Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malfoy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malfoy. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

Home VI

Edit (19.06.2016) Drogie czytelniczki wiem, że tutaj zaglądacie z nadzieją na nowy rozdział, którego ciągle nie ma. Jestem w trakcie przygotowań do obrony i to pół roku upłynęło mi na tworzeniu mojej własnej pracy. Proszę Was o jeszcze trochę cierpliwości. Wrócę niebawem. 
Do zobaczenia
Pola


Witajcie!

Na początku chciałam podziękować za życzenia te świąteczne i te noworoczne :) jak zauważyła Kasia: nieraz chce się napisać, ma się pomysł, ale brak czasu uniemożliwia to. Święte słowa. ;)

Część z Was po przeczytaniu tego rozdziału może się obrazić... Uwierzcie mi nie mogłam zrobić inaczej. Pomysł na to Dramione zrodził się dwa lata temu kiedy to z tego świata odeszły dwie, młode osoby. I pewne fragmenty mają już dwa lata. Nie mogłam i nie chciałam ich zmieniać. Wybaczcie.

Rozdział niebetowany. Za wszystkie błędy przepraszam. 

Przypomnę tylko: CZYTAM = KOMENTUJĘ





***

Hermiona w milczeniu pokręciła głową, a po jej twarzy zaczęły spływać łzy. Draco złapał ją za ramiona i delikatnie potrząsnął.
- Granger do jasnej cholery nie czas na rozklejanie! Co się stało?
- Nie wiem… Nikt nic nie wie! Był wypadek, to wszystko. Aurorzy są na miejscu, sprawdzają jakieś ślady – blondyn rozejrzał się po szpitalnym korytarzu poszukując jakiejś znajomej twarzy pracującej w Biurze Aurorskim, ale nikogo takiego nie zobaczył.
- Kurwa mać! - przechodząca sanitariuszka zgromiła go wzrokiem. Dla nich był nikim ważnym, a jego przyjaciele tylko jednym z kilkudziesięciu przypadków jakie do nich trafiły.
- Ich stan jest niestabilny – oznajmiła cichym głosem brązowooka. - Nie chcą mi pokazać wyników badań, bo nie jestem rodziną – łzy ponownie zalśniły na bladym policzku gryfonki. Malfoy bezradnie wpatrywał się w pustą, białą ścianę. W ostatnich latach szpital przeszedł gruntowny remont i daleko mu było do starego, obskurnego wyglądu.
- Możemy do nich wejść? - w jego głosie było słychać nieśmiałą nutkę nadziei. Hermiona pokręciła przecząco głową. Oczekiwanie w takich momentach jest najgorsze. Dopóki człowiek nie wie niczego na sto procent i nie zobaczy na własne oczy to ciągle liczy na cud. Nawet jeżeli szczęśliwe zakończenie jest niemal nierealne to ciągle się łudzi, że może się uda, może akurat ten jeden, jedyny raz zdarzy się coś niezwykłego... Hermiona i Draco stali obok siebie w ciszy. Tacy różni od siebie, tak od siebie dalecy, ale w ich głowach krążyła jedna myśl „Boże niech to wszystko się dobrze skończy”. W takich chwilach nie pomagają ciepłe słowa, czułe gesty. W takich chwilach liczy się nadzieja oraz to żeby nigdy nie zgasła. Po chwili, która wydawała się wiecznością przyszedł do nich uzdrowiciel.
- Państwa przyjaciel jest w bardzo ciężkim stanie. Prosił mnie aby was do niego przyprowadzić. Generalnie nie zgodziłbym się na to, ale ze względu, że pani – spojrzał sugestywnie na Hermionę – również jest uzdrowicielem możecie państwo wejść - oboje w milczeniu skinęli głowami. - Jednak nie na długo – zaznaczył i poprowadził ich do sali. Brunet leżał na szpitalnym łóżku podłączony do specjalnej aparatury monitorującej jego czynności życiowe. Z kroplówek sączyły się eliksiry mające na celu poprawę stanu pacjenta. W pomieszczeniu namacalnie dało się wyczuć wibrującą magię. Blaise był cały spuchnięty, poobijany i podrapany. Draco zacisnął mocno pięści, widok takiego przyjaciela kojarzył mu się tylko z jedną niebezpieczną misją, której się podjęli dla Zakonu. Hermiona widząc wszystkie kroplówki, urządzenia znajdują się przy chłopaku i ich odczyty wiedziała, że jego stan jest zły, a nawet bardzo zły. Prawdziwym cudem było to, że był przytomny i starał się wykrzesać z siebie wolę walki.
- Jesteście – wychrypiał z wielkim trudem. Oboje nachylili się nad jego łóżkiem. Hermiona delikatnie położyła dłoń na przegubie jego ręki.
- Odpoczywaj – wyszeptała kątem oka obserwując odczyty urządzeń. Draco z trudem przełknął ślinę. Nigdy nie był tak bezradny jak w tej chwili.
- Musisz z tego wyjść – powiedział patrząc w oczy przyjaciela. Blondyn bezskutecznie doszukiwał się w nich choćby maleńkiego błysku będącego namiastką wesołych iskierek, które nieustannie tańczyły w oczach bruneta.
- Draco… Przyrzeknij, że zaopiekujesz się moim dzieckiem – głos Blaise'a był bardzo cichy. Widać było, że mówienie przynosi mu coraz więcej trudności.
- Wyjdziesz z tego – warknął Malfoy.
- Herm?
- Tak? - wyszeptała brunetka.
- Pomóż mu. Ona was potrzebuje – gryfonka zauważyła, że serce przyjaciela niebezpiecznie zwalnia.
- Blaise odpoczywaj. Musisz nabrać sił. Przyjdziemy z Draco później.
- Smoku przyrzeknij – dodał z naciskiem brunet i skrzywił się ponieważ oddychanie sprawiało mu coraz większy ból - Obiecaj, że nie oddasz jej obcym ludziom.
- Przyrzekam – Draco starał się z całych sił aby jego głos nie drżał. W pokoju nastała niebezpieczna cisza. - Diable! - blondyn patrzył przerażony na przyjaciela. Hermiona spojrzała z niepokojem na urządzenie. Organizm bruneta zaczynał się poddawać.
- Niech pani wezwie uzdrowiciela! – rzuciła do pielęgniarki obecnej w pokoju. Kobieta skinęła głową i wybiegła z pomieszczenia. Po chwili pojawił się uzdrowiciel i kilkoro innych osób. Hermiona i Draco zostali wyproszeni z pokoju.
- Jak bardzo jest źle? - zapytał cicho blondyn. Gryfonka oparła czoło o zimną ścianę.
- Bardzo – odparła głosem wypranym z e mocji.
Po chwili, która wydawała się trwać i trwać w nieskończoność uzdrowiciele wyszli z pokoju i popatrzyli ze smutkiem w oczach na oczekującą dwójkę.
- Przykro nam. Obrażenia są tak rozległe, że nie możemy nic zrobić... – brązowooka wiedziała co oznaczają te słowa.
- Ile czasu mu zostało?
- Jest pani lekarzem. Widziała pani odczyty – gryfonka skinęła głową w milczeniu.
- Granger? - Malfoy wpatrywał się w nią oczekując jakiejś informacji, ale widząc, że jest to bezskuteczne przeniósł wzrok na uzdrowiciela.
- Kilka może kilkanaście godzin – odparł łagodnie mężczyzna. Draco mocno zacisnął powieki.
- Co z jego żoną? - zapytał z pustką w głosie.
- Zmarła zaraz po przewiezieniu do szpitala - brązowooka słysząc te słowa, poczuła jak ogarnia ją wielki chłód, a nogi zaczynają drżeć. Powoli osunęła się na podłogę i usiadła na zimnych płytkach. - Jeżeli jest coś co możemy dla państwa zrobić…
- Zostawcie nas samych – warknął Malfoy. Uzdrowiciel skinął głową i oddalił się pospiesznie. Blondyn odwrócił się w stronę siedzącej gryfonki, która spoglądała błędnym wzrokiem przed siebie. Przykucnął przed nią, mocno złapał ją za ramiona i potrząsnął – Granger – Hermiona spojrzała na niego i ponownie się rozpłakała.

***

Nie pamiętał ile czasu trwała podróż do domu i z powrotem do szpitala. Starał się zachować spokój i opanowanie. Siedząc przy łóżku Blaise'a oddałby wszystko żeby się z nim zamienić.
- Diable na wszystkie świętości tego świata nie zostawiaj mnie samego – wyszeptał z nadzieją patrząc na nieprzytomnego bruneta. - Nie możesz odejść zostawiając mi dziecko i Granger na głowie. Walcz Blaise! Do kurwy nędzy walcz!
Godziny mijały nieubłaganie. Blondyn wiernie nie odstępował łóżka na krok. Zawsze walczyli razem. Niestety w ostatniej walce Draco mógł tylko kibicować. Żadne prośby, modlitwy, a nawet groźby nie pomogły. Po północy Zabiniego nie było już wśród żywych. Malfoy stracił najwierniejszego przyjaciela. Jedynego przyjaciela.

***

Dawno nie czuła takiej pustki jak teraz. Jeszcze niedawno rozmawiała z Ginny o przyjęciu rocznicowym, a dzisiaj już ich nie ma. Życie jest przewrotne, ludzie ciągle planują coś co tak naprawdę może się nigdy nie wydarzyć, ciągle są zabiegani, nie mają czasu dla siebie nawzajem, bo paradoksalnie wydaje im się, że mają go jeszcze bardzo wiele przed sobą aż tu nagle los przecina linię życia i już nas nie ma. Pojedyncza łza spłynęła po bladym policzku gryfonki. Dlaczego oni? Dlaczego tak młodo? Przecież jest tyle ludzi na świecie, tyle osób czyniących zło...
- Zasnęła – usłyszała za sobą spokojny głos pani Malfoy, Hermiona odwróciła się i popatrzyła smutnym wzrokiem na blondwłosą kobietę. Życie z Lucjuszem i wojna odcisnęły na niej swoje piętno. Nigdy przedtem Hermiona nie widziała tego tak wyraźnie.
- Dziękuję – szepnęła. Narcyza zaparzyła sobie ziółka i usiadła obok Hermiony.
- Nie ma za co. Jest dla mnie jak wnuczka.
- Pamiętam jak Gin ją urodziła – powiedziała uśmiechając się przez łzy – nie widziałam nigdy piękniejszego dziecka. Oboje z Blaisem promienieli. Człowiek mógł zarazić się ich szczęściem. Dlaczego oni? - brązowooka utkwiła swoje spojrzenie w starszej kobiecie jakby ta znała odpowiedzi na wszystkie trudne pytania.
- Na niektóre pytania nie ma dobrych odpowiedzi moja droga – głos Narcyzy był przepełniony smutkiem i żalem. Podłoga w kuchni cicho skrzypnęła i w drzwiach stanął Draco, na jego twarzy doskonale było widać zmęczenie.
- Rozmawiałem z Potterem. Jutro przylecą z Weasley'em.
- A reszta rodziny? - gryfonka nawet nie popatrzyła na niego.
- Kto? Percy? - spytał jakby od niechcenia. Podszedł do baru i nalał sobie Ognistej po czym opróżnił ją jednym haustem.
- To jest ostatnie pożegnanie. Powinien tutaj być – warknęła zdenerwowana brązowooka.
- To zadzwoń i mu to powiedz Granger! Bo mi powiedział, że jest zajęty – głos Dracona był chłodny i ostry. Rozmowa z Percym drażniła jego nerwy za każdym razem. - Idiota – mruknął pod nosem i ponownie nalał Ognistej. Od powrotu ze szpitala nieustannie towarzyszył mu ból głowy. Musi pójść popływać. To zawsze pomagało mu oczyścić umysł, a niczego bardziej teraz nie potrzebował jak przejrzystości myślenia.
- To nie jest odpowiedni czas i miejsce na kłótnie. Nie zapominajcie, że teraz najważniejsza jest ich córeczka, która niczego nieświadoma śpi na górze – łagodny głos Narcyzy brzmiał bardzo kojąco. Hermiona pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Kontaktowałem się z Wydziałem do spraw Nieletnich Czarodziejów. Jak dobrze pójdzie to pojutrze dopełnimy wszystkich formalności i nasza słodka para i ją zabierze – odezwał się Draco.
- Co takiego? - zapytała z niedowierzaniem Hermiona.
- Przyjedzie Potter i Weasley to ją zabiorą – powtórzył blondyn. Z tonu jego głosu można było wyczytać, że nie chce słyszeć słowa sprzeciwu - Chyba nie chcesz jej zatrzymać?
- Owszem chcę! - gryfonka nie kryła oburzenia. - Taka była ich ostatnia wola!
- Myślę Draco, że Hermiona ma rację – pani Malfoy stanęła po stronie gryfonki.
- Czy wyście obie oszalały? Rozumiem Granger, ona zawsze miała coś z głową ale ty mamo? - blondyn spiorunował je wzrokiem, ból głowy zaczął się nasilać. - Może po prostu jesteście jeszcze w szoku – powiedział jakby do siebie – to zrozumiałe i wiele wyjaśnia...
- Malfoy ja mówię poważnie – zastrzegła Hermiona.
- Ja dwa razy bardziej – warknął i wbił w nią wzrok. - To nie jest lalka! To... - szukał w myślach odpowiedniego słowa, ale nic mu nie przychodziło do głowy – dziecko!
- Dziecko, które trzeba wychować! - na te słowa blondyn uśmiechnął się z pobłażaniem.
- Nie możesz jej zatrzymać – mruknął. – Musisz to w końcu zrozumieć.
- Przyrzekłeś!
- Przyrzekłbym mu nawet, że pójdę za nim do piekła! - odparł. – Ale wychować dziecko to znacznie więcej! Mam kancelarię. Albo jestem w sądzie, albo w areszcie. A ty? Zapomniałaś, że jesteś lekarzem? Ciągle przebywasz w szpitalu. Nari ma dopiero pół roku... Kurwa to nie jest kot, że można go zostawić z jedzeniem i piciem na cały dzień! – patrzył na nią chmurnym wzrokiem. Wiedział, że w jego życiu nie ma miejsca na dziecko i Granger.
- Ułożymy sobie grafik – powiedziała zdeterminowana gryfonka.
- Kpisz sobie ze mnie? - syknął, a jego niezadowolenie było widoczne gołym okiem - Jak ty to sobie do jasnej cholery wyobrażasz?
- Nie wiem! - krzyknęła – Nie wiem do jasnej cholery jak to będzie, ale na pewno jej nie oddam obcym ludziom!
- To nie są obcy ludzie! Są dla niej bliższą rodzinę niż my!
- Jesteś jej ojcem chrzestnym! Raz w życiu weź za coś odpowiedzialność!
- Całe życie brałem odpowiedzialność za swoje czyny! Próbuję ci wytłumaczyć, że twój pomysł jest pozbawiony jakiejkolwiek logiki!
- Rozmowa z tobą nie ma sensu – Hermiona gwałtownie wstała od stołu i ruszyła do pokoju, w którym spała mała, niewinna kruszynka. Draco pokręcił bezradnie głową.
- Świetnie – mruknął – ona i jej humorki.
- Synu – starsza kobieta zaczęła cicho i spokojnie – musisz ją zrozumieć. Ona kocha to dziecko. - Draco potarł zmęczoną twarz. Ból głowy nieustannie świdrował jego głowę. Całe życie rozpieprzyło mu się w drobny mak.
- Wszyscy je kochamy – odpowiedział, wstał od stołu i ruszył w kierunku drzwi do piwnicy gdzie znajdował się kryty basen. Po przepłynięciu dziesięciu długości ból głowy zmniejszył się, a organizm zaczął domagać się większej dawki wysiłku. Bardzo dobrze. Tego teraz potrzebuje.

***

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Home V.

