najlepszemu doradcy. Niestety pojawiły się pewne problemy i sam musiał się zjawić na miejscu. W ten oto sposób utknął tam na trzy tygodnie. Blondyn zaśmiał się pod nosem ze swojej sytuacji. On, jeden z najprzystojniejszych facetów na ziemi mógłby mieć codziennie inną kobietę i uprawiać z nią dziki seks tymczasem od ponad miesiąca żyje w celibacie i raczej nie zanosi się na jakieś drastyczne zmiany. Musi porozmawiać poważnie na ten temat ze swoją żoną. Przecież seks jest bardzo przyjemny, a w małżeństwie jest on czymś tak naturalnym jak oddychanie, więc dlaczego ona się tak przed tym broni? Nie ma zamiaru zdradzać swojej żony, wiedział, że są pewne granice, których przekraczać nie wolno. Westchnął z rezygnacją wstając z łóżka by zażyć porannej toalety, następnie zszedł na dół, gdzie nie było nikogo. Mężczyzna był zaskoczony tym widokiem, ponieważ była niedziela, dzień w którym wszyscy odpoczywali z rodziną, a jego dom był pusty. Skierował swoje kroki do kuchni.
- Ethanie gdzie jest moja matka? - zapytał lokaja, który stał i zaparzał herbatę.
- Pani Narcyza jest u siebie w gabinecie przegląda leksykony z kwiatami. Kazała przynieść sobie herbatę. Zrobić panu śniadanie?
- Nie trzeba. Sam sobie zrobię. Mogę to zanieść mamie? - zapytał wskazując głową tacę z zastawą do herbaty.
- Oczywiście – odparł lokaj podając ją swojemu panu. Zadowolony blondyn poszedł do gabinetu swojej matki.

- Dzień dobry – powiedział stając w progu. Narcyza podniosła wzrok znad swojej książki.
- Witaj. Widzę, że postanowiłeś wyręczyć Ethana – kobieta roześmiała się ciepło.
- Tak, kiedyś często przynosiłem ci herbatę – powiedział i zamyślił się. – Nie wiesz gdzie...
- Jest Hermiona? - dokończyła za niego pani Malfoy. Blondyn skinął głową – wstała bardzo wcześnie, zjadła szybko śniadanie i wyszła. Kazała ci przekazać, że jedzie odwiedzić rodziców. Naprawdę nie wiem dlaczego tak jej się spieszyło.
- To jest Granger. Ona lubi być perfekcyjna - mruknął ponuro. - Zapewne zaplanowała sobie już cały dzień – Narcyza popatrzyła uważnie na syna.
- Chyba nie masz jej tego za złe? Od miesiąca nie ma cię w domu. Twoja żona usiłuje sobie jakoś zorganizować czas.
- Mamo przecież wiem... - w głębi serca poczuł lekkie ukłucie smutku. Nie było go cały miesiąc, mieli udawać dobrane małżeństwo, a tymczasem jego małżonka znika przy pierwszej wspólnej niedzieli. W dodatku nie będzie jej najprawdopodobniej cały dzień. Westchnął głośno.
- Wszystko w porządku Draco?
- Tak... Nie będę ci przeszkadzał widzę, że rozwijasz swoje zainteresowania – blondyn posłał matce ciepły uśmiech i wyszedł z gabinetu. W hallu natknął się na Ginny.
- Ruda ty tutaj? - zapytał zaskoczony. Pani Zabini uśmiechnęła się promiennie.
- Przyjechałam do twojej mamy. A ty nie jesteś umówiony z Blaisem?
- Cholera – mruknął i pobiegł po schodach do swojego gabinetu. Pozbierał dokumenty i szybko pojechał do przyjaciela.


Hermiona odwiedziła grób rodziców, na którym zostawiła dwa bukiety czerwonych róż.
- Mamo, tato tak bardzo za wami tęsknię – wyszeptała, a po jej policzku spłynęło kilka łez, które szybko otarła. - Wiecie odkupiłam nasz dom. Właściwie Draco to zrobił. Teraz jest moim mężem. Może nasze małżeństwo nie jest takie prawdziwe jak wasze, ale teraz to nie ważne – dziewczyna zaśmiała się cicho. – Malfoy w głębi serca jest dobrym chłopakiem, ratował ludziom życie i pomagał Zakonowi. Jest kulturalny, elegancki i przystojny. Zapewne chcielibyście takiego męża dla swojej córki. Jest tylko pewien mały problem – wyznała cicho, a po jej policzku ponownie spłynęły łzy. – My nie wierzymy w miłość, ale przecież to nic takiego - brązowooka zamyśliła się na chwilę. - Pojadę teraz do naszego domu – oznajmiła i odeszła powolnym krokiem do samochodu.

