Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 września 2014

Dirty, little secret - miniaturka (+18)

Cóż zacznę od tego, że tak naprawdę miało być krócej :)
Powoli ogarniam bałagan. Cieszę się, że wróciłam :)
pozdrawiam
pola

PS. Prośby o przesłanie opowiadań w wersji PDF na razie nie są realizowane. Za utrudnienia przepraszam. 

Miłego czytania!

 - Jeżeli to – wskazał ruchem głowy leżący na stole list – ujrzy światło dzienne... popłyniesz – stwierdził chłodnym głosem blondyn.
- Wiem - mruknął zrezygnowany brunet. Ostatnio życie dawało mu nieźle w kość, do tego stopnia, że już zdążył zapomnieć o tej przykrej sprawie. Niestety najwyraźniej ona ciągle o niej pamiętała. Podniósł się z fotela i podszedł do okna. Na zewnątrz panował przyjemny dla oczu mrok, niebo było usiane gwiazdami. Uśmiechnął się delikatnie sam do siebie. - Gdy obejmowałem ten urząd myślałem, że życie będzie łatwiejsze, że nadszedł w końcu czas na zmiany - westchnął przeciągle – dlaczego wszystko się musiało tak cholernie skomplikować? - odwrócił się z tym pytaniem w stronę swojego towarzysza, który spokojnie palił papierosa. Na jego twarzy zagościł ironiczny grymas.
- Weź się w garść Potter – mruknął i wypuścił dym ze swoich ust. - Skomplikowało się bo nie potrafiłeś utrzymać ptaszka w spodniach – ponownie zaciągnął się papierosem nie zwracając uwagi na piorunujące spojrzenie bruneta. - To nie koniec świata – dodał po chwili. - Pokonałeś Czarnego Pana. Żyjesz. Siedzimy w tym – zatoczył ręką krąg w powietrzu – pięknym gabinecie. I myślisz, że teraz nastąpi koniec? Przez jeden głupi list? - wyrzucił niedopałek do stojącej na biurku popielniczki i podszedł do stojącego mężczyzny stając naprzeciwko niego.
- Nie jestem cudotwórcą – oznajmił spokojnie czarnowłosy. Blondyn przewrócił teatralnie oczami i pokręcił głową.
- Serio? - zapytał z nutką kpiny w głosie. - Jakoś tego do tej pory nie zauważyłem.
- Nie czas na żarty Malfoy – odparł ponuro Harry.
- Nie po to narażałem swoje życie szpiegując dla Zakonu – odparł twardo arystokrata. - Nie po to prawie umarłem żebyś ty się teraz poddał Potter – warknął z irytacją w głosie. - Gdzie twoja wola walki? - mężczyzna z blizną na czole nie odpowiedział na to pytanie. - Tylko ona może pomóc ogarnąć tę sytuację. Wszyscy o tym dobrze wiemy – kontynuował niewzruszony Malfoy.
- Chcesz mi powiedzieć, – przerwał mu Harry - że w całym Ministerstwie nie ma ani jednej osoby równie dobrej jak ona? - w jego głosie słychać było niedowierzanie.
- Po prostu ściągnij ją tu z powrotem – odparł cicho blondyn.
- Jak?! Malfoy! Od roku czasu nie odpisuje na moje listy, nie odpowiada na moje telefony. Ona odeszła! - uderzył pięścią w parapet okienny, aż stojąca doniczka odpowiedziała z głośnym brzękiem. Wokół bruneta roztaczała się nerwowa aura. Wyminął stojącego ślizgona i zaczął krążyć po swoim gabinecie.
- Dziwisz się jej? - zapytał spoglądając przez ramię. Kolejny raz odpowiedziała mu cisza. - No właśnie... Na Salazara Potter! - warknął z furią blondyn, który był zmęczony już całą tą sytuacją – mówimy o Granger! Ona ci zawsze pomoże – ostatnie zdanie powiedział w taki sposób jakby to była najbardziej oczywista rzecz na tym globie.
- Wyślij po nią swoich najlepszych aurorów – mruknął zrezygnowany Harry.
- W końcu zaczynasz nosić spodnie - ślizgoński grymas znów zagościł na przystojnej twarzy blondyna.


***

Hermiona stała przed lustrem w eleganckiej sukience. Czekała na ten wieczór bardzo długo. Pierwsza randka od zerwania zaręczyn. W żołądku pojawiło się przyjemne łaskotanie. Wszystko było idealnie zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Uśmiechnęła się delikatnie sama do siebie na myśl, że ta perfekcja to ostatnia rzecz jaka pozostała jej po pracy w Ministerstwie. Bardzo szybko odgoniła od siebie wszelkie wspomnienia z tamtych czasów. Usłyszała dzwonek do drzwi i lekko drgnęła. Zerknęła na zegarek, który wskazywał kwadrans przed dwudziestą pierwszą.
- Dziwne – mruknęła sama do siebie. - Byliśmy umówienia na dwudziestą pierwszą – ruszyła otworzyć drzwi.
- Dobry wieczór – powiedział wysoki mężczyzna, który ani trochę nie przypominał mężczyzny, z którym była umówiona.
- Dobry wieczór – odparła nieco zaintrygowana gryfonka. - Mogę w czymś pomóc?
- Pan Minister chce się z panią zobaczyć – powiedział oficjalnym tonem auror. - Natychmiast – dodał z naciskiem. Hermiona stała z szeroko otwartymi oczami jednak po chwili otrząsnęła się z szoku, odchrząknęła i popatrzyła wyniośle na stojącego przed nią mężczyznę oraz jego towarzyszy, których w pierwszej chwili nie zauważyła.
- Obawiam się, że ta wizyta może poczekać – odparła chłodno zamierzając zamknąć drzwi, ale mężczyzna był szybszy i zablokował je stopą.
- Niech mi pani nie utrudnia zadania i nie każe stosować środków przymusu. Proszę. – Hermiona popatrzyła uważnie na aurorów. Jej twarz ukazywała, że w jej głowie toczy się zacięta walka dotycząca tego co powinna w tej chwili zrobić. Harry do niej pisał i dzwonił, ale ona ciągle go ignorowała. Być może chce sprawdzić co u niej? Ale dlaczego na Gordryka wysłał po nią aż trzech aurorów? Przewróciła teatralnie oczami. Malfoy i te jego „śmieszne” pomysły. Wzięła, leżącą na komodzie, torebkę i z niezadowoloną miną wyszła ze swojego mieszkania. Pod kamienicą czekał na nich czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Bez słowa wsiadła do środka i po chwili ruszyli do Ministerstwa. Brązowooka doskonale znała tę drogę i każdy mijany szczegół. Nim się obejrzała znaleźli się przed potężnym gmachem. - Pan Minister czeka na panią...
- Wiem gdzie na mnie czeka – przerwała oschle i ruszyła po krętych schodach, ale aurorzy nie odstępowali jej na krok. Obecność Hermiony wywołała lekkie poruszenie wśród pracujących do późna pracowników. To miejsce nigdy nie spało. Tutaj ciągle się coś działo. Hermiona wyczuła unoszące się w powietrzu nerwowe nastroje. Coś było na rzeczy...
- Widzę Granger, że w nowej pracy nie obowiązuje cię dress code? - usłyszała za sobą ten dobrze znany, lekko ochrypnięty, kpiący ton głosu. Przystanęła i w tej samej chwili zrozumiała jak bardzo jej strój nie pasuje do tego miejsca. Mała, czarna, dopasowana sukienka z odkrytymi ramionami. Wysokie szpilki, mocny makijaż... Chrzanić to! Przecież wybierała się na randkę, a nie na herbatkę do Ministra Magii. Odwróciła się i zobaczyła przystojnego, świetnie wyglądającego blondyna, który nonszalancko opierał się o ścianę. Obserwował ją spod przymrużonych powiek jednocześnie paląc papierosa. Tylko on mógł sobie na to pozwolić w całym Ministerstwie .
- Wyobraź sobie Malfoy, że odkąd tutaj nie pracuję mam coś takiego jak życie osobiste – powiedziała to z przesadną słodkością co wywołało na jego twarzy grymas rozbawienia. - Najwyraźniej ty nie wiesz co to jest skoro przerywasz chwile mojego spokoju – dodała już nieco ostrzej. Malfoy skinął na swoich aurorów dając im znak, że mogą ich zostawić samych.
- Skąd pomysł, że to właśnie ja? Wyglądam na Ministra Magii? - gryfonka prychnęła i oparła swoje dłonie, z idealnie pomalowanymi paznokciami, na biodrach.
- Jesteś szefem aurorów. Tylko ty mogłeś przygotować mi taką delegację.
- Chciałem cię powitać z honorami – powiedział jednocześnie odrywając się od ściany i podchodząc do niej sprężystym krokiem. Gryfonka zanotowała w głowie, że Malfoy przez ten rok nic się nie zmienił. No może lekko zapuścił włosy, które teraz były w lekkim nieładzie. Buty robione na miarę, doskonale skrojone spodnie, koszula z podwiniętymi rękawami i rozpiętym górnym guzikiem. Wyglądał jakby nad czymś intensywnie pracował. Hermiona delikatnie wciągnęła powietrze nosem i poczuła dobrze znanych zapach jego perfum.
- Skończyłaś? - zapytał swoim niskim, seksownym głosem, na który zapewne wyrwał niejedną sekretarkę.
- Co takiego? - zapytała spoglądając w jego stalowe tęczówki. Była jedną z nielicznych, która miała odwagę patrzeć mu prosto w oczy. Nigdy tego jej nie mówił, ale bardzo w niej to cenił.
- Moją analizę – odparł stojąc przed nią. On również dyskretnie dokonał swojej i stwierdził, że wygląda tak samo jak rok temu. Co prawda schudła i, niektóre kości delikatnie odznaczały się pod jej skórą, ale reszta pozostała na swoim miejscu. Uśmiechnął się delikatnie ponieważ nie usłyszał od niej żadnej zaczepnej odpowiedzi. - Skoro pierwsze uprzejmości mamy już za sobą - gestem dłoni wskazał czekającą na nich windę - chodźmy. - Gdy wsiedli stanął za nią. W milczeniu przemierzali kolejne piętra potężnego budynku. Blondyn nachylił się nad brązowooką - Potter usycha z tęsknoty za tobą – szepnął jednocześnie owiewając skórę jej karku ciepłym oddechem. Hermiona w duchu zgrzytnęła zębami trochę ze złości, trochę z niemocy. Malfoy zawsze albo ją wkurzał, albo ją rozbawiał, albo jej imponował, albo ją podrywał. Taki urok pracy z nim.
- A ty? - zapytała patrząc prosto przed siebie. Blondyn był lekko zaskoczony jej pytaniem, ale szybko się zreflektował.
- Cóż... Gdy cię ujrzałem mój świat ponownie nabrał tysiąca barw – odparł z nutką kpiny w głosie. Hermiona nie zdążyła się odciąć ponieważ dzwonek oznajmił im, że dojechali na właściwe piętro. Drzwi windy rozsunęły się z cichym szelestem i stanęli przed drzwiami, na których widniał napis.

