Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 stycznia 2014

nice surprise XXI

Jest ciężko :( ale przed Wami kolejny rozdział. Pozostały jeszcze tylko dwa... Pomysł na nowe opowiadanie jest, ale czasu brak. Zobaczymy jak to będzie ;) 
pozdrawiam cieplutko w te zimowe dni :)

CZYTAM = KOMENTUJĘ

"Życie jest nieprzewidywalne..."

- Odwieźć cię? - pytanie blondyna przerwało ciszę panującą przy śniadaniu. Hermiona przełknęła ostatni kęs muesli zmieszanych z jogurtem i popatrzyła uważnie na blondyna.
- Jeżeli wczoraj wzbudziłam w tobie poczucie odpowiedzialności za mnie to bardzo przepraszam.
- Po prostu zapytałem czy cię odwieźć? Akurat jadę w twoją stronę.
- Dziękuję, ale dam sobie radę – uśmiechnęła się blado i wstała od stołu. Tak naprawdę nie chciała aby Malfoy poznał jej słabości, wszyscy postrzegali ją jako silną, pewną siebie kobietę i bardzo chciała aby tak zostało.
- O której kończysz? - pytanie spowodowało, że dziewczyna znieruchomiało w pół kroku. Powoli odwróciła się i popatrzyła przenikliwie na blondyna.
- Dlaczego pytasz? - Draco wzruszył beztrosko ramionami i jakby od niechcenia rzucił:
- Tak po prostu.
- Tak po prostu nagle się interesujesz mną i moją pracą? - oschle zapytała brązowooka.
- Jesteś moją żoną chyba mam prawo wiedzieć co się u ciebie dzieje?
- Jakoś ty nie powiedziałeś dokąd i w jakim celu wyjeżdżasz, więc daruj sobie tę swoją troskę – warknęła zdenerwowana. Malfoy podszedł do niej i popatrzył głęboko w jej piękne oczy, które teraz wydawały mu się takie smutne i odległe.
- Nie mam zamiaru zwalać na ciebie moich problemów, bo masz wystarczająco dużo swoich – powiedział wyniośle. Ich rozmowę przerwało pojawienie się Narcyzy, która radośnie ich powitała. Hermiona posłała kobiecie życzliwy uśmiech. Draco uśmiechnął się pod nosem, teraz miał doskonałą okazję uzyskać odpowiedź na swoje pytanie.
- To, o której kończysz pracę kochanie? - zapytał unosząc lewą brew. Brązowooka posłała mu pełne nienawiści spojrzenie, wiedziała, że starsza pani usłyszy jej odpowiedź dlatego postarała się na jak najmilszy ton przyozdabiając jednocześnie swoją twarz złośliwym uśmiechem.
- O szesnastej, ale nie wiem czy coś się nie przedłuży. Wiesz jak jest w sądach... Muszę już iść – chciała odejść jednak silna ręka blondyna zatrzymała ją. Jego stalowe tęczówki nie wyrażały żadnych emocji. Powoli przybliżył się do niej i złożył na jej ustach pocałunek. Hermiona odruchowa przymknęła swoje powieki i poddała się tej przyjemnej pieszczocie, która ku jej niezadowoleniu nie trwała długo.
- Miłego dnia – szepnął wprost do jej ucha, wywołując tym samym przyjemny dreszcz na jej ciele.



Blondyn stał w drzwiach gabinetu gryfonki i z zainteresowaniem przysłuchiwał się rozmowie toczącej się w środku.
- Bardzo pani dziękuję panno Granger - powiedział przymilnie głos, który należał do Georga Campbella szefa działu archiwalnego w Ministerstwie. Draco zastanawiał się co do cholery ten człowiek robi w kancelarii jego żony.
- Pani Malfoy – mruknęła cicho dziewczyna.
- Słucham? - zapytał mężczyzna, który nie usłyszał słów wypowiedzianych przez gryfonkę.
- Nie jestem już panną Granger – Hermiona posłała mu życzliwy uśmiech. – Nazywam się Malfoy – na twarzy mężczyzny pojawiło się zdumienie. „Moja dziewczynka” pomyślał z zadowoleniem Draco.
- Ach tak... Pierwsze słyszę żeby pani i Malfoy...
- Wie pan jak to jest, nie chcemy rozgłosu – przerwała mu brązowooka.
- W każdym bądź razie w ramach podziękowań może dała by się pani skusić na kolację ? O ile pani mąż na to pozwoli.
- Bardzo chętnie ale... - w tym momencie ślizgon postanowił wkroczyć do akcji. Nikt nie będzie podrywał mu żony na jego oczach.
- Hermiona jest już umówiona ze mną George – powiedział lodowatym tonem wchodząc w głąb gabinetu. Na twarzy Campbella widoczne pojawił się grymas niezadowolenia jednak zreflektował się i wyciągnął dłoń. Malfoy niechętnie ściskając jego dłoni dodał – chyba rozumiesz romantyczna kolacja we dwoje, więc nie możesz do nas dołączyć.
- No tak – westchnął Campbell i ruszył w stronę drzwi. – Jeszcze raz dziękuję – powiedział zerkając przez ramię na Hermionę.
- Nie ma za co – odpowiedziała uprzejmie dziewczyna i zamknęła za nim drzwi.
- Co to miało być ? - zapytał ostrym tonem blondyn. Gryfonka popatrzyła na niego groźnie.
- Przyszedł podziękować za pomoc.
- On cię podrywał Granger! - zawyrokował, a Hermiona przewróciła oczami.
- Nie przesadzaj.
- Często ci się to zdarza?
- Co?
- Mężczyźni, którzy w ramach podziękowań chcą cię zabrać na kolację – warknął.
- Czasami – gryfonka wzruszyła niewinnie ramionami.
- Jeżeli jeszcze raz to się powtórzy...
- To co? - zapytała odważnie patrząc mu w oczy. Obszedł biurko i stanął przed nią. Delikatnie dotknął jej policzka.
- Jesteś moja – szepnął wciąż gładząc jej policzek – gdybyś mnie zdradziła moje uczucia zostałyby głęboko zranione – dodał ironicznie. Brązowooka prychnęła i odsunęła się na bezpieczną odległość.
- Oczywiście, przecież kochasz mnie nad życie.
- Cieszę się, że to rozumiesz – zaznaczył. - Musisz zmienić tabliczkę z nazwiskiem na drzwiach.
- Oczywiście panie Malfoy. Życzy pan sobie jeszcze czegoś? - zapytała i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
- Kluczyki – dziewczyna popatrzyła na niego jakby miał problemy z głową. – Do samochodu.
- To mój samochód, więc ja prowadzę – warknęła zdenerwowana.
- Granger jesteś zła jak osa w takim stanie nie powinnaś prowadzić. Kluczyki – wyciągnął rękę przed siebie czekając aż mu je poda. Dziewczyna zazgrzytała zębami i wcisnęła mu je w dłoń. Draco jak przystało na kulturalnego mężczyznę pomógł jej założyć płaszcz i przepuścił w drzwiach.


- Po co tak właściwie przyjechałeś? - popatrzyła na niego z zaciekawieniem i dostrzegła delikatny uśmiech na jego twarzy.
- Żeby zaprosić cię na kolację.
- Mnie? Na kolację?
- No tak. Co w tym dziwnego? - Hermiona wzruszyła ramionami.
- Nic, po prostu nie widzę powodu, dla którego miałbyś zabierać mnie na kolację
- Jesteśmy małżeństwem chyba nie myślałaś, że cały czas będę gdzieś wyjeżdżał i pozostawiał cię na całe tygodnie?
- Szczerze mówiąc miałam taką cichą nadzieję – powiedziała ironicznie co wywołało cichy śmiech blondyna.
- Może nie jestem specjalistą w sprawach małżeństwa, ale wiem, że kobiety lubią prezenty i kolacje – gryfonka prychnęła słysząc jego teorię.
- No tak w końcu jesteś ekspertem od kobiet.
- Poza tym – kontynuował niewzruszony Draco – skoro już udajemy małżeństwo to przynajmniej róbmy to dobrze.
- Żeby potem rozstanie było bardziej dramatyczne? - zapytała z przekąsem brązowooka.
- Na przykład – mruknął.