Witajcie! 
Ostatnia część Home była tak dawno, że aż wstyd o tym myśleć. Cóż mam na swoja obronę? Nic. Utknęłam w martwym punkcie i nie potrafiłam z niego ruszyć, ale w końcu udało się i oto jest V część! Nie jest ona szczególnie wybitna, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Tekst we Writerze był dużo dłuższy, tutaj  na blogu wydaje się, że jest go mało... Złudzenie optyczne.
Postaram się żeby kolejna część pojawiła się wcześniej niż za jedenaście miesięcy. Serio.
Dziękuję wszystkim, którzy tutaj zaglądają, czytają, komentują pomimo mojej okropnej nieregularności.
Miłego czytania!
Pola

PS. Rozdział niebetowany, a więc wybaczcie błędy! :)


***

To było czyste szaleństwo, ale zrobiła tak jak kazał. Zarezerwowała bilet do Bułgarii. Współpraca z nim sama w sobie była jakąś koszmarną pomyłką, ale myśl o Snape'ie, który za chwilę wypije eliksir wieloskokowy i stanie się nią... Wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Czuła jakby śniła na jawie i nie mogła powstrzymać tego koszmaru. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi w ustalonym rytmie, który oznaczał, że Zabini po nią przyjechał. Siedziała w szpitalnym schowku na miotły i modliła się żeby żadna sprzątaczka nie weszła, bo nie potrafiłaby wytłumaczyć swojej obecności wśród mioteł. Powoli podeszła do drzwi i je uchyliła, ręka bruneta wsunęła się i podała jej pelerynę. Paranoja pomyślała Hermiona nakładając na siebie materiał. Zapukała dwa razy i drzwi się otworzyły.
- Droga wolna. Pilnuj się mnie – mruknął Zabini, po czym zagadnął nachodzącą pielęgniarkę. - Przepraszam bardzo gdzie znajdę doktor Granger?
- Bardzo mi przykro, ale pani doktor ma kilkudniowy urlop. Jeżeli to coś pilnego zaprowadzę pana do innego lekarza.
- Dziękuję, ale przyjdę gdy pani doktor wróci – kobieta posłała mu przyjazny uśmiech i poszła dalej, Blaise również ruszył w kierunku wyjścia. Droga do domu nie trwała długo. Na miejscu czekała na nich Ginny i Draco.
- Poleciał? - zapytała Hermiona na samym wejściu, a blondyn skinął głową.
- Jeżeli zrujnuje moją karierę, zrobi ze mnie pośmiewisko, prześpi się z kimkolwiek... To przysięgam ci Malfoy, że będziecie umierać długo i w cierpieniu – warknęła zdenerwowana.
- Już się boję – mruknął znudzony blondyn. Ginny pokręciła głową z dezaprobatą,
- Draco zjesz z nami? - zapytała, na co on pokręcił głową.
- Muszę się przygotować – odpowiedział wymijająco. - Chciałbym się pożegnać z Nari.
- Jest na górze, twoja mama układa ją do snu – powiedział Blaise, który przyniósł Hermionie lampkę wina. Były ślizgon ruszył schodami na górę, a reszta towarzystwa udała się do jadalni gdzie czekała kolacja przyrządzona przez Ginny.
- Nie podchodź do okien i nie wychodź z domu Granger – usłyszeli głos blondyna, który wrócił z góry.
- Co tak szybko? - zapytał zaskoczony Blaise. Zazwyczaj pożegnania przyjaciela z Nari trwały dłużej.
- Spała – wyjaśnił Draco i podszedł do brązowookiej. - Zrozumiałaś co do ciebie powiedziałem?
- Nie jestem dzieckiem – odburknęła Hermiona.
- Wolę się upewnić, nie chcę żebyś zepsuła mój plan – powiedział i poklepał ją po ramieniu. Gryfonka skrzywiła się na ten gest. Malfoy z tęsknotą popatrzył na stojącą na stole kolację.
- Zapakowałam ci porcję na wynos – oświadczyła Ginny podając mu pojemnik. Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie i mocno ją uściskał.
- Nie wiem czym Blaise zasłużył na taką dobrą żonę – powiedział i ruszył do wyjścia. - Ach! Byłbym zapomniał! - zagadnął odwracając się w kierunku znajomych. Na jego twarzy malował się złośliwy uśmiech. - Nie musisz się o nic martwić Granger. Proponowałem Snape'owi tysiąc galeonów za pokazanie mi twoich wdzięków, ale nie chciał się zgodzić. Nawet gdy potroiłem sumę. Staruszek zrobił się strasznie zasadniczy... W każdym bądź razie twoja cnota jest bezpieczna. Do zobaczenia jutro! - Hermiona siedziała jak sparaliżowana, po chwili jej oczy zwęziły się niebezpiecznie.
- Podajcie mi jeden powód dla którego mam go nie zabić – syknęła złowrogo.

***


Zadowolony siedział w swoim mieszkaniu i popijał Ognistą. Kłamstwem było to co powiedział Granger, ale nie mógł odmówić sobie przyjemności wbicia jej szpilki. Snape dostał słone pieniądze za wykonanie zadania, złamanie jakichkolwiek postanowień umowy miałoby koszmarne skutki. Nie chodziło o to, że Draco mu nie ufał... W ciele Panny Wiem To Wszystko każdy może zgłupieć, więc lepiej się ubezpieczyć. Jutro czeka ich ciężki dzień, ale im trudniejsza bitwa tym lepszy smak zwycięstwa. Uśmiechnął się na myśl jakie zaskoczenie wywoła pojawienie się pani doktor. Taki plan mógł stworzyć tylko ktoś tak sprytny jak on. Dopił resztkę bursztynowego płynu, pozbierał dokumenty, wziął prysznic i z uczuciem satysfakcji poszedł spać.

***

- Malfoy – ciemnooki brunet skinął delikatnie głową mijając blondyna na sądowym korytarzu.
- Peterson – odburknął Draco. Nie lubił swojego przeciwnika głównie dlatego, że najczęściej bronił kanalie, które nie zasługiwały nawet na odrobinę litości. Mało tego! Otrzymywał za to słone wynagrodzenie. Draco pod tym względem był inny. Przede wszystkim nie brał szemranych spraw, zawsze przeprowadzał dokładny wywiad z osobą, której miał pomóc i nigdy, przenigdy nie zdarzyło mu się bronić mężczyzn, którzy stosują przemoc wobec kobiet i dzieci. Miał swoje zasady i mocno się ich trzymał.
- Powiedz mi Draco – zagadnął brunet udając zainteresowanie – znudziło ci się obracanie się wśród śmietanki towarzyskiej czarodziejskiego świata? Zdajesz sobie sprawę z tego, że tą sprawą możesz zaszkodzić swojej pozycji społecznej.
- Akurat ty jesteś ostatnią osobą, która powinna sobie zawracać tym głowę – odparł obojętnie blondyn i spojrzał na zegarek, który wskazywał kwadrans przed piętnastą. Jego klientka lada chwila powinna pojawić się obok niego, głęboko wierzył w to, że nie spanikuje i nie zrezygnuje w ostatniej chwili. To była jej ostatnia deska ratunku poza tym... nie chciał wyjść na głupca. Brunet roześmiał się drwiąco i odszedł w kierunku swojego klienta, który pojawił się z całą świtą aurorów mających zapewnić mu jak najlepszą ochronę. Eloise również otrzymała propozycję ochrony, ale Malfoy zdecydowanie odmówił. Nie wiedział jak daleko sięgają znajomości Wiktora, wolał kontrolować sytuację dlatego też korzystał ze sprawdzonej i solidnej firmy ochroniarskiej, której pracownicy mieli również licencje aurorów, dzięki temu miał pewność, że żaden „niespodziewany” wypadek nie będzie miał miejsca podczas podróży jego klientki do sądu. Jeszcze raz spojrzał na swoje notatki i wyniki obdukcji, które były jego kartą przetargową. Zdawał sobie sprawę z tego, że ta sprawa może rzutować na jego przyszłość. Musiałby być głupcem żeby nie mieć o tym pojęcia, ale gdy zobaczył tę kobietę u progu swojego mieszkania... Westchnął cicho na wspomnienie tamtego wieczoru. Na sali pojawiło się lekkie zamieszanie, Draco zerknął w tamtym kierunku i z ulgą przyjął pojawienie się dwóch solidnie zbudowanych mężczyzn i skromnie ubranej kobiety nerwowo ściskającej ramię od torebki. Fotoreporterzy i dziennikarze natychmiast rzucili się do zadawania pytań, ale Gregory wraz z drugim mężczyzną skutecznie odseparowywali jego klientkę od całej tej hołoty.
- Mamy jeszcze kilka minut. Napije się pani czegoś? Kawy, herbaty, wody? - zapytał uprzejmie blondyn gdy znaleźli się w tej części korytarza, do której reporterzy nie mieli dostępu. Eloise pokręciła przecząco głową.
- Jestem tak zdenerwowana, że nic nie przełknę. Naraziłam pana na kłopoty. Pana i tę panią doktor - kobieta zaczęła nerwowo wykręcać palce. Draco delikatnie nakrył jej dłonie swoją.
- Ten kto dał pani do mnie namiar wiedział, że nie boję się ludzi pokroju pani męża. Zapewniam panią, że panna Granger również do strachliwych nie należy. W tej chwili najważniejsza jest pani i nikt inny. Proszę wziąć kilka głębokich oddechów, mówić prawdę i myśleć o wygranej.

Z drugiego końca sali bacznie obserwował ich Wiktor, który po chwili odezwał się do swojego obrońcy.
- Czy Malfoy jest tak dobry jak mówią? - ciemnooki brunet zerknął w kierunku blondyna rozmawiającego z żoną jego klienta po czym wzruszył obojętnie ramionami.
- Nie lepszy ode mnie. Jego ostatnia deska ratunku właśnie szykuje się do wystąpienia na sympozjum, moi ludzie ciągle mają ją na oku... Doprawdy rozczulająca jest jego wiara w niektórych ludzi i ich dobre serce.
- To nie podobne do mężczyzn w jego rodzinie – zauważył podejrzliwie Bershwell.
- Każda rodzina ma swoje sekrety. Akurat tobie nie muszę chyba tego wyjaśniać.
- Nie płacę ci za durne komentarze – odwarknął Wiktor i odwrócił się do swojego adwokata plecami. Już on im wszystkim pokaże gdy ten cały cyrk się skończy... Malfoy pochodzi z bardzo starego rodu, więc trudno mu będzie zaszkodzić, ale Eloise... Ona dostanie za siebie i za niego. Uśmiech zadowolenia zagościł na jego twarzy. Drobna blondynka pojawiła się na korytarzu, donośnym głosem zapowiedziała rozprawę i zaprosiła wszystkich do środka.

Draco ponurym wzrokiem objął salę rozpraw. Reporterzy zdecydowanie dopisali co było akurat do przewidzenia w końcu sprawa nie dotyczyła byle kogo, ale barat Ministra Magii. Skrzywił się z niesmakiem. Nie lubił spraw rodzinnych, nie lubił gdy toczyła się walka o opiekę nad dziećmi, o podział majątku... Rozwody były istnym koszmarem. Każda rodzina ma swoje sekrety, pranie brudów przed sądem nigdy nie jest dobrym pomysłem, ale czasami nie ma innego wyjścia.
Przybyły sędzia przedstawił skład orzekający, każda ze stron przedstawiła się i nastąpił moment zgłoszenia wniosków formalnych.
- Wysoki sądzie – rozpoczął Peterson. - Mój klient pragnie podkreślić, że jest zainteresowany porozumieniem i wycofaniem tej sprawy zanim nabierze ona rozgłosu i zaszkodzi całej jego rodzinie. Jest przekonany, że razem ze swoją żoną mogą naprawić swoje małżeństwo.
- Co na to pańska klientka panie Malfoy? - Draco miał ochotę parsknąć śmiechem i posłać Wiktora do stu diabłów, ale ostatkiem sił opanował się i wstał.
- Nie jest zainteresowana – odparł spokojnie i powrócił na swoje miejsce . Eloise siedziała, a jej pierś unosiła się w nerwowym oddechu. Bershwell bezczelnie przewiercał ją swoim spojrzeniem co miało na nią niekorzystny wpływ.
- Skoro strony nie mogą dojść do porozumienia przewód sądowy uznaję za otwarty. Panie Malfoy proszę zaczynać – powiedział spokojnie starszy sędzia i oparł się wygodnie w fotelu. Draco skinął głową i ponownie podniósł się z miejsca. W duchu postanowił, że ta sprawa zostanie zamknięta najszybciej jak to możliwe. Jego klientka zasługuje na spokój, a nie ciągłe wycieczki do sądu. Plan, który ułożył był genialny, a zapatrzony w siebie Peterson nie mógł mu w niczym zaszkodzić.
- Proszę wezwać na świadka panią doktor Hermionę Granger, która jest lekarzem odpowiedzialnym za wykonanie obdukcji mojej klientki.
- Sprzeciw! – krzyknął oburzony Peterson. - Świadka nie ma na liście.
- Panie Malfoy jak pan to wyjaśni? - zagadnął sędzia przyglądając mu się znad okularów.
- Wysoki sądzie pani doktor w ostatniej chwili zrezygnowała z międzynarodowego sympozjum w Bułgarii, na którym miała pełnić rolę eksperta. Zrobiła to specjalnie po to aby móc być dzisiaj z nami. Rozpoczynanie rozprawy bez zeznań lekarza byłoby bezcelowym zawracaniem głowy wysokiemu sądowi. Szanujmy nasz czas.
- Dopuszczam – mruknął sędzia. - Mam nadzieję, że nie ma pan więcej takich niespodzianek.
- Oczywiście, że nie wysoki sądzie – odparł zadowolony z siebie blondyn. Widok bezradnego, gotującego się ze złości przeciwnika był dla niego bezcenny.
- Proszę wprowadzić panią Hermionę Granger – oznajmił dobitnie sędzia na co auror odsunął się od drzwi, które otworzyły się z cichym trzaskiem. Draco wstrzymał oddech, bo nikogo za nimi nie było. Cała publiczność również odwróciła się w tym kierunku po czym zaczęła nerwowo spoglądać na przystojnego blondyna. Czyżby coś poszło nie tak? Jeszcze tylko tego mu brakowało żeby coś się stało Granger... Niemal słyszał pretensjonalny głos Ginny i jego matki. Po chwili jednak rozległ się cichy stukot obcasów i drobna kobieca postać ubrana w elegancką, czarną sukienkę pojawiła się na horyzoncie. Hermiona szła pewnie, odważnie spoglądając przed siebie. Były ślizgon odetchnął z ulgą i uśmiechnął się pod nosem. Umiała zbudować napięcie, nie można jej tego odmówić. Odkąd Granger uścisnęła mu rękę w jego gabinecie na znak przyjęcia propozycji wiedział, że dokonał słusznego wyboru. Hermiona podeszła do barierki, przedstawiła się i złożyła przysięgę przed składem Wizengamotu.
- Jest pani świadoma odpowiedzialności jaka na pani ciąży za składanie fałszywych zeznań? - głos sędziego był opanowany i poważny. Cały skład liczący piętnaście osób wpatrywał się w nią z napięciem. Zeznania Hermiony miały kluczowe znaczenie dla całej sprawy. Gryfonka wzięła głęboki oddech i ze stoickim spokojem odpowiedziała
- Tak.
- W takim razie oddaje głos skarżącemu. Panie Malfoy proszę zadawać pytania – blondyn podniósł się ze swojego miejsca, podziękował skinieniem głowy i podszedł na środek sali zatrzymując się naprzeciwko Hermiony.
- Panno Granger od jak dawna jest pani lekarzem? - głos Malfoy'a był spokojny, opanowany i chłodny. Zachowywał należyty dystans, który był konieczny w zaistniałej sytuacji. Hermiona spojrzała odważnie na skład sędziowski.
- Od pięciu lat – odpowiedziała pewnie.
- Jaką szkołę pani ukończyła?
- Ukończyłam z wyróżnieniem mugolską medycynę na Cambridge, a także zrobiłam specjalizację z magomedycyny na Uniwersytecie Wielkich Magów.
- Czy jest pani w jakikolwiek sposób powiązana z panią Bershwell?
- Nie – zaprzeczyła stanowczo gryfonka. - Po raz pierwszy zobaczyłyśmy się podczas wizyty w szpitalu.
- Jakby pani opisała stan mojej klientki?
- Wysoki sądzie wszystkie odnotowane przeze mnie obrażenia są w obdukcji, której kopię otrzymał pan Malfoy. Pacjentka była pobita, miała rozcięty łuk brwiowy, złamany nos, krwiaki na brzuchu i nogach. Z przeprowadzonych przeze mnie badań wynika również to, że nie był to pierwszy raz gdy pani Bershwell była w takim stanie. W trakcie badań jednoznacznie zostało pokazane, że niektóre stare rany są jeszcze w trakcie gojenia, a inne, już zagojone z powodu braku opieki lekarskiej są w złym stanie. Przykładem tutaj może być przerwana kość małego palca u prawej ręki, która z powodu braku odpowiedniej opieki medycznej krzywo się zrosła. Mogłabym wymienić kilka innych obrażeń, ale wszystko jest odnotowane w dokumentacji przeze mnie sporządzonej. Ogólnie stan pacjentki był zły, ale stabilny.
- Czy istnieje prawdopodobieństwo, że przez odniesione obrażenia moja klientka mogła ponieść trwałe uszczerbek na zdrowiu?
- Wysoki sądzie każdy znany mi lekarz powie, że uraz głowy jest niebezpieczny i może mieć poważne konsekwencje w przyszłości. A więc tak, klientka pana Malfoy'a mogła ponieść trwałe uszczerbki na zdrowiu co niestety może się okazać za kilka lub też kilkanaście lat - po stronie obrony nerwowa atmosfera rosła. Wiktor dostrzegł w jaki beznadziejnej sytuacji się znalazł i zaczął po cichu wyzywać swojego adwokata.
- Nie mam więcej pytań do świadka – oznajmił zadowolony z siebie blondyn. Peterson podniósł się ze swojego miejsca blady jak ściana. Zagranie Malfoy'a kompletnie wybiło go z rytmu. Dopóki obdukcja nie zostanie dopuszczona mają równe szanse, słowo jego klientki przeciwko jego klientowi. Jakim cudem do cholery Granger jest tutaj skoro jego ludzie ciągle obserwują ją w Bułgarii?! Odchrząknął i podszedł bliżej brunetki.
- Panno Granger czy jest pani pewna, że obrażenia klientki pana Malfoy'a są spowodowane rzekomymi czynami pana Bershwell'a?
- Jako lekarz oceniam stan zdrowia pacjenta, nie to dzięki komu się w nim znajduje – syknęła złowrogo Hermiona. Doskonale wiedziała, że rozprawa nie będzie łatwa, nienawidziła jednak gdy ktoś próbował nią manipulować.
- Dlaczego zrezygnowała pani z sympozjum naukowego?
- Sprzeciw wysoki sądzie, to nie ma związku ze sprawą – oznajmił Malfoy.
- Panie Peterson? - sędzia zwrócił się do bruneta, który taksował Hermionę zimnym wzrokiem.
- Przechodzę do sedna wysoki sądzie. Być może zrezygnowała pani z sympozjum dlatego aby zyskać znacznie większy rozgłos dzięki udziałowi w rozprawie mojego klienta? - Blondyn wyraźnie rozluźnił się na swoim miejscu. Jeżeli jego przeciwnicy czepiają się tak kiepskiej argumentacji oznacza to, że nie mają jak się bronić. Draco zauważył także jak mięśnie na twarzy gryfonki się napięły. Doskonale znał ten widok gdyż bardzo często to właśnie dzięki jego osobie gryfonka przybierała taki wyraz twarzy. Mimowolnie cyniczny uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Pana insynuacje są oburzające! - oznajmiła podniesionym głosem Hermiona. - W swojej pracy kieruję się dobrem drugiego człowieka, a nie chęcią sławy i uznania.
- Zapewne... A czy nie jest przypadkiem tak, że chce pani pomóc panu Malfoy'owi po to tylko aby razem uzyskać rozgłos, a co za tym idzie korzyści majątkowe? Wszyscy dobrze wiemy, że posiadają państwo wspólnych przyjaciół.
- Wysoki sądzie jeżeli mam odpowiadać na tak żenujące pytania to proszę mi podać serum prawdy gdyż nie mam zamiaru słuchać jak ktoś obraża mnie i wykonywany przeze mnie zawód – głos brązowookiej był cichy i szorstki. Ta wypowiedź kosztowała ją wiele cierpliwości. W duchu dziękowała za to, że opanowała tę sztukę do perfekcji. - Zapewniam wszystkich tutaj zgromadzonych z panem na czele, że jestem ostatnią osobą, która pomogłaby panu Malfoy'owi osiągnąć jakikolwiek sukces. Przyszłam na tę rozprawę tylko i wyłącznie ze względu na panią Bershwell, która jest moją pacjentką, a ja dbam o swoich pacjentów.
- Panie Peterson czy ma pan jakieś pytania związane ze sprawą? - zagrzmiał sędzia, który również był zmęczony dziecinnością zarzutów linii obrony.
- Jest pani lekarzem praktykującym w mugolskim szpitalu?
- Tak, ale nie tylko...
- Jaką mamy więc pewność, – przerwał jej brunet ignorując dalszy ciąg wypowiedzi - że posiada pani odpowiednie uprawnienia do wykonywania magomedycznych badań?
- Co rok odnawiam swoje uprawnienia w dziedzinie magomedycyny. Ponadto jestem w trakcie pisania pracy doktorskiej z zakresu eliksiru sondującego. Dokumenty potwierdzające moje kwalifikacje są dołączone do obdukcji. Wygląda na to, że pan do niej nie zajrzał – odparła wyniośle Hermiona.
- Nie mam więcej pytań – warknął wściekły brunet. Draco Malfoy poczuł przyjemne uczucie ulgi, spojrzał pokrzepiająco na swoją klientkę, która sprawiała wrażenie nieobecnej.
- W takim razie jeżeli obydwie strony nie mają żadnych pytań – staruszek popatrzył na wszystkich zebranych – dopuszczam dowód z obdukcji wykonanej przez panią doktor Hermionę Granger i zarządzam pół godziny przerwy w celu zapoznania się z dowodem. - dźwięk opadającego młotka sędziowskiego przebiegł po całej sali. Wszyscy zgromadzeni ruszyli na zewnątrz.
- Jest dobrze? - Eloise zapytała cicho blondyna, który zbierał dokumenty z blatu stolika, przy którym siedzieli.
- Jest bardzo dobrze – odparł Draco bez chwili wahania i uśmiechnął się lekko. - Mamy przewagę, a pani mąż stracił grunt pod nogami. Chodźmy odnaleźć pannę Granger, muszę jej podziękować za pomoc – po tych słowach skierowali się do wyjścia. Będąc na korytarzu Draco rozejrzał się po zebranym tłumie próbując z niego wyłowić drobną brunetkę, ale nigdzie jej nie widział.
- Wyszła zaraz po ogłoszeniu przerwy – oznajmił Gregory, który jakby czytał w myślach blondyna. - Zdaje się, że mówiła coś o tym sympozjum w Bułgarii... Chyba udało jej się przełożyć swoją prelekcję. Miała przygotowany świstoklik – Malfoy westchnął i pokręcił głową z dezaprobatą.
- Cała Granger... Za grosz zaufania do ludzi, musi wszystko zrobić sama. Daj znać Snape'owi, że nie musi już popijać wieloskoku - Goyle skinął głową i zaczął sporządzać wiadomość – A i niech ma ją na oku – dodał stanowczo blondyn. Ujął swoją klientkę za łokieć i zaprowadził w ustronne miejsce, gdzie przeczekać przerwę.
- Jest pan mądrym i dobrym człowiekiem panie Malfoy – zauważyła Eloise nieco się rozluźniając. Draco roześmiał się cicho.
- Zaskoczyło to panią?
- Wie pan ludzie plotkują, gazety piszą...
- Co takiego? - zapytał zaintrygowany. Nigdy nie czytał artykułów o sobie, swojej rodzinie, pacy... Nie widział w tym najmniejszego sensu.
- Twardy, bezkompromisowy, arystokrata z krwi i kości...
- Jest w tym trochę prawdy – przyznał się Draco.
- Piszą również, że jest pan kobieciarzem... - to akurat wiedział ponieważ Susan nagminnie mu o tym przypomina. Nie jest kobieciarzem, po prostu nie szuka stałego związku. Wszystkie romanse, ze względu na swoją pracę, stara się zakończyć cicho i bez skandalu. To nie jego wina, że reporterzy Proroka robią wielką aferę z tego, że zje z kimś kolację. - Marcus ostrzegał, że może być pan szorstki i stanowczy – Eloise przerwała potok jego myśli. - Tymczasem okazał mi pan wiele współczucia i bardzo pomógł.
- Cóż... Umiem dostosować się do sytuacji. Niech pani nie wierzy we wszystko co o mnie usłyszy. Ludzie się zmieniają – kobieta uśmiechnęła się smutno i spojrzała w kierunku swojego męża. Jego mina nie oznaczała niczego dobrego. Westchnęła.
- Coś mi o tym wiadomo.