Dom przy Green Street 30 wydawał się Hermionie taki sam od lat. Wygrzebała klucze ze swojej torebki i ostrożnie umieściła je w zamku, następnie z pewnym namaszczeniem przekręciła klucz i lekko pchnęła drzwi, które ustąpiły. Jej dom. Te same meble, dywany, zasłony... Lekki bałagan, który nie został posprzątany po ich śmierci. Gryfonka nie chciała niczego zmieniać. Na pogrzebie byli nieliczni przyjaciele, klienci i rodzina. Pamięta, że starała się zachować spokój, nie uronić ani jednej łzy co jej się udało. Dopiero po pogrzebie poczuła, że jest sama jak palec. Każdy ma rodzinę, dom, chłopaka, narzeczonego, brata czy też siostrę, a ona nie miała już nikogo. Było jej bardzo ciężko pozbierać się po tym wszystkim, do końca życia będzie wdzięczna Ginny, Harremu, Ronowi za wsparcie jakie od nich otrzymała. Poszła do kuchni, gdzie nalała wody do czajnika, wyjęła swój ulubiony kubek, znalazła herbatę i usiadła przy stole. Wszystko było tak jak dawniej, w tym samym miejscu tylko ich nie było... Popadła w lekkie zamyślenie, z którego wyrwał ją dźwięk zagotowanej wody. Zaparzyła sobie herbatę i udała się do swojego pokoju, który był na poddaszu. Znowu to samo, lekki bałagan, wszystko zostawione tak jak pamiętała. Nikt niczego nie tknął. Uśmiechnęła się blado do siebie. Wyjęła stary album ze zdjęciami i zaczęła je przeglądać popijając herbatę. Łzy same płynęły po policzkach, przeradzając się w szloch, a następnie w gorzki płacz. W ten sposób obejrzała jeden album, a potem następny i następny... Zmęczona położyła się spać. Śniły jej się pojedyncze fragmenty z życia, strzępki ważnych dla niej wydarzeń. Później przyśnili jej się rodzice, którzy jechali samochodem i wołali o pomoc, więc Hermiona biegła za samochodem ile tchu w płucach, spocona, zmęczona, lecz biegła aby im pomóc, ale powoli zaczynał brakować jej sił, a oni oddalali się coraz bardziej... Zerwała się zalana potem, czując się tak jakby naprawdę gdzieś biegła. Popatrzyła za okno, gdzie było już ciemno. Musiała długo spać. Wstała z łóżka i ruszyła na dół. Stanęła pośrodku salonu i dotarła do niej jedna myśl... Przecież ona teraz ma drugi dom, w którym codziennie czeka na nią ciepła kolacja, miła jasnowłosa kobieta, z którą może rozmawiać o wszystkim. Pojawiło się dziwne uczucie, wyrzuty sumienia, że tak łatwo zastąpiła swoją lukę w sercu, lecz potem poczuła rosnący w niej gniew... To nie jej wina, że rodzice umarli i ją zostawili, to nie jej wina, że znalazła drugi dom, w którym ktoś się o nią troszczy. Ona nic złego nie zrobiła! Chce być tylko komuś potrzebna, czuć się kochana. Na policzkach znowu zalśniły łzy, które były słone, gorące, a zarazem takie kojące... Złapała wazon z kwiatami i rzuciła nim o podłogę, potem przeszła do kuchni, gdzie poleciały talerze jeden po drugim, następnie chciała zabrać się za szklanki, lecz ktoś złapał ją za rękę.
- Wystarczy – usłyszała cichy głos. Odwróciła się i popatrzyła w stalowe tęczówki.
- Nie mów mi co mam robić – warknęła i szarpnęła swoją rękę, jednak blondyn nie wypuścił jej. Złapał za drugą i obie mocno ścisnął.
- Uspokój się – powiedział stanowczym tonem i przyciągnął ją do siebie otaczając opiekuńczymi ramionami. Tego jej teraz było trzeba. Chciała poczuć ciepło drugiego ciała, poczuć coś co jest namacalne, żywe, coś co nie jest wspomnieniem. Rozpłakała się. Draco nie wiedział za bardzo co ma robić. Przyjechał tutaj, bo było już późno, a Granger jeszcze nie wróciła do Malfoy Manor. Oboje z Narcyzą trochę się zaniepokoili. Blondyn domyślił się gdzie, może być jego żona, więc pojechał upewnić się czy nic jej się nie stało. Nie spodziewał się, że zastanie ją w takim stanie. Zaczął delikatnie ją głaskać po krótkich włosach.
- Oni... oni... - gryfonka chciała coś powiedzieć jednak szloch znacznie utrudniał jej zadanie.
- Ciiii – szepnął kojąco blondyn.
- Ja... Teraz mam nowy dom... Naprawdę się w nim dobrze czuję – Draco nie przestawał jej tulić –traktuję... Narcyzę jak matkę... a moja mama nie żyje od kilku miesięcy – ponownie rozpłakała się na dobre. Malfoy był zdziwiony tą informacją. Uświadomił sobie jak długo go nie było w Malfoy Manor i jak wiele zmian go ominęło – ona na mnie czeka... rozmawia ze mną. Ja ją naprawdę lubię! Wreszcie czuję, że... ktoś się o mnie troszczy... A ona nie żyje... Myślisz, że są na mnie źli? - gryfonka niechętnie odsunęła się od ciepłego torsu blondyna. Malfoy położył swoje dłonie na jej ramionach i popatrzył uważnie w jej duże, zapłakane oczy
- Granger nie wygaduj głupstw. Oni się cieszą, że ułożyłaś sobie życie. Każdy rodzic cieszy się ze szczęścia swojego dziecka – ponownie przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Nie wiedział dlaczego, ale czuł się odpowiedzialny za tę dziewczynę i chciał ją chronić. W jego ramionach była taka delikatna i taka krucha. Na co dzień sprawiała wrażenie walecznej, silnej kobiety. Teraz zauważył w niej istotę, którą trzeba się opiekować i o dziwo on chce to robić. - Jest już późno wracajmy do domu – wziął Hermionę za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Drogę powrotną każde spędziło na swoich przemyśleniach.

- Jesteś głodna? - zapytał troskliwie, gdy byli już na miejscu. Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. - Idź połóż się spać. Na pewno jesteś zmęczona.
- A ty? - wyszeptała.
- Muszę jeszcze przejrzeć parę dokumentów – powiedział wymijająco na co ona skinęła głową i ruszyła schodami na górę. Draco doskonale wiedział, że dziewczyna potrzebowała bliskości nie chciał jednak prowokować losu. Głos w głowie mówił mu, że nie należy wykorzystywać takiej sytuacji. Przyłapał się na tym, że zaczyna się troszczyć o swoją żonę, zaczyna mu zależeć...
- Chyba się starzeję – powiedział sam do siebie i udał się do swojego gabinetu, w którym spędził trzy godziny przeglądając skrupulatnie każdy dokument. Po powrocie do sypialni zauważył, że kolor ścian nie był już tak rażący. Uśmiechnął się pod nosem. „Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia” pomyślał. Popatrzył troskliwym wzrokiem na małżeńskie łóżko, w którym spała drobna kobieca postać. Nie było go ponad miesiąc, ale codziennie zastanawiał się co u niej słychać. Powierzył zaufanemu człowiekowi pieczę nad sprzedażą jej domu, a gdy machina ruszyła wkroczył do akcji. Wiedział, że gryfonka się tego nie spodziewała i cieszył się, że mógł zrobić jej niespodziankę. Przepełniała go radość i poczucie ogromnej satysfakcji kiedy myślał o niej „moja żona”. Od ukończenia Hogwartu wiedział, że ta kobieta zrobi karierę i nie pomylił się. On samodzielnie założył firmę, o której marzył od dawna i otaczał się pięknymi kobietami. Przelotny romans? Dla niego nie było to nic trudnego, wręcz uwielbiał takie jednorazowe przygody, dopiero gdy codziennie rano pijąc kawę i przeglądając „Proroka Codziennego” natrafiał na artykuły o Hermionie Granger, która udzielała się społecznie na milion sposobów i wygrywała wiele trudnych spraw, zdawał sobie sprawę, że jego przelotne romanse to zabawka. Jeżeli kiedykolwiek weźmie ślub, co w jego przypadku jest nieuniknione to z kobietą taką jak Granger. Teraz dumnie patrzył na łóżko, w którym leżała cała jego, żona. W tym momencie Malfoy zdał sobie sprawę, że nie wypuści jej ze swoich rąk za żadne skarby świata. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiedział. Bardzo delikatnie wsunął się na łóżko. Drobne ciało brązowowłosej automatycznie obróciło się i spoczęło na jego klatce piersiowej, robiąc sobie poduszkę z jego ramienia. Uśmiechnął się czule patrząc na ten widok. Wyciągnął rękę aby zgasić lampkę na stoliku. Gryfonka poruszyła się niespokojnie, otworzyła oczy i zobaczyła w jakiej pozycji się znajduje.
- Przepraszam – wyszeptała. Chciała się odwrócić jednak blondyn przytrzymał ją mocno swoim ramieniem.
- Zostań. Tak jest dobrze – powiedział łagodnym głosem po czym zgasił światło.
- Dziękuję – odpowiedziała i ponownie odpłynęła w krainę Morfeusza.