- Nie chcę aby nasze relacje były takie – blondyn zawiesił swój głos szukając w głowie odpowiedniego określenia – formalne.
Siedzieli razem w najlepszej czarodziejskiej restauracji. Wewnątrz pod sufitem unosiły się magiczne lampiony, a w tle leciała kojąca muzyka. Malfoy specjalnie zamówił stolik w ustronnym miejscu żeby mogli swobodnie porozmawiać. Wystrój knajpy wywarł ogromne wrażenie na Hermionie, która od dawna chciała odwiedzić to miejsce jednak nie bardzo miała z kim. Doskonale zdawała sobie sprawę, że zamówienie tutaj stolika w ostatniej chwili graniczy z cudem jednak wiedziała, że arystokrata ma na to swoje sposoby. Popatrzyła na niego uważnie.
- Nie sądzę aby sypianie w jednym łóżku i całowanie się można nazwać formalną relacją – uśmiechnęła się krzywo, a blondyn westchnął głośno.
- Granger nie o to mi chodzi. Powinniśmy się lepiej poznać, więcej rozmawiać, przestać udawać.
- Udawać czego?
- Że nic nas nie łączy.
- A coś nas łączy?
- No widzisz Granger tutaj pojawia się problem. Coś nas łączy, ale jest to zdecydowanie za mało.
- Nie wiem o co ci chodzi - powiedziała lekko zdezorientowana brązowooka.
- Jesteśmy małżeństwem, tego faktu nie zmienisz już do końca życia. Sytuacja wymknęła się trochę spod kontroli, ale oboje dostosowaliśmy się do nowych warunków. Ludzie w końcu dowiedzą się, że wzięliśmy ślub i wtedy zaczną patrzeć nam na ręce.
- Malfoy powiedz wprost o co ci chodzi – mruknęła.
- Musimy zacząć razem wychodzić, pokazywać się publicznie i nie możemy przy tym wyglądać jak skazańcy. Uważam również, że powinniśmy zacząć razem uprawiać seks.
- Słucham? - wykrztusiła zaskoczona.
- Nie mam zamiaru wplątywać się w jakieś skandale z kochankami – blondyn przeszywał ją wzrokiem.
- Chyba trochę przesadzasz... Możesz jakoś ograniczyć swój popęd seksualny.
- Ograniczam go od ponad miesiąca – syknął. Dziewczyna popatrzyła na niego zdziwiona
- Poważnie? Przecież ty...
- Szanuję swoją żonę - oznajmił poważnie. - Poza tym doskonale pamiętam jak było ci ze mną dobrze – słysząc te słowa gryfonka oblała się rumieńcem. – Nie rozumiem dlaczego z tego rezygnujesz?
- Bo to wszystko dzieje się za szybko. Jesteś dla mnie obcym człowiekiem. Do tej pory traktowałam cię jak wroga, a teraz dzielę z tobą dom i sypialnię – Hermiona przymknęła oczy i głośno wciagnęła powietrze – ja tak nie potrafię. Za dużo ode mnie wymagasz.
- Rozumiem, dlatego chcę abyśmy się lepiej poznali. To chyba sprawiedliwe rozwiązanie?
- Nie wiem czy takie w ogóle istnieje – mruknęła zrezygnowana. Na stoliku pojawiły się zamówione przez nich dania oraz wino. Oboje jedli w ciszy zerkając na siebie niepewnie. Kiedy skończyli posiłek Draco dolał im wina. Hermiona upiła łyk i popatrzyła na swojego męża. Była zaintrygowana jego propozycją, skoro jednak to on pierwszy wyciągnął do niej dłoń aby jakoś wyjść z tej niezręcznej sytuacji to dlaczego by nie skorzystać?
- Opowiesz mi coś o sobie? - zapytała.
- Co chciałabyś wiedzieć?
- Nie wiem... Coś czego jeszcze nie wiem – uśmiechnęła się łagodnie.
- Lubię oglądać mecze „Czerwonych Diabłów”.
- Domyśliłam się na weselu Ginny i Zabiniego - mruknęła niezadowolona. - Musisz się bardziej postarać.
- A ty też się postarasz? - popatrzył na nią, a w jego oczach można było dostrzec wesołe iskierki.
- To zależy od ciebie Malfoy – zmysłowy głos brązowookiej odpowiednio zadziałał na ślizgona.
- Chcę przejąć pewną upadającą firmę dlatego byłem we Francji.
- Trochę lepiej... Kontynuuj - powiedziała zachęcająco.
- Zawsze marzyłem o tym aby mieć psa, ale nie mam czasu na to żeby się nim odpowiednio zająć.
- To bardzo odpowiedzialne z twojej strony, że go nie masz. Jakie są twoje ulubione lody?
- Czekoladowe. A twoje?
- Waniliowe. Najpiękniejsze miejsce w jakim byłeś?
- Bora bora. Polecimy tam na wakacjach – posłał jej promienny uśmiech. Dziewczyna poczuła się jakby odkrywała nowy ląd.
- Myślisz, że nasze małżeństwo przetrwa do wakacji?
- Jestem tego pewien Granger.
- Masz jakieś marzenia? - zapytała zaciekawiona, a on skinął twierdząco głową. - Jakie?
- Chciałabym być szczęśliwy - wyraz zaskoczenia odmalował się na twarzy gryfonki.
- Nie jesteś?
- Jestem, ale nie do końca... Czegoś ciągle mi brakuje.
- Może powinieneś tego poszukać?
- Może... A ty masz marzenia?
- Tak. Chciałabym przeczytać wszystkie białe kruki z waszej biblioteki zanim będę się musiała wyprowadzić z Malfoy Manor – odparła zupełnie poważnie wywołując serdeczny śmiech blondyna.
- To akurat mogłem zgadnąć. Bardzo przyziemne marzenie Granger. Nie masz jakiegoś bardziej podniosłego?
- Jesteś strasznie wymagający. Marzy mi się aby na świecie panował pokój i żeby ludzie byli lepsi.
- Jak zwykle myślisz o innych – Draco dolał im wina – pomyśl o sobie. Czego chciałabyś dla siebie?
- Chciałabym przezwyciężyć ból po stracie rodziców – szepnęła zamyślona. W tym momencie Malfoy poczuł potrzebę przytulenia jej. Hermiona otrząsnęła się z zamyślenia i żeby rozluźnić atmosferę zapytała – z kim straciłeś dziewictwo? - Draco parsknął śmiechem.
- No wiesz co Granger tego pytania się nie spodziewałem - powiedział nieco oszołomiony, ale widząc jej wesołą minę postanowił odpowiedzieć. - Z Parkinson. A ty? - brązowooka uśmiechnęła się tajemniczo. – Skarbie nie wywiniesz się od odpowiedzi - ostrzegł ją.
- Krum.
- No nie – westchnął, jednak zaraz na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. – Jestem od niego lepszy? - gryfonka popatrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
- Może – odpowiedziała i roześmiała się wesoło. Rozmawiali tak przez dwie godziny zmniejszając dystans jaki między nimi panował. Oboje dowiedzieli się o sobie wielu różnych, ciekawych rzeczy. Po kolacji wezwali MAGtaxi i wrócili do Malfoy Manor.
Hermiona udała się schodami na górę do sypialni, w której chciała zapalić światło, ale blondyn uchwycił jej dłoń.
- Nie psuj nastroju – szepnął zmysłowo, a brązowooka poczuła jak jej puls przyspiesza. Jego ciepły oddech delikatnie łaskotał jej kark, a przyjemne ciarki przebiegły wzdłuż kręgosłupa. – Odwróć się – wymruczał, a ona bez protestu wykonała polecenie. W powietrzu można było wyczuć erotyczne napięcie panujące między nimi. Blondyn nachylił się i delikatnie musnął jej usta czekając na pozwolenie ze strony dziewczyny. Hermiona odwzajemniła jego pieszczotę. Pocałunek był delikatny i namiętny. Draco sprawiał wrażenie zafascynowanego jej wargami, zachowywał się tak jakby chciał ją uwieść swoim pocałunkiem. Po chwili przyciągnął ją do siebie i mocniej wpił się w zmysłowe usta dziewczyny. Brązowooka poczuła jego podniecenie i cicho jęknęła. Gryfonka czuła, że traci nad sobą kontrolę, zapach Malfoy'a zawładnął jej zmysłami. Blondyn niechętnie odsunął się od niej, a ich szybkie oddechy przenikały się w ciemności. Draco westchnął głośno.
- Chyba lepiej będzie jak prześpię się dzisiaj na sofie.
- Nie – szepnęła. – Twoje miejsce jest w łóżku.
- Granger moja rycerskość jest na wyczerpaniu. Nie chcę cię do niczego zmuszać.
- Idź się połóż. Ja zaraz przyjdę.
Hermiona stała w łazience i spoglądała na komplet bielizny, który dostała od Dracona. Czy aby na pewno dobrze robi? W tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że musi przestać analizować. Ona pragnie czuć. Szybko rozebrała się z sukienki, odświeżyła, założyła prezent i narzuciła na siebie krótki satynowy szlafrok. Wchodząc do sypialni zauważyła, że blondyn nie śpi, ale przegląda jakieś dokumenty. Jednym machnięciem różdżki zgasiła światła i zapaliła świece w pokoju. Draco popatrzył zaskoczony na stojącą pośrodku sypialni dziewczynę.
- Mówisz, że od ponad miesiąca nie spałeś z żadną kobietą? – zapytała jakby od niechcenia.
- Mhm – mruknął i ostatkiem sił przeniósł wzrok na dokument trzymany w ręku.
- Malfoy? - ślizgon podniósł swój wzrok i poczuł, że brakuje mu tchu. Tuż przed jego łóżkiem stała kobieta jego marzeń, ubrana tylko w mały koronkowy stanik oraz figi od tego samego kompletu. Była prawie naga. Jego oczy pociemniały z podniecenia. – Pamiętasz? - zapytała i lekko przygryzła dolną wargę.
- Oczywiście, że tak – odparł lekko ochrypniętym głosem, który brązowookiej wydał się bardzo seksowny. Uśmiechnęła się do niego zmysłowo.
- Powinniśmy przestać udawać – szepnęła. Blondyn podniecony do granic możliwości z trudem siedział na miejscu. Gryfonka podeszła do łóżka i wyjęła kartkę papieru z jego dłoni, odrzuciła kołdrę na bok i z zadowoleniem uświadomiła sobie, że osiągnęła efekt jakiego pragnęła. Usiadła okrakiem na chłopaku, który był w samych bokserkach. Pochyliła się i mocno pocałowała go w usta, a następnie zaczęła pieścić jego szyję i klatkę piersiową. Z ust blondyna wydobył się pomruk zadowolenia, gdy dziewczyna sprawnym ruchem rozpięła biustonosz i odrzuciła go na bok.
- Granger czy ty chcesz mnie wykończyć?
- Skąd wiedziałeś? - uśmiechnęła się do niego zalotnie. Widząc, że chłopak chce przejąć kontrolę nad sytuacją popatrzyła stanowczo w jego oczy. – Nie przerywaj - upomniała go i ponownie zaczęła wędrówkę po jego ciele. Draco czuł jak krew buzuje mu w żyłach, a jego puls przyspiesza. Hermiona sprawnym ruchem pozbawiła go bokserek i pocałowała go w ten najintymniejszy sposób. Malfoy zacisnął zęby. Tak długo czekał aż będzie mógł ponownie posiąść jej ciało, doprowadzić ją do granic rozkoszy, więc teraz nie chciał żeby to skończyło się tak jak planowała jego żona. Podciągnął ją do góry. Spojrzała na niego zdezorientowana.
- Nie podoba ci się?
- Chcę więcej – szepnął. Dotknął jej jedwabistej skóry na piersiach, a jego smukłe palce zaczęły drażnić stwardniałe sutki. Powoli i zmysłowo przeniósł dłonie na jej kobiecość, którą zaczął pieścić wywołując tym samym ciche jęki Hermiony. Delikatnie przewrócił ją na plecy i niemal z namaszczeniem zanurzył się w niej. Cichy pomruk zadowolenia wyrwał się z jego ust, była taka jaką ją zapamiętał rozkosznie ciepła, wilgotna i ciasna. Zaczął powoli poruszać się w jej ciele po to tylko by za chwilę przestać. Gyrfonka popatrzyła na niego zamglonym wzrokiem, a on uśmiechnął się kpiąco.
- Możesz mi przypomnieć kto jest lepszy? Ja czy Krum? - brązowooka jęknęła przeciągle.
- Malfoy.
- Odpowiedz i będę kontynuował – wymruczał. Dziewczyna zakołysała zachęcająco biodrami jednak blondyn był nieugięty. - No słucham? Ja czy Krum?
- Ty jesteś lepszy! - wymruczała seksownym głosem jego żona. Triumfalny uśmiech zagościł na przystojnej twarzy arystokraty, który ponownie zabrał ich w długą miłosną podróż. Tej nocy kochali się jeszcze dwa razy, albowiem oboje byli spragnieni swoich ciał, a każdy kolejny raz był bardziej namiętny od poprzedniego. Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że coś w ich życiu ulega zmianie...

czwartek, 26 grudnia 2013

nice surprise XVII

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”