Tymczasem po drugiej stronie korytarza panowała gęsta atmosfera. Wiktor próbował rozładować negatywne emocje.
- Miałeś jedno zadanie! Pilnować tej wścibskiej lekarki żeby nie pokrzyżowała naszych planów! - warknął zdenerwowany.
- Uspokój się – upomniał go Peterson. - Jeszcze nic straconego. Pamiętaj, że jesteś bratem Ministra Magii. Może okaże się, że obdukcja jest nieważna.
- Skąd wiesz jaka jest skoro nawet do niej nie zajrzałeś – syknął złowieszczo Bershwell. - Byłeś tak pewny siebie!
Drobna blondynka ponownie pojawiła się na korytarzu ogłaszając koniec przerwy i zapraszając wszystkich do środka. Wszystko odbyło się bez zbędnych przemówień i sprowadziło się do jednego zdania.
- Rozprawa rozwodowa odbędzie się jutro o godzinie dziesiątej. Proszę strony o punktualnie wstawiennictwo.

Wiktor wyszedł z sali niczym burza gradowa, potrącając po drodze reporterów. Peterson starał się go zatrzymać i uspokoić.
- Spieprzaj! - wrzasnął Bershwell i odepchnął go mocno. Sprytny plan Malfoy'a okazał się zapalnikiem do wybuchu agresji. Wzrokiem pełnym furii odnalazł swoją żonę i krzyknął w jej kierunku
- Zadowolona jesteś?! Jesteś zwykłą dziwką, która nie wie co to szacunek dla męża! Beze mnie będziesz nikim! Zdechniesz w samotności! - ruszył do niej, ale na jego drodze stanął blondyn.
- Jeszcze jedno słowo, a nikt mnie nie powstrzyma przed pokazaniem ci gdzie jest miejsce dla takich jak ty – syknął złowrogo Draco, zaciskając dłonie w pięść.
- A ty Malfoy nie rób z siebie takiego świętego! Wszyscy dobrze wiemy jaki był twój ojciec! - blondyn na słowa o ojcu przybrał maskę obojętności na twarzy. Nienawidził gdy ktokolwiek porównywał go z Lucjuszem, ale nauczył się nad tym panować.
- Nie zniżę się do twojego żałosnego poziomu – warknął mu prosto w twarz. - Straże! Zabrać pana Bershwella do izolatki. Zaatakował mnie i moją klientkę.
Eloise trzęsła się jak osika. Draco podszedł do niej i pogładził po ramieniu.
- Już dobrze. Dzięki temu przedstawieniu skończymy tę sprawę szybciej niż przypuszczałem. Mamy kilkunastu naocznych świadków ataku pani męża, obdukcja i pani zeznania wystarczą. Jest pani prawie wolna – powiedział łagodnym tonem na co kobiece oczy zalśniły łzami.


Nazajutrz Peterson próbował się jeszcze bronić powołując na świadka Ministra, który miałby zaświadczyć o ciężkim dzieciństwie Wiktora. Malfoy doskonale wiedział jakie będą posunięcia przeciwnika dlatego też wysłał Marcusowi list z jednym krótkim zdaniem:

Wystarczy jak nie będziesz przeszkadzał.
D.M

Minister Magii nie pojawił się na rozprawie i odmówił składania zeznań co jeszcze bardziej rozwścieczyło Wiktora. Cała sprawa zakończyła się w przeciągu tygodnia. Bershwell został skazany na przymusowe leczenie zagranicą w jednej z wyspecjalizowanych magomedycznych klinik, ponadto dostał całkowity zakaz zbliżania się do żony nawet po odbytym leczeniu. Majątek został podzielony na pół zgodnie z wolą Eloise, która nie chciała żadnego zadośćuczynienia od męża tyrana. Wystarczyło jej to, że w końcu była wolna. Minister Magii wystosował oficjalne oświadczenie, w którym zapewnił, że jest mu bardzo przykro z powodu zaistniałej sytuacji, o której nie miał żadnego pojęcia. Przeprosił Eloise w imieniu brata, jednocześnie zapewniając, że dla niego zawsze będzie częścią ich rodziny. Malfoy nie mógł się odpędzić od dziennikarzy, których starał się unikać jak ognia. Nie zgodził się na żaden wywiad zdobywając się jedynie na króciutki komentarz: zwycięzcy się nie tłumaczą. To był cały on, zamiast bezsensownie perorować o wygranej i chełpić się nią pragną skupić się na kolejnych celach. Swój sukces świętował nad filiżanką idealnej, mocnej, czarnej kawy i kolejnymi aktami. Sprawy takie jak ta sprawiały, że częściej myślał o swojej rodzinie dlatego też tego wieczoru postanowił, że jutro odwiedzi matkę i swoich przyjaciół, którzy dzwonili z gratulacjami. Jego głowę ciągle zaprzątała myśl, iż wypadałoby podziękować Granger za pomoc jakiej udzieliła jego klientce. Może za sobą nie przepadają delikatnie rzecz ujmując, ale ten jeden raz zachowa się wobec niej jak prawdziwy profesjonalista… Miał nadzieję, że jutro spotka ją u Zabinich.

***

Zapukał trzy razy i po chwili w drzwiach stanął uśmiechnięty brunet.
- Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie pukał? - zapytał udając oburzenie. Draco wzruszył obojętnie ramionami.
- Kto wie czy przypadkiem nie majstrujesz kolejnego potomka? Wolę na to nie patrzeć… - odparł wchodząc do domu przyjaciela. Od razu poczuł rodzinną atmosferę jaka tam panowała, ten dom zawsze był pełen ciepła, radości, życia… Blondyn poczuł się beztrosko. To było dziwne uczucie.
- Ja też wolę żebyś na to nie patrzył chociaż… Nie mam się czego wstydzić – Draco parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Nie śmiem wątpić. Jest Granger? - zagadnął pozornie obojętnym tonem. Diabeł popatrzył na niego badawczo.
- Wyszła jakieś pół godziny temu. Stęskniłeś się za nią? Do tej pory odnosiłem wrażenie, że za sobą nie przepadacie – ironizował brunet.
- Kto za sobą nie przepada? - zapytała Ginny schodząc z Nari po schodach.
- Dracze i Hermiona – wyjaśnił jej mąż.
- Nie będę udawał, że ją lubię skoro tak nie jest – odburknął blondyn. - Co nie zmienia faktu, że w dużej mierze przyczyniła się do mojej wygranej i wypada jakoś się odwdzięczyć.
- Wydaje mi się, że wystarczy jak przestaniesz jej dokuczać – poradziła mu rudowłosa i przekazała mu dziecko, które z ochotą wyciągnęło rączki w jego kierunku.
- To tylko twoje pobożne życzenie. Granger żyje na męskiej pustyni. Moje słowa są dla niej niczym chłodny, rześki deszcz spadający na jej wyschnięte...
- Wystarczy – przerwała mu Ginny próbując ukryć swoje rozbawienie. - Nie mam zamiaru tego słuchać – Draco westchnął przeciągle.
- Tak to już jest, że prawda w oczy kole – powiedział i zaczął zabawiać małą. Po dwóch godzinach intensywnych igraszek na podłodze i w powietrzu, ku ogromnemu niezadowoleniu blondyna, rudowłosa zabrała córkę aby położyć ją spać.
- Mojej matki nie ma? - zapytał zaskoczony Malfoy, który do tej pory był tak zajęty zabawą, że nie zauważył tego drobnego szczegółu.
- Wyszła do teatru.
- Do teatru? - powtórzył zdziwiony. - Z kim?
- Z Severusem – Draco uniósł jedną brew do góry.
- Ona i Snape? - Blaise skinął głową i poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Nie martw się… Tobie też kogoś znajdziemy – po czym parsknął śmiechem i zaczął otwierać butelkę bursztynowego płynu przyniesionego przez Malfoy'a. Ognista z 1926 roku była wyjątkowa ponieważ oznaczała, że świętują specjalną okazję.
***


Niedziela była jedynym dniem, w którym Draco mógł sobie pozwolić na odrobinę lenistwa. Poranek był wyjątkowo piękny, promienie słońca delikatnie przebijały się przez szare zasłony. Wczoraj wysłał Granger kosz kwiatów z podziękowaniami i dołączył do niego wizytówkę swojej kancelarii. Nie dostał żadnej informacji zwrotnej. Było mu całkowicie obojętne co zrobiła z kwiatami, mogła je zatrzymać lub wyrzucić do śmieci. Najważniejsze, że podziękowania ma już z głowy. Zadowolony przeciągnął się na łóżku. To poranne lenistwo przerwał dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu pojawił się nieznany numer.
- Halo – mruknął zdenerowany faktem, że ktoś zakłóca jego niedzielny spokój.
- Był wypadek – usłyszał roztrzęsiony głos wspominanej przez niego brązowookiej pani doktor – Blais'e i Ginny są w bardzo ciężkim stanie.
- Gdzie? - poczuł jak serce zaczyna mu bić niebezpiecznie szybko.
- W świętym Mungu. Pospiesz się oni nas potrzebują – Draco nie słyszał ostatnich słów, bo w biegu ubierał się w jeansy i koszulkę, ekspresowo umył twarz i zęby. Dziesięć minut - tyle zajęła mu droga do wskazanego szpitala. Gdy wpadł zdyszany na korytarz od razu ją zauważył. Stała oparta o ścianę. Jakby wyczuwając jego obecność odwróciła się w jego stronę i wtedy ujrzał jej zapłakaną twarz
- Co się stało? - zapytał niemal bez tchu.