MINISTER MAGII
HARRY POTTER

Hermiona stała chwilę wpatrując się w ten napis. Draco czekał cierpliwie nie chcąc przerywać jej tej chwili. Być może wymieniali między sobą uszczypliwości, ale w głębi ducha wiedział, że powrót tutaj nie był dla niej łatwy, a to co ją czeka za tymi drzwiami... Cóż... To też nie będzie łatwe. Gdy zauważył, że gryfonka podnosi rękę by zapukać przewrócił oczami i rzekł nieco rozbawionym tonem.
- Serio Granger? - po czym bez pukania czy jakiegokolwiek wahania otworzył drzwi i pchnął je mocno. Harry Potter stał na środku ogromnego pokoju spoglądając spokojnie w stronę swojego gościa.
- Witaj Herm – powiedział łagodnie i gestem wskazał stojący fotel.

***

- Rozumiem, że on zostaje? - zapytała z myślą o Malfoy'u.
- Granger – warknął nieco urażony blondyn – bo jeszcze pomyślę, że nie lubisz naszych trójkącików. - Odpalił kolejnego papierosa, a machnięciem różdżki przywołał trzy szklanki napełnione Ognistą. - Chyba muszę zadbać o ciebie sam, bo gospodarz zapomniał o dobrych manierach. - Harry siedział pogrążony w myślach. Hermiona czuła, że to nie jest zwykła przyjacielska wizyta. Zerknęła na zegarek i zauważyła, że jest spóźniona dopiero pięć minut. Jeżeli chce zdążyć musi czym prędzej zakończyć to miłe posiedzenie.
- Po co... - zaczęła, ale Potter jej przerwał.
- Nie odpowiadasz na moje listy. Nie odbierasz gdy dzwonię – zaczął z nutą żalu w głosie. Hermiona przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech.
- Oczekujesz wyjaśnień? - zapytała oschle. Doskonale wiedziała, że ta rozmowa nie zmierza w pożądanym kierunku.
- Nie... Oczekuję odrobiny zrozumienia – powiedział to tak cicho, że niemal bezgłośnie. Brunet spojrzał w jej duże, brązowe oczy i dostrzegł w nich ból. Tak bardzo brakowało mu jej obecności, pomocy, dobrego słowa a czasem krytyki. Brakowało mu jej przyjaźni. Blondyn przypatrywał się w milczeniu całej tej sytuacji spokojnie paląc papierosa. Dostrzegł, że postać gryfonki się lekko spięła.
- Harry przespałeś się z inną kobietą – przypomniała mu chłodno brązowowłosa. - Zdradziłeś swoją żonę, a ja musiałam to zatuszować. Wbiłam nóż w plecy Ginny, która jest moją najlepszą przyjaciółką – jej głos przybierał na sile.
- Dobrze wiesz, że żałuję tego co zrobiłem – bronił się brunet.
- Być może, ale fakt jest faktem.
- Byłaś... Jesteś moją najlepszą przyjaciółką! Dlaczego próbujesz to zniszczyć?
- Próbuję się odnaleźć w nowej roli – warknęła wściekła. - W roli zdrajcy!
- Och... - mruknął nieoczekiwanie Malfoy – to nie jest takie trudne. Z czasem się o tym zapomina. Ja zdradziłem swojego ojca i matkę w imię waszych wzniosłych ideałów. - Hermiona obdarzyła go piorunującym spojrzeniem.
- Wywiozłam tę kobietę na drugi koniec świata, dałam jej nową tożsamość! Zrobiłam to co chciałeś! Posprzątałam cały ten cholerny bałagan! W imię czego?!
- No nie wiem Granger... Uratowałaś jego małżeństwo? - zapytał jakby od niechcenia blondyn.
- Ty jednak jesteś nienormalny Malfoy. Tracę czas na rozmowę z wami.
- Pierwszą sesję terapeutyczną dla par uważam za zakończoną – powiedział z przekąsem były ślizgon po czym pociągnął duży łyk bursztynowego napoju. - Dobrze wiesz Granger, że postąpiłaś słusznie. Takie coś się czuje. Przyznaj to! Czujesz wewnątrz siebie, że decyzja była słuszna. To cię tak denerwuje. Przestań to w sobie dusić.
- Dzięki Malfoy za złote rady, ale ich nie potrzebuję. Przez was straciłam ochotę na dzisiejszą kolację – wyjęła pergamin z torebki i napisała krótką wiadomość. Nawet nie siliła się na rozmowę z umówionym mężczyzną. Ten budynek niszczył jej życie osobiste.
- Umawiasz się z kimś? - brązowooka poderwała wzrok i spojrzała prosto w zielone tęczówki, w których dostrzegła zwykłą, przyjacielską troskę.
- Tak... Mój narzeczony mnie zostawił jeśli nie pamiętasz – dodała nieco zgryźliwie.
- Pamiętam.
- Cóż jeśli to wszystko – podniosła się powoli z krzesła, a Harry wstał razem z nią – chciałabym już wrócić do siebie.
- Oczywiście nie będziemy cię zatrzymywać – głos Harrego był przepełniony smutkiem i goryczą.
- Och na Salazara! - warknął zirytowany blondyn
- Draco... - zaczął ostrzegawczo mężczyzna z blizną. - Nie chcę jej stracić kolejny raz.
- Potter jesteś Ministrem Magii do cholery! Na przyjacielską herbatkę umówicie się kiedy indziej. Siadaj Granger – ton głosy blondyna dał jej do zrozumienia, że nie przyjmie on sprzeciwu. Spojrzała na niego wojowniczo, ale jego wzrok niemal przybił ją do fotela. - Oboje zachowujecie się jak dzieci – fuknął z naganą w głosie. - Jestem szefem aurorów – przypomniał im. - I nie jesteśmy tutaj żeby sobie ckliwie powspominać stare dzieje. Na to przyjdzie czas później - po tych słowach podał jej kopertę. Zobaczył jej pytający wzrok - Otwórz i zobacz jaką dostaliśmy niespodziankę dzisiaj wieczorem – przytrzymał jednak kopertę i powiedział dobitnie - Zanim zaczniesz znowu ubolewać nad swoją niedolą przypomnę ci Granger, że nie po to wygraliśmy wojnę, nie po to uratowałem ci życie, żebyśmy za trzy tygodnie przegrali głosowanie w Radzie jak to gówno wypłynie na wierzch. Czy tylko ja tutaj jestem dorosły do cholery?
- Nie – mruknęła na wpół wkurzona na wpół zaciekawiona. Wyjęła list z koperty i szybko przebiegła wzrokiem po literach. Na jej twarzy pojawiła się cała paleta emocji, ale ostatecznie stanęło na złości. Listy od byłych kochanek nigdy nie wywoływały radości. - Skąd to masz?
- No nie wiem... Może sowa przyniosła? - Hermiona zgrzytnęła zębami. Ten blondyn naprawdę zaczynał ją wkurzać.
- Herm... - przerwał im brunet – jeśli nie chcesz nam pomagać to nie musisz. - brązowooka zmarszczyła brwi intensywnie nad czymś myśląc. Malfoy niemal widział jak trybiki w jej głowie obracają się w zwariowanym tempie. Tego było im trzeba.
- Malfoy ma rację – stwierdziła po chwili gryfonka za co została obdarzona spojrzeniem w stylu „No co ty nie powiesz?” - Za trzy tygodnie głosowanie w Radzie, jeżeli to wypłynie na wierzch – popatrzyła z przerażeniem w oczach - Harry nie zostanie ponownie wybrany. Sprawdziłeś ten list? Jest autentyczny? - pytania były skierowane do blondyna, który odpalił kolejnego papierosa.
- Granger... a jak myślisz do cholery? Jest autentyczny! - palcami przeczesał włosy. - Jesteśmy w trakcie szukania całej tej Aleyny, ale jest naprawdę ciężko.
- Trzeba było od razu wyczyścić jej pamięć – powiedziała sucho. - Ale ja oczywiście musiałam posłuchać twojej prośby Harry! I teraz mamy to na co zasłużyliśmy od samego początku! To – podniosła rękę z kartką pergaminu zapełnioną drobnym pismem - nie może wyjść poza drzwi tego gabinetu. Musimy znaleźć tę dziewczynę i zrobić w końcu to co trzeba!
- Ledwo wróciła i już się rządzi – burknął blondyn i przybrał obrażoną minę. Hermiona popatrzyła na niego z politowaniem.
- Czasami mam ochotę cię zabić – stwierdziła.
- Serio? To tak samo jak ja ciebie.

