Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miniaturka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lipca 2015

Druga szansa - miniaturka.

Napędem do napisania tej miniaturki była ta oto piosenka. Polecam!
Cóż mogę powiedzieć? Przepraszam, że nie ma kolejnej części Home, ale wena płata mi figle. 
Nadejdzie w życiu taki moment kiedy porzucę pisanie, ale to jeszcze nie teraz. 
Poszukuję osoby chętnej, z doświadczeniem, która podejmie się betowania moich tekstów. 
Dziękuję Alex za to, że podjęła się tego trudnego zadania! 

Miniaturka z dedykacją dla Anonima, który wcale nie hejtował. 
A także dla Rosie, która skomentowała każdy mój wpis gdy trafiła na bloga :)

Jeżeli ktoś czuje się urażony, że nie ma dedykacji dla niego to bardzo przepraszam. Nie wiem czy w ogóle zwracacie uwagę na takie rzeczy ;)

Kochane komentujące bez Was nie byłoby tego co powstało. Wasza obecność jest dla mnie ważna. Dziękuję, że mnie odwiedzacie, czytacie i zostawiacie mniej lub więcej słów w komentarzach <3

Do następnego!

pola

***

I tell myself you don't mean nothing,
But what we got cannot hold on me?
But when you're not there I just crumble
I tell myself that I don't care that much,
But I feel like I'm dying till I feel your touch

Only love, only love can hurt like this,
Only love can hurt like this
Must have been a deadly kiss
Only love can hurt like this,

Paloma Faith - Only Love Can Hurt Like This


- Postawisz mi drinka? - blondyn przeniósł swoje znudzone spojrzenie ze szklaneczki Ognistej na biuściastą brunetkę stojącą tuż obok niego.
- Nie – odburknął nie siląc się na uprzejmości i ponownie zapatrzył się w bursztynowy napój. Czekał na Zabini'ego w jego klubie już ponad pół godziny i jakoś nie zanosiło się na szybkie pojawienie się przyjaciela. Brunetka nachyliła się nad nim i wymruczała
- Zobaczymy się później? - Draco przewrócił oczami i zaklął w myślach, trafiła mu się bardzo natrętna sztuka. Odkąd wrócił z Bliskiego Wschodu nie miał siły, ani ochoty na damskie towarzystwo.
- Nie robię tak dalekich planów – odparł chłodno, podniósł się ze swojego miejsca i wyminął ją kierując się do wyjścia. Musi zaczerpnąć odrobinę świeżego powietrza. Na dworze było chłodno, a z nieba leciała lekka mżawka. Podniósł kołnierz swojej skórzanej kurtki i wyciągnął paczkę papierosów. Sprawnym ruchem różdżki odpalił jednego z nich, zaciągnął się i spojrzał w górę na migoczący neon. Inferno. Uśmiechnął się pod nosem i wypuścił obłok dymu. Nazwa pasuje do właściciela. Diabeł bardzo szybko odnalazł się w powojennym świecie, założył klub, który obecnie podobno uchodzi za jeden z lepszych w czarodziejskiej części Londynu. Draco nie zazdrościł przyjacielowi sukcesu. Jeżeli wojna może czegoś nauczyć to jego nauczyła tego, że każdy ma to na co zasłużył. Cieszył się, że po powrocie z misji zastał Blaise'a w dobrej kondycji fizycznej, psychicznej i finansowej. Teraz on sam musi jakoś poukładać swoje nędzne życie. Spalił papierosa do końca w między czasie przeklinając przedłużające się spotkanie przyjaciela ze wspólnikiem i wrócił do pomieszczenia, w którym panował przyjemny półmrok. Rozejrzał się po sali w poszukiwaniu Diabła. Odnalazł bruneta w loży dla VIPów. - Nareszcie – wymruczał i ruszył pewnym krokiem w tamtym kierunku.
- Gdzie ty się kurwa podziewałeś? - zapytał siadając obok przyjaciela. Zabini skrzywił się wspominając zażartą dyskusję ze wspólniczką.
- Nic nie mów. To było piekło – odparł zmęczony. - Ta kobieta potrafi w pięć minut wyprowadzić mnie z równowagi.
- Twoim wspólnikiem jest baba? - zapytał zaskoczony Draco, na co brunet skinął głową. Malfoy parsknął śmiechem i poklepał przyjaciela po plecach. - A myślałem, że tylko ja mam przerąbane – mruknął sięgając ręką do kieszeni wytartych jeansów i wyjmując paczkę papierosów. Poczęstował bruneta i po chwili obaj siedzieli w kłębie tytoniowego dymu.
- Rozmawialiśmy na ten temat Blaise – usłyszeli za swoimi plecami stanowczy i opanowany głos, jak na komendę obejrzeli się w tym kierunku. - Miałeś nie palić na sali, a teraz jeszcze przyprowadzasz... - kobieta urwała w pół zdania. Nie była przygotowana na taki widok. - Malfoy – wydusiła przez ściśnięte gardło. Draco skinął głową.
- Granger – odparł chłodno i wypuścił smugę dymu.
- No to pierwsze uprzejmości mamy za sobą – powiedział Zabini gasząc peta. Blondyn pozostał niewzruszony i ponownie się zaciągnął. Para orzechowych oczu przewiercała bruneta na wskroś, aż ten westchnął zrezygnowany - Rozumiem mamy zasady, ale to... Draco – powiedział to tak jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Hermiona zacisnęła mocno usta powstrzymując się przed przekleństwem. Czuła na sobie baczne spojrzenie stalowych tęczówek, tych samych, które wpatrywały się w... Nie! Nie! Nie! Do tego lepiej nie wracać.
- Jak uważasz – burknęła kątem oka obserwując blondyna. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. - Wychodzę do domu – oświadczyła, odwróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia czując jak para stalowoszarych oczu śledzi każdy jej ruch. Powoli zaczynała ogarniać ją panika. Pokręciła głową. Tyle czasu go nie było, tyle się zmieniło... Wzięła kilka głębokich oddechów. Czym ona się w ogóle przejmuje? Było, minęło. Dlaczego więc pojawiło się to cholerne ukłucie w sercu na jego widok?

- Jest współwłaścicielką klubu – przyznał się Zabini. Draco spojrzał na niego nieco zaskoczony. - Po wojnie potrzebowałem dużej ilości galeonów na rozkręcenie biznesu, a ciebie nie było... Hermiona przeznaczyła na to swoje odszkodowanie. Byłem zdziwiony, że chce zainwestować pieniądze w coś takiego, miała wiele innych możliwości ulokowania gotówki – brunet zawahał się na chwilę. - Nie powiedziałem ci tego wcześniej, bo...
- Nie obchodzi mnie to – przerwał mu sucho blondyn. - Dopiero co wróciłem z misji. Żywy. Moje nazwisko będzie oczyszczone, a skrytka w banku Gringotta znowu pełna. Musimy za to wypić. Nie psujmy tego pierdoleniem o Granger, o tym co było. Dzisiaj liczymy się tylko my Blaise.
- Ona jest z Weasley'em – dodał mimochodem brunet.
- Mądrze. Dobrze mieć faceta z ciepłą posadką w Ministerstwie Magii.

***

Po opróżnieniu razem z Blaise'm kilku butelek Ognistej pijany dotarł do rodzinnej rezydencji. Dom był przerażająco pusty. Draco leżał na łóżku i wpatrywał się w okno. Ile miesięcy minęło od jego zniknięcia? Dwadzieścia? Dwadzieścia dwa? Po roku przestał liczyć. Tak było łatwiej. Rozczulanie się nad sobą nigdy nie było w jego stylu, wolał skupić się na zadaniu jakie miał do wykonania oraz na tym jak wyjść z tego żywym niż rozpamiętywać sentymentalne pierdoły. Przymknął oczy, ale zamiast upragnionego snu jego umysł zalała fala wspomnień.

- Jeszcze kilka takich nocy i zwariuję – powiedziała smutno brązowooka. Jako pierwsi wywiązali się z powierzonego zadania i teraz siedzieli w Norze czekając na resztę Zakonu. - Ciebie Malfoy w ogóle to nie rusza? - blondyn wzruszył beztrosko ramionami.
- Wojna to nie zabawa. Wiedziałem na co się piszę – mówiąc to kątem oka obserwował dziewczynę, która wstała i wyjęła z szafki butelkę Ognistej. Ślizgon zacmokał i pokręcił głową. - Nie rób tego Granger – powiedział ostrzegawczo.
- Czego? - zapytała zaskoczona.
- Nie uciekaj w alkohol. To zgubny nałóg.
- Ja nie...
- Czyżby? - przerwał jej. - Nie pierwszy raz widzę jak po zakończonej akcji sięgasz po Ognistą. Nie umiesz sobie radzić ze stresem. Zacznij palić papierosy, ćwiczyć jogę albo – przerwał i popatrzył na nią swoimi stalowymi tęczówkami, które teraz były nieco ciemniejsze niż zwykle.
- Albo? - ponagliła go Hermiona.
- Rozłóż nogi przed Weasley'em niech cię w końcu porządnie zerżnie, zafunduje kilka orgazmów i od razu poczujesz się lepiej – gryfonka z zaskoczenia zamrugała powiekami. Draco wstał podszedł do niej, wziął butelkę z alkoholem i nachylił się nad nią. - Ognistą zostaw dorosłym – wymruczał i ruszył w kierunku drzwi.
- Mówisz tak z doświadczenia? - zapytała. Blondyn odwrócił się i popatrzył na nią spod przymrużonych powiek.
- To zależy o co pytasz. Jogi nie ćwiczę, ale resztę jak najbardziej praktykuję.
- Rozkładasz nogi? - zaśmiał się cicho słysząc to pytanie.
- Zabawna jesteś – przyznał. Zawahał się chciał coś jeszcze dodać, ale zrezygnował. - Wybacz, ale mam jeszcze dzisiaj spotkanie z moim drugim pracodawcą, a on nie lubi gdy ktoś się spóźnia – po tych słowach wyszedł zostawiając ją samą. Doskonale wiedział jak kończy się niekontrolowana przygoda z alkoholem. Jego matka też wpadła w tę pułapkę. Początkowo dobrze się maskowała, była taka jak zawsze: elegancka, zadbana, wyniosła. Tak było do czasu, później była równia pochyła... Łatwo jest się wykoleić, ale znacznie ciężej jest wrócić na właściwe tory, czasami jest to wręcz niemożliwe. Pamiętał butelki Ognistej pochowane w szafach i matkę śpiącą do południa w oparach fermentującego alkoholu. Zapijała stres oraz to co zgotował im ojciec. Przebudzenie z tego koszmaru nastąpiło z chwilą śmierci, którą matka przyjęła z ulgą. Draco nie wiedział czy bardziej cieszyła się z tego, że uwolni się od nałogu czy ojca, a może ze wszystkiego po trochu...

Malfoy mocno zacisnął powieki licząc, że to cokolwiek pomoże.
- Nie myśl o tym idioto – warknął zły na samego siebie. Tyle razy to przerabiał, tyle razy powtarzał sobie, że Granger ma taką samą cipkę jak każda inna dziewczyna, ale to nie przynosiło żadnego efektu. Nie umiał o niej zapomnieć, ani o tym co połączyło ich podczas wojny. Nie potrafił zrozumieć dlaczego akurat padło na idealną Pannę Wiem To Wszystko. Pamiętał jak ciężko przeżywała wojenne wydarzenia. Miał wrażenie, że po każdej bitwie jakaś drobna część jej osoby znika bezpowrotnie. Chciał to powstrzymać, chciał żeby zapomniała, znalazła jakąś odskocznię. Weasley potrafił zaproponować jej tylko rozmowę. Dureń.
Draco potarł zmęczoną twarz i przewrócił się na plecy. Po jaką cholerę chciał ją wtedy ratować przed samozniszczeniem? Jakby miał mało swoich kłopotów.