środa, 28 stycznia 2015

Home IV

Hej! 
Przed Wami IV część Home. Być może jest ona trochę nudna, ale potrzebujemy czasu...
Nie jestem po sesji, ale tak jakoś udało mi się coś naskrobać :)
Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod ostatnią miniaturką About love... Cieszę się, że ją tak dobrze przyjęłyście choć wydawało mi się, że może wzbudzić nieco kontrowersji :)
Szczególne podziękowania dla:
Avis. - za to, że jesteś od początku i karmisz moją wenę komentarzami.
Alex - za konstruktywną krytykę, która również pomaga :) Gdyby ktoś jeszcze nie odwiedził jej bloga to polecam go TUTAJ
Pozdrawiam serdecznie!
pola

PS. Co sądzicie o Emmie Watson w roli Belli z "Pięknej i Bestii"? :) Bo ja jestem na tak :)

CZYTAM = KOMENTUJĘ

 - Durna gryfońska odwaga i chęć zbawienia całego świata – mruczała pod nosem wściekła na samą siebie Hermiona. Na poczekalni czekał na nią Wiktor Bershwell. Gryfonka odciągała chwilę spotkania z nim sam na sam w nieskończoność mając przy tym nadzieję, że mężczyzna znudzi się i wróci do domu, ale niestety nic takiego nie nastąpiło. Młodszy brat Ministra Magii uparcie czekał aż pani doktor znajdzie dla niego chwilę wolnego czasu. Brązowowłosa zdążyła dzisiaj przekląć Malfoy'a kilkanaście razy, a w wraz z nim samą siebie. Westchnęła i popatrzyła kątem oka na czekającego mężczyznę, który wpatrywał się w nią uporczywie. To spotkanie jest nieuniknione – pomyślała po czym przykleiła do swojej twarzy profesjonalny uśmiech i podeszła w jego kierunku. - Pan na mnie czeka? - zapytała siląc się na uprzejmy ton. Brunet uśmiechnął się kpiąco w jej kierunku.
- Jest pani bardzo zapracowana panno Granger – powiedział wyniosłym tonem taksując ją dokładnym spojrzeniem.
- Jak każdy specjalista w tym szpitalu – odpowiedziała beztrosko Hermiona i popatrzyła odważnie w jego ciemne tęczówki. Mężczyzna podniósł się i stanął wyprostowany naprzeciwko niej. Był wysoki i dobrze zbudowany. Sprawiał wrażenie eleganckiego, przystojnego dżentelmena, który nie robi nikomu krzywdy. Jak bardzo pozory mogą mylić! W tej samej chwili Hermiona zdała sobie sprawę z tego w jak niekorzystnej sytuacji się znajduje.
- Możemy przejść do pani gabinetu? - zapytał, a ton głosu Wiktora sprawił, że po jej plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Skinęła głową i po raz kolejny przeklęła w myślach arystokratycznego blondyna, któremu zawdzięcza tę jakże uroczą wizytę.
- Proszę niech pan siada – powiedziała wskazując na skromne krzesło stojące przed jej biurkiem. - Mogę jakoś pomóc? - zapytała spoglądając na niego. Bershwell uśmiechnął się przebiegle i zmrużył powieki.
- Badał pani ostatnio moją żonę Eloise – przypomniał jej obojętnie. - Jest pani pewna swojej diagnozy panno Granger? - Hermiona zaskoczona zamrugała powiekami. Poczuła się jak zwierze obserwowane przez drapieżnika, który lada chwila zaatakuje. Odchrząknęła i wyprostowała się w swoim fotelu.
- Nie sądzę aby to była pańska sprawa – odparła hardo unosząc głowę. Wiktor popatrzył na nią przenikliwie.
- Nie chcę żeby mnie pani źle zrozumiała – powiedział ugodowo. - Jest pani tak zapracowana, że mogła pani popełnić jakiś błąd. Każdemu się zdarza – uśmiechnął się do niej przyjaźnie. - Chyba nie chce pani żeby ktoś z tego powodu wyciągnął zbyt pochopne wnioski?
- Sugeruje pan, że źle wykonałam swoją pracę? - zapytała oschle. Niebezpieczny błysk pojawił się w oczach jej rozmówcy, który ciągle bacznie ją obserwował.
- Sugeruję, że nie jest za późno na naprawienie błędów, a także...
- Dość! - przerwała mu zdenerwowana gryfonka po czym wstała ze swojego fotela, podeszła do drzwi i je otworzyła. - Proszę natychmiast opuścić mój gabinet.
- Popełnia pani duży błąd – powiedział ostrzegawczo Bershwell, ale brązowowłosa ani drgnęła. Mężczyzna westchnął, podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku drzwi zatrzymując się na chwilę przed zniecierpliwioną dziewczyną. - Doprawdy szkoda byłoby, gdyby pani odrzuciła propozycję sympozjum w Bułgarii – wycedził przez zaciśnięte zęby wyciągając rękę w jej kierunku. - To dla pani niepowtarzalna szansa.
- Zastanowię się – warknęła Hermiona i niechętnie uścisnęła dłoń bruneta, który przeszywał ją swoim natarczywym spojrzeniem. - Coś jeszcze? - zapytała nieco zdenerwowana. - Pacjenci na mnie czekają. - Wiktor w milczeniu skinął głową i wyszedł pozostawiając po sobie unoszącą się w powietrzu nieprzyjemną atmosferę. Gryfonka wróciła za swoje biurko i zrezygnowana opadła na fotel. Po co to wszystko? Czy ona zawsze musi dać wmanewrować się w jakieś kłopoty?
- Malfoy i jego cholerne pomysły! - mruknęła pod nosem i potarła swoją zmęczoną twarz. Musi odwiedzić tego przeklętego blondyna i powiedzieć mu co ją dzisiaj spotkało.




- Dzień dobry Susan – powiedział uprzejmie blondyn i posłał sekretarce swój najbardziej czarujący uśmiech. - Chciałbym zobaczyć się z panem Ministrem.
- Był pan umówiony? - zapytała zadowolona dziewczyna jednocześnie nachylając się w jego stronę tak aby miał lepszy wgląd w jej dekolt. Draco zmrużył oczy i popatrzył na nią zalotnie.
- Może pani sama zapyta przełożonego? Jestem niemal pewny, że znajdzie dla mnie wolną chwilę – brunetka westchnęła i pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Pańska godność? - zapytała przeciągając głoski.
- Draco Malfoy – odparł gładko arystokrata i uśmiechnął się zawadiacko w kierunku sekretarki, która po chwili wróciła i oznajmiła mu, że pan Minister czeka na niego w swoim gabinecie.

- Panie Ministrze.
- Pan Malfoy – brunet skinął głową i wskazał na stojący przed biurkiem fotel. - Czemu zawdzięczam pańską wizytę?
- Musiałeś się chyba domyślać, że dzień, w którym się spotkamy w końcu nadejdzie – zaczął spokojnie i bezpośrednio blondyn. - W końcu z jakiegoś powodu dałeś swojej bratowej moją wizytówkę – arystokrata popatrzył przenikliwie na Ministra, który westchnął i zamkną oczy.
- A więc już wiesz – odezwał się po chwili milczenia. Były ślizgon wzruszył obojętnie ramionami.
- Moi klienci nie mają przede mną tajemnic. Zwłaszcza ci, dla których jestem ostatnią deską ratunku – wyznał oschle Malfoy.
- To mój brat. Musisz zrozumieć, że...
- Dlatego pomagasz Eloise za jego plecami? - przerwał mu chłodno arystokrata. - Myślisz, że to najlepsze rozwiązanie?
- Jedyne – wydusił przez zaciśnięte zęby Bershwell i popatrzył chmurnie na blondyna, który siedział wygodnie rozparty w fotelu. - Jeżeli jesteś tak dobry jak mówią to pomożesz jej uwolnić się od Wiktora. Mój brat jest jedyną osobą, która mi pozostała. Nie mogę go stracić, a tak by się stało gdyby dowiedział się, że jej pomagam. On trochę się pogubił – powiedział nieco zmieszany, a Malfoy prychnął rozbawiony i rzucił na biurko kopię obdukcji wykonanej przez pannę Granger.
- Trochę? O mało jej nie zabił – warknął wściekle. - Trzyma w garści wszystkich magomedyków, którzy nawet nie chcą jej pomóc! Przez ciebie! - rzucił oskarżycielskim tonem Draco. - Wiktor chowa się za twoimi plecami i myśli, że jest bogiem! A ty mu na to pozwalasz! - Marcus pozostał niewzruszony pomimo, że usłyszał kilka ostrych słów. Doskonale wiedział do czego zdolny jest jego brat i, że arystokrata ma rację.
- Jednak znalazłeś kogoś chętnego żeby wykonać badanie – powiedział zerkając kątem oka na dokument leżący na biurku. Blondyn westchnął i przewrócił oczami.
- Jest taka jedna, która myśli, że zbawi cały świat – mruknął.
- Więc to prawda, że dla Malfoy'a nie ma rzeczy niemożliwych. Zrobiłem tyle ile mogłem. Teraz tylko ty możesz pomóc Eloise – w jego oczach można było dostrzec ból wymieszany z troską.
- Myślałem, że ona żartuje, gdy powiedziała mi dzisiaj kto ją do mnie skierował, ale jednak nie – wyznał zaskoczony Draco, a na jego twarzy pojawił się ironiczny grymas. - Mam nadzieję, że jesteś świadomy tego, że ta sprawa rozpęta piekło wokół twojego brata, a ja nie zostawię na nim suchej nitki. Jeżeli ciągle będziesz po jego stronie to może odbić się na twojej karierze – powiedział ostrzegawczo, a brunet uśmiechnął się smutno.
- O to się nie martw, po prostu rób swoje – powiedział łagodnie na co blondyn skinął głową. - Może, gdy to wszystko się skończy Wiktor przejrzy na oczy.
- Wątpię. Tacy ludzie się nie zmieniają – odparł oschle Draco i podniósł się z fotela. - Miałem nadzieję, że oficjalnie zadeklarujesz chęć pomocy, ale cóż... Dam radę i bez tego – powiedział wyciągając rękę w stronę Ministra, a ten ją uścisnął.
- Gdybym mógł jednak jakoś...
- Wystarczy jak nie będziesz przeszkadzał – odparł Draco i ruszył w kierunku drzwi.
- Nie zrozumiesz mnie prawda? - usłyszał, gdy położył dłoń na mosiężnej klamce.
- Nie – odparł nie odwracając się i opuścił gabinet najważniejszej osoby w czarodziejskim świecie. Będąc na korytarzu obdarzył Susan czarującym uśmiechem i skierował się w stronę windy. Przynajmniej jedna sprawa się wyjaśniła. Do tej pory myślał, że Eloise trafiła do niego przez przypadek, a Minister Magii jest takim samym świrem jak jego brat. Okazuje się jednak, że nic nie dzieje się przypadkowo, a Marcusowi do świra jest bardzo daleko. Czy jego życie nie może być po prostu normalne? Dlaczego to akurat on musi sprowadzić do pionu brata Ministra?


- Przepraszam bardzo, a pani dokąd się wybiera? - doniosły głos starszej pani zatrzymał Hermionę, która chciała przemknąć niezauważona do gabinetu Malfoy'a. Brązowooka zatrzymała się w pół kroku i odwróciła w stronę biurka, za którym siedziała spokojna, siwiejąca kobieta. Gryfonka uśmiechnęła się uprzejmie i wskazała palcem drzwi prowadzące do jej odwiecznego wroga.
- Ja do Malfoy'a – odparła spokojnie i chciała ruszyć dalej, ale doniosły głos ponownie ją zatrzymał.
- Była pani umówiona z panem mecenasem? - panna Granger przymknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Z panem mecenasem dobre sobie! Miała ochotę roześmiać się tej kobiecie w twarz, ale nie wypada jej tak traktować starszych osób. Hermiona spojrzała na nią ponownie. Sekretarka blondyna miała miły, a jednocześnie stanowczy wyraz twarzy. Sprawiała wrażenie kobiety mocno stąpającej po ziemi, która potrafi utrzymać w ryzach całą tę kancelarię. Gryfonka postanowiła wyciągnąć do niej przyjazną rękę, odwróciła się od drzwi gabinetu Malfoy'a i podeszła do biurka.
- Współczuję tego, że musi pani tutaj pracować – zaczęła uprzejmie, a siwiejąca dama popatrzyła na nią jak na wariatkę. - Nie musi go pani bronić przede mną.
- Za to mi płaci złotko. Wiesz ilu mamy tutaj nieproszonych gości? - panna Granger miała ochotę zgrzytnąć zębami. Specjalnie wzięła wolne do końca tego dnia żeby spotkać się z tym nadętym palantem, a teraz wychodzi na to, że spędzi cały ten czas na przekonywaniu jego sekretarki do tego żeby wpuściła ją do środka. - To była pani umówiona czy nie?
- Nie – mruknęła bezsilnie Hermiona – ale jestem pewna, że pan Malfoy ucieszy się z mojej wizyty – na jej twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech na jaki było ją stać.
- Kochana już nie jedna tutaj taka była. Musicie zrozumieć, że on ciężko pracuje i prywatne sprawy załatwia po pracy. – Kobieta była niewzruszona. Zaraz, zaraz czy ona zasugerowała, że...
- Co? - wykrztusiła zaskoczona Hermiona. - Ja i on?! Zapewniam panią, że jestem ostatnią osobą na tej ziemi, która chciałaby załatwiać prywatne sprawy z tym aroganckim palantem, który jest pani szefem – starsza pani roześmiała się rozbawiona gorliwymi zapewnieniami brązowookiej.
- Pani godność?
- Doktor Hermiona Granger – odpowiedziała dumnie gryfonka. Kobieta pokiwała głową i sprawdziła coś w dokumentach po czym popatrzyła na nią przyjaźnie.
- Musi pani zaczekać aż pan Malfoy wróci z sądu, a to będzie za jakieś... – spojrzała na wiszący, antyczny ścienny zegar – dziesięć minut. Bardzo przepraszam za utrudnienia, ale musiałam się upewnić, że nie jest pani jedną z tych wielu znajomych, które po prostu nie mogą bez niego wytrzymać – starsza pani mrugnęła do niej porozumiewawczo, a brązowowłosa parsknęła śmiechem na myśl o tych wszystkich dziewczynach, które blondyn owinął sobie wokół palca i, które chciały przedrzeć się obok jego stróża w postaci siwiejącej sekretarki.
- O to nie musi się pani martwić – mruknęła Hermiona i wyciągnęła rękę do kobiety, która ujęła ja i ścisnęła delikatnie - Miło było panią poznać pani...
- Teresa. Teresa Bones.
- Granger możesz nie podrywać mojej sekretarki? - do uszu obydwu kobiet dobiegł ironiczny głos Malfoy'a, który stał oparty o framugę drzwi z przewieszoną przez ramię togą adwokacką i przyglądał się całej tej scenie z niemałym rozbawieniem. Gryfonka posłała mu piorunujące spojrzenie, które ani trochę nie ruszyło arystokraty. Malfoy odbił się lekko od futryny i podszedł do biurka sprężystym krokiem. - Zrób nam dwie kawy Tereso i dopilnuj żeby nikt mi nie przeszkadzał.
- Dobrze, ale na przyszłość proszę mnie uprzedzić, że przyjdzie do pana młoda, ładna kobieta, którą dla odmiany powinnam wpuścić – odpowiedziała mu z nutką nagany w głosie jasnowłosa.
- Mógłbym to zrobić, ale jest jeden problem – na twarzy blondyna zagościł cyniczny uśmiech. – Granger ma ten paskudny zwyczaj, że nie zapowiada swoich wizyt.