Państwo Zabini odrobinę się spóźnili. Hermiona zaprosiła gości do stołu, gdzie czekała na nich pyszna kolacja. Czuła się odrobinę skrępowana, bo spędziła Malfoy Manor zaledwie jedną noc, a już musiała sama o wszystko zadbać. Draco jeszcze nie wrócił od magomedyka co odrobinę niepokoiło brązowooką.
- Jak tam sobie radzicie? - zapytał wesoło Blaise rozglądając się po jadalni.
- Jeszcze jakoś żyję, ale nie jest łatwo - mruknęła panna Granger. - Wyobraźcie sobie, że on przekonał panią Narcyzę do tego, że się kochamy i on za mną szaleje – Ginny popatrzyła na nią rozbawiona i zapytała:
- To chyba dobrze?
- Nie Gin, niedobrze. Miało być inaczej, a teraz muszę tutaj mieszkać i spać z nim w jednym łóżku.
- Na to chyba nie powinnaś narzekać – powiedział zaskoczony Diabeł. – Smok miał wiele kobiet i żadna nie narzekała na to, że musi z nim sypiać. Wydaje mi się, że to jest pewien atut tej całej sytuacji - posłał gryfonce rozbrajający uśmiech.
- Blaise to nie jest zabawne. Ja wiem, że Malfoy to twój przyjaciel, ale nasza umowa była inna. Spanie z nim w jednym łóżku to dla mnie strata czasu – rozbawiony chłopak pokręcił głową.
- Uwierz mi, że spanie z nim w jednym łóżku to nie jest strata czasu – chciał coś jeszcze dodać, ale przerwał mu głos ślizgona:
- Kochanie wróciliśmy. Gdzie jesteś?
- Widzicie? - szepnęła oburzona Hermiona. – W jadalni z Ginny i Blaisem! - po chwili dołączyła do nich pani Narcyza i blondyn. – Zaczynałam się niepokoić. Co tak długo?
- To wszystko wina Dracona – machnęła lekceważąco ręką starsza kobieta. – Byliśmy chyba u wszystkich możliwych magomedyków i zrobiliśmy setki badań.
- Mamo wiesz, że w twoim przypadku badania kontrolne są bardzo ważne – w głosie Mafoy'a można było usłyszeć troskę. – Jestem pewien, że nasi goście nie mają nam tego za złe – popatrzył pytająco na Zabini'ch.
- Oczywiście, że nie – odpowiedziała Ginny. – Mam nadzieję, że wszystko w porządku? - Jasnowłosa kobieta skinęła głową po czym wciągnęła unoszący się w pomieszczeniu delikatny aromat potrawy. - - Co tak pięknie pachnie? - zapytała zaintrygowana.
- Łosoś po szwedzku – oznajmiła lekko stremowana Hermiona. – Nałożyć pani? - w tym momencie zdała sobie sprawę, że miała nie mówić per pani i oblała się rumieńcem. – Przepraszam.
- Nic nie szkodzi moje dziecko. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia – uśmiechnęła się przyjaźnie Narcyza. – Bardzo chętnie spróbuję łososia. Draco również bardzo lubi ryby.
- W końcu trzeba znać upodobania swojego męża – dziewczyna posłała słodki uśmiech w kierunku zaskoczonego blondyna.
- No więc kochani opowiadajcie jak było na ślubie? - pani Malfoy popatrzyła wyczekująco na Ginny i Blaise'a. Blondyn dostrzegł ich zmieszane miny i postanowił radować sytuację.
- Naprawdę nie ma o czym opowiadać. Ślub jak ślub – rzucił beztrosko.
- Draconie każda matka chce wiedzieć jak wyglądał ślub jej dziecka - odparła z nutką nagany w głosie jasnowłosa kobieta.
- To ja pani bardzo chętnie opowiem – powiedziała uśmiechnięta rudowłosa, która postanowiła wziąć na siebie to trudne zadanie. – Ten dzień był naprawdę wyjątkowy, bo od rana świeciło promienne słońce. Hermiona była ubrana w śliczną białą sukienkę z krótkimi rękawkami, miała rozpuszczone lekko falowane włosy i delikatny makijaż. Wszystko dopełnił bukiet z białych konwalii, który dostała ode mnie.
- Kwiaty pomyślności i szczęścia – szepnęła zachwycona Narcyza.
- Dokładnie – potwierdziła zadowolona Ginny. Panna Granger do tej pory nie zdawała sobie sprawy z symboliki tego kwiatu. – Natomiast Draco był ubrany w elegancki, czarny garnitur i śnieżnobiałą koszulę. Wyjątkowo założył krawat – powiedziała rozbawiona Ginny. To zdanie kompletnie zaskoczyło brązowooką. Nie przypominała sobie krawatu na szyi blondyna, ale tamtego dnia nie skupiała się szczególnie na jego wyglądzie – Wyglądał jak prawdziwy pan młody. Elegancki i dostojny - kontynuowała rudowłosa. -  Ślub wzięli w małej kapliczce, udzielał im go starszy, bardzo miły kapłan. Był pełen podziwu dla ich miłości i tego, że zdecydowali się na wieczny ślub
- Podtrzymałeś tradycję? - zapytała Narcyza patrząc dumnie na syna, który uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Tak mamo.
- Babcia byłaby z ciebie dumna. Ojciec pewnie też – szepnęła wzruszona. – Przepraszam. Kontynuuj Ginny.
- Gdy składali przysięgę, wyglądali jak najszczęśliwsi ludzie na ziemi. Z tego szczęścia zapomnieli nawet o obrączkach – cała czwórka roześmiała się perliście chcąc ukryć własne zażenowanie.
- To był piękny ślub – powiedziała z udawanym rozmarzeniem w głosie Hermiona. – O takim właśnie marzyłam – blondyn ujął jej dłoń i spoglądając głęboko w brązowe tęczówki złożył na niej pocałunek.
- Tak się cieszę kochani! Tak bardzo się cieszę – łzy szczęścia popłynęły po zmęczonej twarzy Narcyzy. – Wznieśmy toast! Mamy specjalnego szampana, którego trzymałam na tę okazję. Draco Ethan ma kilka dni wolnego możesz go zastąpić? - zwróciła się do syna, który skinął głową i poszedł do piwnic. Pozostałą część wieczoru spędzili w miłej atmosferze rozmawiając na różne tematy i pijąc wybornego szampana.
- Będziemy się już zbierać – westchnął Blaise. – Dziękujemy za miły wieczór. 
- Odprowadzimy was – powiedziała pospiesznie Hermiona. – Prawda Draco?
- Tak – odpowiedział zaskoczony blondyn. Gdy całą czwórką znaleźli się przed willą Malfoy'ów Hermiona zwróciła się do swojej przyjaciółki:
- Ginny nie wiedziałam, że masz tak bujną wyobraźnię.
- Jaka tam wyobraźnia? Po prostu tak wyglądał wasz ślub.
- Mhm – mruknęła brązowooka. – Teraz Narcyza jest jeszcze bardziej przekonana o naszej dozgonnej miłości.
- O to chodziło – powiedział zadowolony blondyn. – Dzięki Ruda – chłopak przytulił mocno dziewczynę.
- Smoku może przytul swoją żonę, a moją zostaw w spokoju co? - powiedział Blaise udając lekkie oburzenie. Wkrótce podjechało MAG-taxi i cała czwórka pożegnała się radośnie. Podczas gdy jedna para odjechała do domu, druga ciągle stała na zewnątrz przypatrując się sobie uważnie.
- Zdajesz sobie sprawę, że długo tak nie pociągniesz? - zapytała obojętnie brązowooka.
- Jak?
- Oszukując swoją matkę - mruknęła. - Ona nie zasługuje na takie traktowanie!
- Posłuchaj moja matka już dużo przeszła w swoim życiu. Zasługuje na odrobinę szczęścia - wyjaśnił lodowato blondyn. - Poza tym ona cię naprawdę lubi...
- Też ją lubię dlatego nie chce jej oszukiwać.
- Nie dramatyzuj Granger. Jesteśmy udanym małżeństwem. Chodź do domu bo się przeziębisz - Hermiona prychnęła rozbawiona.
- Od kiedy jesteś taki troskliwy?
- Odkąd tak strasznie cię kocham – odpowiedział sarkastycznie Malfoy. Gdy po chwili znaleźli się w sypialni, Draco spojrzał na brązowooką i dostrzegł malującą się na jej twarzy obawę.
- Na Merlina Granger nie dam się wygonić na tę cholernie niewygodną sofę - powiedział ostrzegawczo.
- Ja mogę spać na sofie – zaoferowała szybko dziewczyna.
- Nie – warknął. – Jesteś moją żoną i przez długi czas nią zostaniesz. Śpimy razem. Zachowujesz się jak mała dziewczynka. Zapomniałaś, że już się ze sobą przespaliśmy?
- To było wtedy gdy... - gorączkowo szukała odpowiednich słów w swojej głowie, blondyn uniósł lewą brew – gdy nie byliśmy małżeństwem! - chłopak parsknął śmiechem.
- Teraz to chyba jeszcze bardziej naturalne skoro nim jesteśmy – zauważył.
- Ja się nie pisałam na... na coś takiego!
- Drobny kruczek, którego nie zauważyłaś.
- Nie będę z tobą sypiać Draconie Malfoy'u. Możesz sobie znaleźć kochankę, kochanka kogo chcesz, ale zapomnij o tym – ruchem głowy wskazała na wspólne łóżko. Jej wyniosły ton nie pasował do wyrazu twarzy mężczyzny, który nie krył rozbawienia.
- Granger jeżeli myślisz, że znajdę sobie kochankę, podczas gdy moja żona śpi w moim łóżku to jesteś mniej inteligenta niż myślałem. Ja nie jestem moim ojcem. Jeżeli kiedyś się rozstaniemy to być może posunę się do takiego rozwiązania, ale póki co nic na to nie wskazuje – jego wywód przerwał dźwięk komórki – Słucham – mruknął. Najwyraźniej osoba z drugiej strony nie miała dobrych informacji, ponieważ blondyn potarł nerwowo czoło. – Dobrze postaram się być jak najszybciej.
- Coś się stało? - zapytała zmartwiona Hermiona, gdy blondyn zakończył rozmowę.
- Wybacz, ale to raczej nie twoja sprawa Granger – powiedział nieco zamyślony. – Muszę wylecieć na jakiś czas. Opiekuj się matką jeśli możesz. – Gryfonka popatrzyła uważnie na swojego męża, znała Malfoy'a od ładnych paru lat i wiedziała, że byle czym się nie przejmuje. Postanowiła podejść go z innej strony.
- Jestem twoją żoną chyba mam prawo wiedzieć co cię gnębi? – zaskoczony blondyn odwrócił się w jej stronę.
- Granger nie bądź śmieszna.
- To, że nie chcę z tobą sypiać nie zmienia faktu, że na papierze jestem twoją żoną - kontynuowała niezrażona.
- Pozwól, że moja żona na papierze nie będzie wiedziała co mnie gnębi. Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Dam sobie radę. Zawsze dawałem – westchnął cicho. – Jestem w stanie dużo wytrzymać – po tych słowach wyjął różdżkę, spakował swoje rzeczy w torbę i odesłał ją w nieznane Hermionie miejsce – Dobranoc - rzucił jej przez ramię i wyszedł.