czwartek, 28 listopada 2013

nice surprise XIV (+18)

A miłość? Jeszcze jeden nałóg młodości, ryzykowne gry, oszałamiające stany nieważkości.”

Siedzieli obok siebie. Hermiona znowu czuła zapach jego perfum, który przyjemnie drażnił jej zmysły. Spojrzała na niego ukradkiem był taki pewny siebie, a zarazem wyluzowany. Ich drogi się rozejdą on będzie dalej przystojnym biznesmenem, a ona waleczną panią mecenas. Życie. Przez głowę dziewczyny przemknęła myśl, że robi się sentymentalna. Mimowolnie westchnęła
- Granger czyżby moje towarzystwo było aż tak uciążliwe, że tak wzdychasz? - blondyn uniósł swoją lewą brew.
- Skądże Malfoy. Marzyłam od o tym lat żeby spędzić razem z tobą tyle czasu – mruknęła zrezygnowana dziewczyna.
- Coś cię gryzie...
- Nie myśl sobie, że powiem ci co – posłała mu groźne spojrzenie, na co on uśmiechnął się pod nosem.
- Nie chcesz to nie mów. Myślałem, że wy kobiety lubicie rozmawiać i dzielić się swoimi problemami.
- Być może. - Blondyn się nie odezwał, bo wiedział, że przyciskanie jej do muru niczego nie zmieni. Wkrótce zatrzymali się pod jej domem, Draco wysiadł żeby otworzyć jej drzwi. Stanęli naprzeciwko siebie, a on spojrzał głęboko w jej oczy, które były takie piękne i zarazem smutne.
- Wejdziesz na herbatę? - zapytała niepewnie.
- Chętnie – odparł gładko Malfoy.