- Siadaj Granger – powiedział wskazując głową dwa fotele stojące naprzeciwko dębowego biurka. Hermiona rozejrzała się po pokoju, w którym wszystko urządzone było gustownie i z klasą. Jej gabinet w szpitalu przypominał małą klitkę, której daleko było do tego co posiadał Malfoy.
- Skończyłaś swój przegląd? - pytanie blondyna przywróciło ją do rzeczywistości, a na jej twarzy pojawił się rumieniec wstydu. W gabinecie rozległo się ciche pukanie i po chwili weszła Teresa z tacą, na której stały dwie, porcelanowe filiżanki z parującą kawą, kryształowa cukiernica i talerzyk z małymi ciasteczkami. Draco podziękował i znowu zostali sami. - To może przejdźmy do tego co cię do mnie sprowadza? - zapytał podając brązowookiej jedną z filiżanek. Hermiona wsypała do niej pół łyżeczki cukru.
- Ktoś mnie dzisiaj odwiedził – powiedziała spokojnie i zaczęła mieszać czarny napój. Dracona nie zaskoczyła na wiadomość bowiem doskonale wiedział, że wszystko jest kwestią czasu.
- Co ci powiedział? - zapytał i upił łyk gorącego napoju. Gryfonka spojrzała na niego nieco zaskoczona. Blondyn uśmiechnął się kpiąco. - To było do przewidzenia, że cię odwiedzi. Czego chciała ta kanalia?
- Cóż... Zasugerował, że lepiej byłoby gdybym zmieniła zdanie. I podkreślił, że sympozjum w Bułgarii to dla mnie wielka szansa.
- Idiota – mruknął po czym uśmiechnął się chłodno i wziął jedno ciasteczko.
- Tylko tyle masz do powiedzenia? - zapytała oburzona. - Niezrównoważony psychicznie mąż twojej klientki odwiedza mnie w pracy, a ty tylko nazywasz go idiotą? - jej oczy zwęziły się niebezpiecznie. Draco westchnął teatralnie.
- Uspokój się Granger. On nic ci nie zrobi.
- Skąd ta pewność? - syknęła wściekła.
- Po prostu to wiem – powiedział pewnym siebie głosem. Gryfonka pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Nie wierzę! Pomagam ci uwolnić kobietę z rąk tego psychola, który jest nota bene bratem Ministra Magii, a ty masz przede mną jakieś tajemnice? - zaśmiała się nerwowo. - Nienawidzę cię Malfoy!
- A to ci nowość – burknął pod nosem blondyn.
- Nie przeginaj – warknęła bliska furii. - Albo wykładasz karty na stół, albo zostaniesz z tym syfem sam jak palec. Mówię poważnie – dodała widząc jego kpiący uśmiech. Draco przez chwilę nie reagował rozmyślając nad czymś intensywnie.
- Wiktor nie jest głupi dlatego nic ci nie zrobi – powiedział po chwili milczenia ślizgon. - On nie znęca się nad nieznajomymi kobietami tylko nad swoją żoną.
- Za to jego brat dysponuje całą armią aurorów, którzy tylko czekają żeby mnie uciszyć raz na zawsze – zauważyła chłodno Hermiona.
- Marcus mu nie pomoże – gryfonka zmarszczyła brwi. - Nie mogę ci powiedzieć dlaczego, ale mam pewność, że mu nie pomoże – dodał widząc jej pytające spojrzenie. Brązowooka prychnęła oburzona. - Bershwell czuje, że pali mu się grunt pod nogami. Nie będziemy ryzykować twojego bezpieczeństwa i rozegramy to na jego zasadach – kontynuował niewzruszony blondyn, a jego twarz rozjaśnił uśmiech pełen satysfakcji. - To będzie prostsze niż myślałem.
- Możesz do jasnej cholery wyjaśnić mi o czym ty mówisz? - zapytała marszcząc czoło. Malfoy najwidoczniej ułożył sobie idealny plan, o którym zapomniał ją poinformować.
- Posłuchaj – zaczął zadowolony. - Po wyjściu z kancelarii pojedziesz zarezerwować sobie bilet na to sympozjum i potwierdzisz swoje przybycie. To go trochę uspokoi i uśpi jego czujność. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale cieszę się, że mnie nienawidzisz i ludzie o tym wiedzą – promienny uśmiech rozjaśnił jego twarz. Hermiona powstrzymała się przed parsknięciem śmiechem i wbiła w niego swoje ostre spojrzenie. - Pomyśli, że jego wizyta poskutkowała, ale dla bezpieczeństwa może cię obserwować dlatego też nie będziesz mogła się ze mną kontaktować – spojrzenie gryfonki złagodniało i zaczęła zastanawiać się, czy Malfoy przypadkiem nie zwariował.
- To jest ten twój genialny plan? - wykrztusiła, a Draco skinął głową. - Zwariowałeś? Kto poleci za mnie do Bułgarii?
- Znam kogoś kto chętnie odbędzie tę podróż.
- Ale ta osoba nie jest mną! Nie wygląda jak ja! - fuknęła ostro.
- Eliksir wieloskokowy. Mówi ci to coś Granger? - zapytał unosząc swoje brwi. Dziewczyna zgrzytnęła zębami.
- Załóżmy, że to zadziała. Co będzie w tym czasie ze mną? Mam się schować w szafie? - blondyn machnął lekceważąco ręką.
- Och to nie będzie konieczne – powiedział. - Chociaż.. To mogłoby być ciekawe.
- Malfoy – warknęła ostrzegawczo.
- Sympozjum jest tego samego dnia co rozprawa. Snape wyleci dzień wcześniej wieczorem...
- Snape?! - przerwała mu oburzona. Draco popatrzył na nią z kpiną.
- Przecież nie wyślę za ciebie jakiegoś bezmózgiego kretyna, który nic nie wie o magomedycynie. To masz być realna ty! Elegancka, wyniosła, ale przede wszystkim przemądrzała – Hermiona westchnęła, ale w duchu przyznała mu rację. Jeżeli ktoś zadałby jej pytanie to wypadałoby żeby jej sobowtór umiał na nie odpowiedzieć.
- Kontynuuj – powiedziała z rezygnacją w głosie.
- No, więc Snape poleci dzień wcześniej wieczorem, a po ciebie w tym samym czasie przyjedzie Blaise. Nałożysz pelerynę niewidkę i pojedziesz z nim do ich domu. Tam możesz wejść do szafy, albo po prostu nie podchodzić do okien i nie rzucać się w oczy. Zabini następnego dnia podrzuci cię do sądu i po sprawie – oświadczył dumnie.
- Czy waszym obowiązkiem nie jest przypadkiem wcześniejsze zgłoszenie listy świadków? - zapytała niby od niechcenia gryfonka i spojrzała na niego zaciekawiona.
- O to się nie martw.
- Myślisz, że ci się uda?
- Musi.
- Tak po prostu?
- Tak – odparł dobitnie. - A teraz jakbyś mogła – podniósł się w wskazał jej ręka drzwi. - Wybacz, ale mam jeszcze dużo pracy. - Gryfonka nie do końca przekonana co do planu Malfoy'a ku swemu wielkiemu zdziwieniu postanowiła mu zaufać. Pożegnała się z sympatyczną Teresą i z uczuciem lekkiego niepokoju opuściła elegancki budynek.
- Granger zaczekaj! - usłyszała za sobą jego irytujący głos tuż po wyjściu z kancelarii. Odwróciła się w stronę blondyna, który szedł w jej kierunku z miną chmury gradowej.
- Czego znowu chcesz? - warknęła zniecierpliwiona. Pierwsze sam ją wyprosił tłumacząc się pracą, a teraz leci za nią na ulicy. Co za palant!
- Nie możesz tak po prostu zrezygnować! To do ciebie nie podobne! - Hermiona popatrzyła na niego zszokowana, ale po chwili zrozumiała w co on gra i prychnęła oburzona.
- Nie będę narażać dla ciebie swojej kariery Malfoy – syknęła, a jej oczy zwęziły się niebezpiecznie. - Znajdź sobie inną kretynkę na moje miejsce.
- Jeżeli mi nie pomożesz ona będzie musiała do niego wrócić – gryfonka wzruszyła obojętnie ramionami.
- To nie mój problem – odparła wymijająco i odwróciła się by odejść.
- Wpiszę cię na listę świadków w razie gdybyś zmieniła zdanie – oświadczył. Gryfonka popatrzyła na niego z kpiną w oczach.
- Daremny trud – syknęła i odeszła.
Po drugiej stronie ulicy zadowolony uśmiech zagościł na twarzy pewnego bruneta, który siedział w samochodzie i z zainteresowaniem śledził poczynania pani doktor. Naiwna dziewucha jednak pojedzie do Bułgarii. Jak to dobrze być bratem Ministra Magii. Nie będzie mu jakiś bogaty arystokrata układał życia! Eloise to jego żona i on już dobrze wie jak ma z nią postępować.

piątek, 16 stycznia 2015

About love... - miniaturka

Witam!
Mam dla Was kilka komunikatów. Pozwolę je sobie wypunktować żebym o niczym nie zapomniała :)
1. Być może nie wszystkim wiadomo, ale zbliża się sesja i przez to zniknę na jakiś czas z blogosfery, ale WRÓCĘ :)
2. Na pocieszenie stworzyłam dla Was, a jednocześnie dla siebie miniaturkę About love. Jest ona dość dziwna i nietypowa, napisana pod wpływem chwili. Dosłownie.
3. Nie jest ona idealna i zapewne można by w niej poprawić kilka rzeczy, ale wiem, że jak jej nie wstawię teraz to będę do niej zaglądać codziennie i coś przestawiać, poprawiać, usuwać, dopisywać, a nie mogę sobie teraz pozwolić na takie rozproszenie bo muszę się skupić na nauce :)
5. Miniaturka nie jest wcale taka krótka więc nie wiem czy powinnam ją w ogóle nazywać miniaturką. Zastanawiałam się czy jej nie podzielić na dwie części żeby nie było narzekań, że za długo, ale po dłuższej chwili zastanowienia stwierdziłam, że nie wiem jak ten tekst podzielić więc jest jak jest.
6. Jeżeli ktoś się będzie doszukiwał jakiejś głębi psychologicznej w postępowaniu bohaterów to raczej jej tutaj nie znajdzie. Opowiadanie jest nietypowe, lekkie, przyjemne i ma po prostu cieszyć czytelnika.
7. Wszystkim czytającym mnie studentkom życzę powodzenia w czasie sesji. Bądźcie dzielne dziewczyny! ;)
8. Wszystkim czytającym mnie tegorocznym maturzystkom życzę udanej zabawy studniówkowej bo chyba nadchodzi czas tych imprez :)
9. Wszystkim pozostałym życzę pogody ducha i uśmiechu na twarzy :)
10. Serdecznie pozdrawiam wszystkich stałych czytelników i z otwartymi ramionami witam nowych:)
KOŃCZĄC chciałam Wam przesłać piosenkę, która towarzyszyła mi podczas pisania, którą uwielbiam, ubóstwiam, a jej tekst siedzi głęboko w moim serduchu. Możecie słuchać w trakcie czytania, na pewno nie zaszkodzi :)
Voilà  John Legend - All of Me

Zaczynajmy!

***
LONDYN. MALFOY CORPORATION

- Ziemia do Smoka! - Blaise pstryknął palcami tuż przed nosem swojego najlepszego przyjaciela, który uporczywie wpatrywał się w okładkę Magicznego Gentelmena. - Oczy ci wyjdą od tego ciągłego gapienia się na nią.
- Nie patrzę na nią – mruknął pozornie obojętnym tonem blondyn. Brunet parsknął rozbawiony.
- Nie? To co w takim razie robisz? Podziwiasz fakturę papieru okładki? Czy może miotłę, którą znasz na pamięć? - Draco nie zwrócił uwagi na zaczepkę przyjaciela, który pokręcił z dezaprobatą głową gdy blondyn zaczął kartkować czasopismo do strony, na której znajdował się wywiad z ich dawną znajomą z Hogwartu.
- Nie powiesz mi chyba Zabini, że nie jesteś ciekaw co takiego Granger ma do powiedzenia w Gentelmenie? - zapytał nie odrywając wzroku od czasopisma.
- Takie coś się leczy Smoku – podsumował przyjaciela brunet. Draco przewrócił oczami i z ironicznym uśmiechem na twarzy zaczął śledzić wzrokiem wywiad – O popatrz... - przerwał panującą ciszę – Jaki jest typ mężczyzny, który mógłby skraść serce najsławniejszej modelce w czarodziejskim świecie? - przeczytał na głos. - Nie jesteś ciekaw?
- Po pierwsze ona chyba ma faceta. Po drugie moja odpowiedź i tak jest bez znaczenia – mruknął Blaise po czym machnął przyzwalająco ręką.
- Wbrew pozorom nie mam konkretnego typu mężczyzny, który mi się podoba. Partnera nie da się wybrać tak jak sukienki na przyjęcie. Oczywiście są pewne cechy takie jak poczucie humoru, inteligencja, dobre maniery, które zwracają moją uwagę, ale generalnie mężczyzna musi mieć to „coś” - w tym momencie blondyn zrobił dramatyczną pauzę. - Pewnie dlatego w dalszym ciągu nie może znaleźć kogoś na dłużej – skomentował rozbawiony i dalej zagłębił się w lekturę. - Bla, bla, bla... to nieważne... – mruczał pod nosem czytając dalszą część tekstu. - O! Co lubi robić w czasie wolnym Hermiona Granger? To pytanie pada w każdym wywiadzie powiedziała rozbawiona – zaznaczył drwiąco Draco – modeling nie zmienił moich upodobań. W dalszym ciągu lubię wypoczywać aktywnie dzięki czemu udaje mi się zachować świetną sylwetkę. Najlepiej czuję się w górach lub nad jeziorem. Kiedyś z przyjaciółmi wynajmowaliśmy domek na kilka noclegów, teraz mam tę swobodę, że stać mnie na coś własnego, położonego w magicznym zakątku. Najbliższy urlop planuję spędzić właśnie tam. Za dnia piesze wędrówki, a wieczorami dobra książka.
- Czyli wcale się nie zmieniła – zauważył trafnie Zabini. Malfoy uniósł swoją lewą brew i odwrócił magazyn w stronę bruneta tak, że tamten mógł zobaczyć zdjęcie dołączone do wywiadu. Panna Granger stoi odwrócona tyłem, ubrana tylko w białą, męską koszulę z podwiniętymi rękawami, która sięga jej do połowy uda. Materiał powabnie opada z jednego z ramion dziewczyny trzymającej w ręku filiżankę z parującą kawą. Zdjęcie wykonano przy drzwiach balkonowych tak, że światło dzienne pada na gryfonkę, a cień jej sylwetki wyraźnie odrysowuje się pod prześwietlonym materiałem. Brązowe włosy są upięte w niedbałego koczka na czubku głowy, kilka niesfornych kosmyków spływa na jej kark. Koszula eksponuje największy atut dziewczyny, którym są nieziemsko długie i smukłe nogi. Hermiona ze zdjęcia odwraca się roześmiana i mruga w kierunku oglądających ją mężczyzn, następnie upija łyk kawy i z rozkoszą przymyka powieki, po czym odwraca się by znów spojrzeć w okno balkonowe. - Blaise zamrugał w osłupieniu oczami. Widząc jego reakcję na twarzy blondyna zagościł typowy, ślizgoński uśmiech.
- Dalej twierdzisz, że wcale się nie zmieniła? - brunet roześmiał się nerwowo i popatrzył piorunującym wzrokiem na przyjaciela.
- Dorosła... - Malfoy prychnął i odłożył Magicznego Gentelmena na blat swojego biurka. Zapatrzył się w odległy kąt pokoju. Odkąd zobaczył jej pierwszą sesję zdjęciową w jakimś zagranicznym czasopiśmie jedna myśl ciągle galopowała w jego głowie.
- Dlaczego taka zdolna dziewczyna została modelką? Mogła być magomedykiem, prawnikiem, nauczycielką ... Mogła nawet pracować w Ministerstwie Magii! Dałbym sobie rękę obciąć, że taką ścieżkę wybierze.
- Nie znasz jej. Może akurat to było jej marzenie? - Draco popatrzył na Blaise tak jakby ten mu oświadczył, że zmienia płeć.
- Sam nie wierzysz w to co mówisz.
- To prawda, ale jakoś mnie to za bardzo nie obchodzi. Natomiast ty... Zaraz, zaraz – oczy bruneta zabłyszczały. - Czy ty się w niej zadurzyłeś?
- Oszalałeś?!
- Być może nie znam Granger, ale ciebie znam jak własną kieszeń. Dawno nie przejawiałeś takiego zainteresowania jakąkolwiek dziewczyną – zauważył zadowolony z siebie Zabini. Blondyn popatrzył na przyjaciela ze złością.
- Zwykła, ludzka ciekawość – syknął złowrogo. Diabeł uniósł ręce w obronnym geście.
- Jeżeli Astoria się dowie...
- Dość! - przerwał mu stanowczo blondyn. - Na Salazara Blaise! Nie mam romansu z Granger.
- Jasne – skwitował ugodowo brunet. - To co? Przedstawić ci plan pracy na przyszły miesiąc? - Draco przytaknął głową i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Naprawdę starał się słuchać Zabini'ego, który był jego prawnikiem i prawą ręką w Malfoy Corporation. Przed nimi ważny sezon, mają wypuścić na rynek nowy typ miotły, który ma być absolutnym hitem. Podpisali już kontrakt z reprezentacją narodową Quidditcha, a także z najlepszym zespołem w ekstraklasie - Czerwonymi Diabłami. Firma MC cieszyła się dużą, o ile nie największą, popularnością w świecie czarodziei głównie dzięki jakości, elegancji i klasie oferowanych sprzętów. Blondyn już po pierwszych zdaniach wypowiedzianych przez Blaise'a mimowolnie wyłączył swoje myślenie i zaczął uporczywie wpatrywać się w okładkę Magicznego Gentelmena, z której spoglądała na niego radosna Hermiona Granger ubrana w zwykły, dłuższy, biały podkoszulek idealnie kontrastujący z jej delikatną opalenizną. Koszulka z pozoru prosta na niej wyglądała jak kreacja od Madame Malkin. Gryfonka opierała się zalotnie o najnowszą miotłę jego firmy. Flash 4.0. Gdyby tylko wiedziała czyj produkt reklamuje na głównej okładce najbardziej poczytnego magicznego magazynu dla mężczyzn. Wyraz błogiej satysfakcji wymalował się na twarzy bogatego arystokraty. Ta okładka kosztowała ich kilkaset tysięcy galeonów, ale była warta swojej ceny. Gdyby jeszcze tylko mógł zobaczyć minę gwiazdy Granger.