Brązowooka wiedziała, że nie tak powinni się rozstać. Przypomniały jej się słowa Blaise'a „Uwierz mi, że spanie z nim w jednym łóżku to nie jest strata czasu”. Dlaczego więc tak się przed tym broniła? Ze strachu, ale przed czym? Przecież go nie kocha. Bała się zaangażowania, nie chciała kochać, bo nie chciała zostać zraniona, a przy takim człowieku jak Draco zranienie jest więcej niż prawdopodobne. Mieli się rozjeść każde w swoją stronę, a tymczasem utknęła w martwym punkcie, z którego nie może ruszyć. To było irytujące. Z drugiej jednak strony nie chodziło o samego Malfoy'a była jeszcze Narcyza, która bardzo im kibicowała, która chciała dla nich jak najlepiej. Brązowooka czuła, że starsza kobieta bardzo się przywiązała do niej. Hermiona sama łapała się na tym, że się o nią martwi, że zależy jej na tym aby Narcyza była szczęśliwa. Może więc warto podjąć tę grę?


Nawet nie miałam okazji złożyć Wam życzeń :-( 
Mam nadzieję, że te święta spędziliście spokojnie z rodziną i każdy miał chwilę żeby złapać oddech i nabrać dystansu do tego wszystkiego co nas otacza. Ja osobiście chyba jeszcze nigdy nie byłam tak zajęta przed świętami jak tego roku dlatego też nie miałam nawet chwili na bloga. Obiecuję dodać kolejną część miniaturki już wkrótce jeszcze w tym roku :-)  
Jak tam Wasze samopoczucie świąteczne? :)
pozdrawiam gorąco
pola

piątek, 6 grudnia 2013

nice surprise XV

Odwaga jest czasem i skutkiem strachu”

Od ich wspólnej nocnej przygody minęły dwa tygodnie. Ginny i Blaise wrócili z podróży poślubnej. Ruda zaprosiła swoją przyjaciółkę do siebie aby podzielić się wrażeniami.
- To były najpiękniejsza podróż w moim życiu!
- Cieszę się Ginny – odpowiedziała brązowooka uśmiechając się słabo. Świeżo upieczona mężatka spojrzała nieco zaniepokojona na przyjaciółkę
- Co się dzieje Hermiono? - zapytała ostrożnie. Gryfonka westchnęła z rezygnacją i opowiedziała o wydarzeniach jakie nastąpiły po weselu. W eleganckiej kuchni państwa Zabini'ch zapanowała głucha cisza. Po chwili rudowłosa zapytała – podjęłaś już decyzję?
- Tak. Zgodzę się na jego propozycję – Ginny wypuściła z ręki kubek ze świeżo zaparzoną herbatą. 
- Oszalałaś?! - machnęła różdżką sprzątając bałagan
- Nie Gin.
- Zakochałaś się w nim? - zapytała podejrzliwie,
- Absolutnie nie! - odpowiedziała oburzona Hermiona.
- Nie kochasz go, ale chcesz wziąć z nim wieczny ślub? Czegoś nie wiem? - popatrzyła znacząco na brzuch Hermiony.
- Na Merlina Ginny to była tylko jednorazowa przygoda! Nie jestem w ciąży jeżeli oto ci chodzi.
- Kochanie wróciłem! - rozmowę przerwało pojawienie się domu Blaise – Draco przyszedł razem ze mną.
- Jestem w kuchni skarbie! Chodźcie! - zawołała zadowolona rudowłosa za co Hermiona posłała jej mordercze spojrzenie. Czuła się jak zwierze schwytane w potrzask. Po chwili obaj mężczyźni stanęli w kuchni.
- Granger? - blondyn nie krył zdziwienia.
- Malfoy – mruknęła Hermiona nie patrząc mu w oczy. Teraz była zawstydzona tym co miało miejsce po weselu przyjaciółki. Nie sądziła, że będzie zmuszona do tak szybkiej konfrontacji ze ślizgonem.
- Blaise kochanie czy ty wiesz co planuje twój przyjaciel? - zapytała ostro rudowłosa kobieta.
- Gin oni są dorośli – przypomniał jej brunet, po czym podszedł do swojej żony i ucałował ją w usta.
- Najwidoczniej nie są skoro mają tak głupie pomysły - opowiedziała oburzona. - Draco usiądź proszę. Zaparzyć ci herbaty? - zapytała przesadnie słodkim tonem pani Zabini.
- Poproszę dobra kobieto – odpowiedział beztrosko blondyn siadając naprzeciwko pani adwokat. Hermiona patrzyła na swoje splecione dłonie położone na blacie stołu. „Świetnie nie miał, gdzie usiąść tylko naprzeciwko mnie” pomyślała wkurzona. Po paru minutach każdy znajdujący się w kuchni miał przed sobą kubek z gorącym napojem.
- Nikt stąd nie wyjdzie dopóki sobie czegoś nie wyjaśnimy – powiedziała spokojnie Ginny.
- Ruda o co to zamieszanie? Przecież Granger jeszcze wcale się nie zdecydowała – powiedział niczego nieświadomy Draco.
- Hermiono? - Ginny utkwiła spojrzenie w swojej przyjaciółce, która niechętnie oderwała wzrok od swoich fascynujących dłoni. W tym momencie czuła się jak na przesłuchaniu, tylko że zazwyczaj to ona zadawała pytania, a inna osoba była pod ostrzałem.
- Tak właściwie to podjęłam już decyzję – powiedziała cicho.
- Dobrze wiedzieć Granger – powiedział kpiąco blondyn. – Jaką?
- Zgadzam się na takie rozwiązanie jakie proponujesz – brązowooka chciała zapaść się pod ziemię.
- Granger jesteś dużą dziewczynką nazywaj rzeczy po imieniu – Malfoy nie ułatwiał jej zadania. Hermiona przeklęła go w myślach po czym spojrzała odważnie w jego stalowe tęczówki.
- Wezmę z tobą ślub  – syknęła – pod warunkiem, że wykupisz dom moich rodziców.
- Blaise czy ty to słyszysz? - zapytała przerażona rudowłosa. – Oni wezmą ślub. Oni!
- Kochanie wydaje mi się, że za bardzo emocjonalnie do tego podchodzisz – próbował załagodzić sytuację brunet.
- Blaise nie denerwuj mnie! - syknęła pani Zabini. – To nie jest zwykły ślub, to wieczny ślub! Pomyśleliście co się stanie jak jedno z was się zakocha w kimś innym?
- Nie zakocha – odpowiedzieli jednocześnie Hermiona i Draco. Ich spojrzenia na chwilę się skrzyżowały. Oczy blondyna nie ukazywały niczego, natomiast w oczach brązowowłosej był lekki niepokój.
- Ruda ochłoń. Ja potrzebuję żony, a Granger potrzebuje kasy. To najlepsze rozwiązanie – powiedział spokojnie Draco. – Nie proponował bym jej tego, gdyby tak nie było.
- Dlaczego nie zaproponujesz tego innej kobiecie, a nie mojej przyjaciółce? – w głosie Ginny było słychać bezradność – Jest naprawdę dużo dziewczyn na ziemi.
- Inne nie potrzebują tylu pieniędzy - zauważył trafnie blondyn. - Poza tym ja nie potrzebuję kochającej żony, która będzie czekała na mnie z obiadkami. Granger to najbezpieczniejszy wybór.
- Herm przecież możesz pożyczyć te pieniądze – rudowłosa była nieustępliwa. Panna Granger uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nie mogę, bo do końca życia nie oddam takiej sumy.
- Zrzucimy się wszyscy – Ginny wypowiedziała to tak jakby to była oczywista oczywistość. – Nie będziesz musiała nam oddawać - brązowooka westchnęła przeciągle i potarła zmęczone czoło.
- Cena została podbita w górę. Uwierz mi, że nie mogę przyjąć takiej sumy od nikogo. Malfoy ma rację, ten ślub to najlepsze rozwiązanie.
- Blaise powiedz im coś - rudowłosa popatrzyła błagalnie na męża.
- Kochanie ja mam zaufanie do Draco. Wierzę, że nie skrzywdzi Hermiony. Jeżeli oni tego chcą to nie możemy im tego zabronić.
- Ginny – blondyn ujął dłoń rudowłosej – przecież nas znasz.
- Tak – powiedziała zrezygnowana kobieta. – Jak to sobie wyobrażacie? Mieszkanie w jednym domu i życie obok siebie. Przecież wy się nawet nie lubicie.
- Wytrzymamy tyle ile się da, a potem się rozejdziemy - powiedział beztrosko Malfoy. – Jestem pewien, że oboje będziemy czuli kiedy to ma nastąpić. Prawda Granger?
- Tak – odpowiedziała głosem wypranym z emocji jednocześnie czując się jakby zaprzedała swoją duszę diabłu.
- No to weźmiemy ślub jutro. Diable będziesz moim świadkiem? - Draco spojrzał pytająco na bruneta.
- Jasne. To co? Idę po szampana – Zabini wyszedł z kuchni. Na twarzy Hermiony malowało się zaskoczenie.
- Tak szybko? - zapytała przerażona Malfoy'a.
- No tak po co czekać ?
- No nie wiem.
- No widzisz Granger. Poza tym muszę wylecieć w sprawach służbowych do Włoch na tydzień może dwa, nie ma co tego odwlekać - oparł rzeczowym tonem.
- Rozumiem – brązowooka pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Ja już mam świadka nie wiem na co ty czekasz – blondyn uniósł leniwie lewą brew. Hermiona popatrzyła błagalnie na Ginny.
- Oczywiście kochanie – powiedziała rudowłosa. – Mam nadzieję, że wiecie co robicie.