***
Poprzednia noc jak i kilka wcześniejszych były bardzo burzliwe dla całej trójki, ale Hermiona znowu czuła, że żyje. Na początku tej sprawy obiecała sobie, że jest ona ostatnią, którą załatwi. Jednak zaczynała mieć co do tego poważne wątpliwości. Ta praca ją kręciła, adrenalina jaką w niej wyzwalała była jej motorem napędowym. Czuła się jak ryba w wodzie. W głębi serca musiała przyznać, że tęskniła za tym miejscem i za ludźmi, z którymi pracowała. Cholera tęskniła nawet za tym przeklętym Malfoy'em, który tak potrafił uprzykrzyć jej życie, a jednocześnie rozbawić do łez. Między nimi czuć było nić porozumienia widoczną nie tylko dla tej dwójki. Z trudem uświadomiła sobie, że zaczyna traktować go jak przyjaciela. Tego wrześniowego dnia obudziło ją mocne łomotanie do drzwi. Podniosła się zaspana z łóżka i przecierając oczy ruszyła w kierunku natarczywego odgłosu. Nie patrząc na to, że ma na sobie tylko krótkie spodenki i podkoszulek przekręciła zasuwę i otworzyła. W progu stał blondyn ubrany w granatowe jeansy, szarą koszulkę i skórzaną kurtkę. W ręku trzymał dwa kubki, znad których unosiła się para. Najwidoczniej nie spał od co najmniej godziny.
- Dzień dobry słoneczko! - zaczął radośnie z grymasem na twarzy, który miał chyba przypominać uśmiech. - Muszę ci przypominać Granger, że znowu pracujesz dla Ministerstwa?
- Nie – odburknęła i odsunęła się jednocześnie zapraszając go do środka. Malfoy spojrzał mimowolnie na jej długie, smukłe, opalone nogi i poczuł, że krew zaczyna mu szybciej krążyć. Praca z Granger miała dużo plusów, zdecydowanie zapowiadał się ciekawy dzień. - Która godzina? - zapytała Hermiona, kierując swoje kroki do łazienki.
- Szósta! Masz kwadrans na zebranie się i ruszamy na wycieczkę! - krzyknął w kierunku łazienki, po czym rozsiadł się wygodnie na kuchennym krześle i wyjął dzisiejszą gazetę. Usłyszał szum lejącej się wody i mimowolnie w jego wyobraźni zagościł obraz nagiej Granger stojącej pod prysznicem. Potrząsnął głową jakby to mogło pomóc mu odgonić te dziwne myśli. Zdecydowanie zbyt dawno miał jakąś kobietę w łóżku. Rozejrzał się po przestronnym mieszkaniu urządzonym w nowoczesnym stylu. Było tak poukładane jak jego właścicielka. Kilkanaście półek dźwigało ciężar książek. Pojawienie się gryfonki przerwało jego przemyślenia. Miała na sobie czarne dopasowane spodnie i białą koszulę, którą właśnie zapinała nieświadomie ukazując mu swój koronkowy biustonosz. Tym razem na jego twarzy zagościł prawdziwy grymas zadowolenia.
- Dlaczego się szczerzysz? - zapytała nieoczekiwanie.
- Nigdy przedtem nie ubierałaś się przy mnie – Hermiona zamrugała ze zdziwienia oczami. Po czym włożyła koszulę w spodnie i zapięła pasek.
- Przedtem byłam zaręczona. Poza tym wcale się nie ubierałam przy tobie tylko zapinałam koszulę. Ty za to nigdy nie witałeś mnie rano kawą. Coś mnie ominęło Malfoy? Przeszedłeś jaką ewolucję?
- Przedtem miałaś narzeczonego. Teraz mogę sobie odbić wszystkie te chwile, w których  miałem na to ochotę – brązowooka poczuła, że odjęło jej mowę. Czy on próbuje ją poderwać? - Jedziemy? - zapytał zanim zdążyła cokolwiek z siebie wydusić. Skinęła jedynie głową i ruszyli ku drzwiom – Weź płaszcz, póki co jest chłodno – oznajmił mężczyzna.
Poranek faktycznie okazał się wyjątkowo chłodny, po ciele gryfonki przeszedł delikatny dreszcz. Malfoy nonszalancko otworzył przed nią drzwi w swoim samochodzie.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam? - zapytała stojąc przed nim. Popatrzył na nią uważnie i delikatnie się uśmiechnął.
- Od czasu do czasu, z tej tęsknoty, sprawdzałem co u ciebie – puścił jej oko, podał kubek kawy i delikatnie skinął głową dając jej do zrozumienia, że czeka aż wsiądzie.
- Kto ci kazał? - zapytała siedząc już w samochodzie. Popatrzył na nią kątem oka i uśmiechnął się pod nosem. Chyba naprawdę za nią tęsknił.
- Czy to ważne? - odbił pałeczkę.
- Dla mnie tak.
- Czasem Potter. Czasem ja sam – nie odpowiedziała. Blondyn nie naciskał, wiedział, że w jej przypadku to nic nie pomoże.
- Dokąd jedziemy? - zapytała chcąc zmienić temat. Pociągnęła spory łyk kawy i poczuła, że znowu wraca do żywych. Mocna, czarna i przede wszystkim słodka, taką kawę mógł przynieść tylko Malfoy.
- Podczas gdy ty spałaś niczym księżniczka ja zdołałem sprawdzić gdzie mieszka nasza „koleżanka”.
- Jakim cudem udało ci się to zrobić? - gryfonka nie kryła zaskoczenia. Od tygodnia próbowali ją odnaleźć, czas uciekał nieubłaganie. Osobiście sprawdziła miejsce, w którym wtedy umieściła dziewczynę, ale okazało się, że ktoś złamał bariery i mieszkanie jest puste. Aurorzy ciągle prowadzili bezskuteczne poszukiwania, aż w końcu ich szef wziął sprawy w swoje ręce.
- Trochę czarnej magii – mruknął cicho jednocześnie zerkając w lusterko i skręcając w lewo. Blondyn pewnie prowadził samochód i tylko dlatego Hermiona zgadzała się na ich wspólne wycieczki, których podczas pracy mieli całkiem sporo.
- Używanie czarnej magii jest zabronione – przypomniała mu jakby była jego nauczycielką. On zacmokał tylko w usta kręcąc przy tym głową.
- Jestem szefem aurorów.
- To nie upoważnia cię do...
- Czyżby? - przerwał jej. - To upoważnia mnie do wielu rzeczy, o których nawet nie masz pojęcia Granger.
- Po co my to w ogóle robimy? - to pytanie wisiało w powietrzu od tygodnia, odkąd ponownie zaczęli razem pracować. Doskonale wiedział, że w końcu je zada.
- To to znaczy co? - chciał mieć pewność, że myślą o tym samym.
- Po co pracujemy w Ministerstwie? Przecież ta praca nigdy się nie kończy, nie mamy własnego życia. Nie mamy normalnego domu z ogródkiem i rodziny. Nic nie mamy tylko tę cholerną pracę. Kiedy ostatnio spałeś z jakąś kobietą? - przygotował sobie w głowie całkiem dobrą formułkę o wzniosłych ideałach, służbie innym, lepszym świecie, ale pytanie o to kiedy ostatni raz spał z kobietą wybiło go z rytmu.
- To jakaś propozycja? - jego lewa brew uniosła się nieco wyżej. Hermiona spojrzała na niego zaskoczona.
- Nie... to znaczy – zaczęła się plątać. - Nie o to mi chodziło! Dobrze o tym wiesz.
- Nie rozumiem Granger dlaczego rozmowa o seksie tak bardzo cię peszy? Za każdym razem jest tak samo – widząc, że chce coś dopowiedzieć ubiegł ją – ale odpowiem na twoje pytanie. Trzy miesiące temu. - Hermiona wytrzeszczyła oczy w zdumieniu. Musieli mieć niezłe piekło w Ministerstwie skoro Malfoy przez tyle miesięcy żył w celibacie. - A ty? Kiedy ostatnio jakiś facet zaciągnął cię do łóżka? - coraz bardziej zaczynała mu się podobać ta konwersacja. W końcu jakaś przyjemna odskocznia od dręczącego ich od tygodnia problemu.
- Nie pamiętam, ale ostatnią moją szansę zmarnowało pojawienie się twoich aurorów – w jej głosie dało się słyszeć lekkie rozżalenie.
- Och przepraszam – odparł udając wielką skruchę. - Postaram się to ci wynagrodzić osobiście – jego głos był niski i seksowny. Hermiona poczuła przyjemne ciepło w brzuchu za co skarciła się w myślach. Odwróciła głowę w jego kierunku i pogroziła palcem.
- Takie poczucie humoru możesz mieć tylko ty!
- Wyluzuj Granger.
- Mhm – mruknęła.
- Pół ministerstwa o tym marzy, ale nie to nie. Nie będę się narzucał – wzruszył ramionami i skupił się na drodze. Gryfonka pokręciła z niedowierzaniem głową i roześmiała się. Pierwszy raz od tygodnia miała powód do śmiechu. Po godzinie jazdy i gorącej dyskusji na temat tego kto za tym wszystkim stoi, zaparkowali samochód przed jednorodzinnym domem.
- Jesteś pewien, że to tu? - zapytała. Odpowiedziało jej pojedyncze skinienie głowy. - Ja będę mówiła. Ty tylko stój. – powiedziała ostrzegawczym tonem. Blondyn nie przytaknął ani nie zaprzeczył po prostu wysiadł z samochodu. Stali ramię w ramię przed zamkniętymi drzwiami. Jedna ręka Malfoy'a spoczywała w kieszeni gdzie trzymał różdżkę w pogotowiu. Bardzo mu się nie podobała cała ta sprawa i to, że wypłynęła tuż przed kolejnymi wyborami. Nawet ślepy dostrzegłby w tym wszystkim spisek. Po dłuższej chwili głośnego łomotania w drzwi w końcu ktoś je otworzył. Hermiona ujrzała ponownie kobietę, którą rok temu tak starannie ukryła przed całym czarodziejskim światem. Kochanka Pottera. Kto by pomyślał.
- Mogłabym się silić na słowa wstępu czy coś w tym stylu, ale chyba wiesz po co tu jesteśmy? - zapytała chłodnym, wyniosłym tonem panna Granger. Czarnowłosa kobieta spoglądała chwilę na dwójkę niezapowiedzianych gości.
- Przyszliśmy sprawdzić czy dom jest bezpieczny. Chcesz się spotkać z Ministrem Magii. Wpuścisz nas do środka czy mamy wejść siłą? - warknął z irytacją w głosie blondyn. Na twarzy kobiety pojawił się cień nadziei, odeszła na bok dzięki czemu oni mogli wejść. Będąc już w środku Draco wyjął różdżkę i prześwietlił dom. Nie znalazł niczego godnego jego uwagi. Dla bezpieczeństwa rzucił zaklęcie wyciszające. - Accio różdżka – po chwili w jego dłoni znajdowała się różdżka brunetki. - To dla pewności – rzucił od niechcenia – a teraz sobie porozmawiamy.