***
LONDYN. MIESIĄC PÓŹNIEJ. PRZYJĘCIE CHARYTATYWNE ORAGNIZOWANE PRZEZ MAGAZYN MAGICZNY GENTELMEN.

- Znudzona Granger? - usłyszała za swoimi plecami niski, lodowaty głos, który mógł należeć tylko do jednego, znanego jej mężczyzny. Całkowicie nie spodziewała się, że go tutaj spotka. Powszechnie było wiadomo, że omija takie imprezy szerokim łukiem oprócz tej, którą organizuje jego firma. Hermiona odwróciła się zaintrygowana w kierunku intruza. Obrzuciła go pobieżnym spojrzeniem by stwierdzić, że niestety czas działał na korzyść arystokraty.
- Nie bardziej od ciebie – odparła wymijająco. Prawda była taka, że partner pochłonięty rozmową ze śmietanką towarzyską tego bankietu nie dotrzymywał jej towarzystwa tak jak powinien. Brązowooka cały czas miała sobie za złe, że przyszła na to przyjęcie. Oczywiście nie chodziło o to, że nie chciała wspierać charytatywnego celu, który przyświecał całej tej imprezie, ale to nie było w jej stylu. Dużo bardziej wolała pomagać po cichu, bez blasku fleszy i ciekawskich pytań dziennikarzy. Gdyby nie posłuchała rady Toma, który powiedział, że musi pójść się pokazać na tym przyjęciu żeby gazeta o niej nie zapomniała, a dopiero później wyjechać na zasłużony urlop, to mogłaby teraz leżeć i czytać nową książkę. Westchnęła przeciągle, te wszystkie zakazy i nakazy bywały bardzo męczące.
- Ja przynajmniej udaję zainteresowanie natomiast ty – zrobił znaczącą przerwę. - Spójrzmy prawdzie w oczy. Musisz jeszcze trochę poćwiczyć – zauważył trafnie blondyn. Gryfonka uśmiechnęła się gorzko na te słowa ponieważ doskonale wiedziała, że on ma rację. Nigdy nie była dobrą aktorką.
- Cóż Malfoy... Gdybym była takim oszustem jak ty to pewnie po jakimś czasie też by mi to przychodziło bez większego wysiłku – mruknęła znudzonym tonem.
- Zdecydowanie na zdjęciach udawanie wychodzi ci dużo lepiej Granger – zaskoczona spojrzała na niego. Ślizgon posłał jej cyniczny uśmiech, wyminął ją i odszedł w kierunku baru. Hermiona rozejrzała się po sali poszukując wzrokiem Toma, ale ten ciągle rozmawiał z jakimś nieznanym jej mężczyzną. Niechętnie spojrzała w stronę baru gdzie blondyn popijał whisky z lodem. Na gacie Merlina! Już chyba woli towarzystwo tego narcystycznego palanta niż tych wszystkich ludzi, którzy jakby im pozwoliła to całowali by ją po stopach.
- Możesz rozwinąć swoją wcześniejszą wypowiedź? - zapytała stając tuż koło Malfoy'a przy kontuarze. Blondyn skinął na barmana, który w mgnieniu oka znalazł się przy nich.
- Czego się napijesz?
- Niczego – oświadczyła stanowczo.
- Dla mnie jeszcze raz whisky, a dla pani Château Belgrave rocznik 82 polecił barmanowi. - Nie możesz być taka nadęta Granger. Musisz trochę wyluzować, ta impreza szybko się nie skończy.
- Zadałam ci pytanie – przypomniała mu z determinacją. Malfoy pokiwał głową i podał jej lampkę wina.
- Trochę pokory i cierpliwości ci nie zaszkodzi. Nie chciałbym żeby ta międzynarodowa kariera uderzyła ci do głowy. Dla mnie w dalszym ciągu jesteś zwykłą...
- Szlamą? - przerwała mu w połowie zdania. Draco popatrzył na nią oburzony i pogroził karcąco palcem.
- Takie słownictwo? Gdzie twoje maniery? Chciałem powiedzieć, że dla mnie w dalszym ciągu jesteś przemądrzałą gryfonką, która myśli, że zjadła wszystkie rozumy.
- Kamień spadł mi z serca. Już myślałam, że muszę być dla ciebie miła – odparła przesadnie miłym tonem. Draco machnął lekceważąco ręką.
- Och nie musisz sobie zawracać tym głowy – Hermiona upiła łyk wina i pokiwała z uznaniem głową.
- Dobry wybór – pochwaliła nie kryjąc swojego uznania.
- Znam się na alkoholach – stwierdził rzeczowo Malfoy. - Twój partner zdaje się nie jest za bardzo zainteresowany dotrzymywaniem ci towarzystwa – zauważył. Gryfonka mimowolnie zerknęła w kierunku przystojnego bruneta.
- Taak – odparła przeciągle, ale postanowiła bronić Toma - Zapewne zainteresował go temat dyskusji. A ty? Nie załatwiasz interesów? - zapytała chcąc zmienić temat. Blondyn wzruszył obojętnie ramionami.
- Już załatwiłem to co był do załatwienia. Zaraz wracam do domu jutro czeka mnie daleka podróż.
- Interesy? - Draco skinął głową.
- Nowa miotła – wyjaśnił. Widząc jej pytające spojrzenie dodał z rozbawieniem – Reklamowałaś ją na okładce najnowszego Gentelmena – zaskoczona Hermiona otworzyła usta tylko po to aby je zaraz zamknąć. Poczuła jak ciśnienie w jej organizmie znacznie wzrasta. Jak to ona reklamowała jego produkt?! - Pamiętaj, że jesteśmy wśród kulturalnych osób więc radziłbym ci nie wrzeszczeć... Choć twoja mina wyraźnie mówi, że masz na to ogromną ochotę – ślizgoński uśmiech zagościł na jego przystojnej twarzy. Delikatnie stuknął swoją szklanką o lampkę z jej winem. - Nasze zdrowie Granger. Interesy z tobą to czysta przyjemność – blondyn wypił resztkę bursztynowego napoju.
- To niemożliwe – odparła przez zaciśnięte gardło gryfonka. Dla kurażu upiła porządny łyk wina, a później następny - Nigdy w życiu nie reklamowałabym twojej miotły – syknęła wściekle.
- Spójrz prawdzie w oczy Granger. Nie jesteś tania nawet dla Magicznego Gentelmena. Gwiazda twojego formatu to koszt kilkudziesięciu a może kilkuset tysięcy galeonów. Nie wnikam w twoje zarobki bo nie są one mi do niczego potrzebne. Widzisz jednak, mnie stać na takie wybryki. Dogadałem się z redaktorem naczelnym i upiekliśmy dwie pieczenie na jednym ogniu. Każdy z tego skorzystał nawet ty - widząc jej minę dorzucił – rozchmurz się. Moja firma prześle ci w prezencie ten egzemplarz ze zdjęć, o który się tak fikuśnie opierasz żebyś mogła zachować go na pamiątkę.
- Możesz się nim wypchać – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Zdecydowanie powinna odsunąć Toma od roli swojego agenta.
- Rany dla innych też jesteś taka niemiła? - Draco uśmiechnął się zadowolony. Nie potrafił sobie odmówić tych przyjemnych chwil dręczenia jej. - Tak między nami – powiedział podsuwając się do niej jeszcze bliżej – zdjęcia naprawdę świetne, ale wywiad... – zamyślił się na chwilę - niestety nudny jak przemówienia Dumbledore'a – gryfonka prychnęła. Spojrzała ze złością w stalowe tęczówki blondyna, które były niczym otchłań oceanu.
- Gdybym wiedziała, że ten kawał drewna i prętów jest twój nie tknęłabym jej palcem – syknęła wściekle. - Nawet za miliony galeonów.
- Oboje wiemy, że to nieprawda – oświadczył ze stoickim spokojem. - Oprócz Mogue i Magicznego Gentelmena w czarodziejskiej części Anglii nie ma dla ciebie odpowiedniego magazynu, w którym mogłabyś się zaprezentować bez obniżania swojego prestiżu – Hermiona zacisnęła usta. To prawda, osoba taka jak ona nie może się pokazywać w Poradniku czarownicy, Nastoletniej czarodziejce czy Proroku Codziennym – No chyba, że chcesz się całkowicie odciąć od miejsca, w którym dorastałaś – Draco wzruszył obojętnie ramionami i ponownie skinął na barmana, który przyjął od niego zamówienie.
- Jesteś aroganckim, pewnym siebie palantem, który myśli, że każdy będzie tańczył tak jak ty zagrasz. Zapewniam cię Malfoy, że to była nasza pierwsza i ostatnia współpraca. Nawet gdybym nie miała już żadnych propozycji – blondyn prychnął i popatrzył rozbawiony na śmiertelnie poważną dziewczynę. Doprawdy pięknie wyglądała w tej burgundowej sukience z perłową kolią na szyi. Umiała podkreślić swoje kobiece kształty. Prawdziwa gwiazda.
- Chyba nie myślisz Granger, że moja firma dwa razy skorzysta z usług tej samej modelki? - Hermiona zacisnęła powieki i zmełła w ustach przekleństwo. Postanowiła nie komentować jego wypowiedzi. Spokojnie Hermiono, jeszcze tylko kilka dnia i będziesz odpoczywać w domku w górach powtarzała sobie w myślach. - Nie mogę tylko zrozumieć...
- Witaj kochanie – wpadł mu w zdanie partner gryfonki, który niespodziewanie do nich dołączył. Draco zgrzytnął ze złości zębami. Chciał jej zadać tylko jedno pytanie, które chodzi mu po głowie od dłuższego czasu. Tom położył swoją dłoń na smukłym biodrze dziewczyny zaznaczając tym samym terytorium. Ślizgon uśmiechnął się cynicznie. Mężczyźni potrafią być naprawdę zabawni pomyślał. - Widzę, że rozmawiasz z panem Malfoy'em – w tym momencie brunet wyciągnął rękę w kierunku blondyna, który mocno ją uścisnął. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z możliwości współpracy z pana firmą.
- Och nie ma sprawy – przerwał mu arystokrata. - Cała przyjemność po mojej stronie. Właśnie proponowałem Hermionie, że prześlę jej w prezencie egzemplarz miotły, z którego korzystała podczas sesji – po czym puścił oko zszokowanej gryfonce, która zacisnęła drobne dłonie w pięści.
- Naprawdę?! - Tom nie krył zachwytu. - To bardzo miło z pana strony. Z przyjemnością przelecimy się na niej razem z Hermioną. - Ona nie lata kretynie pomyślał rozbawiony ślizgon. Dziewczyna roześmiała się nerwowo, a w brązowych oczach można było dostrzec czającą się żądza mordu. Widząc to Malfoy postanowił kontynuować swoje słodkie tortury.
- Wspólny lot to naprawdę wielka frajda – oznajmił zadowolony. - Poprawiliśmy osiągi prędkości, przyspieszenie a także unowocześniliśmy sterowność. Latanie na niej to czysta poezja. Blaise prześle wam ją w tym tygodniu – Hermiona zamknęła oczy i nabrała powietrza w płuca. Czuła, że zaraz puszczą jej nerwy - No cóż na mnie już czas. Miło było was spotkać – powiedział podając im dłoń. Brązowooka miała ochotę kopnąć go w kostkę, ale musiała zadowolić się wbiciem swoich paznokci w jego rękę. Rozbawiony jej zachowaniem blondyn puścił do niej oko i odszedł w kierunku kilku ważniejszych osobistości by z nimi również się pożegnać. Później z uczuciem wielkiej ulgi opuścił przyjęcie.
- Wybiegi na pokazach czarodziejskiej mody w Mediolanie, Paryżu, Londynie – wysapała wściekła Hermiona. - Okładki Mogue, Magicznego Gentelmena , Malkin's Bazaar , Diablerie i innych zagranicznych czasopism kontynuowała niezrażona. - Sesje zdjęciowe dla Madame Malkin, Patricio Avina, Christiana Mouboutina... A teraz reklamuje jakieś cholerne miotły? - spojrzała z oburzeniem na Toma, który tylko przewrócił oczami.
- Nie rozumiem dlaczego się tak denerwujesz – mruknął. - Przecież nazwisko Malfoy'a to wielki prestiż, wiesz ile modelek chciałoby współpracować z MC?
- Malfoy to Malfoy – syknęła wściekła brązowooka. - Zapamiętaj to raz na zawsze – ostatkiem sił przykleiła do swojej twarzy szeroki uśmiech i ruszyła w stronę dziennikarzy, którzy z utęsknieniem wpatrywali się w nią cały wieczór, zostawiając zdezorientowanego bruneta przy barze.



***
SZKOCJA. 7 DNI PÓŹNIEJ

Draco patrzył na tańczący w kominku ogień. Burza ustała niecałe dziesięć minut temu, ale zapowiadała się powtórka. Przez nową miotłę tegoroczny sezon narciarski przejdzie mu koło nosa. Mimo to dwa tygodnie spędzone z dala od Astorii, ciekawskich dziennikarzy i ciągłego zawracania głowy powinny wystarczyć żeby zregenerować organizm. Potok myśli przerwało pukanie do drzwi. Zaklął cicho niezadowolony z faktu, że ktoś mu próbuje przeszkodzić. Niechętnie podszedł do drzwi, otworzył i oparł się nonszalancko o framugę.
- Przepraszam pana ba... - zaczęła miło Hermiona, ale zaskoczona widokiem zamilkła. - Malfoy?! - zdołała wydusić przez ściśniętego gardła. Blondyn zmrużył oczy spoglądając na nią podejrzliwie. Kogo jak kogo, ale jej się tutaj na pewno nie spodziewał.
- Granger jeżeli przyjechałaś za mną aż do Glencoe by dalej ciskać się o tę miotłę to naprawdę mogło zaczekać do mojego powrotu z urlopu – mruknął niezrażony jej oburzonym wyrazem twarzy.
- Nie przyjechałam tutaj za tobą! - warknęła z irytacją. Nagle pewna myśl zaświtała w jej głowie – Może to ty śledzisz mnie? Jesteś moim psychofanem? - Draco prychnął rozbawiony jej pomysłem.
- Serio? Wyglądam jakbym był twoim fanem? - wycedził. - Wiem, że chciałabyś, ale naprawdę daleko mi do twojego fana, a już na pewno nie jestem psycholem – skwitował, a ślizgoński uśmiech zagościł na jego twarzy. - Coś jeszcze? Bo tak się składa, że przerwałaś mój wypoczynek – blondyn utkwił w niej natarczywe spojrzenie.
- Skąd masz prąd? - lewa brew byłego ślizgona uniosła się do góry. Zwariowała pomyślał, ale Hermiona spoglądała na niego z całkowitą powagą.
- Hmm – chłopak udał, że intensywnie nad czymś myśli. - Może w odróżnieniu od ciebie zapłaciłem rachunki?
- Ty zapłaciłeś rachunki? - powtórzyła zaskoczona gryfonka po czym wybuchnęła śmiechem. - Ty nawet nie wiesz jak wyglądają      rachunki! - Draco wzruszył ramionami.
- Być może nie wiem, ale Blaise wie i umie załatwiać takie sprawy.
- Przestań zgrywać pajaca – mruknęła. - Ja też płacę rachunki. Cała okolica płaci rachunki. Każdy jest pozbawiona prądu przez burzę. O dziwo oprócz twojego domu! - oznajmiła spoglądając na niego podejrzliwie - Używasz czarów pomiędzy mugolami?
- Nie rozumiem jak możesz mnie oskarżać o taki brak ostrożności – blondyn zrobił urażoną minę. - Mam taki magiczny mugolski aparat, który wytwarza prąd. Zabini naprawdę pomyślał o wszystkim – wyraz czystego zadowolenia zagościł na jego twarzy. - Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? Bo jeżeli nie to... - wskazał ręką za siebie jednocześnie intensywnie wpatrując się w pannę Granger. Hermiona zgrzytnęła zębami.
- Nie – syknęła. - Nie chcę twojej pomocy – odwróciła się z zamiarem powrotu do swojego domku, ale ślizgon złapał ją za łokieć.
- Wejdź do środka – zaproponował nieoczekiwanie. Odsunął się robiąc jej miejsce w przejściu. - Chyba, że chcesz pójść po swojego kochasia – dodał widząc jej wahanie.
- Nie jestem ze swoim kochasiem – powiedziała ponurym głosem przekraczając próg jego domu.
- Przyjechałaś sama? - Draco nie krył swojego zaskoczenia. Gryfonka skinęła głową. - Jaka mądra kobieta przyjeżdża sama w góry?
- Chciałam odpocząć – odparła wymijająco. Popatrzył na nią zdziwiony, ale postanowił nie drążyć tego temu. Wyminął ją bez słowa i udał się do kuchni. Pogoda za oknem znowu zrobiła się paskudna. Zdecydował, że przyda im się ciepła herbata. Stanął przed wyspą kuchenną, zamknął oczy i potarł czoło. Jak zwykle wszystko musiało się skomplikować. Przyjechał tutaj żeby odpocząć, nabrać dystansu właśnie do niej. Mimowolnie zerknął w kierunku dziewczyny, która stała z ponurą miną w małym hallu.
- Rozgość się – powiedział głośno widząc, że brązowooka nie bardzo wie co ma ze sobą zrobić. Ponownie popatrzył w jej kierunku i zacisnął zęby ze złości. Nic dobrego z tego nie wyjdzie pomyślał nastawiając wodę.