Wieczór upłynął na opowieściach młodego małżeństwa o podróży poślubnej, którą byli bardzo zachwyceni.
- Draco, a co z twoją mamą? Nie będzie jej na ślubie? - pytanie Blaise'a przerwało oglądanie zdjęć. Blondyn popatrzył uważnie na przyjaciela.
- Myślę, że nie będę jej tym zawracał głowy - opowiedział wymijająco jednocześnie zerkając na zegarek. - Właściwie Granger może zbierajmy się już do domu?
- Wrócę taksówką.
- Nie pozwolę żeby moja narzeczona jeździła taksówką skoro mogę cię odwieźć – blondyn utkwił w Hermionie stanowcze spojrzenie na co dziewczyna cicho westchnęła.
- Dobrze. W taki razie jedźmy. Ginny dziękuję za wszystko – brunetka przytuliła swoją przyjaciółkę.
- To do jutra. Wyślę wam sowę z wiadomością, o której godzinie i, gdzie się spotkamy – powiedział uśmiechnięty blondyn po czym uścisnął mocno rękę Zabiniemu i delikatnie przytulił Rudą.



Hermiona ubrana w białą skromna sukienkę stała przed ołtarzem i patrzyła na towarzyszącego jej eleganckiego blondyna. Draco Malfoy. Kto by pomyślał, że ona i były ślizgon wezmą ślub. „To jest jakaś niedorzeczność” pomyślała zrezygnowana. Ten dzień był dziwny od samego początku. Rano dostała sowę z datą i miejscem ich spotkania. Potem przyjechała do niej Ginny, która była bardziej przejęta tym wszystkim niż ona sama. Dla gryfonki była to czysta formalność za to jej przyjaciółka traktowała to śmiertelnie poważnie, jak najważniejsze wydarzenie w życiu. To dzięki niej Hermiona miała nową sukienkę kupioną specjalnie na tę okazję oraz piękny bukiet z białych konwalii. Brązowooka nie pomyślała o takich szczegółach, mogła równie dobrze przyjść w jeansach. Cała ta sytuacja wydawała jej się tak dziwna, że aż nierealna. Draco podobnie jak Hermiona nie przejmował się ślubem, wczoraj odwożąc ją do domu długo rozmawiali ustalając szczegóły ich małżeństwa. On chciał zapewnić sobie majątek rodzinny, a ona chciała odzyskać swoje pamiątki po rodzicach. Był zadowolony, że Hermiona niczego nie komplikuje, że podobnie jak on nie wierzy w miłość dzięki temu będzie im się łatwiej żyło obok siebie. Był dumny z tego, że wybrnął z tej trudnej sytuacji najlepiej jak się dało. Spoglądając na nią utwierdził się tylko w tym przekonaniu. Była piękna, inteligentna i posiadała w sobie to coś. Nie to żeby zachwycał się swoją przyszłą żoną, ale jak każdy porządny mężczyzna potrafi dostrzec piękno kobiety, to dla niego coś tak naturalnego jak oddychanie. Ich wspólne rozmyślania przerwał głos kapłana.
- Złączcie swoje dłonie – Draco popatrzył pokrzepiająco na Hermionę i uchwycił jej dłoń, co odrobinę jej pomogło – Czy jesteście pewni, że chcecie zawrzeć wieczne małżeństwo?
- Tak – odpowiedzieli chóralnym głosem. Kapłan delikatnie się uśmiechnął.
- W dzisiejszych czasach jest to niemal niespotykane. Musicie się bardzo kochać – gryfonka poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła, stała się największą kłamczuchą na całym świecie.
- Przepraszam możemy niepotrzebnie nie przeciągać? Trochę nam się spieszy – powiedział chłodnym głosem blondyn. Kapłan popatrzył przepraszająco i kontynuował.
- Zebraliśmy się tutaj aby połączyć tę dwójkę... - Hermiona nie słuchała kapłana, jej myśli były zupełnie gdzie indziej, przy rodzicach, którzy już nie żyją. Zapewne chcieliby być obecni na ślubie swojej córki. Jedyne co jej po nich pozostało to dom i pamiątki w nim zgromadzone. Tak, robi to dla nich i dla siebie. To nic, że ze swoim wrogiem. To nic, że jej przyszły mąż gnębił ją w szkole. To nic, że go nienawidzi całą sobą. Z zaskoczeniem spostrzegła, że kapłan pyta Malfoy'a o to czy mają obrączki.
- Nie – odparł chłodno blondyn.
- Nie jest to w końcu takie ważne – powiedziała spokojnie brązowowłosa, jednak w jej sercu pojawiło się jakieś nikłe uczucie zawodu. Ginny stojąca za jej plecami popatrzyła piorunującym wzrokiem na swojego męża i syknęła.
- Jak mogliście zapomnieć o obrączkach? - kapłan chrząknął znacząco. Rudowłosa kobieta popatrzyła przepraszająco. – Proszę kontynuować – dodała.
- Czy ty Draconie Lucjuszu Malfoy'u bierzesz sobie za żonę Hermionę Granger i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską? - kapłan patrzył przyjaznym wzrokiem na blondyna. Draco spojrzał w oczy Hermiony i powiedział pewnym głosem:
- Tak.
- Czy ty Hermiono Granger bierzesz sobie za męża Dracona Lucjusza Malfoy'a i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską? - Hermiona spojrzała na blondyna. Uczucie niepokoju pojawiło się gdzieś w okolicach serca. Może powinna się wycofać? Bzdura! Przecież ona dotrzymuje słowa.
- Tak – odparła z nutką wahania w głosie za co Draco posłał jej kpiący uśmiech.
- Zatem na udzielonej mi przez Najwyższą Kapitułę Magów mocy ogłaszam was mężem i żoną. Wasze małżeństwo zostało zawarte. Jest ono wieczne i niepodzielne – kapłan popatrzył zdziwiony na blondyna. – Możesz pocałować pannę młodą – Malfoy powoli nachylił się nad swoją żoną, popatrzył pewnie w jej oczy i delikatnie musnął jej usta. Po plecach gryfonki przebiegł przyjemny dreszcz.
- Jesteś moja Granger – mruknął. Hermiona popatrzyła przerażona na niego co wywołało ironiczny uśmiech na przystojnej twarzy blondyna – żartuję. Wyluzuj.

Po wyjściu z kaplicy wszystko potoczyło się bardzo szybko. Draco musiał lecieć do Włoch, więc Hermiona została sama co przyjęła z błogim uczuciem ulgi, bo nie miała ochoty na towarzystwo blondyna i wspólny obiad. Chciała zostać sama, wziąć gorącą kąpiel, odpocząć... Podziękowała Ginny i Blaise'owi, którzy chcieli dotrzymać jej towarzystwa i po długich zapewnieniach, że na pewno chce zostać sama otrzymała spokój, którego teraz najbardziej potrzebowała.

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Witam! 
Mam nadzieję, że każdy był grzeczny i otrzymał wymarzony prezent :) już jutro na blogu pojawi się miniaturka :) 
pozdrawiam cieplutko! :D
pola

czwartek, 28 listopada 2013

nice surprise XIV (+18)

A miłość? Jeszcze jeden nałóg młodości, ryzykowne gry, oszałamiające stany nieważkości.”

Siedzieli obok siebie. Hermiona znowu czuła zapach jego perfum, który przyjemnie drażnił jej zmysły. Spojrzała na niego ukradkiem był taki pewny siebie, a zarazem wyluzowany. Ich drogi się rozejdą on będzie dalej przystojnym biznesmenem, a ona waleczną panią mecenas. Życie. Przez głowę dziewczyny przemknęła myśl, że robi się sentymentalna. Mimowolnie westchnęła
- Granger czyżby moje towarzystwo było aż tak uciążliwe, że tak wzdychasz? - blondyn uniósł swoją lewą brew.
- Skądże Malfoy. Marzyłam od o tym lat żeby spędzić razem z tobą tyle czasu – mruknęła zrezygnowana dziewczyna.
- Coś cię gryzie...
- Nie myśl sobie, że powiem ci co – posłała mu groźne spojrzenie, na co on uśmiechnął się pod nosem.
- Nie chcesz to nie mów. Myślałem, że wy kobiety lubicie rozmawiać i dzielić się swoimi problemami.
- Być może. - Blondyn się nie odezwał, bo wiedział, że przyciskanie jej do muru niczego nie zmieni. Wkrótce zatrzymali się pod jej domem, Draco wysiadł żeby otworzyć jej drzwi. Stanęli naprzeciwko siebie, a on spojrzał głęboko w jej oczy, które były takie piękne i zarazem smutne.
- Wejdziesz na herbatę? - zapytała niepewnie.
- Chętnie – odparł gładko Malfoy.