- Miałaś wszystko żeby żyć z dala od Harrego i jego żony! Po jaką cholerę wróciłaś?! Ostrzegałam cię, że gdy to zrobisz twoje życie zawiśnie na włosku i ja będę pierwszą żeby ten włos odciąć – warknęła wściekle Hermiona. Jej oczy odzwierciedlały stan jej duszy, która teraz była wzburzona niczym morze podczas sztormu.
- To nie jest tak jak myślicie! - krzyknęła zrozpaczona kobieta, a po jej policzkach popłynęły łzy.
- A jak?! - wrzasnęła Hermiona. - Puściłaś się z Ministrem Magii i liczyłaś na sławę i oklaski?! - drobne dłonie gryfonki zacisnęły się na szacie brunetki i mocno potrząsnęły przestraszoną kobietą.
- Granger – głos Malfoy'a przypomniał jej po co tu przyjechali. Wzięła głęboki wdech i puściła jej szaty. - Złóż pani jedną z twoich niepowtarzalnych propozycji. Myślę, że na pewno się na coś zgodzi.
- Czego chcesz Aleyna? Pieniędzy? Domu? Stanowiska?
- Wy nic nie rozumiecie... - zaczęła ponownie.
- Zadałam ci pytanie! Czego. Chcesz.
- Spotkać się z nim! - krzyknęła brunetka. Draco nieoczekiwanie parsknął rozbawiony. Odwrócił się i podszedł blisko do kobiety. Aleyna poruszyła się nerwowo, powoli zaczynała dostrzegać w jak beznadziejnej sytuacji się znalazła.
- Słuchaj no – wymierzył w nią różdżką – zarówno ja jak i Granger staramy się być dla ciebie mili. Bzyknęłaś się z nim. Rozumiem. Chwila zapomnienia i stało się, ale na tym twoja bajka się kończy – syknął złowrogo. - Musisz być szalona wysyłając do niego listy miłosne z prośbą o spotkanie – Aleyna wciąż wyglądała na osłupiałą. Hermiona postanowiła zabrać głos.
- Wiesz co się stanie gdy twój mały, brudny sekret wyjdzie na jaw? Pamiętasz jak rok temu ci mówiłam, że nie znajdziesz nigdzie pracy? To jest nic w porównaniu z tym na co jestem gotowa teraz. Przeklnę całą twoją rodzinę. Ludzie nie dadzą ci spokoju. Wszędzie będziesz wytykana palcami - brunetka nieoczekiwanie wybuchnęła śmiechem. Westchnęła.
- Wiedziałam, że tak będzie. Nie chcę pieniędzy, domu ani żadnego stanowiska – popatrzyła zimno na swoich niechcianych gości. - Chcę się z nim spotkać. Sama. Ostatni raz.
- Spotkałaś się z nim raz – syknęła Hermiona. - O raz za dużo.
- Orbis – mruknął niemal bezgłośnie blondyn, a świetliste promienie spętały Aleyne.
- Co robisz?! - krzyknęła przerażona.
- Granger chciała ci wyczyścić pamięć. Ja osobiście uważam, że najlepiej cię zabić.
- Nie zrobisz tego...
- Byłem Śmierciożercą. Nie takich jak ty zabijałem – usiadł naprzeciwko niej i zaczął się bawić różdżką. Oboje chwilę milczeli. Hermiona w ciszy przyglądała się całej tej sytuacji. Nagle Draco wstał – Cóż żałuję, że nie mogliśmy się dogadać w żaden inny sposób – podniósł różdżkę
- Zaczekaj! Ja naprawdę go kocham!
- O w to nie wątpię – brązowooka uśmiechnęła się złośliwie.
- Jeżeli wam powiem co takiego naprawdę się stało... Umrę.
- I tak umrzesz więc jeżeli go tak bardzo kochasz przynajmniej zrób coś dobrego, bo póki co to go niszczysz – wtrącił się Malfoy.
- Chciałam mu to powiedzieć osobiście, żeby wiedział jak bardzo chciałam go chronić. Od zawsze mi się podobał. W czasie wojny bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Gdy został Ministrem Magii po jakimś czasie wszędzie krążyły plotki o kryzysie w ich małżeństwie, nigdy jednak nie mogłam dostać się blisko niego bo zawsze miał szereg ochrony. Chciałam go tylko pocieszyć. Pewnego dnia gdy ty byłeś w jakiejś delegacji – ruchem głowy wskazała na blondyna – przyszedł do mnie facet, który powiedział, że tego wieczoru ochrony nie będzie. Harry będzie sam. Nie wiem skąd wiedział, że jestem w nim zakochana. W każdym razie... udało mi się z nim spotkać. Później jeszcze kilka razy. Spaliśmy ze sobą tylko raz. Ten mężczyzna obiecał mi, że gdy wszystko pójdzie po jego myśli... Gdy opowiem wszystkim co między nami zaszło... Pokażę wspomnienia... Harry do mnie wróci... Ale ja nie chcę niszczyć mu życia. Chciałam się spotkać i tylko go ostrzec. Proszę powiedzcie mu, że go kocham.
- Co to za facet? - zapytała obojętnym tonem brązowooka. Po twarzy brunetki zaczęły spływać łzy. Wzięła głęboki oddech i obdarzyła ich błagalnym spojrzeniem.
- To był Lockhart Pete... - nie dokończyła bo z jej ust zaczęła płynąć krew a ciało wpadło w potężne konwulsje. Po chwili wszystko ucichło, a oczy Aleyny były martwe.
- Skurwysyn rzucił na nią klątwę – zauważył chłodno Draco. - Wszystko zaplanował. Teraz wystartuje w wyborach i całemu światu obwieści ten romans.
- Nie zrobi tego. Nie ma dowodów bo nie wiedział, że Aleyna naprawdę kocha Harrego i zechce go chronić. Myślał, że zrobi wszystko co jej skaże, a ona tak doskonale się przed nim ukryła.
- Taa...
- Ale – dodała po chwili milczenia gryfonka – prześwietl go. Może ma jakiś brudny sekret, który można wykorzystać przed głosowaniem.
Gdy wyszli na dwór słońce opromieniło ich twarze. Draco przeciągnął się i zapalił papierosa.
- Piękny dzień – powiedział i wypuścił dym.
- Idealny żeby zniszczyć komuś życie – odburknęła Hermiona. Podczas drogi powrotnej każde z nich było pogrążone we własnych myślach. - Masz wyrzuty? - zapytała przerywając ciszę. Blondyn zerknął na nią przelotnie.
- Niby dlaczego?
- Ona nie żyje.
- Ona mało co nie zniszczyła małżeństwa twoich przyjaciół – przypomniał jej. - O mały włos nie zniszczyła tego co razem z wielkim trudem zbudowaliśmy. Stworzyliśmy na nowo Ministerstwo Magii. Gdy byłem torturowany przysiągłem sobie, że zrobię wszystko żeby ten świat był lepszy. To jest możliwe, ale tylko ze Złotym Chłopcem. Postąpiliśmy słusznie. Nikt jej nie zabił. Umarła sama. Popełniła samobójstwo w imię niespełnionej miłości. Znasz kogoś kto nie popełnia błędów?
- Nie...
- Potter popełnił jeden, ale zrobił też dużo dobrego. Naprawdę kocha Ginny. Sprawa jest zamknięta. Jedziemy się odmeldować a później Granger zabieram cię na drinka – Hermiona uśmiechnęła się zadowolona. Tego jej było trzeba.