- Wiesz, że jestem pijana? - siedzieli w kuchni przy stole w ręku trzymając kubki z gorącą herbatą. Draco uśmiechnął się.
- Wiem. Ja też jestem. I co w związku z tym?
- Żebyś sobie Malfoy nie myślał, że na trzeźwo też bym ci się tak zwierzała – skrzywiła się.
- Żebyś sobie nie myślała, że na trzeźwo chciałbym słuchać twoich rozterek.
- Bardzo śmieszne - brązowooka zamilkła na chwilę. - Wiesz gdy odeszli moi rodzice czułam się sama jak palec, nie mam rodzeństwa, nie utrzymuję kontaktów z dalszą rodziną - westchnęła. - Ginny mnie wspierała od Hogwartu. Nawet jak zaczęła się spotykać z Zabini'm to mieli dla mnie czas. A teraz? Harry i Ron są w ciągłych rozjazdach, mają wiele meczy, treningów. Ginny i Blaise wzięli ślub, pewnie postarają się o dziecko i będą mieli swoją rodzinę. Już nie będą mieli tyle czasu. Wydaje mi się, że nasza przyjaźń może powoli wygasać aż w końcu całkiem zgaśnie.
- Przesadzasz Granger. Prawdziwa przyjaźń wytrzyma wszystko.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem. To to cię tak męczyło? - zapytał zaskoczony blondyn. Dziewczyna przytaknęła skinieniem głowy. Draco skupił na niej swój uważny wzrok. – Kłamiesz - stwierdził po chwili. -  Skoro już tutaj jestem i słucham to przynajmniej nie kłam.
- Dostałam pismo od komornika. Znalazła się chętna osoba do kupienia domu. Myślałam, że to dłużej potrwa – Hermiona upiła łyk herbaty.
- Dlaczego tak zależy ci na tym domu?
- Właściwie to teraz nie zależy mi na budynku tylko na tym co jest w środku.
- To to odkup – powiedział to jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Nie mogę! Wszystko jest zadłużone. Nie można sobie kupić pojedynczych rzeczy. Wszystko albo nic – Draco poczuł, że jest mu szkoda Hermiony. Mógłby jej pożyczyć te pieniądze, ale przecież dał jej do cholery propozycję małżeństwa. W życiu nie ma nic za darmo, więc jeżeli Granger chce to musi przystać na jego warunki. Podniósł się od stołu i podszedł do niej. Stanął za jej plecami, położył swoje dłonie na jej ramionach i zaczął je delikatnie masować.
- Co robisz? - zapytała zaskoczona.
- Nie udawaj, że nie znasz się na takich rzeczach. Pomagam ci się odprężyć – wyszeptał jej do ucha. Po ciele Hermiony przeszedł przyjemny dreszcz, a wypity alkohol zaszumiał jej w głowie. Z rozkoszą przymknęła powieki.
- Znasz jeszcze jakieś inne sposoby? - zamruczała jak kotka. Draco uchwycił jej podbródek, obrócił jej głowę ku sobie. nachylił się i wpił się w jej spragnione wargi. Całował ją z taką pasją aż Hermiona poczuła jak rozpływa się w tym cudownym uczuciu. Powoli podniosła się z krzesła, lecz blondyn oderwał od niej swoje usta. Mruknęła niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, jednak po chwili Malfoy zaczął wodzić ustami po jej szyi zmierzając coraz niżej ku jej dekoltowi. Gryfonka poczuła, że brakuje jej tchu. Odsunęła delikatnie chłopaka.
- Co my robimy ? - szepnęła oszołomiona.
- Nie psuj chwili Granger – wyszeptał niskim, seksownym głosem – pragnę cię. Przestań analizować, daj się ponieść emocjom – Spojrzał w jej oczy dając jej czas na zaprotestowanie, ale ona milczała jak zaklęta. Cień uśmiechu pojawił się na twarzy blondyna, który ponownie nachylił się i zaczął całować jej szyję.
- Draco.
- Mhm - wymruczał nie odrywając warg od jej gładkiej skóry.
- Chodźmy do sypialni – zaproponowała nieco ochrypniętym głosem. Tego nie trzeba mu było powtarzać dwa razy, chwycił ją za rękę i poprowadził na górę. Gdy znaleźli się w pokoju blondyn uniósł dłonie do głowy gryfonki i delikatnie rozpuścił jej długie, lśniące włosy po czym ponownie z pasją wpił się w jej malinowe usta. Nie przestając jej całować odnalazł suwak od sukienki i zgrabnie go rozpiął. Delikatny materiał opadł na podłogę, tak że Hermiona stała przed nim w samej koronkowej bieliźnie i pończochach. Wydawała się być nieco zawstydzona zaistniałą sytuacją. Malfoy spojrzał głęboko w jej oczy.
- Jesteś piękna – powiedział z uznaniem. Panna Granger dostrzegła w jego szarych tęczówkach płonący ogień. Pragnął jej. Uniosła drżące ręce i zaczęła powoli rozpinać guziki jego koszuli, podczas gdy on składał na jej szyi kolejne pocałunki. Już po jego ubranie również znalazło się na podłodze. – Połóż się – rozkazał jej i delikatnie popchnął na łóżko. Hermiona z wdziękiem opadła na chłodną, satynową pościel. Z tej pozycji dostrzegła sportową sylwetkę chłopaka, która była idealna, dokładnie taka jak ją sobie wyobrażała. Wodziła wzrokiem po szerokich, umięśnionych ramionach, płaskim brzuchu, mimowolnie popatrzyła niżej i poczuła przypływ pożądania. Draco zauważył gdzie skierowany jest wzrok gryfonki i uśmiechnął się łobuzersko.
- Granger jaka z ciebie bezwstydnica – mruknął. Brązowooka chciała mu coś odpowiedzieć, ale zamknął jej usta swoim pocałunkiem i sprawnym ruchem pozbawił ją reszty ubrania – Podaruję ci rozkosz jakiej nie dał ci jeszcze żaden mężczyzna – powiedział pełnym pożądania głosem. Nie chciał się spieszyć, pragnął delektować się każdą chwilą. Powoli i z namaszczeniem przejechał językiem po piersi Hermiony co wywołało u niej dreszcz przyjemności. Widząc jej reakcję blondyn zaczął drażnić stwardniałe sutki dziewczyny. Z malinowych ust wydobyły się ciche jęki, które były muzyką dla jego uszu. Draco przeniósł swoje pocałunki na jej płaski brzuch i zaczął schodzić coraz niżej. Pożerał ją kawałek po kawałeczku jakby chciał nasycić swój głód, który rósł w nim od dawna. Oddech Hermiony był coraz szybszy, urywany... Torturował ją, lecz były to słodkie tortury. Powoli, niespiesznie zbliżył swoje usta do jej kobiecości i zaczął całować ją w ten najintymniejszy sposób aż drobnym ciałem gryfonki zawładnął spazm rozkoszy. Blondyn ponownie znalazł się przy jej uchu.
- To dopiero początek – powiedział zmysłowym szeptem. Rozchylił ręką jej uda i wszedł w nią pewnym ruchem. Z jego ust wydobył się cichy pomruk zadowolenia. Brązowooka spojrzała z uwielbieniem w jego stalowe tęczówki, które niemal krzyczały „Jesteś moja”. Ich nagie ciała ocierały się o siebie w skotłowanej pościeli. Hermiona zapomniała o całym otaczającym ją świecie, a z jej malinowych ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki oraz okrzyki. Malfoy czuł się dumny z tego, że to właśnie on doprowadza do takiego stanu wyniosłą panią mecenas, sycił się tym widokiem i reakcjami. Blondyn zaczął poruszać się coraz szybciej. Jego mocne, głębokie pchnięcia sprawiły, że Hermiona odrzuciła głowę do tyłu wbijając paznokcie w jego plecy, a jej ciałem wstrząsnął potężny orgazm, moment później on również szczytował. Chwilę potrwało zanim ich oddechy się uspokoiły, Draco delikatnie odgarnął włosy z twarzy panny Granger.
- Moja propozycja małżeństwa jest nadal aktualna. Zastanów się - mruknął. - Idę do łazienki – dodał podnosząc się z łóżka.
Gryfonka leżała w łóżku rozmyślając o tym co przed chwilą się wydarzyło. To był najbardziej ekscytujący i niesamowity seks w jej życiu. Spojrzała na niego uważnie, gdy wrócił z łazienki.
- Przecież to byłoby bez sensu – zauważyła cichym i spokojnym głosem.
- Bez sensu byłoby gdyby jedno z nas wierzyło w miłość, a my oboje w nią nie wierzymy – powiedział nakładając bokserki. – Zastanów się nad tym. Pełna niezależność, dostęp do funduszy, nazwisko, rodzina - wyliczył jej wszystkie pozytywne strony.
- Chcesz żebym się sprzedała.
- Nie - zaprzeczył stanowczo. - Chcę zawrzeć transakcję korzystną dla nas obojga. Poza tym - odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął pod nosem. - Podoba mi się twój tyłek Granger – Popatrzył na nią wzrokiem zarezerwowanym tylko dla Malfoy'ów i zaczął gładzić jej nagie ramię.
- Nie wiem - odpowiedziała zmęczona. - Jestem pół przytomna. Do kiedy mogę podjąć decyzję?
- Najlepiej jak najszybciej. Powiedzmy, że maksymalnie daję ci miesiąc – powiedział podnosząc się z łóżka.
- Dlaczego ja?
- Mam swoje powody – powiedział cicho – Nie musisz mnie odprowadzać trafię do wyjścia. Odpoczywaj Granger – obejrzał się, ale dziewczyna już spała. Nachylił się i musnął ustami jej policzek.