Otworzył cicho drzwi do pokoju i i zobaczył jak stoi przodem do okna ze szklanką Ognistej w ręku. Podszedł do niej, wyjął z jej dłoni alkohol i sam go wypił. Hermiona odwróciła się i spojrzała na niego groźnie.
- Nie pozwalaj sobie – warknęła. Blondyn uśmiechnął się kpiąco i ujął jej brodę.
- Skoro nie chciałaś rozmawiać z Weasley'em to może spróbujemy po mojemu? - prychnęła oburzona. - Wiem, że od jakiegoś czasu masz na to ochotę. Widzę to. Ty też to czujesz. Po cholerę unosisz się honorem? - wymruczał tuż przy jej uchu. Podniosła na niego swój wzrok i wtedy dostrzegł to w jej oczach. Strach. Pragnienie. Żądzę. Zdziwienie. - Mogę ci dać to czego nie dostaniesz od niego. Zapomnienie. – kontynuował wodząc wskazującym palcem po jej bladej szyi. Hermiona przymknęła powieki i pozwoliła sobie na ten jeden moment zapomnienia, w którym to przyjemne ciarki rozeszły się po jej drobnym ciele. Blondyn uśmiechnął się pod nosem i coraz śmielej kontynuował wędrówkę po jej ciele. Delikatnie rozpiął guziki bluzki, która po chwili znalazła się na podłodze. Sprawnym ruchem rozpiął stanik, który również podzielił los bluzki. Panna Granger nie protestowała, a on jak na drania przystało wykorzystał jej milczenie. Z jednej strony nie chciał się spieszyć, ale z drugiej wiedział, że gdy jej zdrowy rozsądek wróci na swoje miejsce będzie pozamiatane. Czym prędzej pozbawił ją reszty garderoby i usadził na parapecie. Z ust dziewczyny wydobyło się stłumione syknięcie spowodowane zetknięciem się jej gorącego ciała z chłodnym kamieniem, przygryzła dolną wargę i spojrzała na niego niepewnie.
- Żebyś sobie nie myślał, że ja... - zaczęła się tłumaczyć lekko speszona.
- Nie zawieramy małżeństwa Granger. To tylko seks. Dobra zabawa – wyszeptał tuż przy jej uchu, delikatnie przygryzając jego płatek. Dziewczyna westchnęła cicho. Napięcie, które gromadziło się między nimi tygodniami w końcu znajdzie ujście. Potrzebowała tego. Potrzebowała chwili zapomnienia. Wyłączyła zdrowy rozsądek i poddała się pieszczotom blondyna.

Draco wstał z łóżka, sięgnął po papierosa i stanął w drzwiach prowadzących na taras. Oparł się o framugę i głęboko zaciągnął. - Trzeba było na tym jednym razie poprzestać – mruknął sam do siebie i wypuścił tytoniowy dym. Problem tkwił w tym, że ciągle było im mało. Liczyły się tylko te potajemne, skradzione chwile, w których myśli nie krążyły wokół wojny, momenty w których, wydostawali się z codziennej rutyny. Były dni, gdy ich seks był wolny i namiętny, nie spieszyli się, rozkoszując się sobą nawzajem. Przychodziły jednak także takie momenty, w których nie zależało im na bliskości tylko na spełnieniu, gdy wszystko było szybkie, mocne, ostre, a jednocześnie takie kojące. Nie było wstydu, zahamowań, podziału. Oboje wmawiali sobie, że to nic wielkiego, że to zwykły seks, zabawa dla dorosłych. Tylko tyle. Podświadomie jednak stworzyli jakiś tajemniczy, pseudo-związek, w którym mieli siebie na wyłączność.

Jak to się stało, że wszystko się rozpieprzyło? Draco uśmiechnął się smutno i zgasił niedopałek. Teraz patrząc na to z perspektywy czasu wszystko wydało mu się tak nierealne, że aż śmieszne. Pamięta dzień, w którym Minister złożył mu propozycję oczyszczenia nazwiska i odzyskania skonfiskowanego majątku rodziny. To była dla niego furtka do normalnego życia, którego pragnął dla siebie, dla niej... Przystał na to bez wahania. Jeszcze wtedy kontynuowali z Granger swoją pokręconą znajomość, a później ona nagle ją zakończyła. Gryfoński rozsądek wrócił na swoje miejsce... Tak to sobie tłumaczył. Zresztą nigdy nie planowali wspólnej przyszłości. Wtedy on, bez zbędnych wyjaśnień i pożegnań, wyjechał na Bliski Wschód tropić zbiegłych śmierciożerców. Czasem było mu szkoda, że ich wzajemna, fizyczna fascynacja nie miała szansy przerodzić się w coś więcej. Mogli pójść na kolację, spacer, do kina... Spróbować żyć jak normalni ludzie. Zmęczony opadł na poduszki i zapadł w niespokojny sen.

***
Nie spodziewał się, że znajdzie ją za barem. Zmieszany zatrzymał się przy wejściu i obserwował jak poleruje szklankę. Zdecydowanie za często odwiedza to miejsce. Mijali się niemal codziennie wymieniając jedynie skinienia głowy. Draco rozejrzał się w poszukiwaniu Blaise'a, ale nigdzie go nie było. Jego przyjaciel miał paskudny nawyk spóźniania się co zaczynało powoli irytować blondyna. Następnym razem muszą umówić się gdzie indziej i wtedy to on się spóźni. Na zegarze dochodziła pierwsza po południu, na sali oprócz kilku zakochanych par nie było nikogo. Zapewne klub ożyje bliżej nocy. Ponownie spojrzał w kierunku baru, zawahał się chwilę po czym pewnym krokiem ruszył w jego kierunku. Nie byłby sobą gdyby odmówił sobie przyjemności odbycia rozmowy z Granger.
- Poproszę napaloną gryfonkę – zagadnął swoim niskim, seksownym głosem. Hermiona przestała polerować i popatrzyła na niego dużymi, brązowymi oczami.
- Skończyła się – odparła beznamiętnie i wróciła do przerwanej czynności.
- To może żelazną dziewicę Gryffindoru?
- Tego również nie ma w naszej ofercie – odpowiedziała, a mięśnie na jej ciele delikatnie się napięły.
- W takim razie co macie? - zapytał z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, a brązowowłosa spojrzała na niego wściekle.
- Czego chcesz? - zapytała przez zaciśnięte zęby.
- Napić się, ale nie macie niczego czego bym chciał.
- Zażalenia przyjmuje twój przyjaciel Zabini – Draco gwizdnął przeciągle, nie spodziewał się takiej wrogości.
- Ostatni raz, gdy się widzieliśmy sam na sam nie byłaś taka niemiła.
- Od tamtej chwili wiele rzeczy się zmieniło – odburknęła i odłożyła ścierkę na blat – O tej porze mogę zaproponować ci kawę lub herbatę - powiedziała patrząc prosto w stalowoszare tęczówki blondyna, który uśmiechnął się i skinął głową.
- Niech będzie kawa. Czarna, mocna, bez cukru – brązowooka wcisnęła odpowiedni guzik w ekspresie i podstawiła filiżankę. Po chwili parujący napój stał przed Malfoy'em. Ślizgon rozejrzał się wokół siebie, był jedyną osobą siedzącą przy barze.
- Dlaczego mnie unikasz? - zapytał wprost.
- Nie unikam – Draco uśmiechnął się przebiegle i pokręcił głową.
- Nie umiesz kłamać Granger.
- Nie znasz mnie – wyszeptała Hermiona czując, że za chwilę rozmowa zejdzie na niebezpieczne tory.
- Doprawdy? Wydaje mi się, że znam cię bardzo dobrze. Rano pijesz herbatę zamiast kawy. Nie słodzisz. Nie lubisz białego wina. Nie znosisz, gdy Weasley opowiada durne żarty, które śmieszą tylko jego. Zasypiasz na lewym boku. Masz pieprzyk na prawym pośladku. Gdy jesteś zdenerwowana przygryzasz dolną wargę. Nie cierpisz róży. Mało? - zapytał i nie czekając na jej odpowiedź kontynuował. - Przed okresem twoje piersi są jeszcze bardziej wrażliwe niż na co dzień. Podczas seksu zależnie od nastroju lubisz słyszeć pikantne słówka. Uwielbiałaś gdy mój język...
- Wystarczy! - warknęła, a na twarzy blondyna zagościł grymas zadowolenia.
- Myślałaś, że nie zwracam uwagi na takie rzeczy? Być może znam cię lepiej niż twój ukochany.
- Jesteś podłym draniem – syknęła. Spojrzał na nią badawczo. Jej uwaga trochę go zabolała, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Nie możesz się wywyższać Granger. Nikt cię do niczego nie zmuszał, a już na pewno nie byłem to ja. Nie rozumiem dlaczego teraz zachowujesz się jakbyśmy się w ogóle nie znali – oznajmił spokojnie. Hermiona przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Zebrała w sobie resztki godności i odwagi i spojrzała prosto w jego oczy.
- Posłuchaj to co się wtedy wydarzyło było czystym szaleństwem. Pomyłką. Nie było cię prawie dwa lata, ja zdążyłam o wszystkim zapomnieć – Draco zaśmiał się cicho i pokiwał głową. Nie umiała oszukiwać.
- Po co te kłamstwa Granger? - zapytał i upił łyk kawy. Brązowooka spojrzała na niego z oburzeniem. Chciała odpowiedzieć, ale za jego plecami pojawił się Blaise.
- Sorry za spóźnienie – wysapał i złapał głęboki oddech. - To co idziemy? - zapytał klepiąc Draco po plecach? Blondyn skinął głową, dopił kawę i wstał. Chciał zostawić galeony, ale przyjaciel powstrzymał go ruchem ręki. - Na mój koszt. W końcu kolejny raz na mnie czekasz.