***
- Załatwione – powiedział stojący w progu Malfoy. Obiecał Hermionie, że nie będzie wspominał o ostatnich słowach kobiety. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Harry popatrzył na niego znad sterty dokumentów. Blondyn miał nieodgadnięty wyraz twarzy. - Idziemy z Granger na drinka. Chcesz iść z nami? - zapytał podchodząc bliżej biurka.
- Jak za starych czasów? - na twarzy bruneta pojawił się delikatny uśmiech.
- Dokładnie tak.
- Dziękuję. – Harry sięgnął po kolejny dokument. Draco wzruszył ramionami i ruszył do wyjścia. - Bawcie się dobrze
- Potter?
- Tak?
- Ona wróci... Czuję to – rzucił na odchodnym i zamknął za sobą drzwi.



22 DNI PÓŹNIEJ

- Zabije ją! Przysięgam! – wrzasnął wściekły blondyn przyglądając się zostawionej, na jego biurku, kartce papieru. Z impetem wypadł ze swojego gabinetu i ruszył jak burza przez korytarz pełen ludzi. Bez pukania otworzył drzwi do sali narad, w której również była wypełniona pomimo tego, że było już po dwudziestej drugiej. Potter wygrał głosowanie w Radzie. Ludzie z zapałem zabrali się do pracy. Najwyraźniej ktoś tego zapału miał za dużo i zapędził się za daleko - Wszyscy wychodzą. Oprócz ciebie Granger – syknął złowrogo. Jego stalowe tęczówki utkwione były w jednej osobie, która teraz nie kryła zaskoczenia.
- Coś się stało? - zapytała z nieukrywaną troską w głosie Hermiona.
- Powiedz mi Granger czy twój mózg został uszkodzony?
- Nie rozumiem o co ci chodzi Malfoy – spojrzała mu prosto w oczy. Tak niedawno wróciła do pracy, a już zapowiadała się wielka kłótnia. Jego stalowe tęczówki były ciemniejsze niż zwykle. To nie wróżyło niczego dobrego. Podchodził do niej powoli jak drapieżnik do swojej ofiary. Dziewczyna odruchowo zaczęła się cofać, ale napotkała opór w postaci ściany. Blondyn uśmiechnął się pod nosem. Stanął bardzo blisko niej opierając swoje ręce po obu stronach jej głowy.
- Jestem dla ciebie miły – stwierdził dobitnie. Gryfonka pomyślała, że faktycznie tak jest. Codziennie przychodzi po nią do domu z kawą. Odwozi po pracy. Odprowadza z baru. - Myślałem, że to w jakiś sposób docenisz! Wpisałem ci ten cholerny, roczny urlop zdrowotny żebyś mogła tu wrócić i z powrotem telepać całym Ministerstwem, ale mną Granger... I moim działem – dodał przez zaciśnięte zęby - kierować nie będziesz!
- Chodzi ci o nowy regulamin? - zapytała cicho i niepewnie. Przygryzła dolną wargę. Malfoy przeklął w duchu. Dlaczego ona ciągle siedzi w jego głowie?
- Tak – warknął wściekle. - Chodzi o nowy regulamin, a szczególnie o punkt jedenasty, literę C! Zacytuję ci nawet gdybyś nie pamiętała! „Każdy urzędnik wyższego stopnia ma obowiązek nosić stój służbowy składający się z bla, bla, bla” Czy ty mnie Granger widziałaś kiedyś w krawacie? Już nie wspomnę o tym kategorycznym zakazie palenia, który jest jednym, wielkim nonsensem!
- Och daj spokój – zaczęła i uśmiechnęła się przymilnie – to tylko kilka drobnych poprawek. Naprawdę jako szanujący się szef aurorów powinieneś nosić elegancką koszulę z krawatem, a nie podwiniętymi rękawami. Co do zakazu palenia...
- Daruj sobie – wpadł jej w zdanie. Próbowała go podejść psychologicznie, ale blondyn nie był na tyle głupi żeby się dać na to nabrać. - Zmień te kretyńskie zapisy dopóki Potter niczego nie podpisał.
Hermiona wzięła głęboki wdech, ale to był błąd. Zapach Malfoy'a podrażnił jej wyobraźnię. Dopiero teraz poczuła jakie ciepło od niego bije i jak blisko niej stoi. W zasadzie był jedynym mężczyzną, który w ostatnim czasie sobie na to pozwalał. Odchrząknęła.
- Dopiero co wygraliśmy głosowanie w Radzie. Nie masz przypadkiem czegoś do zrobienia? To nasza kolejna kadencja więc może zajął byś się czymś pożytecznym?
- W tym momencie nie mogę zająć się niczym ponieważ jestem na ciebie tak wściekły, że jedyne na co mam ochotę to udusić cię gołymi rękami! - tę interesującą wymianę zdań przerwało ciche pukanie. - Czego?! - warknął blondyn nie odsuwając się od gryfonki nawet na milimetr.
- Szefie? - usłyszeli za swoimi plecami nieśmiałe pytanie. - Melduję, że pan Minister jest gotowy do przelotu.
- Dziękuję Inan. Zaraz przyjdę – chłopak zniknął równie szybko jak się pojawił. Draco oderwał dłonie od ściany dzięki czemu uwolnił brązowooką z pułapki. - Wrócimy do tej rozmowy Granger.
- Jak się przelecisz to może twój umysł się oczyści! - krzyknęła gdy był już przy drzwiach. - Podobno to pomaga!