- Wiesz, że jestem pijana? - siedzieli w kuchni przy stole w ręku trzymając kubki z gorącą herbatą. Draco uśmiechnął się.
- Wiem. Ja też jestem. I co w związku z tym?
- Żebyś sobie Malfoy nie myślał, że na trzeźwo też bym ci się tak zwierzała – skrzywiła się.
- Żebyś sobie nie myślała, że na trzeźwo chciałbym słuchać twoich rozterek.
- Bardzo śmieszne - brązowooka zamilkła na chwilę. - Wiesz gdy odeszli moi rodzice czułam się sama jak palec, nie mam rodzeństwa, nie utrzymuję kontaktów z dalszą rodziną - westchnęła. - Ginny mnie wspierała od Hogwartu. Nawet jak zaczęła się spotykać z Zabini'm to mieli dla mnie czas. A teraz? Harry i Ron są w ciągłych rozjazdach, mają wiele meczy, treningów. Ginny i Blaise wzięli ślub, pewnie postarają się o dziecko i będą mieli swoją rodzinę. Już nie będą mieli tyle czasu. Wydaje mi się, że nasza przyjaźń może powoli wygasać aż w końcu całkiem zgaśnie.
- Przesadzasz Granger. Prawdziwa przyjaźń wytrzyma wszystko.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem. To to cię tak męczyło? - zapytał zaskoczony blondyn. Dziewczyna przytaknęła skinieniem głowy. Draco skupił na niej swój uważny wzrok. – Kłamiesz - stwierdził po chwili. -  Skoro już tutaj jestem i słucham to przynajmniej nie kłam.
- Dostałam pismo od komornika. Znalazła się chętna osoba do kupienia domu. Myślałam, że to dłużej potrwa – Hermiona upiła łyk herbaty.
- Dlaczego tak zależy ci na tym domu?
- Właściwie to teraz nie zależy mi na budynku tylko na tym co jest w środku.
- To to odkup – powiedział to jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Nie mogę! Wszystko jest zadłużone. Nie można sobie kupić pojedynczych rzeczy. Wszystko albo nic – Draco poczuł, że jest mu szkoda Hermiony. Mógłby jej pożyczyć te pieniądze, ale przecież dał jej do cholery propozycję małżeństwa. W życiu nie ma nic za darmo, więc jeżeli Granger chce to musi przystać na jego warunki. Podniósł się od stołu i podszedł do niej. Stanął za jej plecami, położył swoje dłonie na jej ramionach i zaczął je delikatnie masować.
- Co robisz? - zapytała zaskoczona.
- Nie udawaj, że nie znasz się na takich rzeczach. Pomagam ci się odprężyć – wyszeptał jej do ucha. Po ciele Hermiony przeszedł przyjemny dreszcz, a wypity alkohol zaszumiał jej w głowie. Z rozkoszą przymknęła powieki.
- Znasz jeszcze jakieś inne sposoby? - zamruczała jak kotka. Draco uchwycił jej podbródek, obrócił jej głowę ku sobie. nachylił się i wpił się w jej spragnione wargi. Całował ją z taką pasją aż Hermiona poczuła jak rozpływa się w tym cudownym uczuciu. Powoli podniosła się z krzesła, lecz blondyn oderwał od niej swoje usta. Mruknęła niezadowolona z takiego obrotu sytuacji, jednak po chwili Malfoy zaczął wodzić ustami po jej szyi zmierzając coraz niżej ku jej dekoltowi. Gryfonka poczuła, że brakuje jej tchu. Odsunęła delikatnie chłopaka.
- Co my robimy ? - szepnęła oszołomiona.
- Nie psuj chwili Granger – wyszeptał niskim, seksownym głosem – pragnę cię. Przestań analizować, daj się ponieść emocjom – Spojrzał w jej oczy dając jej czas na zaprotestowanie, ale ona milczała jak zaklęta. Cień uśmiechu pojawił się na twarzy blondyna, który ponownie nachylił się i zaczął całować jej szyję.
- Draco.
- Mhm - wymruczał nie odrywając warg od jej gładkiej skóry.
- Chodźmy do sypialni – zaproponowała nieco ochrypniętym głosem. Tego nie trzeba mu było powtarzać dwa razy, chwycił ją za rękę i poprowadził na górę. Gdy znaleźli się w pokoju blondyn uniósł dłonie do głowy gryfonki i delikatnie rozpuścił jej długie, lśniące włosy po czym ponownie z pasją wpił się w jej malinowe usta. Nie przestając jej całować odnalazł suwak od sukienki i zgrabnie go rozpiął. Delikatny materiał opadł na podłogę, tak że Hermiona stała przed nim w samej koronkowej bieliźnie i pończochach. Wydawała się być nieco zawstydzona zaistniałą sytuacją. Malfoy spojrzał głęboko w jej oczy.
- Jesteś piękna – powiedział z uznaniem. Panna Granger dostrzegła w jego szarych tęczówkach płonący ogień. Pragnął jej. Uniosła drżące ręce i zaczęła powoli rozpinać guziki jego koszuli, podczas gdy on składał na jej szyi kolejne pocałunki. Już po jego ubranie również znalazło się na podłodze. – Połóż się – rozkazał jej i delikatnie popchnął na łóżko. Hermiona z wdziękiem opadła na chłodną, satynową pościel. Z tej pozycji dostrzegła sportową sylwetkę chłopaka, która była idealna, dokładnie taka jak ją sobie wyobrażała. Wodziła wzrokiem po szerokich, umięśnionych ramionach, płaskim brzuchu, mimowolnie popatrzyła niżej i poczuła przypływ pożądania. Draco zauważył gdzie skierowany jest wzrok gryfonki i uśmiechnął się łobuzersko.
- Granger jaka z ciebie bezwstydnica – mruknął. Brązowooka chciała mu coś odpowiedzieć, ale zamknął jej usta swoim pocałunkiem i sprawnym ruchem pozbawił ją reszty ubrania – Podaruję ci rozkosz jakiej nie dał ci jeszcze żaden mężczyzna – powiedział pełnym pożądania głosem. Nie chciał się spieszyć, pragnął delektować się każdą chwilą. Powoli i z namaszczeniem przejechał językiem po piersi Hermiony co wywołało u niej dreszcz przyjemności. Widząc jej reakcję blondyn zaczął drażnić stwardniałe sutki dziewczyny. Z malinowych ust wydobyły się ciche jęki, które były muzyką dla jego uszu. Draco przeniósł swoje pocałunki na jej płaski brzuch i zaczął schodzić coraz niżej. Pożerał ją kawałek po kawałeczku jakby chciał nasycić swój głód, który rósł w nim od dawna. Oddech Hermiony był coraz szybszy, urywany... Torturował ją, lecz były to słodkie tortury. Powoli, niespiesznie zbliżył swoje usta do jej kobiecości i zaczął całować ją w ten najintymniejszy sposób aż drobnym ciałem gryfonki zawładnął spazm rozkoszy. Blondyn ponownie znalazł się przy jej uchu.
- To dopiero początek – powiedział zmysłowym szeptem. Rozchylił ręką jej uda i wszedł w nią pewnym ruchem. Z jego ust wydobył się cichy pomruk zadowolenia. Brązowooka spojrzała z uwielbieniem w jego stalowe tęczówki, które niemal krzyczały „Jesteś moja”. Ich nagie ciała ocierały się o siebie w skotłowanej pościeli. Hermiona zapomniała o całym otaczającym ją świecie, a z jej malinowych ust wydobywały się coraz głośniejsze jęki oraz okrzyki. Malfoy czuł się dumny z tego, że to właśnie on doprowadza do takiego stanu wyniosłą panią mecenas, sycił się tym widokiem i reakcjami. Blondyn zaczął poruszać się coraz szybciej. Jego mocne, głębokie pchnięcia sprawiły, że Hermiona odrzuciła głowę do tyłu wbijając paznokcie w jego plecy, a jej ciałem wstrząsnął potężny orgazm, moment później on również szczytował. Chwilę potrwało zanim ich oddechy się uspokoiły, Draco delikatnie odgarnął włosy z twarzy panny Granger.
- Moja propozycja małżeństwa jest nadal aktualna. Zastanów się - mruknął. - Idę do łazienki – dodał podnosząc się z łóżka.
Gryfonka leżała w łóżku rozmyślając o tym co przed chwilą się wydarzyło. To był najbardziej ekscytujący i niesamowity seks w jej życiu. Spojrzała na niego uważnie, gdy wrócił z łazienki.
- Przecież to byłoby bez sensu – zauważyła cichym i spokojnym głosem.
- Bez sensu byłoby gdyby jedno z nas wierzyło w miłość, a my oboje w nią nie wierzymy – powiedział nakładając bokserki. – Zastanów się nad tym. Pełna niezależność, dostęp do funduszy, nazwisko, rodzina - wyliczył jej wszystkie pozytywne strony.
- Chcesz żebym się sprzedała.
- Nie - zaprzeczył stanowczo. - Chcę zawrzeć transakcję korzystną dla nas obojga. Poza tym - odwrócił się w jej stronę i uśmiechnął pod nosem. - Podoba mi się twój tyłek Granger – Popatrzył na nią wzrokiem zarezerwowanym tylko dla Malfoy'ów i zaczął gładzić jej nagie ramię.
- Nie wiem - odpowiedziała zmęczona. - Jestem pół przytomna. Do kiedy mogę podjąć decyzję?
- Najlepiej jak najszybciej. Powiedzmy, że maksymalnie daję ci miesiąc – powiedział podnosząc się z łóżka.
- Dlaczego ja?
- Mam swoje powody – powiedział cicho – Nie musisz mnie odprowadzać trafię do wyjścia. Odpoczywaj Granger – obejrzał się, ale dziewczyna już spała. Nachylił się i musnął ustami jej policzek.

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Kolejna część pojawi się być może 6 grudnia. Dziękuję za każdy jeden komentarz. Opowiadanie będzie dokończone nawet jeżeli będzie je czytać tylko jedna osoba (tak sobie obiecałam)
Pozdrawiam
pola

środa, 20 listopada 2013

nice surprise XIII

Myślałam, że nie dam rady gdyż dopadło mnie przeziębienie ale zacisnęłam zęby i jest! :) przed Wami wesele Ginny i Blaise'a :D kolejny raz dziękuję za każdy jeden komentarz pozostawiony na tym blogu gdyż to dzięki nim mam ochotę pisać kolejne części ;) z pokora przyjmę też każdą krytykę... Mocno zastanawiam się nad zmianą szablonu czy ktoś może coś/kogoś polecić? 
Miłego czytania! :)
PS. Kolejna część 27.11.2013

CZYTAM = KOMENTUJĘ



Dla miłości mojej nie ma gór nieprzebytych. Miłość moja pójdzie za tobą przez góry i morza, zdepcze wszystkie przeszkody i ogarnie cię takim płomieniem, iż się w nim twoje dumne serce roztopi i zleje z moim.”

- Halo – mruknął zaspany.
- Malfoy wstawaj!
- Mhm
- Malfoy! Jest trzynasta! Kwiaty miały być w kaplicy. Czekam tu na ciebie do cholery! – do blondyna bardzo powoli docierały słowa padające z drugiej strony telefonu. Usiadł na łóżku.
- Granger?
- Brawo bystrzaku! Za ile będziesz?
- Gdzie?
- W kaplicy! -w jej głosie słychać było irytację. Żołądek podszedł Draconowi do gardła, nagle sobie przypomniał jak umawiał się z nią, że o wpół do pierwszej będzie w kaplicy z kwiatami, a potem jeszcze zawiozą je na salę. Spojrzał na zegarek. Pierwsza. Zaklął siarczyście.
- Zapomniałeś ? - zapytała niepewnie dziewczyna. Cisza – Błagam powiedz, że nie zapomniałeś i jesteś już w drodze.
- Będę dosłownie za parę minut! Czekaj tam i nigdzie się nie ruszaj
- Jesteś najbardziej nieodpowiedzialnym egoistą jakiego... - tyrady Granger mógł wysłuchać później teraz musiał się spieszyć pomyślał wstając i chwytając jeansy.
- Rozłączył się! Nie do wiary! - oburzona gryfonka stała pośrodku kaplicy, w której już powinny znajdować się piękne kwiaty o zapachu czekolady. To była ich niespodzianka dla Ginny. – A umawiałam się z nim jak z odpowiedzialnym człowiekiem, przypominałam pięć razy! - prychnęła wściekle.
Blondyn złamał wszelkie magiczne ograniczenia prędkości. Musiał się spieszyć. Ślub był o piętnastej. Dlaczego ten budzik go nie obudził? Pamiętał jak prze mgłę, że dzwonił, a on go wyłączył i zamknął oczy tylko na chwilę ... Wpadł rozpędzony do kaplicy, w której stała i czekała Granger. Wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Włosy gładko zaczesane w eleganckiego koka, delikatny makijaż oczu i mocno podkreślone różową pomadką usta. Miała na sobie krótką, blado szarą sukienkę, która delikatnie opinała jej idealne ciało. Całość dopełniały kremowe szpilki na wysokim obcasie, które idealnie komponowały się z jej zgrabnymi, opalonymi nogami.
- Jeżeli chcesz przeżyć ten dzień to nie odzywaj się do mnie ani słowem! - warknęła ostrzegająco.
- Pięknie wyglądasz – oznajmił. – Co robimy?
- Och no nie wiem może sobie usiądziemy i poplotkujemy?
- Z sarkazmem ci nie do twarzy – powiedział chłodno. – Zaspałem. Przecież nic się nie dzieje. Zdążymy.
- Dla was zawsze się nic nie dzieje – syknęła. – Dawaj te kwiaty, bo nie ma czasu. Musisz się jeszcze przebrać chyba, że to jest twój strój ? - popatrzyła kpiąco na blondyna. Potargane włosy, ciemno granatowe jeansy i biała koszulka z dużym nadrukiem „I'm boss”. Wyglądał bardzo chłopięco, a zarazem seksownie.
- Nie podoba ci się ? - zapytał z szelmowskim uśmiechem.
- Tak jakoś nie komponujesz się z otoczeniem.
- Oj Granger wyluzuj. Jeszcze cię olśnię swoim eleganckim wyglądem – puścił jej oczko. Wyszeptał magiczną formułę i machnął różdżką. W kaplicy pojawiły się piękne bukiety w wysokich, eleganckich flakonach. W powietrzu unosiła się przyjemna, czekoladowa woń. Hermiona zrozumiała dlaczego Ginny zachwyciła się tymi kwiatami.
- Domyślam się, że ty tego nie dokonałeś tylko twoja mama – mruknęła, na co on bezradnie wzruszył ramionami.
- Mówiłem ci, że ja nie jestem od kwiatów. Co z tym zrobić? Bo widzę, że szanowna pani swojej różdżki nie ma – dziewczyna zgromiła go wzrokiem po czym poinstruowała go i po chwili kaplica była kompletnie udekorowana.
- Jeszcze sala – przypomniała dziewczyna.