- Nie odpuścisz? - zagadnął Blaise gdy już byli na dworze. Draco popatrzył na niego zaskoczony.
- Czego?
- Jej – blondyn wzruszył obojętnie ramionami i włożył okulary przeciwsłoneczne. Pierwszy raz od jego powrotu mógł cieszyć się ładną pogodą. Jesień tego roku była wyjątkowo kapryśna.
- W ogóle jej nie cisnę – odparł, a brunet pokręcił głową z dezaprobatą.
- Być może innych nabrałbyś na tę swoją maskę, ale zapominasz Smoku, że ja cię znam od dziecka. Mnie nie oszukasz.
- Blaise – przerwał mu szorstko Draco. - Pieprzysz bez sensu stary.
- Odkąd przyszedłeś do klubu wszystko się zmieniło. Hermiona chodzi napięta jak struna i wścieka się dwa razy bardziej. Ty udajesz obojętnego, ale śledzisz każdy jej ruch. Nie wiem co między wami jest, nie wnikam w to ale... Na czapkę Merlina zróbcie coś z tym zanim zrobi się nieprzyjemnie – blondyn zaśmiał się gorzko. Chciałby odpuścić, zapomnieć, traktować ją jak powietrze. Chciałby żeby Granger nie była w jego zasięgu, ale tak wcale nie było. Z ulgą przyjął informację, że są na miejscu. Znajdowali się przed biurem projektującym wnętrza, którego właścicielem była Parvati Patil. Nie cierpiał obecnego wyglądu Malfoy Manor, który przypominał mu o wszystkim tym co się wydarzyło. Potrzebował zmian. Zaczynał nowe życie. Zabini mówił, że Patil ma rękę do tego typu rzeczy.
- Panie przodem – powiedział otwierając drzwi przed przyjacielem, który nie skomentował jego żartu.
***
Cały tydzień był zajęty remontem swojej rezydencji. Musiał przyznać, że efekt końcowy był naprawdę zadowalający. Malfoy Manor zostało urządzone w modernistycznym stylu, który w niczym nie przypominał wcześniejszego klasycystycznego, przepełnionego antykami. Ministerstwo wystosowało oficjalne oświadczenie oczyszczające jego nazwisko oraz podziękowanie za zasługi dla świata czarodziejów. Znów mógł pławić się w sławie i luksusie. Przez ten tydzień dokonał reorganizacji swojego życia. Zawsze marzył o firmie produkującej miotły. Miał już przygotowany plan i kosztorys, teraz trzeba zacząć działać w tym kierunku. Potrzebował jakiegoś zajęcia żeby nie myśleć. Jeżeli Granger udaje, że zapomniała to on też będzie. Pora ruszyć z miejsca. Jak ognia unikał Inferno, a z Blaise'm spotykał się na mieście lub w domu. Nalał sobie szklaneczkę Ognistej i usiadł przed kominkiem z zamiarem ponownego przejrzenia wniosku o zezwolenie na rozpoczęcie własnej działalności, który musiał złożyć w Ministerstwie, ale usłyszał pukanie do drzwi. Popatrzył na zegarek, który wskazywał dwudziestą z minutami. Nie spodziewał się dzisiaj żadnych gości. Ktoś ponownie zapukał do drzwi.
- Idę już idę – mruknął. Otworzył drzwi i oparł się framugę. Widok go naprawdę zaskoczył. Prędzej spodziewałby się samego ministra u siebie niż jej.
- Mogę wejść? - zapytała. Mężczyzna delikatnie się odsunął robiąc jej przejście. Gryfonka przestąpiła próg posiadłości.
- Nie chcę być nieuprzejmy, ale co tu zgubiłaś Granger? - zagadnął zamykając drzwi. Hermiona odwróciła się na dźwięk jego głosu. Stał ze szklaneczką whisky w ręku i przyglądał jej się badawczo.
- Chciałam porozmawiać – oświadczyła opanowanym tonem, na co on skinął głową wskazując kierunek, w którym ma iść. Weszła do ogromnego salonu, w którym ogień wesoło igrał w kominku. Draco podszedł do barku i nalał jej lampkę czerwonego wina.
- Chyba nie mamy już wspólnych tematów – powiedział podając jej alkohol. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Hermiona upiła łyk wina, smakowało wybornie.
- Ron chce mi się oświadczyć – oznajmiła. Grymas uśmiechu pojawił się na jego przystojnej twarzy.
- Chwalisz się czy się żalisz? - zapytał wskazując jej kanapę. Poczekał aż dziewczyna usiądzie i dołączył do niej. Gryfonka spojrzała prosto w jego stalowe tęczówki.
- Chciałabym żeby to co się wydarzyło między nami zostało tajemnicą – wyszeptała. Blondyn spojrzał na ogień tańczący w kominku.
- A coś się wydarzyło? Oprócz tego, że pieprzyliśmy się do utraty tchu było coś więcej? - brązowooka ponownie upiła łyk wina. W pomieszczeniu panowała martwa cisza.
- Ja nie byłam sobą...
- Nie musisz się tłumaczyć – przerwał jej. - Złóżmy to na garb stresu wojennego. Weasley ma ci się oświadczyć. Zrozumiałem – brązowooka zawahała się chwilę jakby toczyła jakąś wewnętrzną walkę.
- Dzięki tobie nie wpadłam w czarną otchłań – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
- Do usług – odpowiedział i dopił resztkę bursztynowego płynu. - Taki podły drań jak ja nadaje się tylko do takich rzeczy.
- Nie mów tak.
- Mordowałem ludzi – powiedział chłodno Draco. - Ministerstwo nie wysłało mnie na wakacje na Bliski Wschód. Tropiłem śmierciożerców i ich mordowałem. Taki był warunek oczyszczenia mojego nazwiska – Hermiona spoglądała na niego bojąc się mu przerwać. - Skoro mamy zamknąć tamten rozdział życia muszę ci przyznać, że byłem tobą cholernie zafascynowany podczas wojny – oświadczył. - Sam nie wiem dlaczego – dodał widząc jej pytające spojrzenie. - Uczepiłem się myśli, że muszę cię zdobyć. To trzymało mnie przy życiu. Wtedy i teraz przez te dwa lata. Nie musisz się martwić, nikomu nic nie powiem – Hermiona odstawiła lampkę z niedopitym winem i wstała. Draco również się podniósł. Wyciągnął dłoń i dotknął jej włosów. - Jesteś szczęśliwa? Śmiejesz się z jego dowcipów? - zapytał, a ona wzruszyła obojętnie ramionami.
- Jest dobrze – odpowiedziała i odwróciła się z zamiarem odejścia. Powoli ruszyła do drzwi, ale zatrzymała się w pół kroku. Wzięła głęboki oddech i zaśmiała się gorzko. - Kogo ja próbuję oszukać? - odwróciła się i spojrzała prosto w jego oczy. - Dwa lata temu byłam w ciąży – wyznała cicho. Draco po raz pierwszy w życiu nie wiedział co ma powiedzieć. - Wiesz co było najdziwniejsze? - kontynuowała czując, że musi w końcu wyrzuć z siebie całą prawdę. - Cieszyłam się z tego dziecka. Wyobrażałam sobie nas jako rodzinę, a przecież nawet nie byliśmy na zwykłej randce. Jedyne co nas łączyło to było łóżko. Nie myślałam racjonalnie. Dopiero jak poroniłam to przebudziłam się z tego cudownego snu. Zrozumiałam jaką naiwną idiotką byłam wyobrażając sobie nas razem. Kiedykolwiek – w jej głosie słychać było gorycz. Malfoy podszedł do niej i stanął naprzeciwko.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? - zapytał zaskoczony. Ta wiadomość była mocniejsza niż niejeden prawy sierpowy.
- Nie planowaliśmy wspólnej przyszłości...
- Miałem prawo wiedzieć – wycedził wściekły na nią, na siebie, na cały cholerny świat.
- Zanim dojrzałam do decyzji żeby ci o tym powiedzieć wszystko zdążyło się rozsypać. Dlatego przestałam się z tobą spotykać, a później ty wyjechałeś. Mówili, że nie wrócisz. Powtarzałam sobie, że mi nie zależy – westchnęła głośno. - Gdy cię zobaczyłam w Inferno wszystko wróciło...
- Spójrz mi w oczy Granger – powiedział cicho. Hermiona niechętnie posłuchała jego rozkazu. - Nie rozumiałem dlaczego nagle zerwałaś naszą znajomość. Dzień w dzień zastanawiałem się co mogło być przyczyną twojej decyzji. Nie powiem dopatrzyłem się kilku powodów, ale nigdy nie pomyślałbym, że było nim nasze dziecko. Rozumiesz? NIGDY – puścił ją i potarł zmęczoną twarz. - Teraz przychodzisz i puszczasz dwie petardy, że Weasley ma ci się oświadczyć, i że byłaś ze mną w ciąży.
- Miałam ci tego nie mówić, ale teraz gdy wiem jakie plany ma Ron... Uważam, że należy wszystko wyjaśnić by móc ruszyć dalej. Mi też nie jest łatwo Draco – powiedziała łagodnie, a blondyn uniósł brwi, lekko zdziwiony.
- Tobie nie jest łatwo? A co ja mam powiedzieć?! - warknął zły. - To miała być tylko dobra zabawa! I była. Do czasu aż się w tobie zadurzyłem jak jakiś smarkacz! Już wtedy nie zależało mi tylko na seksie z tobą, ale na całej tobie. Chciałem żebyś byłam szczęśliwa, bezpieczna... Kurwa! - Hermiona zamrugała. - Myślisz, że po co pojechałem na ten cholerny Bliski Wschód? - zapytał chłodno, wpatrując się w nią natarczywie. - Gdybym chciał spędzić całe życie sam to w dupie miałbym swoje nazwisko i to czy jest zszargane czy nie! Uciekłbym na drugi koniec świata i nikt by mnie nie znalazł. Ale nie... Cały czas z tyłu głowy siedziała durna myśl, że może kiedyś spróbujemy normalnie, po kolei, że warto spróbować! Tylko, że ty Granger postanowiłaś wszystko załatwić sama.
- Przepraszam – wymamrotała zmieszana.
- Przestań – przerwał jej i przybrał maskę obojętności. - Wina leży po obu stronach. Oboje spieprzyliśmy. Zbieram baty od życia raz za razem, pora się do tego przyzwyczaić, ale ty Granger – przerwał i spojrzał w jej czekoladowe tęczówki. - Masz szansę na normalne życie. Powinnaś skorzystać – gryfonka skinęła głową w milczeniu i pospiesznie wyszła z Malfoy Manor. Z nieba leciał chłodny, jesienny deszcz, który doskonale maskował łzy spływające po bladej twarzy Hermiony. Miała nadzieję na cudowne oczyszczenie, tak jakby wszystko mogło zniknąć gdy opowie całą prawdę. Nic takiego nie nastąpiło, a nawet było jeszcze gorzej bo jemu też zależało. Tylko miłość potrafi tak ranić.

***
KILKA DNI PÓŹNIEJ

- Hermiono Jane Granger czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - brązowooka z niedowierzaniem wpatrywała się w uśmiechniętego, rudowłosego mężczyznę klęczącego przed nią na jednym kolanie, z wyciągniętym pudełeczkiem od jubilera. Miała ochotę go zabić. Gdy Ron wspomniał o zaręczynach miała nadzieję, że będzie to kameralne wydarzenie. Niestety jej partner urządził szopkę na oczach blisko dwustu osób. Dzięki czemu teraz znajdowali się na środku parkietu klubu Inferno. Merlinie on jej w ogóle nie rozumie! Gdyby choć raz jej posłuchał...
- Ron – zaczęła spokojnie. - Możemy porozmawiać? - Weasley zamrugał oczami. - Na osobności – dodała wściekła. Po sali przebiegły szmery, gdy para niedoszłych narzeczonych poszła na zaplecze. Zaraz jednak wszystko zagłuszyła muzyka i po chwili nikt nie pamiętał tej niecodziennej sceny.
- Oszalałaś?! - zapytał rudowłosy nie kryjąc swojej złości. - Rozmawialiśmy o wspólnej przyszłości!
- Widocznie kiepsko słuchałeś skoro nie usłyszałeś, że nie chcę przedstawienia, które ty jednak urządziłeś! Zawsze liczysz się tylko ty! Rano robisz mi kawę zamiast herbaty, bo tak ci jest wygodniej! Całe nasze życie jest ułożone pod godziny twojej pracy w Ministerstwie!
- Herm – powiedział łagodnie, podchodząc do niej. - Ostatnio jesteś przewrażliwiona. Rozumiem to. Nie myślisz racjonalnie...
- Nie – przerwała mu ostro, spoglądając gniewnie w zielone oczy. Wystarczająco dużo błędów popełniła w swoim życiu, nie ma zamiaru popełnić kolejnego. - Nie wyjdę za ciebie.
- Zwariowałaś?! - dwie silne dłonie złapały ją za ramiona i mocno ścisnęły. - Ustaliliśmy, że spędzimy ze sobą resztę życia – warknął potrząsając nią.
- Zostaw ją Weasley – usłyszeli chłodny głos dobiegający od strony wejścia. Blondyn stał oparty o framugę i obserwował wszystko spod przymrużonych powiek. Przyszedł zobaczyć na własne oczy to wielkie wydarzenie, o którym opowiadał mu Blaise. To miał być zimny prysznic, ale nieoczekiwanie nastąpił zwrot akcji. Draco nie mógł sobie odmówić końcówki przedstawienia dlatego przyszedł na zaplecze.
- Nie wtrącaj się Malfoy! - syknął złowrogo rudzielec. - Rozmawiam z narzeczoną – blondyn roześmiał się, podszedł i popatrzył z góry na Wasley'a.
- Nie słyszałem żeby powiedziała TAK – zauważył. - Lepiej ją puść i spieprzaj dopóki grzecznie proszę – Ron posłał mu wściekłe spojrzenie, puścił Hermionę i wyszedł mamrocząc pod nosem różne przekleństwa. Draco wyciągnął z kieszeni jeansów paczkę papierosów i wyjął jednego z zamiarem odpalenia.
- Tutaj nie wolno palić – zwróciła mu uwagę Hermiona. Westchnął i zrezygnowany schował papierosa do paczki.
- Uratowałem cię.
- Tak jakby – przyznała i popatrzyła na niego z nadzieją. - Spróbujemy? - Malfoy przyciągnął ją i mocno przytulił.
- Po to wróciłem – wyszeptał w jej włosy. Stali tak chwilę po czym odsunął ją od siebie i złożył na jej ustach pocałunek. Mocny, głęboki, pełen nadziei. To było uczucie, którego nie da się zapomnieć.