***

- Widziałeś projekt regulaminu? - zapytał niby od niechcenia lecący blisko bruneta Draco. Minister Magii odbywał swój inauguracyjny przelot nad miastem. To była Potterowska tradycja. Harry uśmiechnął się i popatrzył z rozbawieniem na swojego towarzysza.
- Zabolało?
- Podpiszesz?
- Ona lubi gdy wszystko jest w idealnym porządku. Wiedziałeś o tym od dawna Draco. Ginny chce jej kupić kota do towarzystwa... Merlinie jak to dobrze, że wszystko się ułożyło
- Jej nie trzeba kota – warknął blondyn. - Jej trzeba faceta, który wybije jej te durne pomysły z głowy. Inaczej wszystkich nas nakręci i będziemy chodzić jak w szwajcarskim zegarku, łącznie z tobą Potter.
- To na co czekasz Draco?
- Mam jej znaleźć faceta? Oszalałeś?!
- Dobrze wiesz o czym mówię. Między wami coś jest... To czuć – odparł tajemniczo Harry po czym roześmiał się radośnie i lekko przyspieszył na swojej Błyskawicy.

***

Wilgotne jeszcze po prysznicu włosy delikatnie spływały na jej plecy. Czerwone wino wywoływało przyjemne mrowienie na języku. Hermiona siedziała zapatrzona w ogień tańczący w kominku. Obok niej na podłodze leżał projekt regulaminu. Co jakiś czas zerkała na niego zastanawiając się czy faktycznie dobrze zrobiła wprowadzając poprawki. Może nie powinna ulegać natarczywym żądaniom Malfoy'a? Jej rozważania przerwało pukanie do drzwi. Brązowooka zerknęła na zegarek, który pokazywał, że jest grubo po północy. Ponowny łomot zmusił ją do wstania z podłogi i otworzenia drzwi natrętowi.
- Zaskoczyłem cię Granger? - w progu stał blondyn, a jego przyjemny, męski zapach unosił się dookoła. Hermiona przewróciła oczami.
- Przyszedłeś przeprosić? - jej brwi uniosły się do góry. Draco bez zaproszenia wszedł do mieszkania. Gryfonka zamknęła zaraz za nim drzwi. Odwracając się natrafiła na twardą, męską klatkę. Stał tuż za nią.
- Raczej wrócić do poprzedniej rozmowy – wyszeptał patrząc jej prosto w oczy. - Dlaczego robisz mi na złość?
- Nie robię... - zaczęła nerwowo się tłumaczyć Hermiona. Jego palce delikatnie ujęły jej podbródek i uniosły go lekko do góry.
- Znasz mnie. Wiesz co lubię, a czego nie – jego oczy wpatrywały się intensywnie w jej czekoladowe tęczówki. Kobieta nerwowo oblizała usta, czuła, że zaczyna jej się robić gorąco. - Nie prowokuj mnie Granger – wymruczał zmysłowo. - Odkąd wróciłaś celowo robisz mi na złość i zwracasz na siebie moją uwagę – delikatnie odgarnął jej włosy z ramienia. - Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu Hermiono. - Czy on właśnie wypowiedział jej imię? I to w taki specyficzny sposób... Gryfonka zdusiła w sobie jęk rozkoszy. - No dalej... powiedz mi o co ci chodzi? Czego ode mnie chcesz? - wyszeptał jej do ucha. Jego ciepły oddech na jej skórze wywołał przyjemny dreszcz.
- Ni.. Niczego – powiedziała niepewnie brązowooka.
- Lubisz czuć przewagę nade mną? - ponowny szept sprawił, że zakręciło jej się w głowie. - Kręci cię to?
- Nie – zaprzeczyła stanowczo. Draco uśmiechnął się sam do siebie. Chuchnął delikatnie na jej nagą szyję i zobaczył jak drży. - Zmieniłam ten cholerny regulamin – warknęła. Draco popatrzył na jej przymknięte powieki, piersi unoszące się w szybkim oddechu i nie zastanawiając się przywarł ustami do jej malinowych warg. Hermiona jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odpowiedziała na jego pocałunek. Ręce blondyna wyznaczały na jej ciele palącą ścieżkę. Gryfonka jęknęła przeciągle gdy jego kciuki zaczęły drażnić przez materiał koszulki nocnej jej wrażliwe piersi. Przejechał językiem po jej szyi zatrzymując się przy uchu i delikatnie przygryzł jego płatek.
- Jeżeli chcesz przerwać... To w tym momencie – jego głos był ochrypnięty z podniecenia. Hermiona otworzyła swoje duże, czekoladowe oczy, które teraz były zasnute delikatną mgłą.
- Nie przestawaj – wyszeptała jednocześnie sięgając do paska w jego spodniach. Draco mocno złapał ją za biodra i posadził na skraju komody stojącej obok drzwi. Delikatnie zsunął z niej koronkowe figi i dłonią drażnił jej uda. Jego usta pieściły jej szyję przyprawiając Hermionę o przyjemne dreszcze. Sprawne palce blondyna odnalazły najbardziej strategiczny punkt jej ciała i zaczęły słodkie tortury. Jej głośne westchnienia przemieszane z jękami były niczym najpiękniejsza muzyka dla jego uszu. Widząc, że Hermiona jest na skraju rozkoszy jednym ruchem pozbawił się bokserek. Nie przerywając pieszczot wyszeptał do jej ucha.
- Jesteś gotowa? - Hermiona czuła, że zaraz zabraknie jej tchu. Z trudem wydusiła z siebie króciutkie „tak”. - Spójrz mi w oczy Granger – wymruczał. - Chcę żebyś mi w nie patrzyła – Gryfonka podniosła na niego swoje spojrzenie i uczepiła się jego stalowych tęczówek jakby były jej deską ratunku. Wszedł w nią sprawnym ruchem wydzierając z jej gardła głośny okrzyk. Była dla niego idealna. Jego pchnięcia były powolne, ale stanowcze. Ciągle patrzył jej w oczy, z których czytał jak z otwartej księgi. Doskonale wiedział, że balansuje na krawędzi. Jego dłonie pieściły idealne piersi kobiety. Oddech Hermiony przyspieszył, a delikatne dłonie mocno zacisnęły się na jego ramionach.
- Malfoy... - w tym momencie jej spojrzenie błagało o więcej. Blondyn przyspieszył aż po chwili znaleźli się na samym szczycie i rozpadli na tysiąc kawałków. Gdy ich oddechy wróciły do normy, a świat przestał wirować Draco odezwał się pierwszy.
- Jesteś tak irytująca, a zarazem tak cholernie pociągająca... Dlaczego tak długo z tym zwlekaliśmy?
- Doprawdy nie wiem dlaczego pan tak długo czekał z jakimkolwiek działaniem panie Malfoy – wymruczała niczym zadowolona kotka. Blondyn pochylił się i złożył kolejny pocałunek na malinowych ustach.
- Co na to regulamin panno Granger? - Hermiona uśmiechnęła się pod nosem, w tej chwili regulamin był ostatnią rzeczą o której myślała. Westchnęła głośno nie kryjąc satysfakcji.
- To będzie nasz mały sekret – odpowiedziała zalotnie. Jak się później okazało ich wspólnych sekretów z nocy na noc znacznie przybywało. Oboje nie zdawali sobie sprawy jak bardzo na to czekali.