Draco wpadł z impetem do małego pomieszczenia przy kaplicy, w którym czekał zamyślony Blaise. "Zdążyłem" pomyślał z ulgą. Pędził jak na złamanie karku. Zabawę z kwiatami skończyli przed drugą, później podrzucił Granger do domu i pojechał do siebie. Przez całą drogę brązowooka nie żałowała mu wywodów na temat jego egoizmu, nieodpowiedzialności i dziecięcego zachowania. W domu wziął szybki prysznic, przebrał się w nowy elegancki garnitur, śnieżnobiałą koszulę i ruszył do przyjaciela. Zerknął na ścienny zegar, który wskazywał kwadrans przed trzecią. "Dobry czas" pochwalił się w duchu.
- Stary co tak późno? - zapytał rozbawiony brunet.
- Miałem małe zawirowania – roześmiał się blondyn.
- Gratuluję wygranej - powiedział Blaise i wyciągnął dłoń, którą Draco uścisnął. - Wszyscy o tym mówią. W końcu każdy poznał prawdę o tym co robiłeś i jaki byłeś – Malfoy skrzywił się na te słowa.
- Ty od razu wybrałeś dobrą stronę, ja byłem głupi i musiałem za tę głupotę płacić.
- Ale razem dawaliśmy radę – uśmiechnął się pocieszająco Zabini.
- Tak, a teraz nasze drogi się rozejdą. Będziesz miał żonę, zapewne zmajstrujesz zaraz potomka – blondyn szturchnął przyjaźnie towarzysza w ramię. – Na pewno nie chcesz się wycofać? Masz jeszcze czas.
- Nie wycofam się.
- Całonocne imprezy i niezobowiązujące znajomości.
- Kochająca żona oraz regularny seks – Draco chwilę pomyślał.
- Można i tak.
- Też kiedyś do tego dorośniesz – roześmiał się Zabini. Blondyn chciał coś powiedzieć, lecz kapłan zajrzał przez drzwi.
- Zapraszam na krótką modlitwę przed ceremonią.
- Idź się pomodlić – szepnął Draco – przyda ci się.
Osobiście nie wierzył w miłość. Jak można wierzyć w coś tak kruchego i nietrwałego? Pomimo swoich rozterek z całego serca kibicował Diabłu i Rudej.


- Zaraz zaczynamy Gin – powiedziała Hermiona stając w drzwiach. Molly ze łzami w oczach uściskała córkę i wyszła.
- Mamo nie płacz! Przecież nie umieram – krzyknęła za nią rudowłosa dziewczyna.
- Wyglądasz olśniewająco – panna Granger była zachwycona wyglądem przyjaciółki. Miała piękną skromną suknię, długi welon i rozpuszczone lśniące rude włosy. – Mam coś dla ciebie – mówiąc to podała dziewczynie bukiet kwiatów. Zdumienie Weasley'ówny było dla niej największą nagrodą.
- Hermiono przecież one pachną czekoladą. Na gacie Merlina to było moje marzenie! Nie wiem jak ci dziękować – drobna rudowłosa dziewczyna rzuciła się w objęcia Hermiony.
- To nie tylko moja zasługa. Bez pani Malfoy nic by nie było.
- Ty i Narcyza? - zapytała zdziwiona Ginny.
- Ona jest bardzo miła.
- Wiem. Odwiedzaliśmy ją z Blaise'm, ale nie sądziłam, że ty się przekonasz do ich rodziny.
- Bez przesady Gin - upomniała ją surowo brązowooka. - Przekonałam się do Narcyzy, a nie do całej rodziny – rudowłosa parsknęła śmiechem.
- Draco nie jest zły. Wszyscy go lubią nawet Harry i Ron!
- Wiesz, że nie jestem taka jak wszyscy, ale dla ciebie jestem w stanie zrobić wszystko i wytrzymałam miesiąc z tym ślizgonem. Wytrzymam jeszcze dzisiaj. Jesteś dla mnie jak siostra.
- Ty dla mnie też - szepnęła wzruszona panna młoda. – Dziękuję.
- Poczekaj aż zobaczysz kwiaty w kaplicy i na sali. Wtedy będziesz mogła dziękować. Teraz idziemy. Czas zacząć nowe życie.