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Kolejna część pojawi się być może 6 grudnia. Dziękuję za każdy jeden komentarz. Opowiadanie będzie dokończone nawet jeżeli będzie je czytać tylko jedna osoba (tak sobie obiecałam)
Pozdrawiam
pola

środa, 20 listopada 2013

nice surprise XIII

Myślałam, że nie dam rady gdyż dopadło mnie przeziębienie ale zacisnęłam zęby i jest! :) przed Wami wesele Ginny i Blaise'a :D kolejny raz dziękuję za każdy jeden komentarz pozostawiony na tym blogu gdyż to dzięki nim mam ochotę pisać kolejne części ;) z pokora przyjmę też każdą krytykę... Mocno zastanawiam się nad zmianą szablonu czy ktoś może coś/kogoś polecić? 
Miłego czytania! :)
PS. Kolejna część 27.11.2013

CZYTAM = KOMENTUJĘ



Dla miłości mojej nie ma gór nieprzebytych. Miłość moja pójdzie za tobą przez góry i morza, zdepcze wszystkie przeszkody i ogarnie cię takim płomieniem, iż się w nim twoje dumne serce roztopi i zleje z moim.”

- Halo – mruknął zaspany.
- Malfoy wstawaj!
- Mhm
- Malfoy! Jest trzynasta! Kwiaty miały być w kaplicy. Czekam tu na ciebie do cholery! – do blondyna bardzo powoli docierały słowa padające z drugiej strony telefonu. Usiadł na łóżku.
- Granger?
- Brawo bystrzaku! Za ile będziesz?
- Gdzie?
- W kaplicy! -w jej głosie słychać było irytację. Żołądek podszedł Draconowi do gardła, nagle sobie przypomniał jak umawiał się z nią, że o wpół do pierwszej będzie w kaplicy z kwiatami, a potem jeszcze zawiozą je na salę. Spojrzał na zegarek. Pierwsza. Zaklął siarczyście.
- Zapomniałeś ? - zapytała niepewnie dziewczyna. Cisza – Błagam powiedz, że nie zapomniałeś i jesteś już w drodze.
- Będę dosłownie za parę minut! Czekaj tam i nigdzie się nie ruszaj
- Jesteś najbardziej nieodpowiedzialnym egoistą jakiego... - tyrady Granger mógł wysłuchać później teraz musiał się spieszyć pomyślał wstając i chwytając jeansy.
- Rozłączył się! Nie do wiary! - oburzona gryfonka stała pośrodku kaplicy, w której już powinny znajdować się piękne kwiaty o zapachu czekolady. To była ich niespodzianka dla Ginny. – A umawiałam się z nim jak z odpowiedzialnym człowiekiem, przypominałam pięć razy! - prychnęła wściekle.
Blondyn złamał wszelkie magiczne ograniczenia prędkości. Musiał się spieszyć. Ślub był o piętnastej. Dlaczego ten budzik go nie obudził? Pamiętał jak prze mgłę, że dzwonił, a on go wyłączył i zamknął oczy tylko na chwilę ... Wpadł rozpędzony do kaplicy, w której stała i czekała Granger. Wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Włosy gładko zaczesane w eleganckiego koka, delikatny makijaż oczu i mocno podkreślone różową pomadką usta. Miała na sobie krótką, blado szarą sukienkę, która delikatnie opinała jej idealne ciało. Całość dopełniały kremowe szpilki na wysokim obcasie, które idealnie komponowały się z jej zgrabnymi, opalonymi nogami.
- Jeżeli chcesz przeżyć ten dzień to nie odzywaj się do mnie ani słowem! - warknęła ostrzegająco.
- Pięknie wyglądasz – oznajmił. – Co robimy?
- Och no nie wiem może sobie usiądziemy i poplotkujemy?
- Z sarkazmem ci nie do twarzy – powiedział chłodno. – Zaspałem. Przecież nic się nie dzieje. Zdążymy.
- Dla was zawsze się nic nie dzieje – syknęła. – Dawaj te kwiaty, bo nie ma czasu. Musisz się jeszcze przebrać chyba, że to jest twój strój ? - popatrzyła kpiąco na blondyna. Potargane włosy, ciemno granatowe jeansy i biała koszulka z dużym nadrukiem „I'm boss”. Wyglądał bardzo chłopięco, a zarazem seksownie.
- Nie podoba ci się ? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
- Tak jakoś nie komponujesz się z otoczeniem.
- Oj Granger wyluzuj. Jeszcze cię olśnię swoim eleganckim wyglądem – puścił jej oczko. Wyszeptał magiczną formułę i machnął różdżką. W kaplicy pojawiły się piękne bukiety w wysokich, eleganckich flakonach. W powietrzu unosiła się przyjemna, czekoladowa woń. Hermiona zrozumiała dlaczego Ginny zachwyciła się tymi kwiatami.
- Domyślam się, że ty tego nie dokonałeś tylko twoja mama – mruknęła, na co on bezradnie wzruszył ramionami.
- Mówiłem ci, że ja nie jestem od kwiatów. Co z tym zrobić? Bo widzę, że szanowna pani swojej różdżki nie ma – dziewczyna zgromiła go wzrokiem po czym poinstruowała go i po chwili kaplica była kompletnie udekorowana.
- Jeszcze sala – przypomniała dziewczyna.