***

piątek, 16 stycznia 2015

About love... - miniaturka

Witam!
Mam dla Was kilka komunikatów. Pozwolę je sobie wypunktować żebym o niczym nie zapomniała :)
1. Być może nie wszystkim wiadomo, ale zbliża się sesja i przez to zniknę na jakiś czas z blogosfery, ale WRÓCĘ :)
2. Na pocieszenie stworzyłam dla Was, a jednocześnie dla siebie miniaturkę About love. Jest ona dość dziwna i nietypowa, napisana pod wpływem chwili. Dosłownie.
3. Nie jest ona idealna i zapewne można by w niej poprawić kilka rzeczy, ale wiem, że jak jej nie wstawię teraz to będę do niej zaglądać codziennie i coś przestawiać, poprawiać, usuwać, dopisywać, a nie mogę sobie teraz pozwolić na takie rozproszenie bo muszę się skupić na nauce :)
5. Miniaturka nie jest wcale taka krótka więc nie wiem czy powinnam ją w ogóle nazywać miniaturką. Zastanawiałam się czy jej nie podzielić na dwie części żeby nie było narzekań, że za długo, ale po dłuższej chwili zastanowienia stwierdziłam, że nie wiem jak ten tekst podzielić więc jest jak jest.
6. Jeżeli ktoś się będzie doszukiwał jakiejś głębi psychologicznej w postępowaniu bohaterów to raczej jej tutaj nie znajdzie. Opowiadanie jest nietypowe, lekkie, przyjemne i ma po prostu cieszyć czytelnika.
7. Wszystkim czytającym mnie studentkom życzę powodzenia w czasie sesji. Bądźcie dzielne dziewczyny! ;)
8. Wszystkim czytającym mnie tegorocznym maturzystkom życzę udanej zabawy studniówkowej bo chyba nadchodzi czas tych imprez :)
9. Wszystkim pozostałym życzę pogody ducha i uśmiechu na twarzy :)
10. Serdecznie pozdrawiam wszystkich stałych czytelników i z otwartymi ramionami witam nowych:)
KOŃCZĄC chciałam Wam przesłać piosenkę, która towarzyszyła mi podczas pisania, którą uwielbiam, ubóstwiam, a jej tekst siedzi głęboko w moim serduchu. Możecie słuchać w trakcie czytania, na pewno nie zaszkodzi :)
Voilà  John Legend - All of Me

Zaczynajmy!

***
LONDYN. MALFOY CORPORATION

- Ziemia do Smoka! - Blaise pstryknął palcami tuż przed nosem swojego najlepszego przyjaciela, który uporczywie wpatrywał się w okładkę Magicznego Gentelmena. - Oczy ci wyjdą od tego ciągłego gapienia się na nią.
- Nie patrzę na nią – mruknął pozornie obojętnym tonem blondyn. Brunet parsknął rozbawiony.
- Nie? To co w takim razie robisz? Podziwiasz fakturę papieru okładki? Czy może miotłę, którą znasz na pamięć? - Draco nie zwrócił uwagi na zaczepkę przyjaciela, który pokręcił z dezaprobatą głową gdy blondyn zaczął kartkować czasopismo do strony, na której znajdował się wywiad z ich dawną znajomą z Hogwartu.
- Nie powiesz mi chyba Zabini, że nie jesteś ciekaw co takiego Granger ma do powiedzenia w Gentelmenie? - zapytał nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Takie coś się leczy Smoku – podsumował przyjaciela brunet. Draco przewrócił oczami i z ironicznym uśmiechem na twarzy zaczął śledzić wzrokiem wywiad – O popatrz... - przerwał panującą ciszę – Jaki jest typ mężczyzny, który mógłby skraść serce najsławniejszej modelce w czarodziejskim świecie? - przeczytał na głos. - Nie jesteś ciekaw?
- Po pierwsze ona chyba ma faceta. Po drugie moja odpowiedź i tak jest bez znaczenia – mruknął Blaise po czym machnął przyzwalająco ręką.
- Wbrew pozorom nie mam konkretnego typu mężczyzny, który mi się podoba. Partnera nie da się wybrać tak jak sukienki na przyjęcie. Oczywiście są pewne cechy takie jak poczucie humoru, inteligencja, dobre maniery, które zwracają moją uwagę, ale generalnie mężczyzna musi mieć to „coś” - w tym momencie blondyn zrobił dramatyczną pauzę. - Pewnie dlatego w dalszym ciągu nie może znaleźć kogoś na dłużej – skomentował rozbawiony i dalej zagłębił się w lekturę. - Bla, bla, bla... to nieważne... – mruczał pod nosem czytając dalszą część tekstu. - O! Co lubi robić w czasie wolnym Hermiona Granger? To pytanie pada w każdym wywiadzie powiedziała rozbawiona – zaznaczył drwiąco Draco – modeling nie zmienił moich upodobań. W dalszym ciągu lubię wypoczywać aktywnie dzięki czemu udaje mi się zachować świetną sylwetkę. Najlepiej czuję się w górach lub nad jeziorem. Kiedyś z przyjaciółmi wynajmowaliśmy domek na kilka noclegów, teraz mam tę swobodę, że stać mnie na coś własnego, położonego w magicznym zakątku. Najbliższy urlop planuję spędzić właśnie tam. Za dnia piesze wędrówki, a wieczorami dobra książka.
- Czyli wcale się nie zmieniła – zauważył trafnie Zabini. Malfoy uniósł swoją lewą brew i odwrócił magazyn w stronę bruneta tak, że tamten mógł zobaczyć zdjęcie dołączone do wywiadu. Panna Granger stoi odwrócona tyłem, ubrana tylko w białą, męską koszulę z podwiniętymi rękawami, która sięga jej do połowy uda. Materiał powabnie opada z jednego z ramion dziewczyny trzymającej w ręku filiżankę z parującą kawą. Zdjęcie wykonano przy drzwiach balkonowych tak, że światło dzienne pada na gryfonkę, a cień jej sylwetki wyraźnie odrysowuje się pod prześwietlonym materiałem. Brązowe włosy są upięte w niedbałego koczka na czubku głowy, kilka niesfornych kosmyków spływa na jej kark. Koszula eksponuje największy atut dziewczyny, którym są nieziemsko długie i smukłe nogi. Hermiona ze zdjęcia odwraca się roześmiana i mruga w kierunku oglądających ją mężczyzn, następnie upija łyk kawy i z rozkoszą przymyka powieki, po czym odwraca się by znów spojrzeć w okno balkonowe. - Blaise zamrugał w osłupieniu oczami. Widząc jego reakcję na twarzy blondyna zagościł typowy, ślizgoński uśmiech.
- Dalej twierdzisz, że wcale się nie zmieniła? - brunet roześmiał się nerwowo i popatrzył piorunującym wzrokiem na przyjaciela.
- Dorosła... - Malfoy prychnął i odłożył Magicznego Gentelmena na blat swojego biurka. Zapatrzył się w odległy kąt pokoju. Odkąd zobaczył jej pierwszą sesję zdjęciową w jakimś zagranicznym czasopiśmie jedna myśl ciągle galopowała w jego głowie.
- Dlaczego taka zdolna dziewczyna została modelką? Mogła być magomedykiem, prawnikiem, nauczycielką ... Mogła nawet pracować w Ministerstwie Magii! Dałbym sobie rękę obciąć, że taką ścieżkę wybierze.
- Nie znasz jej. Może akurat to było jej marzenie? - Draco popatrzył na Blaise tak jakby ten mu oświadczył, że zmienia płeć.
- Sam nie wierzysz w to co mówisz.
- To prawda, ale jakoś mnie to za bardzo nie obchodzi. Natomiast ty... Zaraz, zaraz – oczy bruneta zabłyszczały. - Czy ty się w niej zadurzyłeś?
- Oszalałeś?!
- Być może nie znam Granger, ale ciebie znam jak własną kieszeń. Dawno nie przejawiałeś takiego zainteresowania jakąkolwiek dziewczyną – zauważył zadowolony z siebie Zabini. Blondyn popatrzył na przyjaciela ze złością.
- Zwykła, ludzka ciekawość – syknął złowrogo. Diabeł uniósł ręce w obronnym geście.
- Jeżeli Astoria się dowie...
- Dość! - przerwał mu stanowczo blondyn. - Na Salazara Blaise! Nie mam romansu z Granger.
- Jasne – skwitował ugodowo brunet. - To co? Przedstawić ci plan pracy na przyszły miesiąc? - Draco przytaknął głową i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Naprawdę starał się słuchać Zabini'ego, który był jego prawnikiem i prawą ręką w Malfoy Corporation. Przed nimi ważny sezon, mają wypuścić na rynek nowy typ miotły, który ma być absolutnym hitem. Podpisali już kontrakt z reprezentacją narodową Quidditcha, a także z najlepszym zespołem w ekstraklasie - Czerwonymi Diabłami. Firma MC cieszyła się dużą, o ile nie największą, popularnością w świecie czarodziei głównie dzięki jakości, elegancji i klasie oferowanych sprzętów. Blondyn już po pierwszych zdaniach wypowiedzianych przez Blaise'a mimowolnie wyłączył swoje myślenie i zaczął uporczywie wpatrywać się w okładkę Magicznego Gentelmena, z której spoglądała na niego radosna Hermiona Granger ubrana w zwykły, dłuższy, biały podkoszulek idealnie kontrastujący z jej delikatną opalenizną. Koszulka z pozoru prosta na niej wyglądała jak kreacja od Madame Malkin. Gryfonka opierała się zalotnie o najnowszą miotłę jego firmy. Flash 4.0. Gdyby tylko wiedziała czyj produkt reklamuje na głównej okładce najbardziej poczytnego magicznego magazynu dla mężczyzn. Wyraz błogiej satysfakcji wymalował się na twarzy bogatego arystokraty. Ta okładka kosztowała ich kilkaset tysięcy galeonów, ale była warta swojej ceny. Gdyby jeszcze tylko mógł zobaczyć minę gwiazdy Granger.