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Poker - miniaturka cz.II

Udało się! :)
W sumie nie jestem mega zadowolona z tej miniaturki ale może Wam się spodoba :)
Już dzisiaj życzę Wam szampańskiej zabawy w sylwestrową noc :) a także aby nadchodzący Nowy Rok był jeszcze lepszy niż poprzedni :)
Dziękuję za komentarze :) pojawiło się pytanie o opowiadanie w wersji pdf. cóż... póki co nie planuję ale nie mówię nie...
pozdrawiam serdecznie!
pola

CZYTAM = KOMENTUJĘ



- Od której nie śpisz? - zapytał zaskoczony blondyn wchodząc do kuchni.
- Od jakichś piętnastu minut. Przygotowuję ci śniadanie. Za to mi płacisz pamiętasz? - brązowooka popatrzyła uważnie na mężczyznę, który był ogolony i ubrany w elegancki garnitur. W duchu przyznała, że wygląda bardzo pociągająco.
- Pamiętam. Tutaj jest czek za tłumaczenie umowy – podał dziewczynie świstek papieru. Hermiona popatrzyła na sumę i wyciągnęła rękę z powrotem
- Nie mogę tego przyjąć, to jest zdecydowanie za dużo.
- Uratowałaś mnie z bardzo niezręcznej sytuacji, dzięki tobie mogłem zrealizować ważny kontrakt dla mojej firmy. Zasłużyłaś na nagrodę.
- Być może i zasłużyłam, ale nie na taką nagrodę. Zmniejsz sumę o połowę.
- To ja tu jestem szefem i niczego nie będę zmniejszał. Co dzisiaj na śniadanie? - popatrzył w stronę wyspy kuchennej.
- Tosty. Skoro nie chcesz zmniejszyć sumy to przynieś mi jakieś dodatkowe dokumenty do tłumaczenia – gryfonka nalała gorącej kawy do filiżanki i postawiła talerz z tostami na środku stołu. Malfoy usiadł na krześle i przyjrzał się uważnie pannie Granger. Włosy miała związane w luźnego koczka na wierzchu głowy, biały obcisły podkoszulek, który idealnie podkreślał jej kobiece kształty, szare spodnie dresowe i bose stopy. Na jej twarzy były widoczne jeszcze resztki snu, pomimo braku makijażu była naprawdę ładna. Przez chwilę w jego głowie zagościła myśl iż taki widok mógłby oglądać codziennie rano jednak bardzo szybko odtrącił od siebie ten pomysł. Zdecydowanie nie potrzebuje teraz żadnej kobiety w swoim życiu. Jest mu bardzo dobrze w pojedynkę, przynajmniej wie, że musi liczyć sam na siebie. Z zamyślenia wyrwał go kobiecy głos
- Malfoy!
- Tak? - Hermiona przewróciła teatralnie oczami
- Telefon ci dzwoni. Nie słyszysz? - blondyn niechętnie wyjął telefon i popatrzył na wyświetlacz nacisnął zieloną słuchawkę.
- Normalni ludzie o tej porze śpią Zabini – mruknął do telefonu
- Stary nie ma czasu na sen! - brunet był bardzo podekscytowany – włosi zdecydowali się na negocjację umowy! Umówiłem nas na kolację w piątek wieczorem. Mam nadzieję, że nie masz żadnych planów? Zresztą nieważne! Nawet jeśli masz jakieś plany to je koniecznie odwołaj!
- Mhm – kolejne mruknięcie blondyna, który właśnie upijał łyk świeżej kawy – jest tylko jeden problem.
- Jaki? - zapytał zaskoczony Diabeł.
- Właśnie wczoraj dostałem trzymiesięczne zwolnienie lekarskie od naszej tłumaczki nie wiesz skąd weźmiemy kogoś na zastępstwo?
- Cholera!
- Dokładnie – Draco potarł ręką czoło i poluzował krawat. Brązowooka postawiła przed nim talerz świeżych tostów i wskazała ruchem głowy na zegar oznajmiając tym samym, że powinien zacząć jeść jeżeli nie chce się spóźnić. - Blaise pogadamy w firmie. Chyba mam pomysł jak rozwiązać nasz problem – po czym rozłączył się i zabrał za spożywanie śniadania. Przyglądał się uważnie Hermionie, która krzątała się ciągle po kuchni. - Nie zjesz ze mną?
- Chyba nie powinnam.
- To, że u mnie pracujesz nie oznacza, że masz nie jeść śniadania. Usiądź – skinął głową w stronę krzesła naprzeciwko jednocześnie nalewając kawę do drugiej filiżanki. Gryfonka posłusznie usiadła i zaczęli oboje spożywać posiłek. Blondyn zauważył, że dziewczyna unika jego wzroku, westchnął cicho – posłuchaj to co wczoraj powiedziałem... Nie powinno do tego dojść. Nie chcę żeby to wpłynęło na nasze relacje. Rozumiem, że możesz czuć się trochę skrępowana, ale tak jak powiedziałem to się nigdy więcej nie powtórzy więc po prostu o tym zapomnijmy dobrze?
- Nie chcę ci utrudniać życia – głos Hermiony był spokojny – tak naprawdę to w ogóle nie powinno mnie tutaj być. Twoje życie wywróciło się do góry nogami i sam przyznasz, że nigdy nie myślałeś, że będziesz mieszkał ze szlamą.
- W tym domu nie używa się takich słów – upomniał ją chłodno blondyn.
- Daj spokój Malfoy nie musisz zmieniać swoich dawnych nawyków.
- Nie zmieniam swoich nawyków. Zmieniłem siebie i nie życzę sobie żeby takie słowa padały w moim domu – uciął rzeczowo.
- Ok. W każdym bądź razie ta sytuacja jest dość dziwna dla nas obojga i myślę, że im szybciej się stąd wyprowadzę tym lepiej będzie dla nas.
- Nie wiedziałem, ze życie ze mną jest dla ciebie taką udręką Granger – zaśmiał się gorzko. Gdzieś w głębi serca poczuł lekkie ukłucie żalu, że ta kobieta siedząca przed nim tak bardzo pragnie się od niego uwolnić. Hermiona poczuła się niezręcznie
- Nie chodzi o to...
- Nie tłumacz się – przerwał jej – mogę ci w tym pomóc. Proponuję ci pracę na etacie tłumacza w mojej firmie – zdumienie wymalowało się na twarzy gryfonki.
- A co będzie z mieszkaniem?
- Sądzę, że taka kreatywna osoba jak ty jakoś pogodzi te obowiązki. To jak?
- Nie wiem co powiedzieć – jej umysł ciągle był w szoku. Znowu może mieć pracę, wyjść do ludzi, zająć się tym co lubi.
- Wystarczy zwykłe dziękuję – mruknął zadowolony blondyn. Doskonale wiedział, że ta propozycja spodoba się pannie Granger. Poprawił krawat i wstał – dzięki za śniadanie. Pracę zaczniesz w piątek także przygotuj się bo pierwszy dzień będzie trudny. Wrócę późno więc nie czekaj na mnie z kolacją. – sprężystym krokiem udał się w kierunku drzwi pozostawiając zszokowaną dziewczynę w kuchni.