Draco wpadł z impetem do małego pomieszczenia przy kaplicy, w którym czekał zamyślony Blaise. "Zdążyłem" pomyślał z ulgą. Pędził jak na złamanie karku. Zabawę z kwiatami skończyli przed drugą, później podrzucił Granger do domu i pojechał do siebie. Przez całą drogę brązowooka nie żałowała mu wywodów na temat jego egoizmu, nieodpowiedzialności i dziecięcego zachowania. W domu wziął szybki prysznic, przebrał się w nowy elegancki garnitur, śnieżnobiałą koszulę i ruszył do przyjaciela. Zerknął na ścienny zegar, który wskazywał kwadrans przed trzecią. "Dobry czas" pochwalił się w duchu.
- Stary co tak późno? - zapytał rozbawiony brunet.
- Miałem małe zawirowania – roześmiał się blondyn.
- Gratuluję wygranej - powiedział Blaise i wyciągnął dłoń, którą Draco uścisnął. - Wszyscy o tym mówią. W końcu każdy poznał prawdę o tym co robiłeś i jaki byłeś – Malfoy skrzywił się na te słowa.
- Ty od razu wybrałeś dobrą stronę, ja byłem głupi i musiałem za tę głupotę płacić.
- Ale razem dawaliśmy radę – uśmiechnął się pocieszająco Zabini.
- Tak, a teraz nasze drogi się rozejdą. Będziesz miał żonę, zapewne zmajstrujesz zaraz potomka – blondyn szturchnął przyjaźnie towarzysza w ramię. – Na pewno nie chcesz się wycofać? Masz jeszcze czas.
- Nie wycofam się.
- Całonocne imprezy i niezobowiązujące znajomości.
- Kochająca żona oraz regularny seks – Draco chwilę pomyślał.
- Można i tak.
- Też kiedyś do tego dorośniesz – roześmiał się Zabini. Blondyn chciał coś powiedzieć, lecz kapłan zajrzał przez drzwi.
- Zapraszam na krótką modlitwę przed ceremonią.
- Idź się pomodlić – szepnął Draco – przyda ci się.
Osobiście nie wierzył w miłość. Jak można wierzyć w coś tak kruchego i nietrwałego? Pomimo swoich rozterek z całego serca kibicował Diabłu i Rudej.


- Zaraz zaczynamy Gin – powiedziała Hermiona stając w drzwiach. Molly ze łzami w oczach uściskała córkę i wyszła.
- Mamo nie płacz! Przecież nie umieram – krzyknęła za nią rudowłosa dziewczyna.
- Wyglądasz olśniewająco – panna Granger była zachwycona wyglądem przyjaciółki. Miała piękną skromną suknię, długi welon i rozpuszczone lśniące rude włosy. – Mam coś dla ciebie – mówiąc to podała dziewczynie bukiet kwiatów. Zdumienie Weasley'ówny było dla niej największą nagrodą.
- Hermiono przecież one pachną czekoladą. Na gacie Merlina to było moje marzenie! Nie wiem jak ci dziękować – drobna rudowłosa dziewczyna rzuciła się w objęcia Hermiony.
- To nie tylko moja zasługa. Bez pani Malfoy nic by nie było.
- Ty i Narcyza? - zapytała zdziwiona Ginny.
- Ona jest bardzo miła.
- Wiem. Odwiedzaliśmy ją z Blaise'm, ale nie sądziłam, że ty się przekonasz do ich rodziny.
- Bez przesady Gin - upomniała ją surowo brązowooka. - Przekonałam się do Narcyzy, a nie do całej rodziny – rudowłosa parsknęła śmiechem.
- Draco nie jest zły. Wszyscy go lubią nawet Harry i Ron!
- Wiesz, że nie jestem taka jak wszyscy, ale dla ciebie jestem w stanie zrobić wszystko i wytrzymałam miesiąc z tym ślizgonem. Wytrzymam jeszcze dzisiaj. Jesteś dla mnie jak siostra.
- Ty dla mnie też - szepnęła wzruszona panna młoda. – Dziękuję.
- Poczekaj aż zobaczysz kwiaty w kaplicy i na sali. Wtedy będziesz mogła dziękować. Teraz idziemy. Czas zacząć nowe życie.