***
LONDYN. MIESIĄC PÓŹNIEJ. PRZYJĘCIE CHARYTATYWNE ORAGNIZOWANE PRZEZ MAGAZYN MAGICZNY GENTELMEN.

- Znudzona Granger? - usłyszała za swoimi plecami niski, lodowaty głos, który mógł należeć tylko do jednego, znanego jej mężczyzny. Całkowicie nie spodziewała się, że go tutaj spotka. Powszechnie było wiadomo, że omija takie imprezy szerokim łukiem oprócz tej, którą organizuje jego firma. Hermiona odwróciła się zaintrygowana w kierunku intruza. Obrzuciła go pobieżnym spojrzeniem by stwierdzić, że niestety czas działał na korzyść arystokraty.
- Nie bardziej od ciebie – odparła wymijająco. Prawda była taka, że partner pochłonięty rozmową ze śmietanką towarzyską tego bankietu nie dotrzymywał jej towarzystwa tak jak powinien. Brązowooka cały czas miała sobie za złe, że przyszła na to przyjęcie. Oczywiście nie chodziło o to, że nie chciała wspierać charytatywnego celu, który przyświecał całej tej imprezie, ale to nie było w jej stylu. Dużo bardziej wolała pomagać po cichu, bez blasku fleszy i ciekawskich pytań dziennikarzy. Gdyby nie posłuchała rady Toma, który powiedział, że musi pójść się pokazać na tym przyjęciu żeby gazeta o niej nie zapomniała, a dopiero później wyjechać na zasłużony urlop, to mogłaby teraz leżeć i czytać nową książkę. Westchnęła przeciągle, te wszystkie zakazy i nakazy bywały bardzo męczące.
- Ja przynajmniej udaję zainteresowanie natomiast ty – zrobił znaczącą przerwę. - Spójrzmy prawdzie w oczy. Musisz jeszcze trochę poćwiczyć – zauważył trafnie blondyn. Gryfonka uśmiechnęła się gorzko na te słowa ponieważ doskonale wiedziała, że on ma rację. Nigdy nie była dobrą aktorką.
- Cóż Malfoy... Gdybym była takim oszustem jak ty to pewnie po jakimś czasie też by mi to przychodziło bez większego wysiłku – mruknęła znudzonym tonem.
- Zdecydowanie na zdjęciach udawanie wychodzi ci dużo lepiej Granger – zaskoczona spojrzała na niego. Ślizgon posłał jej cyniczny uśmiech, wyminął ją i odszedł w kierunku baru. Hermiona rozejrzała się po sali poszukując wzrokiem Toma, ale ten ciągle rozmawiał z jakimś nieznanym jej mężczyzną. Niechętnie spojrzała w stronę baru gdzie blondyn popijał whisky z lodem. Na gacie Merlina! Już chyba woli towarzystwo tego narcystycznego palanta niż tych wszystkich ludzi, którzy jakby im pozwoliła to całowali by ją po stopach.
- Możesz rozwinąć swoją wcześniejszą wypowiedź? - zapytała stając tuż koło Malfoy'a przy kontuarze. Blondyn skinął na barmana, który w mgnieniu oka znalazł się przy nich.
- Czego się napijesz?
- Niczego – oświadczyła stanowczo.
- Dla mnie jeszcze raz whisky, a dla pani Château Belgrave rocznik 82 polecił barmanowi. - Nie możesz być taka nadęta Granger. Musisz trochę wyluzować, ta impreza szybko się nie skończy.
- Zadałam ci pytanie – przypomniała mu z determinacją. Malfoy pokiwał głową i podał jej lampkę wina.
- Trochę pokory i cierpliwości ci nie zaszkodzi. Nie chciałbym żeby ta międzynarodowa kariera uderzyła ci do głowy. Dla mnie w dalszym ciągu jesteś zwykłą...
- Szlamą? - przerwała mu w połowie zdania. Draco popatrzył na nią oburzony i pogroził karcąco palcem.
- Takie słownictwo? Gdzie twoje maniery? Chciałem powiedzieć, że dla mnie w dalszym ciągu jesteś przemądrzałą gryfonką, która myśli, że zjadła wszystkie rozumy.
- Kamień spadł mi z serca. Już myślałam, że muszę być dla ciebie miła – odparła przesadnie miłym tonem. Draco machnął lekceważąco ręką.
- Och nie musisz sobie zawracać tym głowy – Hermiona upiła łyk wina i pokiwała z uznaniem głową.
- Dobry wybór – pochwaliła nie kryjąc swojego uznania.
- Znam się na alkoholach – stwierdził rzeczowo Malfoy. - Twój partner zdaje się nie jest za bardzo zainteresowany dotrzymywaniem ci towarzystwa – zauważył. Gryfonka mimowolnie zerknęła w kierunku przystojnego bruneta.
- Taak – odparła przeciągle, ale postanowiła bronić Toma - Zapewne zainteresował go temat dyskusji. A ty? Nie załatwiasz interesów? - zapytała chcąc zmienić temat. Blondyn wzruszył obojętnie ramionami.
- Już załatwiłem to co był do załatwienia. Zaraz wracam do domu jutro czeka mnie daleka podróż.
- Interesy? - Draco skinął głową.
- Nowa miotła – wyjaśnił. Widząc jej pytające spojrzenie dodał z rozbawieniem – Reklamowałaś ją na okładce najnowszego Gentelmena – zaskoczona Hermiona otworzyła usta tylko po to aby je zaraz zamknąć. Poczuła jak ciśnienie w jej organizmie znacznie wzrasta. Jak to ona reklamowała jego produkt?! - Pamiętaj, że jesteśmy wśród kulturalnych osób więc radziłbym ci nie wrzeszczeć... Choć twoja mina wyraźnie mówi, że masz na to ogromną ochotę – ślizgoński uśmiech zagościł na jego przystojnej twarzy. Delikatnie stuknął swoją szklanką o lampkę z jej winem. - Nasze zdrowie Granger. Interesy z tobą to czysta przyjemność – blondyn wypił resztkę bursztynowego napoju.
- To niemożliwe – odparła przez zaciśnięte gardło gryfonka. Dla kurażu upiła porządny łyk wina, a później następny - Nigdy w życiu nie reklamowałabym twojej miotły – syknęła wściekle.
- Spójrz prawdzie w oczy Granger. Nie jesteś tania nawet dla Magicznego Gentelmena. Gwiazda twojego formatu to koszt kilkudziesięciu a może kilkuset tysięcy galeonów. Nie wnikam w twoje zarobki bo nie są one mi do niczego potrzebne. Widzisz jednak, mnie stać na takie wybryki. Dogadałem się z redaktorem naczelnym i upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Każdy z tego skorzystał nawet ty - widząc jej minę dorzucił – rozchmurz się. Moja firma prześle ci w prezencie ten egzemplarz ze zdjęć, o który się tak fikuśnie opierasz żebyś mogła zachować go na pamiątkę.
- Możesz się nim wypchać – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Zdecydowanie powinna odsunąć Toma od roli swojego agenta.
- Rany dla innych też jesteś taka niemiła? - Draco uśmiechnął się zadowolony. Nie potrafił sobie odmówić tych przyjemnych chwil dręczenia jej. - Tak między nami – powiedział podsuwając się do niej jeszcze bliżej – zdjęcia naprawdę świetne, ale wywiad... – zamyślił się na chwilę - niestety nudny jak przemówienia Dumbledore'a – gryfonka prychnęła. Spojrzała ze złością w stalowe tęczówki blondyna, które były niczym otchłań oceanu.
- Gdybym wiedziała, że ten kawał drewna i prętów jest twój nie tknęłabym jej palcem – syknęła wściekle. - Nawet za miliony galeonów.
- Oboje wiemy, że to nieprawda – oświadczył ze stoickim spokojem. - Oprócz Mogue i Magicznego Gentelmena w czarodziejskiej części Anglii nie ma dla ciebie odpowiedniego magazynu, w którym mogłabyś się zaprezentować bez obniżania swojego prestiżu – Hermiona zacisnęła usta. To prawda, osoba taka jak ona nie może się pokazywać w Poradniku czarownicy, Nastoletniej czarodziejce czy Proroku Codziennym – No chyba, że chcesz się całkowicie odciąć od miejsca, w którym dorastałaś – Draco wzruszył obojętnie ramionami i ponownie skinął na barmana, który przyjął od niego zamówienie.
- Jesteś aroganckim, pewnym siebie palantem, który myśli, że każdy będzie tańczył tak jak ty zagrasz. Zapewniam cię Malfoy, że to była nasza pierwsza i ostatnia współpraca. Nawet gdybym nie miała już żadnych propozycji – blondyn prychnął i popatrzył rozbawiony na śmiertelnie poważną dziewczynę. Doprawdy pięknie wyglądała w tej burgundowej sukience z perłową kolią na szyi. Umiała podkreślić swoje kobiece kształty. Prawdziwa gwiazda.
- Chyba nie myślisz Granger, że moja firma dwa razy skorzysta z usług tej samej modelki? - Hermiona zacisnęła powieki i zmełła w ustach przekleństwo. Postanowiła nie komentować jego wypowiedzi. Spokojnie Hermiono, jeszcze tylko kilka dnia i będziesz odpoczywać w domku w górach powtarzała sobie w myślach. - Nie mogę tylko zrozumieć...
- Witaj kochanie – wpadł mu w zdanie partner gryfonki, który niespodziewanie do nich dołączył. Draco zgrzytnął ze złości zębami. Chciał jej zadać tylko jedno pytanie, które chodzi mu po głowie od dłuższego czasu. Tom położył swoją dłoń na smukłym biodrze dziewczyny zaznaczając tym samym terytorium. Ślizgon uśmiechnął się cynicznie. Mężczyźni potrafią być naprawdę zabawni pomyślał. - Widzę, że rozmawiasz z panem Malfoy'em – w tym momencie brunet wyciągnął rękę w kierunku blondyna, który mocno ją uścisnął. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z możliwości współpracy z pana firmą.
- Och nie ma sprawy – przerwał mu arystokrata. - Cała przyjemność po mojej stronie. Właśnie proponowałem Hermionie, że prześlę jej w prezencie egzemplarz miotły, z którego korzystała podczas sesji – po czym puścił oko zszokowanej gryfonce, która zacisnęła drobne dłonie w pięści.
- Naprawdę?! - Tom nie krył zachwytu. - To bardzo miło z pana strony. Z przyjemnością przelecimy się na niej razem z Hermioną. - Ona nie lata kretynie pomyślał rozbawiony ślizgon. Dziewczyna roześmiała się nerwowo, a w brązowych oczach można było dostrzec czającą się żądza mordu. Widząc to Malfoy postanowił kontynuować swoje słodkie tortury.
- Wspólny lot to naprawdę wielka frajda – oznajmił zadowolony. - Poprawiliśmy osiągi prędkości, przyspieszenie a także unowocześniliśmy sterowność. Latanie na niej to czysta poezja. Blaise prześle wam ją w tym tygodniu – Hermiona zamknęła oczy i nabrała powietrza w płuca. Czuła, że zaraz puszczą jej nerwy - No cóż na mnie już czas. Miło było was spotkać – powiedział podając im dłoń. Brązowooka miała ochotę kopnąć go w kostkę, ale musiała zadowolić się wbiciem swoich paznokci w jego rękę. Rozbawiony jej zachowaniem blondyn puścił do niej oko i odszedł w kierunku kilku ważniejszych osobistości by z nimi również się pożegnać. Później z uczuciem wielkiej ulgi opuścił przyjęcie.
- Wybiegi na pokazach czarodziejskiej mody w Mediolanie, Paryżu, Londynie – wysapała wściekła Hermiona. - Okładki Mogue, Magicznego Gentelmena , Malkin's Bazaar , Diablerie i innych zagranicznych czasopism kontynuowała niezrażona. - Sesje zdjęciowe dla Madame Malkin, Patricio Avina, Christiana Mouboutina... A teraz reklamuje jakieś cholerne miotły? - spojrzała z oburzeniem na Toma, który tylko przewrócił oczami.
- Nie rozumiem dlaczego się tak denerwujesz – mruknął. - Przecież nazwisko Malfoy'a to wielki prestiż, wiesz ile modelek chciałoby współpracować z MC?
- Malfoy to Malfoy – syknęła wściekła brązowooka. - Zapamiętaj to raz na zawsze – ostatkiem sił przykleiła do swojej twarzy szeroki uśmiech i ruszyła w stronę dziennikarzy, którzy z utęsknieniem wpatrywali się w nią cały wieczór, zostawiając zdezorientowanego bruneta przy barze.



***
SZKOCJA. 7 DNI PÓŹNIEJ

Draco patrzył na tańczący w kominku ogień. Burza ustała niecałe dziesięć minut temu, ale zapowiadała się powtórka. Przez nową miotłę tegoroczny sezon narciarski przejdzie mu koło nosa. Mimo to dwa tygodnie spędzone z dala od Astorii, ciekawskich dziennikarzy i ciągłego zawracania głowy powinny wystarczyć żeby zregenerować organizm. Potok myśli przerwało pukanie do drzwi. Zaklął cicho niezadowolony z faktu, że ktoś mu próbuje przeszkodzić. Niechętnie podszedł do drzwi, otworzył i oparł się nonszalancko o framugę.
- Przepraszam pana ba... - zaczęła miło Hermiona, ale zaskoczona widokiem zamilkła. - Malfoy?! - zdołała wydusić przez ściśniętego gardła. Blondyn zmrużył oczy spoglądając na nią podejrzliwie. Kogo jak kogo, ale jej się tutaj na pewno nie spodziewał.
- Granger jeżeli przyjechałaś za mną aż do Glencoe by dalej ciskać się o tę miotłę to naprawdę mogło zaczekać do mojego powrotu z urlopu – mruknął niezrażony jej oburzonym wyrazem twarzy.
- Nie przyjechałam tutaj za tobą! - warknęła z irytacją. Nagle pewna myśl zaświtała w jej głowie – Może to ty śledzisz mnie? Jesteś moim psychofanem? - Draco prychnął rozbawiony jej pomysłem.
- Serio? Wyglądam jakbym był twoim fanem? - wycedził. - Wiem, że chciałabyś, ale naprawdę daleko mi do twojego fana, a już na pewno nie jestem psycholem – skwitował, a ślizgoński uśmiech zagościł na jego twarzy. - Coś jeszcze? Bo tak się składa, że przerwałaś mój wypoczynek – blondyn utkwił w niej natarczywe spojrzenie.
- Skąd masz prąd? - lewa brew byłego ślizgona uniosła się do góry. Zwariowała pomyślał, ale Hermiona spoglądała na niego z całkowitą powagą.
- Hmm – chłopak udał, że intensywnie nad czymś myśli. - Może w odróżnieniu od ciebie zapłaciłem rachunki?
- Ty zapłaciłeś rachunki? - powtórzyła zaskoczona gryfonka po czym wybuchnęła śmiechem. - Ty nawet nie wiesz jak wyglądają      rachunki! - Draco wzruszył ramionami.
- Być może nie wiem, ale Blaise wie i umie załatwiać takie sprawy.
- Przestań zgrywać pajaca – mruknęła. - Ja też płacę rachunki. Cała okolica płaci rachunki. Każdy jest pozbawiona prądu przez burzę. O dziwo oprócz twojego domu! - oznajmiła spoglądając na niego podejrzliwie - Używasz czarów pomiędzy mugolami?
- Nie rozumiem jak możesz mnie oskarżać o taki brak ostrożności – blondyn zrobił urażoną minę. - Mam taki magiczny mugolski aparat, który wytwarza prąd. Zabini naprawdę pomyślał o wszystkim – wyraz czystego zadowolenia zagościł na jego twarzy. - Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? Bo jeżeli nie to... - wskazał ręką za siebie jednocześnie intensywnie wpatrując się w pannę Granger. Hermiona zgrzytnęła zębami.
- Nie – syknęła. - Nie chcę twojej pomocy – odwróciła się z zamiarem powrotu do swojego domku, ale ślizgon złapał ją za łokieć.
- Wejdź do środka – zaproponował nieoczekiwanie. Odsunął się robiąc jej miejsce w przejściu. - Chyba, że chcesz pójść po swojego kochasia – dodał widząc jej wahanie.
- Nie jestem ze swoim kochasiem – powiedziała ponurym głosem przekraczając próg jego domu.
- Przyjechałaś sama? - Draco nie krył swojego zaskoczenia. Gryfonka skinęła głową. - Jaka mądra kobieta przyjeżdża sama w góry?
- Chciałam odpocząć – odparła wymijająco. Popatrzył na nią zdziwiony, ale postanowił nie drążyć tego temu. Wyminął ją bez słowa i udał się do kuchni. Pogoda za oknem znowu zrobiła się paskudna. Zdecydował, że przyda im się ciepła herbata. Stanął przed wyspą kuchenną, zamknął oczy i potarł czoło. Jak zwykle wszystko musiało się skomplikować. Przyjechał tutaj żeby odpocząć, nabrać dystansu właśnie do niej. Mimowolnie zerknął w kierunku dziewczyny, która stała z ponurą miną w małym hallu.
- Rozgość się – powiedział głośno widząc, że brązowooka nie bardzo wie co ma ze sobą zrobić. Ponownie popatrzył w jej kierunku i zacisnął zęby ze złości. Nic dobrego z tego nie wyjdzie pomyślał nastawiając wodę.