- Ładnie to wszystko wygląda – usłyszała znajomy głos za swoimi plecami należący do pewnego przystojnego blondyna.
- Mhm.
- Nie pijesz? - popatrzył na nią uważnie.
- Nie chcę się upić na weselu mojej najlepszej przyjaciółki.
- Granger wyluzuj trochę – Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale podszedł do nich rudowłosy chłopak.
- Merlinie jakie zamieszanie. Mama ma prawie stan przedzawałowy. Nawet nie miałem kiedy się przywitać - chłopak popatrzył z uznaniem na gryfonkę. - Hermiono pięknie wyglądasz – oznajmił i dał jej całusa w policzek.
- Cześć Ron – brązowooka uśmiechnęła się blado.
- Draco – mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, gdy kolejna osoba podeszła do nich.
- Cześć wam – powiedział zmęczony Harry.
- Potter jak tam twoja głowa ? - zapytał uradowany blondyn.
- Może być. Dzięki za eliksir na kaca.
- O czym rozmawiacie? - nagle znikąd pojawił się Zabini.
- Witamy się póki co – powiedział uśmiechnięty Ron. – Gdzie zgubiłeś moją siostrę?
- Rozmawia z jakimiś kuzynkami.
- Tak w ogóle zapomnieliśmy wam pogratulować – Hermiona stała między czterema mężczyznami, których wydawało jej się, że zna, ale nic nie rozumiała z całej tej sytuacji. Przecież oni powinni się nienawidzić.
- Ja chyba czegoś nie rozumiem - powiedziała nieco skołowana. Harry spojrzał na nią zdziwiony.
- No wygranego procesu? Śledziliśmy go z Ronem, gdy mieliśmy wolne podczas mistrzowskich rozgrywek. Hermiono dzielnie walczyłaś, a ty Malfoy w końcu pokazałeś swoją prawdziwą twarz! Szkoda, że nie powołaliście mnie na świadka mógłbym opowiedzieć jak pomogłeś mi uratować tę małą dziewczynkę.
- Albo mnie! - wyrwał się Ron. – Jak pomogłeś uratować tę kobietę w ciąży. Niezłe cięgi wtedy dostałeś od Lestrange – Ron się lekko skrzywił. Draco postanowił zabrać głos
- Chłopaki przypominam, że byłem oskarżony o molestowanie i mobbing. To nie było sądzenie mnie za postawę w czasie wojny. Poza tym ściągać dwóch najlepszych zawodników „Czerwonych Diabłów” to by była przesada – blondyn szelmowsko się uśmiechnął.
- Już to przedyskutowaliśmy wczoraj w nocy – przypomniał zebranym Zabini.
- Co przedyskutowaliście ? - zapytała panna młoda, która zaszczyciła grono znajomych.
- Wspomnienia – powiedział tajemniczo Ron.
- Ginny czy ty coś z tego rozumiesz? - zapytała lekko poirytowana Hermiona.
- Granger, a czego ty nie rozumiesz? - Draco popatrzył zdziwiony na brązowooką.
- No oni.. ty.. wy – gryfonka nie mogła zbudować prostego zdania. Ginny postanowiła jej pomóc.
- Herm kochanie przecież oni się znają i spotykają regularnie. Ron z Harrym podsyłają im bilety na swoje mecze w quidditcha. Draco daje chłopakom gadżety do testowania. Urządzają sobie pożal się Merlinie libacje alkoholowe, z których mój mąż wraca jak duch i trzeba przy nim chodzić na paluszkach. Na przykład wczoraj w nocy urządzili sobie wieczór kawalerski, ci dwaj – wskazała głową na Harrego i Rona – przylecieli z Kanady o trzeciej w nocy, Draco wrócił z sądu i się wszyscy razem spili. Właśnie o tym sobie kochanie pogadamy w domu w trakcie nocy poślubnej - powiedziała zwracając się do swojego męża.
- Uhu stary – Ron poklepał Zabiniego po plecach – współczuję. Lepiej się napij.
- A propos picia próbuję namówić waszą przyjaciółkę do oblania zwycięstwa, ale ona nie reflektuje – powiedział zawiedziony blondyn.
- Przyjaciółkę? Ja jestem ich przyjaciółką?! Ukrywaliście przede mną to, że się kumplujecie z tym egoistycznym dupkiem! Ja nie jestem już ich przyjaciółką. Teraz to twoi przyjaciele – syknęła oburzona Hermiona. Chciała odejść od grupki znajomych, lecz chłodna ręka blondyna złapała ją za łokieć – Granger ochłoń. Zerwali z tobą kontakt?
- To nie twoja sprawa – warknęła.
- Odpowiedz tak czy nie?
- Nie!
- Zawiedli cię jak potrzebowałaś pomocy? Odmówili ci chociaż raz?
- Nie – powiedziała już nieco spokojniej.
- Zapomnieli o twoich urodzinach?
- Nie.
- Wspierają cię?
- Tak.
- To są twoimi przyjaciółmi – powiedział z naciskiem. – Nie powiedzieli ci o mnie żeby cię niepotrzebnie nie denerwować.
- Herm my razem z Draco dużo przeszliśmy - powiedział cicho Harry. – Baliśmy się, że nie zrozumiesz.
- On naprawdę się zmienił. To są zwykłe męskie wypady. Przecież wiesz, że my za tobą pójdziemy w ogień – Ron patrzył na nią z nadzieją w oczach. Hermiona przymknęła oczy i westchnęła.
- Wiem. Przepraszam. Po prostu nie chcę się wami dzielić – uściskała ich obu jednocześnie. Draco poczuł niezrozumiałe ukłucie zazdrości, gdy chłopaki się przytulali do panny Granger.
- Dobra koniec tych sentymentów – rzekł twardo. – To wesele, a nie pogrzeb. Granger masz ze mną rozkręcać imprezę jak na porządnych świadków przystało. Tyle się namęczyłem przy tych pożal się Merlinie kwiatach – za to dostał lekkiego kuksańca od panny młodej – i innych pierdołach - kontynuował niewzruszony - że nie pozwolę ci teraz zanudzać.
- Wiesz co Malfoy? Ty jesteś naprawdę niemożliwy! Nie wytrzymam twojego towarzystwa na trzeźwo - popatrzyła mu odważnie w oczy. Wszyscy wybuchnęli śmiechem i ruszyli do stolika z alkoholami, o który to Draco wykłócał się z Hermioną przez pół dnia. Na to wspomnienie blondyn uśmiechnął się pod nosem. Po kilku drinkach Ginny i Zabini poszli czynić honory gospodarzy imprezy, Ron i Harry ruszyli na poszukiwania dziewczyn, a Hermiona została sama z Draco.
- No i jak Granger pasuję do reszty? - zapytał unosząc nieco brwi.
- Nie.
- Nie? - Draco nie krył zaskoczenia
- Nie masz krawatu.
- Bo źle w nim wyglądam.
- Ogólnie wyglądasz źle - oznajmiła mu kpiąco. - Z naszej dwójki to ja jestem tą lepszą połową – dodała posyłając mu ironiczny uśmiech.
- Wybaczę ci ten komentarz. Mówisz tak, bo jesteś zła za to, że Potter i Weasley mnie lubią złotko – szepnął jej do ucha, a przyjemny dreszcz przebiegł po jej plecach.
- Hmmm zastanówmy się Malfoy – spojrzała blondynowi w jego szare tęczówki – musiałam wytrzymać z tobą cały miesiąc, załatwiać różne sprawy, iść z tobą na ten idiotyczny bal, pozować do zdjęć, bronić cię w sądzie - wyliczała z pamięci. - Ponadto upiłeś się dzień przed ślubem i zapomniałeś o kwiatach... Uwierz mi mam wiele powodów aby się na ciebie złościć, ale na pewno nie robię tego, dlatego że spotykasz się z Harrym i Ronem.
- Czyżby? - blondyn przyglądał jej się badawczo.
- Zdecydowanie tak. Zauważyłeś, że ludzie jakoś tak nieśmiało bawią się na parkiecie? - zagadnęła chcąc zmienić temat. - Mówiłam ci, że ta kapela to zły pomysł.
- Bzdura Granger. Po prostu nikt im jeszcze nie pokazał jak powinna wyglądać prawdziwa zabawa. Chodź idziemy – wyciągnął rękę. Dziewczyna spojrzała na niego pytająco, a blondyn przewrócił oczami – na parkiet - oznajmił.
- Nie ma mowy. Każdy będzie się na nas patrzył.
- Nie przesadzaj. Już razem tańczyliśmy, nie jest źle.
- Nie chodzi o to.
- Boisz się?
- Nie – warknęła. – Po prostu poszukaj sobie kogoś innego do zabawy dzisiejszego wieczoru.
- Razem zadbaliśmy o to żeby wszystko wypaliło, więc chyba nie chcesz żeby teraz było nudno? Przestań ciągle analizować to nie jest sala sądowa. Teraz liczy się dobra zabawa. Podobno z naszej dwójki ty jesteś tą lepszą połową, więc olśnij wszystkich – Draco uśmiechnął się łagodnie i ponownie podał rękę, którą tym razem dziewczyna uchwyciła. Wyszli na środek parkietu zwracając na siebie uwagę wszystkich gości. Kapela zaczęła grać wolną mugolską melodię Elvisa Presleya „You are always on my mind”, a oni zaczęli powoli bujać się w rytm melodii.
- Granger muszę ci powiedzieć, że w tej sukience twój tyłek wygląda jeszcze bardziej seksownie – wymruczał jej do ucha Draco.
- Gdyby nie patrzyło na nas tyle oczu dostał byś w tę blond czuprynę.
- Nie bądź taka brutalna – szepnął. Jego dotyk, głos powodowały, że Hermiona znajdowała się w innym świecie. Chciała trwać w tych silnych ramionach całą wieczność. Jego zapach był taki pociągający... „To wszystko przez alkohol” wmawiała sobie – Nad czym tak myślisz Granger?
- Nad tym, że każdy się na nas patrzy i myśli sobie nie wiadomo co – fuknęła cicho.
- Nic dziwnego tworzymy ładną parę.
- To tylko pozory. Twoja mama wygląda na szczęśliwą – zauważyła Hermiona.
- Mhm – Draco nic więcej nie powiedział. Przytulał do siebie drobne ciało dziewczyny i był zaskoczony swoimi myślami. Miał nieodpartą chęć chronienia jej przed całym światem co było dla niego niezrozumiałe, gdyż nigdy czegoś takiego nie czuł. "To tylko głupie sentymenty" powtarzał sobie w myślach. "Zwyczajnie chcesz ją zaciągnąć do łóżka bo jest inna niż twoje dotychczasowe zdobycze" pocieszał się. Melodia ucichła.
- Jakoś nie porwaliśmy publiczności – powiedziała smutno Hermiona – kiepsko się starasz Malfoy.
- Spróbujemy jeszcze raz Granger – powiedział przekornie. Tym razem kapela zaczęła grać „La Bambę” - Dasz radę w tych butach?
- Zawsze daję radę – odpowiedziała uśmiechnięta. Oboje mieli świetne poczucie rytmu, doskonale znali kroki, więc utworzyli wspaniały duet. Ich taniec był prawdziwym widowiskiem dla gości. Po tym utworze większość osób zaczęła się bawić. Cel Draco i Hermiony został osiągnięty. 

Wesele nie mogło się odbyć bez tortu i toastów. Głos zabrali Ginny i Blaise.
- Kochani chyba każdy na tej sali zdaje sobie sprawę z tego kim są nasi świadkowie. Trudno tego nie wiedzieć, gdyż ostatnio byli bohaterami prasy i mediów – Ginny uśmiechnęła się pogodnie. – Jednak ja i mój mąż pragniemy wam powiedzieć, że Hermiona Granger i Draco Malfoy tak naprawdę wcale za sobą nie przepadają.
- Wybraliśmy na świadków tę dwójkę ufając im, że nie zamienią naszego ślubu i przyjęcia w masakrę. Jest to dość specyficzna dwójka, gdyż zarówno on jak ona nie wierzą w miłość – te słowa wypowiedział Blaise. Ginny spojrzała na przyjaciółkę i powiedziała:
- Ona w nią nie wierzy ponieważ jak twierdzi uczestniczyła w większej ilości rozwodów niż ślubów.
- On natomiast nie wierzy dla zasady – Blaise posłała zaskoczonemu blondynowi rozbrajający uśmiech.
- Jednak ona jest dla mnie jak siostra...
- A on jest dla mnie jak brat...
- Musicie wiedzieć, że jak ta dwójka się uprze to nie ma dla nich rzeczy niemożliwych. Zostawiliśmy ich z całą listą spraw do załatwienia i własnymi problemami na głowie, a oni zamiast się kłócić połączyli siły i dzięki nim teraz tak dobrze się bawimy.
- Dracze, Hermiono ja i moja żona nie potrafimy znaleźć słów żeby opisać wam swoją wdzięczność za to co dla nas zrobiliście i co jeszcze zrobicie - na sali rozległ się śmiech. – Dziękujemy wam z całego serca za wszystko. Nie mogliśmy sobie wyobrazić piękniejszego ślubu i wesela. - Goście powstali i rozległy się oklaski. Ginny z Blaise'm podeszli do swoich świadków i ofiarowali im prezenty. Draco dostał złotego znicza z wygrawerowanymi inicjałami natomiast Hermiona dostała złotą bransoletkę. Oboje grzecznie podziękowali zaskoczeni takimi niespodziankami. Całą czwórką udali się do stołu, gdzie przysiedli się do nich Harry z Ronem. W wyborowym towarzystwie nie czuć było upływającego czasu. Wieczór powoli zbliżał się ku końcowi. Gości zaproszono do ostatniego tańca. Rozmowy przy stołach ucichły i pary ruszyły na parkiet. Hermiona popatrzyła na zamyślonego Dracona.
- Dziękuję Malfoy za to, że nie zniszczyłeś im przyjęcia.
- No, no, no Granger mi dziękuje - blondyn nie mógł sobie odmówić odrobiny kpiny – dobrze wiesz, że nie zrobiłbym tego Rudej i Diabłu – brązowooka prychnęła pogardliwie.
- Po tobie można się wszystkiego spodziewać. Idę się z nimi pożegnać i jadę do domu - oznajmiła.
- Poczekaj odwiozę cię.
- Nie trzeba. Dam sobie radę. Poza tym lepiej zrobisz jak odwieziesz Narcyzę, która jest na pewno bardzo zmęczona.
- Moja matka już dawno jest w domu. Nie pożegnała się z tobą, bo wywijałaś na parkiecie z Potterem – Hermiona zamyśliła się, będzie jej brakować odwiedzin w Malfoy Manor. Będąc tam nie czuła się sama na tym świecie. Narcyza we wszystkim widziała jakieś pozytywne strony. Hermiona mogła rozmawiać z nią jak z dobrą przyjaciółką, a teraz koniec – Granger przecież wiesz, że możesz ją odwiedzać. Nie bój się, nie zjem cię.
- Przestań czytać w moich myślach – warknęła zdenerwowana dziewczyna.
- Nie czytałem, domyśliłem się o czym myślisz. Wracając do meritum piłaś alkohol, a uwierz mi złapać teraz MAGtaxi graniczy z cudem.
- Ty też piłeś – zauważyła trafnie Hermiona.
- Ja mam kierowcę złotko – gryfonka westchnęła głośno.
- Dobra niech ci będzie.