- Ładnie to wszystko wygląda – usłyszała znajomy głos za swoimi plecami należący do pewnego przystojnego blondyna.
- Mhm.
- Nie pijesz? - popatrzył na nią uważnie.
- Nie chcę się upić na weselu mojej najlepszej przyjaciółki.
- Granger wyluzuj trochę – Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale podszedł do nich rudowłosy chłopak.
- Merlinie jakie zamieszanie. Mama ma prawie stan przedzawałowy. Nawet nie miałem kiedy się przywitać - chłopak popatrzył z uznaniem na gryfonkę. - Hermiono pięknie wyglądasz – oznajmił i dał jej całusa w policzek.
- Cześć Ron – brązowooka uśmiechnęła się blado.
- Draco – mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, gdy kolejna osoba podeszła do nich.
- Cześć wam – powiedział zmęczony Harry.
- Potter jak tam twoja głowa ? - zapytał uradowany blondyn.
- Może być. Dzięki za eliksir na kaca.
- O czym rozmawiacie? - nagle znikąd pojawił się Zabini.
- Witamy się póki co – powiedział uśmiechnięty Ron. – Gdzie zgubiłeś moją siostrę?
- Rozmawia z jakimiś kuzynkami.
- Tak w ogóle zapomnieliśmy wam pogratulować – Hermiona stała między czterema mężczyznami, których wydawało jej się, że zna, ale nic nie rozumiała z całej tej sytuacji. Przecież oni powinni się nienawidzić.
- Ja chyba czegoś nie rozumiem - powiedziała nieco skołowana. Harry spojrzał na nią zdziwiony.
- No wygranego procesu? Śledziliśmy go z Ronem, gdy mieliśmy wolne podczas mistrzowskich rozgrywek. Hermiono dzielnie walczyłaś, a ty Malfoy w końcu pokazałeś swoją prawdziwą twarz! Szkoda, że nie powołaliście mnie na świadka mógłbym opowiedzieć jak pomogłeś mi uratować tę małą dziewczynkę.
- Albo mnie! - wyrwał się Ron. – Jak pomogłeś uratować tę kobietę w ciąży. Niezłe cięgi wtedy dostałeś od Lestrange – Ron się lekko skrzywił. Draco postanowił zabrać głos
- Chłopaki przypominam, że byłem oskarżony o molestowanie i mobbing. To nie było sądzenie mnie za postawę w czasie wojny. Poza tym ściągać dwóch najlepszych zawodników „Czerwonych Diabłów” to by była przesada – blondyn szelmowsko się uśmiechnął.
- Już to przedyskutowaliśmy wczoraj w nocy – przypomniał zebranym Zabini.
- Co przedyskutowaliście ? - zapytała panna młoda, która zaszczyciła grono znajomych.
- Wspomnienia – powiedział tajemniczo Ron.
- Ginny czy ty coś z tego rozumiesz? - zapytała lekko poirytowana Hermiona.
- Granger, a czego ty nie rozumiesz? - Draco popatrzył zdziwiony na brązowooką.
- No oni.. ty.. wy – gryfonka nie mogła zbudować prostego zdania. Ginny postanowiła jej pomóc.
- Herm kochanie przecież oni się znają i spotykają regularnie. Ron z Harrym podsyłają im bilety na swoje mecze w quidditcha. Draco daje chłopakom gadżety do testowania. Urządzają sobie pożal się Merlinie libacje alkoholowe, z których mój mąż wraca jak duch i trzeba przy nim chodzić na paluszkach. Na przykład wczoraj w nocy urządzili sobie wieczór kawalerski, ci dwaj – wskazała głową na Harrego i Rona – przylecieli z Kanady o trzeciej w nocy, Draco wrócił z sądu i się wszyscy razem spili. Właśnie o tym sobie kochanie pogadamy w domu w trakcie nocy poślubnej - powiedziała zwracając się do swojego męża.
- Uhu stary – Ron poklepał Zabiniego po plecach – współczuję. Lepiej się napij.
- A propos picia próbuję namówić waszą przyjaciółkę do oblania zwycięstwa, ale ona nie reflektuje – powiedział zawiedziony blondyn.
- Przyjaciółkę? Ja jestem ich przyjaciółką?! Ukrywaliście przede mną to, że się kumplujecie z tym egoistycznym dupkiem! Ja nie jestem już ich przyjaciółką. Teraz to twoi przyjaciele – syknęła oburzona Hermiona. Chciała odejść od grupki znajomych, lecz chłodna ręka blondyna złapała ją za łokieć – Granger ochłoń. Zerwali z tobą kontakt?
- To nie twoja sprawa – warknęła.
- Odpowiedz tak czy nie?
- Nie!
- Zawiedli cię jak potrzebowałaś pomocy? Odmówili ci chociaż raz?
- Nie – powiedziała już nieco spokojniej.
- Zapomnieli o twoich urodzinach?
- Nie.
- Wspierają cię?
- Tak.
- To są twoimi przyjaciółmi – powiedział z naciskiem. – Nie powiedzieli ci o mnie żeby cię niepotrzebnie nie denerwować.
- Herm my razem z Draco dużo przeszliśmy - powiedział cicho Harry. – Baliśmy się, że nie zrozumiesz.
- On naprawdę się zmienił. To są zwykłe męskie wypady. Przecież wiesz, że my za tobą pójdziemy w ogień – Ron patrzył na nią z nadzieją w oczach. Hermiona przymknęła oczy i westchnęła.
- Wiem. Przepraszam. Po prostu nie chcę się wami dzielić – uściskała ich obu jednocześnie. Draco poczuł niezrozumiałe ukłucie zazdrości, gdy chłopaki się przytulali do panny Granger.
- Dobra koniec tych sentymentów – rzekł twardo. – To wesele, a nie pogrzeb. Granger masz ze mną rozkręcać imprezę jak na porządnych świadków przystało. Tyle się namęczyłem przy tych pożal się Merlinie kwiatach – za to dostał lekkiego kuksańca od panny młodej – i innych pierdołach - kontynuował niewzruszony - że nie pozwolę ci teraz zanudzać.
- Wiesz co Malfoy? Ty jesteś naprawdę niemożliwy! Nie wytrzymam twojego towarzystwa na trzeźwo - popatrzyła mu odważnie w oczy. Wszyscy wybuchnęli śmiechem i ruszyli do stolika z alkoholami, o który to Draco wykłócał się z Hermioną przez pół dnia. Na to wspomnienie blondyn uśmiechnął się pod nosem. Po kilku drinkach Ginny i Zabini poszli czynić honory gospodarzy imprezy, Ron i Harry ruszyli na poszukiwania dziewczyn, a Hermiona została sama z Draco.
- No i jak Granger pasuję do reszty? - zapytał unosząc nieco brwi.
- Nie.
- Nie? - Draco nie krył zaskoczenia
- Nie masz krawatu.
- Bo źle w nim wyglądam.
- Ogólnie wyglądasz źle - oznajmiła mu kpiąco. - Z naszej dwójki to ja jestem tą lepszą połową – dodała posyłając mu ironiczny uśmiech.
- Wybaczę ci ten komentarz. Mówisz tak, bo jesteś zła za to, że Potter i Weasley mnie lubią złotko – szepnął jej do ucha, a przyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach.
- Hmmm zastanówmy się Malfoy – spojrzała blondynowi w jego szare tęczówki – musiałam wytrzymać z tobą cały miesiąc, załatwiać różne sprawy, iść z tobą na ten idiotyczny bal, pozować do zdjęć, bronić cię w sądzie - wyliczała z pamięci. - Ponadto upiłeś się dzień przed ślubem i zapomniałeś o kwiatach... Uwierz mi mam wiele powodów aby się na ciebie złościć, ale na pewno nie robię tego, dlatego że spotykasz się z Harrym i Ronem.
- Czyżby? - blondyn przyglądał jej się badawczo.
- Zdecydowanie tak. Zauważyłeś, że ludzie jakoś tak nieśmiało bawią się na parkiecie? - zagadnęła chcąc zmienić temat. - Mówiłam ci, że ta kapela to zły pomysł.
- Bzdura Granger. Po prostu nikt im jeszcze nie pokazał jak powinna wyglądać prawdziwa zabawa. Chodź idziemy – wyciągnął rękę. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco, a blondyn przewrócił oczami – na parkiet - oznajmił.
- Nie ma mowy. Każdy będzie się na nas patrzył.
- Nie przesadzaj. Już razem tańczyliśmy, nie jest źle.
- Nie chodzi o to.
- Boisz się?
- Nie – warknęła. – Po prostu poszukaj sobie kogoś innego do zabawy dzisiejszego wieczoru.
- Razem zadbaliśmy o to żeby wszystko wypaliło, więc chyba nie chcesz żeby teraz było nudno? Przestań ciągle analizować to nie jest sala sądowa. Teraz liczy się dobra zabawa. Podobno z naszej dwójki ty jesteś tą lepszą połową, więc olśnij wszystkich – Draco uśmiechnął się łagodnie i ponownie podał rękę, którą tym razem dziewczyna uchwyciła. Wyszli na środek parkietu zwracając na siebie uwagę wszystkich gości. Kapela zaczęła grać wolną mugolską melodię Elvisa Presleya „You are always on my mind”, a oni zaczęli powoli bujać się w rytm melodii.
- Granger muszę ci powiedzieć, że w tej sukience twój tyłek wygląda jeszcze bardziej seksownie – wymruczał jej do ucha Draco.
- Gdyby nie patrzyło na nas tyle oczu dostał byś w tę blond czuprynę.
- Nie bądź taka brutalna – szepnął. Jego dotyk, głos powodowały, że Hermiona znajdowała się w innym świecie. Chciała trwać w tych silnych ramionach całą wieczność. Jego zapach był taki pociągający... „To wszystko przez alkohol” wmawiała sobie – Nad czym tak myślisz Granger?
- Nad tym, że każdy się na nas patrzy i myśli sobie nie wiadomo co – fuknęła cicho.
- Nic dziwnego tworzymy ładną parę.
- To tylko pozory. Twoja mama wygląda na szczęśliwą – zauważyła Hermiona.
- Mhm – Draco nic więcej nie powiedział. Przytulał do siebie drobne ciało dziewczyny i był zaskoczony swoimi myślami. Miał nieodpartą chęć chronienia jej przed całym światem co było dla niego niezrozumiałe, gdyż nigdy czegoś takiego nie czuł. "To tylko głupie sentymenty" powtarzał sobie w myślach. "Zwyczajnie chcesz ją zaciągnąć do łóżka bo jest inna niż twoje dotychczasowe zdobycze" pocieszał się. Melodia ucichła.
- Jakoś nie porwaliśmy publiczności – powiedziała smutno Hermiona – kiepsko się starasz Malfoy.
- Spróbujemy jeszcze raz Granger – powiedział przekornie. Tym razem kapela zaczęła grać „La Bambę” - Dasz radę w tych butach?
- Zawsze daję radę – odpowiedziała uśmiechnięta. Oboje mieli świetne poczucie rytmu, doskonale znali kroki, więc utworzyli wspaniały duet. Ich taniec był prawdziwym widowiskiem dla gości. Po tym utworze większość osób zaczęła się bawić. Cel Draco i Hermiony został osiągnięty. 