Siedzieli w małym saloniku popijając przyrządzoną przez ślizgona herbatę. Burza za oknem rozpętała się na dobre. Szkocja miała swoje zalety, ale pogoda była w niej nieprzewidywalna.
- Dlaczego Glencoe? - pytanie zadała brązowooka, która chciała przerwać tę nienaturalną dla nich ciszę. Draco uniósł brwi ze zdziwienia.
- Chyba ja powinienem zadać to pytanie. Moja rodzina odziedziczyła ten dom po siostrze babki Lacercie, która uwielbiała tutejsze okolice. Niestety nikt oprócz mnie się jakoś specjalnie nie kwapi do chodzenia po górach czy jeżdżenia na nartach. W końcu to mugolskie zajęcia - wyjaśnił. - Za to ty dopiero niedawno sprawiłaś sobie tutaj lokum? Chciałaś być bliżej mnie? - cień uśmiechu zagościł na twarzy blondyna. Hermiona popatrzyła na niego z politowaniem.
- Rozgryzłeś mnie! Specjalnie kupiłam domek na odludziu żeby odpocząć od wszystkich oprócz ciebie. Mało tego – rzuciła mu spojrzenie wściekłego bazyliszka – celowo pozbawiłam całą okolicę prądu i sprowadziłam tę burzę żeby móc teraz z tobą tutaj posiedzieć.
- Trzeba było tak od razu...
- Wiesz co – przerwała mu gryfonka. - Chyba będzie lepiej jak sobie pójdę – mówiąc to wstała z fotela. Draco pokręcił głową.
- Siadaj – nakazał tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Nigdzie stąd nie wyjdziesz w taką pogodę.
- Bo ty tak chcesz?! - wrzasnęła wściekła.
- Nie! Bo to jest niebezpieczne Granger! - Hermiona roześmiała się gorzko, ale po chwili jej śmiech przerodził się w cichy szloch. Blondyn popatrzył na nią zdezorientowany.
- Super – mruknął. - Tego nam brakowało – podszedł do niej i przykucnął. - Ej – trącił ją w ramię. Żadnej reakcji. - Granger – ponownie ją szturchnął. Bezskutecznie. Draco przewrócił oczami. - Słuchaj ja nie bardzo wiem co trzeba robić gdy kobieta płacze więc przestań – popatrzył na nią błagalnym wzrokiem, ale dziewczyna nie mogła tego zauważyć ponieważ miała twarz ukrytą w dłoniach. - Proszę – dodał z nadzieją w głosie. Dziewczyna niechętnie na niego spojrzała.
- Wszystko jest bez sensu – wyznała przez łzy.
- Pewnie będę tego żałował, ale – westchnął. - Co takiego jest bez sensu?
- Moje życie jest bez sensu – powiedziała podnosząc się z fotela. Zaskoczony arystokrata usiadł na podłodze, a Hermiona zaczęła krążyć po pokoju.
- Oszalałaś? - zapytał niepewnie. - Jesteś...
- I co z tego, że jestem?! - przerwała mu wściekła. - Jesteś najsławniejszą modelką w magicznym świecie. Osiągnęłaś międzynarodowy sukces. Każdy cię uwielbia – zaczęła przedrzeźniać znane jej frazesy. - Prawda jest taka, że każdy próbuje coś ugrać za moimi plecami. Ludzie widzą we mnie towar, szansę na zarobek – zacisnęła usta w gniewie. Spojrzała na siedzącego blondyna wzrokiem pełnym żalu i złości. - Nawet mój facet widział we mnie tylko możliwość powiększenia zawartości skrytki u Girngotta – dodała opadając bezsilnie na podłogę obok ślizgona.
- On jest idiotą – oznajmił jej Draco. - Znajdziesz sobie innego, w twoim przypadku to chyba nie będzie trudne? – mięśnie na jego ciele się napięły. Sam popycha ją w ramiona innego. Dureń.
- Wyjechałam na urlop żeby odpocząć – wyznała po chwili panującej ciszy. - I kogo tutaj spotykam? Ciebie! Osobę, która nie darzy mnie nawet odrobiną szacunku – Malfoy skrzywił się słysząc te słowa.
- To nieprawda – oznajmił po dłuższej chwili. Hermiona popatrzyła na niego zaskoczona. - Podziwiam cię – wyznał cicho po czym zamknął oczy i pokręcił głową nie wierząc, że zdradził jej swoją tajemnicę. - Śledzę twoją karierę od pierwszego pokazu mody. Doskonale to ukrywam, ale cóż taki mam charakter.
- Jestem żałosna, że ci się zwierzam – mruknęła zmieszana brązowooka. Draco wzruszył ramionami.
- Fakt mogłaś trafić lepiej – zauważył. - Ale Blaise jakoś nie narzeka. - Hermiona parsknęła śmiechem
- Zapamiętam.
- Musisz się napić – zarządził kategorycznie blondyn. - To powinno pomóc – mówiąc to wstał i ruszył w stronę barku. - Niestety mam tylko whisky, albo rum – oznajmił po tym jak poprzestawiał wszystkie butelki z alkoholem. - Nie wyczaruję wina.
- Niech będzie whisky z lodem.

Zadziwiające jak alkohol potrafi poprawić nastrój i rozluźniać atmosferę. Po pokonaniu jednej butelki whisky Hermiona nie traktowała obecności Draco jak kary, ale cieszyła się, że ma z kim rozmawiać.
- Gdy zaproponowałeś mu tę miotłę miałam ochotę cię zabić – wyznała mu gdy otwierał drugą butelkę bursztynowego napoju.
- Widziałem to – przyznał rozbawiony, a gryfonka spojrzała na niego mrużąc powieki.
- Zrobiłeś to specjalnie – rzuciła oskarżycielsko w jego stronę i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. - Więcej tego nie rób – dodała z trudem łapiąc oddech. Oboje siedzieli na podłodze oparci o sofę. W kominku płomienie ognia wykonywały radosne harce. Hermiona oparła głowę i przymknęła powieki. - Jest całkiem przyjemnie – wymruczała. Draco popatrzył na nią. Była piękna czy to na zdjęciach, czy na przyjęciu w eleganckiej sukience, czy tutaj całkiem naturalna, w spranych jeansach bez grama makijażu. Na Salazara! Weź się w garść skarcił się w myślach.
- To prawda – przyznał. Czy ty się w niej zadurzyłeś? Usłyszał w głowie pytanie zadane przez przyjaciela. Mocno zacisnął powieki i odwrócił głowę. To nie może być prawda. Przecież oni się nie znoszą. Lepiej żeby tak zostało.
- Wiesz – wymamrotała gryfonka. - Ze wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają tylko ty zachowujesz się jakbym była normalną dziewczyną, a nie porcelanową lalką.
- Nawet gdybyś była Ministrem Magii traktowałbym cię jak normalną – zapewnił ją blondyn. - Między nami nic się nie zmieniło Granger – powiedział to trochę po to aby przekonać samego siebie. Gryfonka parsknęła rozbawiona.
- Całe szczęście – podsumowała po czym stuknęła brzegiem swojej szklanki o szklankę arystokraty i oboje upili po łyku bursztynowego napoju. Hermiona westchnęła przeciągle. Czuła jak błogie lenistwo ogarnia jej ciało. - Lubię odpoczywać w górach – wyznała.
- Wiem. Czytałem.
- Serio? - Draco skinął głową. - Nie sądziłam, że możesz czytać moje wywiady.
- Ciekawość. Nic nie poradzisz – blondyn rozłożył bezradnie ręce. Brązowooka posłała mu ciepły uśmiech.
- Szkocja jest piękna, a Glencoe to moje ulubione miejsce. Nikt mnie tutaj nie zna.
- Nikt nie zaczepia, nie przeszkadza – wymruczał blondyn.
- Dokładnie. Nie robią ci zdjęć. Nie chodzą za tobą.
- Bycie sławnym nie jest takie piękne jakby się mogło komuś wydawać.
- Taaak.
- Granger... - zaczął niepewnie Malfoy. Hermiona uniosła głowę i spojrzała na niego pytająco.
- Tak? - Nie rób tego idioto ostrzegał go głos rozsądku, ale były ślizgon go zlekceważył. To pytanie chodzi za nim od początku jej kariery. Żaden z durnych dziennikarzy go nie zadał, zamiast tego prześcigają się w powtarzaniu wyświechtanych frazesów.
- Dlaczego zostałaś modelką? - spojrzał na nią pytająco. - Spodziewałem się, że wybierzesz jakiś inny zawód.
- Magomedyk? Auror? Prawnik? - podsunęła mu uśmiechnięta dziewczyna.
- Coś w tym stylu – przyznał. Westchnęła i upiła łyk whisky, a przyjemne ciepło rozpłynęło się po jej ciele.
- Myślałam Malfoy, że jesteś ponad tymi sztywnymi podziałami i zaszufladkowaniem.
- Widocznie mnie znasz – wymamrotał z ironią. - A tak poważnie sądziłem, że...
- Potrzebowałam pieniędzy – przerwała mu cicho niemal szeptem. Zaskoczony uniósł głowę i spojrzał na nią. Hermiona wpatrywała się w pustą przestrzeń przed sobą, a cień smutnego uśmiechu błąkał się na jej twarzy. - Rodzice zmarli zaraz po tym jak zaczęłam studia prawnicze na Uniwersytecie Wielkich Magów.
- Przykro mi – powiedział łagodnie nie bardzo wiedząc co robić i czy w ogóle powinien coś zrobić. Hermiona w ciszy skinęła głową.
- Stare dzieje – dodała pozornie obojętnym tonem. - W każdym bądź razie u Madame Malkin było ogłoszenie, że poszukują modelki, a ja potrzebowałam pieniędzy. Tak zaczęłam pracę przy sesjach zdjęciowych. Później zaproszono mnie na pokaz mody i moja kariera – Hermiona zaznaczyła cudzysłów w powietrzu – nabrała rozpędu, zaczęłam współpracować z najlepszymi czarodziejskimi projektantami, podróżować po całym świecie. Nigdy nie sądziłam, że osiągnę taki sukces.
- Ale?
- Dlaczego sądzisz, że jest jakieś ale? - zapytała zaskoczona jego spostrzegawczością. Draco spojrzał na nią wyczekująco. Hermiona zmrużyła oczy. Niewiarygodne jak potrafi ją rozgryźć. - Wygrałeś – oznajmiła z rezygnacją. - Musiałam zrezygnować z nauki. - Blondyn uniósł brwi ze zdziwienia.
- To ci przeszkadza?
- Nie lubię gdy patrzą na mnie jak na pustogłową panienkę, która zarabia na życie pokazywaniem ubrań.
- Tylko by spróbowali – odparł udając oburzenie. - Jesteś niezależna finansowo. Twoja kariera jest twoim atutem, dzięki niej możesz jeszcze wiele osiągnąć. Nabierz dystansu do tego wszystkiego Granger. Posłuchaj kogoś bardziej doświadczonego – powiedział wskazując na siebie. Rozbawienie błysnęło w jej brązowych oczach.
- Mam posłuchać doświadczonego sprzedawcy mioteł? - zapytała z powątpiewaniem. Słysząc to Draco zakrztusił się whisky.
- Na Salazara Granger! Flash 4.0 to nie jest zwykła miotła – powiedział oburzony gdy już odzyskał głos. - I ja ich nie sprzedaję – zaznaczył. - Ja je projektuję.
- Zawsze miałeś świra na punkcie Quidditcha i latania.
- Ciężko pracowałem żeby osiągnąć to co mam.
- Domyślam się – gryfonka westchnęła odstawiając szklankę na pobliski stolik. Podniosła się z podłogi i podeszła do okna. - Ta burza chyba dzisiaj nie przejdzie. Jak myślisz? - zapytała spoglądając na blondyna.
- Na górze są dwie sypialnie – oznajmił. - Może się nie zabijemy.
- Jeżeli pochwalisz się komukolwiek o tym, że się rozkleiłam przy tobie, albo...
- Nie bądź śmieszna – przerwał jej z lekką nutką ironii w głosie.
- To dobrze.