Siedzieli w małym saloniku popijając przyrządzoną przez ślizgona herbatę. Burza za oknem rozpętała się na dobre. Szkocja miała swoje zalety, ale pogoda była w niej nieprzewidywalna.
- Dlaczego Glencoe? - pytanie zadała brązowooka, która chciała przerwać tę nienaturalną dla nich ciszę. Draco uniósł brwi ze zdziwienia.
- Chyba ja powinienem zadać to pytanie. Moja rodzina odziedziczyła ten dom po siostrze babki Lacercie, która uwielbiała tutejsze okolice. Niestety nikt oprócz mnie się jakoś specjalnie nie kwapi do chodzenia po górach czy jeżdżenia na nartach. W końcu to mugolskie zajęcia - wyjaśnił. - Za to ty dopiero niedawno sprawiłaś sobie tutaj lokum? Chciałaś być bliżej mnie? - cień uśmiechu zagościł na twarzy blondyna. Hermiona popatrzyła na niego z politowaniem.
- Rozgryzłeś mnie! Specjalnie kupiłam domek na odludziu żeby odpocząć od wszystkich oprócz ciebie. Mało tego – rzuciła mu spojrzenie wściekłego bazyliszka – celowo pozbawiłam całą okolicę prądu i sprowadziłam tę burzę żeby móc teraz z tobą tutaj posiedzieć.
- Trzeba było tak od razu...
- Wiesz co – przerwała mu gryfonka. - Chyba będzie lepiej jak sobie pójdę – mówiąc to wstała z fotela. Draco pokręcił głową.
- Siadaj – nakazał tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Nigdzie stąd nie wyjdziesz w taką pogodę.
- Bo ty tak chcesz?! - wrzasnęła wściekła.
- Nie! Bo to jest niebezpieczne Granger! - Hermiona roześmiała się gorzko, ale po chwili jej śmiech przerodził się w cichy szloch. Blondyn popatrzył na nią zdezorientowany.
- Super – mruknął. - Tego nam brakowało – podszedł do niej i przykucnął. - Ej – trącił ją w ramię. Żadnej reakcji. - Granger – ponownie ją szturchnął. Bezskutecznie. Draco przewrócił oczami. - Słuchaj ja nie bardzo wiem co trzeba robić gdy kobieta płacze więc przestań – popatrzył na nią błagalnym wzrokiem, ale dziewczyna nie mogła tego zauważyć ponieważ miała twarz ukrytą w dłoniach. - Proszę – dodał z nadzieją w głosie. Dziewczyna niechętnie na niego spojrzała.
- Wszystko jest bez sensu – wyznała przez łzy.
- Pewnie będę tego żałował, ale – westchnął. - Co takiego jest bez sensu?
- Moje życie jest bez sensu – powiedziała podnosząc się z fotela. Zaskoczony arystokrata usiadł na podłodze, a Hermiona zaczęła krążyć po pokoju.
- Oszalałaś? - zapytał niepewnie. - Jesteś...
- I co z tego, że jestem?! - przerwała mu wściekła. - Jesteś najsławniejszą modelką w magicznym świecie. Osiągnęłaś międzynarodowy sukces. Każdy cię uwielbia – zaczęła przedrzeźniać znane jej frazesy. - Prawda jest taka, że każdy próbuje coś ugrać za moimi plecami. Ludzie widzą we mnie towar, szansę na zarobek – zacisnęła usta w gniewie. Spojrzała na siedzącego blondyna wzrokiem pełnym żalu i złości. - Nawet mój facet widział we mnie tylko możliwość powiększenia zawartości skrytki u Girngotta – dodała opadając bezsilnie na podłogę obok ślizgona.
- On jest idiotą – oznajmił jej Draco. - Znajdziesz sobie innego, w twoim przypadku to chyba nie będzie trudne? – mięśnie na jego ciele się napięły. Sam popycha ją w ramiona innego. Dureń.
- Wyjechałam na urlop żeby odpocząć – wyznała po chwili panującej ciszy. - I kogo tutaj spotykam? Ciebie! Osobę, która nie darzy mnie nawet odrobiną szacunku – Malfoy skrzywił się słysząc te słowa.
- To nieprawda – oznajmił po dłuższej chwili. Hermiona popatrzyła na niego zaskoczona. - Podziwiam cię – wyznał cicho po czym zamknął oczy i pokręcił głową nie wierząc, że zdradził jej swoją tajemnicę. - Śledzę twoją karierę od pierwszego pokazu mody. Doskonale to ukrywam, ale cóż taki mam charakter.
- Jestem żałosna, że ci się zwierzam – mruknęła zmieszana brązowooka. Draco wzruszył ramionami.
- Fakt mogłaś trafić lepiej – zauważył. - Ale Blaise jakoś nie narzeka. - Hermiona parsknęła śmiechem
- Zapamiętam.
- Musisz się napić – zarządził kategorycznie blondyn. - To powinno pomóc – mówiąc to wstał i ruszył w stronę barku. - Niestety mam tylko whisky, albo rum – oznajmił po tym jak poprzestawiał wszystkie butelki z alkoholem. - Nie wyczaruję wina.
- Niech będzie whisky z lodem.

Zadziwiające jak alkohol potrafi poprawić nastrój i rozluźniać atmosferę. Po pokonaniu jednej butelki whisky Hermiona nie traktowała obecności Draco jak kary, ale cieszyła się, że ma z kim rozmawiać.
- Gdy zaproponowałeś mu tę miotłę miałam ochotę cię zabić – wyznała mu gdy otwierał drugą butelkę bursztynowego napoju.
- Widziałem to – przyznał rozbawiony, a gryfonka spojrzała na niego mrużąc powieki.
- Zrobiłeś to specjalnie – rzuciła oskarżycielsko w jego stronę i wybuchnęła niepohamowanym śmiechem. - Więcej tego nie rób – dodała z trudem łapiąc oddech. Oboje siedzieli na podłodze oparci o sofę. W kominku płomienie ognia wykonywały radosne harce. Hermiona oparła głowę i przymknęła powieki. - Jest całkiem przyjemnie – wymruczała. Draco popatrzył na nią. Była piękna czy to na zdjęciach, czy na przyjęciu w eleganckiej sukience, czy tutaj całkiem naturalna, w spranych jeansach bez grama makijażu. Na Salazara! Weź się w garść skarcił się w myślach.
- To prawda – przyznał. Czy ty się w niej zadurzyłeś? Usłyszał w głowie pytanie zadane przez przyjaciela. Mocno zacisnął powieki i odwrócił głowę. To nie może być prawda. Przecież oni się nie znoszą. Lepiej żeby tak zostało.
- Wiesz – wymamrotała gryfonka. - Ze wszystkich ludzi, którzy mnie otaczają tylko ty zachowujesz się jakbym była normalną dziewczyną, a nie porcelanową lalką.
- Nawet gdybyś była Ministrem Magii traktowałbym cię jak normalną – zapewnił ją blondyn. - Między nami nic się nie zmieniło Granger – powiedział to trochę po to aby przekonać samego siebie. Gryfonka parsknęła rozbawiona.
- Całe szczęście – podsumowała po czym stuknęła brzegiem swojej szklanki o szklankę arystokraty i oboje upili po łyku bursztynowego napoju. Hermiona westchnęła przeciągle. Czuła jak błogie lenistwo ogarnia jej ciało. - Lubię odpoczywać w górach – wyznała.
- Wiem. Czytałem.
- Serio? - Draco skinął głową. - Nie sądziłam, że możesz czytać moje wywiady.
- Ciekawość. Nic nie poradzisz – blondyn rozłożył bezradnie ręce. Brązowooka posłała mu ciepły uśmiech.
- Szkocja jest piękna, a Glencoe to moje ulubione miejsce. Nikt mnie tutaj nie zna.
- Nikt nie zaczepia, nie przeszkadza – wymruczał blondyn.
- Dokładnie. Nie robią ci zdjęć. Nie chodzą za tobą.
- Bycie sławnym nie jest takie piękne jakby się mogło komuś wydawać.
- Taaak.
- Granger... - zaczął niepewnie Malfoy. Hermiona uniosła głowę i spojrzała na niego pytająco.
- Tak? - Nie rób tego idioto ostrzegał go głos rozsądku, ale były ślizgon go zlekceważył. To pytanie chodzi za nim od początku jej kariery. Żaden z durnych dziennikarzy go nie zadał, zamiast tego prześcigają się w powtarzaniu wyświechtanych frazesów.
- Dlaczego zostałaś modelką? - spojrzał na nią pytająco. - Spodziewałem się, że wybierzesz jakiś inny zawód.
- Magomedyk? Auror? Prawnik? - podsunęła mu uśmiechnięta dziewczyna.
- Coś w tym stylu – przyznał. Westchnęła i upiła łyk whisky, a przyjemne ciepło rozpłynęło się po jej ciele.
- Myślałam Malfoy, że jesteś ponad tymi sztywnymi podziałami i zaszufladkowaniem.
- Widocznie mnie znasz – wymamrotał z ironią. - A tak poważnie sądziłem, że...
- Potrzebowałam pieniędzy – przerwała mu cicho niemal szeptem. Zaskoczony uniósł głowę i spojrzał na nią. Hermiona wpatrywała się w pustą przestrzeń przed sobą, a cień smutnego uśmiechu błąkał się na jej twarzy. - Rodzice zmarli zaraz po tym jak zaczęłam studia prawnicze na Uniwersytecie Wielkich Magów.
- Przykro mi – powiedział łagodnie nie bardzo wiedząc co robić i czy w ogóle powinien coś zrobić. Hermiona w ciszy skinęła głową.
- Stare dzieje – dodała pozornie obojętnym tonem. - W każdym bądź razie u Madame Malkin było ogłoszenie, że poszukują modelki, a ja potrzebowałam pieniędzy. Tak zaczęłam pracę przy sesjach zdjęciowych. Później zaproszono mnie na pokaz mody i moja kariera – Hermiona zaznaczyła cudzysłów w powietrzu – nabrała rozpędu, zaczęłam współpracować z najlepszymi czarodziejskimi projektantami, podróżować po całym świecie. Nigdy nie sądziłam, że osiągnę taki sukces.
- Ale?
- Dlaczego sądzisz, że jest jakieś ale? - zapytała zaskoczona jego spostrzegawczością. Draco spojrzał na nią wyczekująco. Hermiona zmrużyła oczy. Niewiarygodne jak potrafi ją rozgryźć. - Wygrałeś – oznajmiła z rezygnacją. - Musiałam zrezygnować z nauki. - Blondyn uniósł brwi ze zdziwienia.
- To ci przeszkadza?
- Nie lubię gdy patrzą na mnie jak na pustogłową panienkę, która zarabia na życie pokazywaniem ubrań.
- Tylko by spróbowali – odparł udając oburzenie. - Jesteś niezależna finansowo. Twoja kariera jest twoim atutem, dzięki niej możesz jeszcze wiele osiągnąć. Nabierz dystansu do tego wszystkiego Granger. Posłuchaj kogoś bardziej doświadczonego – powiedział wskazując na siebie. Rozbawienie błysnęło w jej brązowych oczach.
- Mam posłuchać doświadczonego sprzedawcy mioteł? - zapytała z powątpiewaniem. Słysząc to Draco zakrztusił się whisky.
- Na Salazara Granger! Flash 4.0 to nie jest zwykła miotła – powiedział oburzony gdy już odzyskał głos. - I ja ich nie sprzedaję – zaznaczył. - Ja je projektuję.
- Zawsze miałeś świra na punkcie Quidditcha i latania.
- Ciężko pracowałem żeby osiągnąć to co mam.
- Domyślam się – gryfonka westchnęła odstawiając szklankę na pobliski stolik. Podniosła się z podłogi i podeszła do okna. - Ta burza chyba dzisiaj nie przejdzie. Jak myślisz? - zapytała spoglądając na blondyna.
- Na górze są dwie sypialnie – oznajmił. - Może się nie zabijemy.
- Jeżeli pochwalisz się komukolwiek o tym, że się rozkleiłam przy tobie, albo...
- Nie bądź śmieszna – przerwał jej z lekką nutką ironii w głosie.
- To dobrze.

Gy już każde z nich leżało w swoim łóżku, a burza szalała w najlepsze, ich myśli krążyły wokół tego samego tematu. Oboje byli zaskoczeni tym, że potrafią ze sobą normalnie rozmawiać, a nawet czerpać z tego przyjemność. Blondyn zaśmiał się cicho. Świetnie... Tylko tego im teraz brakowało. Porozumienia.
- Malfoy? - usłyszał cichy szept dobiegający od strony drzwi. Westchnął.
- Jeżeli znowu zaczniesz płakać – zaczął ostrzegająco, ale gryfonka mu przerwała.
- Dach trzeszczy – oznajmiła z nutką przerażenia w głosie.
- I?
- Nie zerwie nam go? - Draco przewrócił w ciemności oczami. Kobiety. Zapalił lampkę i usiadł na łóżku. Popatrzył na Hermionę, która stała w drzwiach ubrana w jego koszulkę.
- Boisz się? - zapytał z cieniem uśmiechu na ustach. Brązowooka wzruszyła ramionami. - Jak chcesz to możesz spać ze mną – wskazał ręką na drugą połowę łóżka, na co dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Widząc jej minę Draco parsknął śmiechem.
- Palant – syknęła.
- Dom jest zabezpieczony zaklęciem – powiedział starając się dodać jej otuchy. Panna Granger otworzyła usta, ale blondyn ją wyprzedził. – Tak wiem, że to jest nielegalne i karalne, ale jak widzisz drobne odstępstwa od sztywnych zasad bywają przydatne.
- Mogłam się domyśleć – odburknęła odwracając się na pięcie.
- Słodkich koszmarów! – krzyknął jej na odchodne.

***
SZKOCJA. NAZAJUTRZ RANO

- Kawy? - zapytał Draco widząc jak Hermiona wchodzi do kuchni. Z uczuciem ulgi zarejestrował, że zdążyła się ubrać w swoje ubrania. Naprawdę nie sposób oderwać wzroku od jej nóg gdy są odsłonięte.
- Powinnam najpierw wypić szklankę przegotowanej wody – mruknęła siadając naprzeciwko blondyna. - Ale co tam raz mogę zaszaleć – dodała nieco radośniej. - Kawę, czarną i mocną. Bez cukru – blondyn odwrócił się w stronę ekspresu. Gryfonka już podczas ich pierwszego spotkania zauważyła, że były ślizgon się zmienił. Dorósł i zmężniał przez co wydaje się być jeszcze bardziej przystojny. Jego włosy nie są już tak ulizane i platynowe jak kiedyś. Idealne, szerokie ramiona, wąskie biodra... Hermiona musiała zakończyć swoją obserwację ponieważ Draco odwrócił się w jej stronę. Nie zdołała jednak ukryć przed nim uśmiechu goszczącego na jej ustach.
- Co cię tak bawi? - zapytał zdziwiony. - Już się nie boisz, że zerwie nam dach? - Gryfonka przewróciła oczami.
- Nie myślałam racjonalnie – Blondyn uniósł swoją lewą brew do góry.
- Przy mnie żadna kobieta nie myśli racjonalnie – wyznał spoglądając w jej brązowe oczy. Odchrząknęła nieco zmieszana.
- Widziałam elektryków – zaczęła zmieniając temat. - Pewnie dzisiaj już będę miała prąd.
- Dzięki ci Salazarze – powiedział wznosząc oczy do góry. - Strasznie chrapiesz w nocy – dodał żeby ją rozdrażnić.
- Nieprawda! - odparła oburzona gryfonka.
- Blaise przy tobie może się schować – kontynuował niezrażony ślizgon.
- Nie wyprowadzisz mnie z równowagi sprzedawco mioteł – Draco uniósł w zaskoczeni brwi i gwizdnął przeciągle.
- Ostro grasz Granger.
- Uczę się od ciebie – odburknęła niezadowolona. Blondyn nachylił się w jej stronę tak, że ich twarze dzieliły centymetry.
- Odpuszczę ci tym razem – wymruczał. - Czeka nas bardzo męczący dzień – dodał odsuwając się od niej szybko. Widząc jej pytające spojrzenie dodał – idziemy w góry. Nie mam zamiaru przesiedzieć całego urlopu w domu.


Podobnie spędzili ten i kilkanaście następnych dni. Gdy pogoda pozwalała to zwiedzali, wspinali się, podróżowali, ale przede wszystkim poznawali siebie nawzajem. Zadziwiające było to jak dawne uprzedzenia zostały rzucone w kąt i zastąpione wzajemną fascynacją. Czy tak wygląda miłość?- zastanawiał się Draco. Jednak bardzo szybko odsuwał od siebie tę myśl. Nie warto robić sobie niepotrzebnych nadziei. Hermiona natomiast poczuła, że po raz pierwszy może tak naprawdę komuś zaufać bez obawy o to, że chce coś dzięki niej zyskać. Była niemal pewna, że znalazła dla siebie punkt zaczepienia w tym zwariowanym świecie.