Wesele nie mogło się odbyć bez tortu i toastów. Głos zabrali Ginny i Blaise.
- Kochani chyba każdy na tej sali zdaje sobie sprawę z tego kim są nasi świadkowie. Trudno tego nie wiedzieć, gdyż ostatnio byli bohaterami prasy i mediów – Ginny uśmiechnęła się pogodnie. – Jednak ja i mój mąż pragniemy wam powiedzieć, że Hermiona Granger i Draco Malfoy tak naprawdę wcale za sobą nie przepadają.
- Wybraliśmy na świadków tę dwójkę ufając im, że nie zamienią naszego ślubu i przyjęcia w masakrę. Jest to dość specyficzna dwójka, gdyż zarówno on jak ona nie wierzą w miłość – te słowa wypowiedział Blaise. Ginny spojrzała na przyjaciółkę i powiedziała:
- Ona w nią nie wierzy ponieważ jak twierdzi uczestniczyła w większej ilości rozwodów niż ślubów.
- On natomiast nie wierzy dla zasady – Blaise posłała zaskoczonemu blondynowi rozbrajający uśmiech.
- Jednak ona jest dla mnie jak siostra...
- A on jest dla mnie jak brat...
- Musicie wiedzieć, że jak ta dwójka się uprze to nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Zostawiliśmy ich z całą listą spraw do załatwienia i własnymi problemami na głowie, a oni zamiast się kłócić połączyli siły i dzięki nim teraz tak dobrze się bawimy.
- Dracze, Hermiono ja i moja żona nie potrafimy znaleźć słów żeby opisać wam swoją wdzięczność za to co dla nas zrobiliście i co jeszcze zrobicie - na sali rozległ się śmiech. – Dziękujemy wam z całego serca za wszystko. Nie mogliśmy sobie wyobrazić piękniejszego ślubu i wesela. - Goście powstali i rozległy się oklaski. Ginny z Blaise'm podeszli do swoich świadków i ofiarowali im prezenty. Draco dostał złotego znicza z wygrawerowanymi inicjałami natomiast Hermiona dostała złotą bransoletkę. Oboje grzecznie podziękowali zaskoczeni takimi niespodziankami. Całą czwórką udali się do stołu, gdzie przysiedli się do nich Harry z Ronem. W wyborowym towarzystwie nie czuć było upływającego czasu. Wieczór powoli zbliżał się ku końcowi. Gości zaproszono do ostatniego tańca. Rozmowy przy stołach ucichły i pary ruszyły na parkiet. Hermiona popatrzyła na zamyślonego Dracona.
- Dziękuję Malfoy za to, że nie zniszczyłeś im przyjęcia.
- No, no, no Granger mi dziękuje - blondyn nie mógł sobie odmówić odrobiny kpiny – dobrze wiesz, że nie zrobiłbym tego Rudej i Diabłu – brązowooka prychnęła pogardliwie.
- Po tobie można się wszystkiego spodziewać. Idę się z nimi pożegnać i jadę do domu - oznajmiła.
- Poczekaj odwiozę cię.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. Poza tym lepiej zrobisz jak odwieziesz Narcyzę, która jest na pewno bardzo zmęczona.
- Moja matka już dawno jest w domu. Nie pożegnała się z tobą, bo wywijałaś na parkiecie z Potterem – Hermiona zamyśliła się, będzie jej brakować odwiedzin w Malfoy Manor. Będąc tam nie czuła się sama na tym świecie. Narcyza we wszystkim widziała jakieś pozytywne strony. Hermiona mogła rozmawiać z nią jak z dobrą przyjaciółką, a teraz koniec – Granger przecież wiesz, że możesz ją odwiedzać. Nie bój się, nie zjem cię.
- Przestań czytać w moich myślach – warknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Nie czytałem, domyśliłem się o czym myślisz. Wracając do meritum piłaś alkohol, a uwierz mi złapać teraz MAGtaxi graniczy z cudem.
- Ty też piłeś – zauważyła trafnie Hermiona.
- Ja mam kierowcę złotko – gryfonka westchnęła głośno.
- Dobra niech ci będzie.