Gy już każde z nich leżało w swoim łóżku, a burza szalała w najlepsze, ich myśli krążyły wokół tego samego tematu. Oboje byli zaskoczeni tym, że potrafią ze sobą normalnie rozmawiać, a nawet czerpać z tego przyjemność. Blondyn zaśmiał się cicho. Świetnie... Tylko tego im teraz brakowało. Porozumienia.
- Malfoy? - usłyszał cichy szept dobiegający od strony drzwi. Westchnął.
- Jeżeli znowu zaczniesz płakać – zaczął ostrzegająco, ale gryfonka mu przerwała.
- Dach trzeszczy – oznajmiła z nutką przerażenia w głosie.
- I?
- Nie zerwie nam go? - Draco przewrócił w ciemności oczami. Kobiety. Zapalił lampkę i usiadł na łóżku. Popatrzył na Hermionę, która stała w drzwiach ubrana w jego koszulkę.
- Boisz się? - zapytał z cieniem uśmiechu na ustach. Brązowooka wzruszyła ramionami. - Jak chcesz to możesz spać ze mną – wskazał ręką na drugą połowę łóżka, na co dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Widząc jej minę Draco parsknął śmiechem.
- Palant – syknęła.
- Dom jest zabezpieczony zaklęciem – powiedział starając się dodać jej otuchy. Panna Granger otworzyła usta, ale blondyn ją wyprzedził. – Tak wiem, że to jest nielegalne i karalne, ale jak widzisz drobne odstępstwa od sztywnych zasad bywają przydatne.
- Mogłam się domyśleć – odburknęła odwracając się na pięcie.
- Słodkich koszmarów! – krzyknął jej na odchodne.

***
SZKOCJA. NAZAJUTRZ RANO

- Kawy? - zapytał Draco widząc jak Hermiona wchodzi do kuchni. Z uczuciem ulgi zarejestrował, że zdążyła się ubrać w swoje ubrania. Naprawdę nie sposób oderwać wzroku od jej nóg gdy są odsłonięte.
- Powinnam najpierw wypić szklankę przegotowanej wody – mruknęła siadając naprzeciwko blondyna. - Ale co tam raz mogę zaszaleć – dodała nieco radośniej. - Kawę, czarną i mocną. Bez cukru – blondyn odwrócił się w stronę ekspresu. Gryfonka już podczas ich pierwszego spotkania zauważyła, że były ślizgon się zmienił. Dorósł i zmężniał przez co wydaje się być jeszcze bardziej przystojny. Jego włosy nie są już tak ulizane i platynowe jak kiedyś. Idealne, szerokie ramiona, wąskie biodra... Hermiona musiała zakończyć swoją obserwację ponieważ Draco odwrócił się w jej stronę. Nie zdołała jednak ukryć przed nim uśmiechu goszczącego na jej ustach.
- Co cię tak bawi? - zapytał zdziwiony. - Już się nie boisz, że zerwie nam dach? - Gryfonka przewróciła oczami.
- Nie myślałam racjonalnie – Blondyn uniósł swoją lewą brew do góry.
- Przy mnie żadna kobieta nie myśli racjonalnie – wyznał spoglądając w jej brązowe oczy. Odchrząknęła nieco zmieszana.
- Widziałam elektryków – zaczęła zmieniając temat. - Pewnie dzisiaj już będę miała prąd.
- Dzięki ci Salazarze – powiedział wznosząc oczy do góry. - Strasznie chrapiesz w nocy – dodał żeby ją rozdrażnić.
- Nieprawda! - odparła oburzona gryfonka.
- Blaise przy tobie może się schować – kontynuował niezrażony ślizgon.
- Nie wyprowadzisz mnie z równowagi sprzedawco mioteł – Draco uniósł w zaskoczeni brwi i gwizdnął przeciągle.
- Ostro grasz Granger.
- Uczę się od ciebie – odburknęła niezadowolona. Blondyn nachylił się w jej stronę tak, że ich twarze dzieliły centymetry.
- Odpuszczę ci tym razem – wymruczał. - Czeka nas bardzo męczący dzień – dodał odsuwając się od niej szybko. Widząc jej pytające spojrzenie dodał – idziemy w góry. Nie mam zamiaru przesiedzieć całego urlopu w domu.


Podobnie spędzili ten i kilkanaście następnych dni. Gdy pogoda pozwalała to zwiedzali, wspinali się, podróżowali, ale przede wszystkim poznawali siebie nawzajem. Zadziwiające było to jak dawne uprzedzenia zostały rzucone w kąt i zastąpione wzajemną fascynacją. Czy tak wygląda miłość?- zastanawiał się Draco. Jednak bardzo szybko odsuwał od siebie tę myśl. Nie warto robić sobie niepotrzebnych nadziei. Hermiona natomiast poczuła, że po raz pierwszy może tak naprawdę komuś zaufać bez obawy o to, że chce coś dzięki niej zyskać. Była niemal pewna, że znalazła dla siebie punkt zaczepienia w tym zwariowanym świecie.

Ostatniego wieczoru w Glencoe podczas wspólnej kolacji w powietrzu dało się wyczuć napięcie. To nie było podniecenie, ale rosnący niepokój gdyż oboje czuli, że nadchodzi czas rozstania. Przez te kilkanaście dni oderwali się od męczącej rzeczywistości i po prostu dobrze się bawili.
- Draco – przerwała blondynowi, który z zapałem opowiadał o tym jak pijany Blaise śpiewał serenadę pod oknem Pancy. Malfoy spojrzał na nią i zobaczył strach czający się w pięknych, brązowych oczach.
- Przestań – powiedział łagodnie. - To ci nie pomoże.
- Tylko mi? - Mięśnie na jego przystojnej twarzy gwałtownie się napięły. Doskonale wiedział w jakim kierunku zmierza ta znajomość. Zachował się jak egoista przez co teraz ona będzie cierpiała.
- Nie – powiedział ponuro. - Nie tylko tobie – podszedł do niej, ujął za rękę i pociągnął za sobą na kanapę. Siedzieli wpatrując się w płomienie tańczące w kominku. W tle leciał jazz, który miał ukoić ich zmysły. Hermiona w zamyśleniu wpatrywała się w lampkę z burgundową cieczą. Château Belgrave rocznik 82. Uśmiechnęła się na wspomnienie ich wspólnej wycieczki do Glasgow specjalnie po butelkę wina na ten wieczór. Oparła swoją głowę o ramię blondyna.
- Nie chcę wracać – wyszeptała. On też nie chciał, ale to wszystko nie było takie proste jakby się mogło wydawać. Zmełł w ustach cisnące się przekleństwo.
- Musimy – powiedział ochrypniętym głosem. - Ty masz sesję zdjęciową dla Malkin's Bazaar, a ja muszę sprzedać miotłę – Hermiona popatrzyła na niego z uśmiechem. Przez te wszystkie dni przedrzeźniała go nazywając sprzedawcą mioteł wywołując tym samym niemałe oburzenie.
- I tak by nas w końcu tutaj znaleźli – stwierdziła ze smutkiem w głosie i upiła łyk wybornego wina. Draco przyglądał się jej, chłonąc każdy jej gest. Gdy stąd wyjadą czar pryśnie i wszystko wróci do normy. Ona znowu zacznie podróżować po całym świecie, a on wróci do swojej firmy. Przez te kilkanaście dni przekonał się, że jego kilkuletnie zauroczenie Granger jest czymś poważniejszym, głębszym, a co najważniejsze jest czymś odwzajemnionym. Zrozumiał, że po powrocie do domu musi zakończyć tę bezsensowną farsę z Astorią – przymknął oczy na samą myśl o tym. Na szczęście ich związek ciągle był tajemnicą i nie podchwycili go dziennikarze, przynajmniej nie będzie musiał się z tego wszystkim tłumaczyć.
- Nad czym tak myślisz?
- Nad niczym szczególnym – skłamał. Spojrzał na gryfonkę z nieukrywanym uwielbieniem w oczach. - Jesteś taka piękna – wymruczał wywołując rumieniec na twarzy Hermiony. - Marzyłem o tej chwili od... – zamyślił się na chwilę – odkąd ujrzałem cię na okładce Magicznego Gentelmena opartą o moją nową miotłę. Wtedy zrozumiałem...
- Cii – przerwała mu kładąc palec na jego usta. - Nie psuj tej chwili – dodała nachylając się w stronę jego ust po to aby za chwilę złożyć na nich delikatny pocałunek pełen tęsknoty i obietnicy. Draco nie mógł pozostać obojętny i w końcu to on przejął kontrolę nad tą pozornie niewinną pieszczotą. To również on musiał ją przerwać gdy poczuł, że traci nad sobą kontrolę.
- Nie możemy – wysapał odrywając się od Hermiony, która spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem. - Nie teraz – wyznał, a mięśnie na jego ciele boleśnie się napięły. Zacisnął powieki z bezsilności. Nie powinno do tego dojść, nie dopóki nie wyjaśni sprawy z Astorią. Gryfonka westchnęła.
- Rozumiem – powiedziała i wtuliła się w jego tors jakby to było najbezpieczniejsze miejsce na całym świecie. Jesteś idiotą Draconie Malfoy'u skarcił się duchu blondyn.