Ostatniego wieczoru w Glencoe podczas wspólnej kolacji w powietrzu dało się wyczuć napięcie. To nie było podniecenie, ale rosnący niepokój gdyż oboje czuli, że nadchodzi czas rozstania. Przez te kilkanaście dni oderwali się od męczącej rzeczywistości i po prostu dobrze się bawili.
- Draco – przerwała blondynowi, który z zapałem opowiadał o tym jak pijany Blaise śpiewał serenadę pod oknem Pancy. Malfoy spojrzał na nią i zobaczył strach czający się w pięknych, brązowych oczach.
- Przestań – powiedział łagodnie. - To ci nie pomoże.
- Tylko mi? - Mięśnie na jego przystojnej twarzy gwałtownie się napięły. Doskonale wiedział w jakim kierunku zmierza ta znajomość. Zachował się jak egoista przez co teraz ona będzie cierpiała.
- Nie – powiedział ponuro. - Nie tylko tobie – podszedł do niej, ujął za rękę i pociągnął za sobą na kanapę. Siedzieli wpatrując się w płomienie tańczące w kominku. W tle leciał jazz, który miał ukoić ich zmysły. Hermiona w zamyśleniu wpatrywała się w lampkę z burgundową cieczą. Château Belgrave rocznik 82. Uśmiechnęła się na wspomnienie ich wspólnej wycieczki do Glasgow specjalnie po butelkę wina na ten wieczór. Oparła swoją głowę o ramię blondyna.
- Nie chcę wracać – wyszeptała. On też nie chciał, ale to wszystko nie było takie proste jakby się mogło wydawać. Zmełł w ustach cisnące się przekleństwo.
- Musimy – powiedział ochrypniętym głosem. - Ty masz sesję zdjęciową dla Malkin's Bazaar, a ja muszę sprzedać miotłę – Hermiona popatrzyła na niego z uśmiechem. Przez te wszystkie dni przedrzeźniała go nazywając sprzedawcą mioteł wywołując tym samym niemałe oburzenie.
- I tak by nas w końcu tutaj znaleźli – stwierdziła ze smutkiem w głosie i upiła łyk wybornego wina. Draco przyglądał się jej, chłonąc każdy jej gest. Gdy stąd wyjadą czar pryśnie i wszystko wróci do normy. Ona znowu zacznie podróżować po całym świecie, a on wróci do swojej firmy. Przez te kilkanaście dni przekonał się, że jego kilkuletnie zauroczenie Granger jest czymś poważniejszym, głębszym, a co najważniejsze jest czymś odwzajemnionym. Zrozumiał, że po powrocie do domu musi zakończyć tę bezsensowną farsę z Astorią – przymknął oczy na samą myśl o tym. Na szczęście ich związek ciągle był tajemnicą i nie podchwycili go dziennikarze, przynajmniej nie będzie musiał się z tego wszystkim tłumaczyć.
- Nad czym tak myślisz?
- Nad niczym szczególnym – skłamał. Spojrzał na gryfonkę z nieukrywanym uwielbieniem w oczach. - Jesteś taka piękna – wymruczał wywołując rumieniec na twarzy Hermiony. - Marzyłem o tej chwili od... – zamyślił się na chwilę – odkąd ujrzałem cię na okładce Magicznego Gentelmena opartą o moją nową miotłę. Wtedy zrozumiałem...
- Cii – przerwała mu kładąc palec na jego usta. - Nie psuj tej chwili – dodała nachylając się w stronę jego ust po to aby za chwilę złożyć na nich delikatny pocałunek pełen tęsknoty i obietnicy. Draco nie mógł pozostać obojętny i w końcu to on przejął kontrolę nad tą pozornie niewinną pieszczotą. To również on musiał ją przerwać gdy poczuł, że traci nad sobą kontrolę.
- Nie możemy – wysapał odrywając się od Hermiony, która spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem. - Nie teraz – wyznał, a mięśnie na jego ciele boleśnie się napięły. Zacisnął powieki z bezsilności. Nie powinno do tego dojść, nie dopóki nie wyjaśni sprawy z Astorią. Gryfonka westchnęła.
- Rozumiem – powiedziała i wtuliła się w jego tors jakby to było najbezpieczniejsze miejsce na całym świecie. Jesteś idiotą Draconie Malfoy'u skarcił się duchu blondyn.


***
LONDYN. 3 DNI PÓŹNIEJ

- Z reguły nie wierzę pismakom pokroju Proroka Codziennego – Draco poderwał głowę znad dokumentów zawierających testy bezpieczeństwa jego najnowszego produktu. W jego gabinecie stała piękna, długonoga, brązowowłosa Hermiona Granger. Kobieta jego marzeń. Uniósł brwi widząc złość wymalowaną na jej twarzy. - Dlatego przyszłam zapytać osobiście – dodała rzucając mu na biurko gazetę.
- Też cię miło widzieć – powiedział niczego nieświadomy, następnie rozwinął Proroka. Na pierwszej stronie nagłówek niemal krzyczał

CASANOVA USIDLONY. DZIEDZIC FORTUNY MALFOY'ÓW I WSCHODZĄCA GWIAZDKA CZARODZIEJSKIEJ KINEMATOGRAFII PARĄ! Więcej na stronie 10 

Blondyn poczuł jak robi mu się gorąco. Hermiona bacznie go obserwowała spod przymrużonych powiek.
- Odebrało ci mowę? - zapytała lodowatym głosem, który mógł wywołać ciarki na plecach. - Mogłabym ci streścić co jest w środku, ale nie widzę takiej potrzeby. Zapytam tylko czy to prawda, że byłeś z Astorią gdy jednocześnie romansowałeś ze mną w Glencoe? - Draco zaklął w myślach. Wczoraj wieczorem zerwał z Greengras i był całkowicie zaskoczony obojętną reakcją dziewczyny. Najwidoczniej już wiedziała co ukarze się dzisiaj rano w gazetach.
- To nie tak jak myślisz – zaczął chcąc się wytłumaczyć. - Nie chciałem...
- Spójrz mi w oczy – zażądała gryfonka. Blondyn podniósł na nią swoje spojrzenie i dostrzegł ból wymalowany na jej twarzy. - Zaufałam ci. Pozwoliłam się poznać. Odkryłam przed tobą moją duszę – mówiła drżącym ze złości głosem. - Tobą! Moim odwiecznym wrogiem!
- Hermiono – zaczął, ale ona uciszyła go gestem ręki.
- Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś poważnego, kto pomyśli także o mnie, a nie tylko o sobie a ty co? Wiedziałeś, że zależy mi na szczerości!
- I co ci miałem powiedzieć?! - zapytał oburzony blondyn. - Że jestem w związku bez przyszłości, ale skrycie podkochuję się w tobie?! Gdybyś o niej wiedziała nie pozwoliłabyś mi się zbliżyć do siebie!
- Może trzeba było się o tym pierwsze przekonać, a nie zakładać z góry?!
- Jasne – powiedział głosem pełnym goryczy. - Sama zauważyłaś, że jestem twoim odwiecznym wrogiem.
- Nie odwracaj kota ogonem – warknęła. - Skąd mam wiedzieć czy nie chciałeś mnie wykorzystać dla zwykłego skandalu? Akurat przydałoby ci się to przed wprowadzeniem na rynek nowego produktu. Świat magobiznesu jest brutalny, sam mi to powiedziałeś! Może dla ciebie to była zwykła zabawa? – Blondyn podszedł do niej i stanął naprzeciwko. Chciał ująć jej twarz w swoje dłonie, ale nie pozwoliła mu na to.
- Wczoraj zerwałem z Astorią – oznajmił spokojnym głosem mając nadzieję, że to coś pomoże. - Nigdy nie wykorzystałbym cię do własnych interesów. Nigdy – zaznaczył. - Kopiesz po sińcach Granger – powiedział głosem pełnym smutku. Hermiona podniosła na niego swoje spojrzenie. Jego oczy odzwierciedlały stan jego duszy, były pełne żalu, smutku, skruchy, a także pełne miłości. To bolało najbardziej.
- A ty wbijasz nóż w plecy – odpowiedziała cicho odsuwając się od niego.
- Nie rób tego. Dobrze wiesz, że czujemy coś do siebie – prosił cicho.
- Do tej pory tak myślałam Malfoy, ale wszystko zepsułeś. To nie mogło się udać – odwróciła się i wyszła zostawiając go samego pośrodku pustego gabinetu. Podszedł do najbliższego fotela, usiadł na nim i potarł zmarszczone czoło. Co on sobie właściwie myślał? Zachował się jak niedojrzały szczeniak po pierwsze gdy się w niej zakochał, a po drugie gdy ją oszukał. Może miała rację? To nie mogło się udać.

***
LONDYN. 12 GODZIN PÓŹNIEJ

- Jestem idiotą – wyznał widząc stojącego w progu przyjaciela. Wskazał mu ruchem głowy fotel przed biurkiem, a różdżką przywołał pustą szklankę, która napełnił Ognistą.
- Każdemu się zdarza – powiedział pocieszająco Blaise. Draco prychnął i upił duży łyk alkoholu.
- Spędziłem z nią dwanaście cudownych dni w Glencoe – wyznał zamyślony. - Jadłem z nią kolacje. Piłem wino. Miałem ją w swoich ramionach. Zaufała mi, a ja to wszystko spieprzyłem.
- Alkoholem nie uleczysz swoich problemów – zauważył trafnie brunet. Draco uśmiechnął się gorzko.
- Głupota jest nieuleczalna Diable – powiedział zrezygnowany. - Uważaj żebyś się nie zaraził – dodał ostrzegająco. Blaise pokręcił głową i westchnął.
- Ty naprawdę się w niej zakochałeś – stwierdził zaskoczony. - A tak dobrze to ukrywałeś przede mną.
- Nie tylko przed tobą, ale przed samym sobą też – mruknął Malfoy i przywołał różdżką kolejną butelkę Ognistej.

Po godzinie wspólnego picia alkohol zaczął dawać im się obu we znaki.
- Wszystko będzie dobrze Smoku – ochoczo przekonywał arystokratę Blaise jednocześnie poklepując go po plecach.
- Ona jest taka piękna – powiedział rozmarzony blondyn. - Z powodzeniem może mieć kogo tylko zechce. Na jej miejscu też nie wybrałbym siebie po tym co jej zrobiłem.
- I co to jedno kłamstwo ma przekreślić te wszystkie lata gdy się w niej podkochiwałeś? - zapytał Zabini patrząc z zaskoczeniem na swoją pustą szklankę. Draco westchnął zrezygnowany.
- Najwidoczniej to za mało – mruknął przywołując kolejną butelkę Ognistej.


***
LONDYN. 11 DNI PÓŹNIEJ

Oświadczenie prasowe pojawiło się w Proroku Codziennym na drugi dzień po wspólnej libacji alkoholowej Blaise'a i Draco. Zabini zapewnił w wystosowanej notce, że Pan Malfoy zakończył swój nieudany związek z panną Astorią Greengras ze względu na dzielące ich różnice charakterów. Nie mniej jednak życzy jej wielu sukcesów w życiu zawodowym i osobistym. W prasie pojawiły się niejasne informacje o romansie pomiędzy właścicielem MC, a modelką Hermioną Granger, ale żadna ze stron nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła tym plotkom.

Gdy firma Malfoy Corporation wypuszczała na rynek swój nowy produkt za każdym razem organizowane jest przyjęcie dla pracowników, a także partnerów biznesowych. W tym roku wśród zaproszonych gości była drużyna Czerwonych Diabłów, reprezentacja narodowa Quidditcha, redaktor naczelny Magicznego Gentelmena, Minister Magii i wiele, wiele innych znanych osobistości, a także przyjaciół i znajomych.
- Zdenerwowany? - zapytał podekscytowanym głosem Blaise. Draco przewrócił oczami.
- Nie mam czym się denerwować – oświadczył. Nieprzespane noce wycisnęły piętno na jego twarzy. Stalowe tęczówki straciły swój dotychczasowy blask. Ktoś mógłby powiedzieć, że to z przepracowania, ale Zabini doskonale wiedział jaki problem dręczy jego przyjaciela i współczuł mu z całego serca. - Idę powiedzieć parę słów i po bólu – powiedział beztrosko blondyn.
- Powodzenia – odparł Blaise krzepiąco klepiąc go po plecach. Draco skinął głową i wyszedł na scenę, na której miały wystąpić Fatalne Jędze.
- Szanowni państwo – odezwał się skupiając na sobie uwagę zebranych gości. - Bardzo mi miło, że spotkaliśmy się tutaj w tak licznym gronie. Świadczy to o tym, że wspólnie dzielimy pasję jaką jest latanie – na sali rozległy się brawa. - Z tego miejsca pragnę podziękować wszystkim którzy przyczynili się do tego, że Flash 4.0 mógł powstać. Z całego serca dziękuję mojemu najwierniejszemu, najlepszemu i jedynemu przyjacielowi Blaise'owi Zabini'emu za to, że służy mi radą i pomocą o każdej porze dnia i nocy. Z całą pewnością zasłużył na wasz aplauz i podwyżkę – po sali rozległy się gromkie brawa wymieszane ze śmiechem. Blaise uniósł w górę lampkę szampana w geście podziękowania. Draco dalej kontynuował swoje przemówienie - Niektórzy z was być może już widzieli naszą najnowszą miotłę na okładce Magicznego Gentelmena – w tym momencie wszystkie oczy zwróciły się w kierunku redaktora naczelnego, który uprzejmie skinął głową. - Cóż Flash 4.0 na okładce towarzyszył Hermionie Granger, która jak powszechnie wiadomo jest przepiękną kobietą i mogła odwrócić państwa uwagę od miotły – Draco uśmiechnął się na te słowa, a wszyscy na sali odwrócili się w kierunku zachwycającej swoim wyglądem wspomnianej przez niego modelki. Na sali ponownie rozległy się brawa. Zaskoczony blondyn zamrugał kilka razy upewniając się, że to co widzi nie jest jedynie wymysłem jego wyobraźni. Gryfonka uprzejmie skłoniła się w stronę gości, a w jego kierunku posłała nieśmiały uśmiech. Odchrząknął gdyż z wrażenie głos uwiązł mu w gardle. - Dlatego przedstawiam wam nowy produkt Malfoy Corporation – w tym momencie machnął zgrabnie różdżką, a po jego prawej stronie w powietrzu zawisła Flash 4.0. Gromki aplauz wymieszany z okrzykami podziwu przebiegł po całej sali. - Życzę udanej zabawy – powiedział z uśmiechem na twarzy jednocześnie szukając wzrokiem swojego najważniejszego gościa. Czym prędzej zbiegł ze sceny i ruszył w tłum gości po drodze odbierając niezliczone gratulacje i wyrazy uznania. Kapela zaczęła grać muzykę, na sali pojawiły się przekąski, a goście zaczęli się bawić. Obszedł każdy znany mu zakamarek, ale nigdzie jej nie było. Zrezygnowany stanął przy barze i zamówił whisky z lodem.
- Znudzony Malfoy? - usłyszał za swoimi plecami delikatny, kobiecy głos, który mógł należeć tylko do niej. Przymknął swoje powieki bojąc się, że gdy je otworzy ona zniknie.
- Nie bardziej od ciebie – odparł w końcu odwracając się w jej stronę. Gryfonka posłała mu ironiczny uśmiech. - Co tutaj robisz?
- Przyszłam popatrzeć jak sprzedajesz miotłę – odpowiedziała rozbawiona jednocześnie przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Dlaczego...?
- Blaise – wyjaśniła. Widząc jego pytające spojrzenie przysunęła się bliżej i zadowolona wyszeptała mu do ucha. - Twój przyjaciel wszystko mi powiedział i pokazał – Draco poczuł jak robi mu się gorąco. Zabiję go pomyślał.
- Pokazał? - powtórzył dla pewności.
- Masz wszystkie czasopisma, w których są moje zdjęcia. Odkupiłeś od Magicznego Gentelmena całą moją sesję zdjęciową z twoją miotłą – powiedziała tryumfalnie. - Byłeś niemal na wszystkich pokazach mody, w których brałam udział. Przypadek? - zapytała z tajemniczym uśmiechem na ustach. Dyskretnie wciągnęła zapach jego perfum, który nieustannie jej towarzyszył odkąd się rozstali. To co pokazał jej Zabini chwyciło ją za serce.
- Nawet jeśli to prawda – mruknął. - Co to zmienia?
- Wszystko – wyznała szczerze gryfonka. - Kochałeś mnie na długo przed Astorią – Draco zaśmiał się kręcąc z niedowierzaniem głową. Spojrzał głęboko w jej piękne, brązowe oczy.
- Jesteś pewna? - zapytał z nutką nadziei w głosie. Hermiona skinęła głową uśmiechając się do niego.
- Mogę prosić wino? - zwróciła się w kierunku barmana, ale blondyn złapał ją za rękę i odciągnął od kontuaru.
- Wychodzimy – wymruczał jej do ucha, delikatnie nadgryzając jego płatek. Kątem oka zauważył uśmiechniętego Blaise'a, który z zadowoleniem popijał szampana.
- A przyjęcie? - zapytała zdziwiona Hermiona. Draco popatrzył w kierunku przyjaciela, który skinął głową na potwierdzenie jego myśli.
- Diabeł wszystkiego dopilnuje – uspokoił ją. - Chyba że chcesz zostać? - zapytał natychmiastowo. Brązowooka potrząsnęła głową w geście zaprzeczenia i po chwili już ich nie było.
***

CZYTAM = KOMENTUJĘ