***
LONDYN. 3 DNI PÓŹNIEJ

- Z reguły nie wierzę pismakom pokroju Proroka Codziennego – Draco poderwał głowę znad dokumentów zawierających testy bezpieczeństwa jego najnowszego produktu. W jego gabinecie stała piękna, długonoga, brązowowłosa Hermiona Granger. Kobieta jego marzeń. Uniósł brwi widząc złość wymalowaną na jej twarzy. - Dlatego przyszłam zapytać osobiście – dodała rzucając mu na biurko gazetę.
- Też cię miło widzieć – powiedział niczego nieświadomy, następnie rozwinął Proroka. Na pierwszej stronie nagłówek niemal krzyczał

CASANOVA USIDLONY. DZIEDZIC FORTUNY MALFOY'ÓW I WSCHODZĄCA GWIAZDKA CZARODZIEJSKIEJ KINEMATOGRAFII PARĄ! Więcej na stronie 10 

Blondyn poczuł jak robi mu się gorąco. Hermiona bacznie go obserwowała spod przymrużonych powiek.
- Odebrało ci mowę? - zapytała lodowatym głosem, który mógł wywołać ciarki na plecach. - Mogłabym ci streścić co jest w środku, ale nie widzę takiej potrzeby. Zapytam tylko czy to prawda, że byłeś z Astorią gdy jednocześnie romansowałeś ze mną w Glencoe? - Draco zaklął w myślach. Wczoraj wieczorem zerwał z Greengras i był całkowicie zaskoczony obojętną reakcją dziewczyny. Najwidoczniej już wiedziała co ukarze się dzisiaj rano w gazetach.
- To nie tak jak myślisz – zaczął chcąc się wytłumaczyć. - Nie chciałem...
- Spójrz mi w oczy – zażądała gryfonka. Blondyn podniósł na nią swoje spojrzenie i dostrzegł ból wymalowany na jej twarzy. - Zaufałam ci. Pozwoliłam się poznać. Odkryłam przed tobą moją duszę – mówiła drżącym ze złości głosem. - Tobą! Moim odwiecznym wrogiem!
- Hermiono – zaczął, ale ona uciszyła go gestem ręki.
- Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś poważnego, kto pomyśli także o mnie, a nie tylko o sobie a ty co? Wiedziałeś, że zależy mi na szczerości!
- I co ci miałem powiedzieć?! - zapytał oburzony blondyn. - Że jestem w związku bez przyszłości, ale skrycie podkochuję się w tobie?! Gdybyś o niej wiedziała nie pozwoliłabyś mi się zbliżyć do siebie!
- Może trzeba było się o tym pierwsze przekonać, a nie zakładać z góry?!
- Jasne – powiedział głosem pełnym goryczy. - Sama zauważyłaś, że jestem twoim odwiecznym wrogiem.
- Nie odwracaj kota ogonem – warknęła. - Skąd mam wiedzieć czy nie chciałeś mnie wykorzystać dla zwykłego skandalu? Akurat przydałoby ci się to przed wprowadzeniem na rynek nowego produktu. Świat magobiznesu jest brutalny, sam mi to powiedziałeś! Może dla ciebie to była zwykła zabawa? – Blondyn podszedł do niej i stanął naprzeciwko. Chciał ująć jej twarz w swoje dłonie, ale nie pozwoliła mu na to.
- Wczoraj zerwałem z Astorią – oznajmił spokojnym głosem mając nadzieję, że to coś pomoże. - Nigdy nie wykorzystałbym cię do własnych interesów. Nigdy – zaznaczył. - Kopiesz po sińcach Granger – powiedział głosem pełnym smutku. Hermiona podniosła na niego swoje spojrzenie. Jego oczy odzwierciedlały stan jego duszy, były pełne żalu, smutku, skruchy, a także pełne miłości. To bolało najbardziej.
- A ty wbijasz nóż w plecy – odpowiedziała cicho odsuwając się od niego.
- Nie rób tego. Dobrze wiesz, że czujemy coś do siebie – prosił cicho.
- Do tej pory tak myślałam Malfoy, ale wszystko zepsułeś. To nie mogło się udać – odwróciła się i wyszła zostawiając go samego pośrodku pustego gabinetu. Podszedł do najbliższego fotela, usiadł na nim i potarł zmarszczone czoło. Co on sobie właściwie myślał? Zachował się jak niedojrzały szczeniak po pierwsze gdy się w niej zakochał, a po drugie gdy ją oszukał. Może miała rację? To nie mogło się udać.

***
LONDYN. 12 GODZIN PÓŹNIEJ

- Jestem idiotą – wyznał widząc stojącego w progu przyjaciela. Wskazał mu ruchem głowy fotel przed biurkiem, a różdżką przywołał pustą szklankę, która napełnił Ognistą.
- Każdemu się zdarza – powiedział pocieszająco Blaise. Draco prychnął i upił duży łyk alkoholu.
- Spędziłem z nią dwanaście cudownych dni w Glencoe – wyznał zamyślony. - Jadłem z nią kolacje. Piłem wino. Miałem ją w swoich ramionach. Zaufała mi, a ja to wszystko spieprzyłem.
- Alkoholem nie uleczysz swoich problemów – zauważył trafnie brunet. Draco uśmiechnął się gorzko.
- Głupota jest nieuleczalna Diable – powiedział zrezygnowany. - Uważaj żebyś się nie zaraził – dodał ostrzegająco. Blaise pokręcił głową i westchnął.
- Ty naprawdę się w niej zakochałeś – stwierdził zaskoczony. - A tak dobrze to ukrywałeś przede mną.
- Nie tylko przed tobą, ale przed samym sobą też – mruknął Malfoy i przywołał różdżką kolejną butelkę Ognistej.

Po godzinie wspólnego picia alkohol zaczął dawać im się obu we znaki.
- Wszystko będzie dobrze Smoku – ochoczo przekonywał arystokratę Blaise jednocześnie poklepując go po plecach.
- Ona jest taka piękna – powiedział rozmarzony blondyn. - Z powodzeniem może mieć kogo tylko zechce. Na jej miejscu też nie wybrałbym siebie po tym co jej zrobiłem.
- I co to jedno kłamstwo ma przekreślić te wszystkie lata gdy się w niej podkochiwałeś? - zapytał Zabini patrząc z zaskoczeniem na swoją pustą szklankę. Draco westchnął zrezygnowany.
- Najwidoczniej to za mało – mruknął przywołując kolejną butelkę Ognistej.


***
LONDYN. 11 DNI PÓŹNIEJ

Oświadczenie prasowe pojawiło się w Proroku Codziennym na drugi dzień po wspólnej libacji alkoholowej Blaise'a i Draco. Zabini zapewnił w wystosowanej notce, że Pan Malfoy zakończył swój nieudany związek z panną Astorią Greengras ze względu na dzielące ich różnice charakterów. Nie mniej jednak życzy jej wielu sukcesów w życiu zawodowym i osobistym. W prasie pojawiły się niejasne informacje o romansie pomiędzy właścicielem MC, a modelką Hermioną Granger, ale żadna ze stron nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła tym plotkom.

Gdy firma Malfoy Corporation wypuszczała na rynek swój nowy produkt za każdym razem organizowane jest przyjęcie dla pracowników, a także partnerów biznesowych. W tym roku wśród zaproszonych gości była drużyna Czerwonych Diabłów, reprezentacja narodowa Quidditcha, redaktor naczelny Magicznego Gentelmena, Minister Magii i wiele, wiele innych znanych osobistości, a także przyjaciół i znajomych.
- Zdenerwowany? - zapytał podekscytowanym głosem Blaise. Draco przewrócił oczami.
- Nie mam czym się denerwować – oświadczył. Nieprzespane noce wycisnęły piętno na jego twarzy. Stalowe tęczówki straciły swój dotychczasowy blask. Ktoś mógłby powiedzieć, że to z przepracowania, ale Zabini doskonale wiedział jaki problem dręczy jego przyjaciela i współczuł mu z całego serca. - Idę powiedzieć parę słów i po bólu – powiedział beztrosko blondyn.
- Powodzenia – odparł Blaise krzepiąco klepiąc go po plecach. Draco skinął głową i wyszedł na scenę, na której miały wystąpić Fatalne Jędze.
- Szanowni państwo – odezwał się skupiając na sobie uwagę zebranych gości. - Bardzo mi miło, że spotkaliśmy się tutaj w tak licznym gronie. Świadczy to o tym, że wspólnie dzielimy pasję jaką jest latanie – na sali rozległy się brawa. - Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim którzy przyczynili się do tego, że Flash 4.0 mógł powstać. Z całego serca dziękuję mojemu najwierniejszemu, najlepszemu i jedynemu przyjacielowi Blaise'owi Zabini'emu za to, że służy mi radą i pomocą o każdej porze dnia i nocy. Z całą pewnością zasłużył na wasz aplauz i podwyżkę – po sali rozległy się gromkie brawa wymieszane ze śmiechem. Blaise uniósł w górę lampkę szampana w geście podziękowania. Draco dalej kontynuował swoje przemówienie - Niektórzy z was być może już widzieli naszą najnowszą miotłę na okładce Magicznego Gentelmena – w tym momencie wszystkie oczy zwróciły się w kierunku redaktora naczelnego, który uprzejmie skinął głową. - Cóż Flash 4.0 na okładce towarzyszył Hermionie Granger, która jak powszechnie wiadomo jest przepiękną kobietą i mogła odwrócić państwa uwagę od miotły – Draco uśmiechnął się na te słowa, a wszyscy na sali odwrócili się w kierunku zachwycającej swoim wyglądem wspomnianej przez niego modelki. Na sali ponownie rozległy się brawa. Zaskoczony blondyn zamrugał kilka razy upewniając się, że to co widzi nie jest jedynie wymysłem jego wyobraźni. Gryfonka uprzejmie skłoniła się w stronę gości, a w jego kierunku posłała nieśmiały uśmiech. Odchrząknął gdyż z wrażenie głos uwiązł mu w gardle. - Dlatego przedstawiam wam nowy produkt Malfoy Corporation – w tym momencie machnął zgrabnie różdżką, a po jego prawej stronie w powietrzu zawisła Flash 4.0. Gromki aplauz wymieszany z okrzykami podziwu przebiegł po całej sali. - Życzę udanej zabawy – powiedział z uśmiechem na twarzy jednocześnie szukając wzrokiem swojego najważniejszego gościa. Czym prędzej zbiegł ze sceny i ruszył w tłum gości po drodze odbierając niezliczone gratulacje i wyrazy uznania. Kapela zaczęła grać muzykę, na sali pojawiły się przekąski, a goście zaczęli się bawić. Obszedł każdy znany mu zakamarek, ale nigdzie jej nie było. Zrezygnowany stanął przy barze i zamówił whisky z lodem.
- Znudzony Malfoy? - usłyszał za swoimi plecami delikatny, kobiecy głos, który mógł należeć tylko do niej. Przymknął swoje powieki bojąc się, że gdy je otworzy ona zniknie.
- Nie bardziej od ciebie – odparł w końcu odwracając się w jej stronę. Gryfonka posłała mu ironiczny uśmiech. - Co tutaj robisz?
- Przyszłam popatrzeć jak sprzedajesz miotłę – odpowiedziała rozbawiona jednocześnie przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Dlaczego...?
- Blaise – wyjaśniła. Widząc jego pytające spojrzenie przysunęła się bliżej i zadowolona wyszeptała mu do ucha. - Twój przyjaciel wszystko mi powiedział i pokazał – Draco poczuł jak robi mu się gorąco. Zabiję go pomyślał.
- Pokazał? - powtórzył dla pewności.
- Masz wszystkie czasopisma, w których są moje zdjęcia. Odkupiłeś od Magicznego Gentelmena całą moją sesję zdjęciową z twoją miotłą – powiedziała tryumfalnie. - Byłeś niemal na wszystkich pokazach mody, w których brałam udział. Przypadek? - zapytała z tajemniczym uśmiechem na ustach. Dyskretnie wciągnęła zapach jego perfum, który nieustannie jej towarzyszył odkąd się rozstali. To co pokazał jej Zabini chwyciło ją za serce.
- Nawet jeśli to prawda – mruknął. - Co to zmienia?
- Wszystko – wyznała szczerze gryfonka. - Kochałeś mnie na długo przed Astorią – Draco zaśmiał się kręcąc z niedowierzaniem głową. Spojrzał głęboko w jej piękne, brązowe oczy.
- Jesteś pewna? - zapytał z nutką nadziei w głosie. Hermiona skinęła głową uśmiechając się do niego.
- Mogę prosić wino? - zwróciła się w kierunku barmana, ale blondyn złapał ją za rękę i odciągnął od kontuaru.
- Wychodzimy – wymruczał jej do ucha, delikatnie nadgryzając jego płatek. Kątem oka zauważył uśmiechniętego Blaise'a, który z zadowoleniem popijał szampana.
- A przyjęcie? - zapytała zdziwiona Hermiona. Draco popatrzył w kierunku przyjaciela, który skinął głową na potwierdzenie jego myśli.
- Diabeł wszystkiego dopilnuje – uspokoił ją. - Chyba że chcesz zostać? - zapytał natychmiastowo. Brązowooka potrząsnęła głową w geście zaprzeczenia i po chwili już ich nie było.
***

CZYTAM = KOMENTUJĘ