Piątek nadszedł bardzo szybko. W środku, w głębi gryfońskiego serca rosła ekscytacja na myśl o powrocie do pracy, o tym, że znowu stanie na własne nogi. Garderoba panny Granger powiększyła się o kilka eleganckich par szpilek, spódnic, koszul i bielizny. Kolacja biznesowa była bardzo udana, brązowooka w ogóle nie odczuwała tego, ze jest w pracy. Malfoy i Zabini byli bardzo profesjonalni, a przedstawiciele włoskiej firmy bardzo mili i zabawni. Cała trójka była zadowolona z wykonanej pracy. Hermiona i Blaise czekali w restauracji po zakończonej kolacji na blondyna, który pojechał załatwić jeszcze drobne formalności.
- Jak ci się z nim mieszka? - zagadnął niewinnie Zabini. Hermiona popatrzyła zaskoczona na bruneta.
- Bardzo dobrze – odpowiedziała i uśmiechnęła się łagodnie na co Diabeł parsknął śmiechem.
- Daj spokój Granger nie musisz się bać, że mu powtórzę.
- Nie boję się po prostu mówię jak jest. Nie wiem jak to w ogóle możliwe, ale Draco bardzo się zmienił.
- To ty nic nie wiesz? - chłopak spojrzał uważnie na gryfonkę.
- O czym?
- Wszystkie gazety o tym pisały. Smok miał wypadek trzy lata temu. Jechał motorem i zderzył się z samochodem prowadzonym przez pijanego kierowcę. Szpital, śpiączka, a potem długie miesiące rehabilitacji. Od tamtej pory to już nie jest tamten Malfoy. Myślałem, że skoro mieszkacie razem to ze sobą rozmawiacie.
- Jakoś nie po drodze nam jest ze zwierzaniami.
- Oboje jesteście po przejściach. Nie myśl sobie, że nie znam twojej historii...
- Do czego dążysz Blaise? - zapytała zniecierpliwiona brązowooka.
- Jesteś pierwszą dziewczyną, z którą on mieszka od tych kilku lat. Proszę cię nie skrzywdź go. To mój najlepszy przyjaciel nie chcę go stracić.
- Skoro znasz moją sytuację to doskonale wiesz, że mogłam go otruć z milion razy albo zadusić podczas snu. Dzięki niemu wracam do normalnego życia i jestem mu za to wdzięczna – brązowowłosa uśmiechnęła się przyjaźnie - ale zazdroszczę mu, że ma przyjaciela, który się tak o niego troszczysz – oboje parsknęli śmiechem.
- O czym rozmawiacie? - spytał znienacka stojący za nimi Draco.
- Wspominamy stare czasy – odpowiedział wymijająco Zabini – zamówiłem już butelkę szampana czekamy tylko na ciebie. Siadaj musimy oblać ten sukces.
- Tak... Nic byśmy nie osiągnęli gdyby nie urok osobisty Granger – Hermiona zarumieniła się, a jej oczy zalśniły. Blondyn puścił do niej oczko, a ona poczuła jak fala gorąca przetacza się przez jej ciało. Po chwili cała trójka siedziała i świętowała, wspominając i żartując.



Elegancka limuzyna podwiozła ich pod drzwi budynku. Wypity szampan delikatnie szumiał w ich głowach. Draco przekręcił kluczyk w zamku i pchnął delikatnie drzwi ustępując miejsca gryfonce.
- Kto pierwszy bierze prysznic ty czy ja? - zapytał zachrypniętym głosem. Brązowooka poczuła delikatny dreszczyk na ciele za co bardzo szybko skarciła się w duchu.
- Oczywiście, że ty – odpowiedziała szybko – w końcu jesteś szefem.
- A ty kobietą – trafnie zauważył blondyn. – Jak na dżentelmena przystało puszczę cię pierwszą. Masz piętnaście minut więc rusz tyłek – gryfonka parsknęła śmiechem i ruszyła do łazienki. Rozebrała się i szybko wskoczyła pod strumień gorącej wody. Idealne odprężenie, niestety nie mogła tak stać w nieskończoność, namydliła swoje ciało, umyła włosy, spłukała pianę, zakręciła wodę i otworzyła drzwi kabiny a jej serce zamarło. W łazience stał Malfoy i wyciągał do niej rękę z ręcznikiem. Zamrugała kilka razy i pospiesznie chwyciła ręcznik zakrywając się nim.
- Masz gościa – ton blondyna był pozornie obojętny. Gryfonka nawet nie zdążyła zapytać kto przyszedł ponieważ chłopak odwrócił się na pięcie i wyszedł z łazienki, ale tylko Merlin wie ile go to kosztowało. Już pierwszego dnia zauważył, że Granger ma idealne ciało. Trzy lata wytrzymał bez kobiety, teraz starał się z całych sił aby nie uwieść siebie i jej. Hermiona stała nieruchomo owinięta białym ręcznikiem, po chwili zreflektowała się i wybiegła z łazienki. Serce stanęło jej na moment, a najgorszy koszmar właśnie się ziścił. W korytarzu z pochmurną miną i wrogością w oczach stał Jack.
- Witaj Mionko – powiedział łagodnie jakby zwracał się do dziecka. Hermiona poczuła, że zaschło jej w gardle, z trudem przełknęła ślinę i popatrzyła odważnie w jego ciemne oczy.
- Czego chcesz? - zapytała przez zaciśnięte zęby, a mięśnie na jej ciele boleśnie się napięły.
- Przyjechałem po ciebie – ponownie łagodny ton – możemy wracać do domu?
- Nigdzie z tobą nie jadę – odpowiedziała sztywnoi. Jack parsknął śmiechem
- Nie bądź głupia. Nie możesz siedzieć na głowie Dracona w nieskończoność. Pora wracać – gryfonka już nic nie rozumiała z całej sytuacji, wypity alkohol szumiał w głowie, w płucach powoli zaczynało brakować tchu. Spojrzała panicznym wzrokiem na obojętnego blondyna.
- To prawda? - zapytała przerażona.
- A chcesz tego?
- Oczywiście, że nie!
- Widzisz Marbell? Ona nie chce z tobą wracać – stalowe spojrzenie utkwiło w ciemnowłosym mężczyźnie – miło było, ale musisz już iść.
- Daj spokój Malfoy. Wygrałem dużą sumę pieniędzy, stać mnie na to żeby ją odkupić – ton głosu Jacka był szorstki lecz nie robił na ślizgonie żadnego wrażenia.
- Ile proponujesz? - pytanie blondyna zaskoczyło Hermionę, nagły chłód objął jej ciało. Ponownie stała się przedmiotem. Nie wierzyła własnym uszom, że Malfoy w ogóle rozważa taką propozycję.
- Sto tysięcy – Draco parsknął śmiechem lecz po chwili uśmiech znikł z jego arystokratycznej twarzy, a spojrzenie ciskało błyskawice.
- Jesteś żałosny – syknął głosem zimnym jak lód – ona nie jest i nigdy nie będzie na sprzedaż. Miałeś pod nosem wspaniałą kobietę, ale ją straciłeś na własne życzenie. Myślałem, że przyszedłeś przeprosić i błagać o wybaczenie, niestety dalej jesteś sukinsynem jakim byłeś. Jeżeli to wszystko co masz do powiedzenia to zejdź mi z oczu bo nie ręczę za siebie – Hermiona poczuła jak wielki, ciężki kamień spadł jej z serca. Nie odda jej, nie sprzeda... Jest bezpieczna.
- Kiedyś tego pożałujesz – warknął Jack w stronę Hermiony i wyszedł trzaskając drzwiami. Brązowooka stała i patrzyła na drzwi, czuła jak w oczach zbierają się łzy, tak bardzo nie chciała płakać. Nagle poczuła jak obejmują ją silne ramiona blondyna.
- Wszystko jest ok Granger. To zwykły palant, nie powinnaś płakać przez takich jak on – czule szeptał do ucha gryfonki – osobiście dopilnuję żeby cię już nigdy nie nachodził – odsunął ją delikatnie od siebie i spojrzał w czekoladowe oczy, które były pełne smutku i wdzięczności. Blondyn uśmiechnął się delikatnie – idź się wysusz i ubierz, naleję ci lampkę wina dla odprężenia – brązowooka skinęła posłusznie głową i wróciła do łazienki. Gdy przyszła do salonu Malfoy kończył szklaneczkę Ognistej z lodem a jej podał lampkę winę. Hermiona usiadła na podłodze przed kominkiem, a blondyn poszedł wziąć prysznic. Myśli kłębiły się w jej głowie, mógł ją sprzedać za sto tysięcy, ale tego nie zrobił. Czy ona coś dla niego znaczy? Czy to była tylko litość?
- Nad czym tak myślisz? - bezradnie wzruszyła ramionami i spojrzała na blondyna stojącego bez koszulki w spodniach dresowych z mokrymi jeszcze włosami. Draco trzymał w ręku drugą szklankę z bursztynowym napojem.
- Taki dżentelmenem jak ty chyba powinien wiedzieć, że nie wchodzi się bez pukania do łazienki gdy ktoś bierze prysznic – Draco sprawiał wrażenie rozbawionego tą uwagą.
- Pukałem, ale nie słyszałaś.
- Jasne.
- Jakoś nie sprawiałaś wrażenia skrępowanej swoją nagością – mruknął zaczepnie. Hermiona oblała się rumieńcem. - Swoją drogą pięknie wyglądasz nago, cała taka mokra, śliska – blondyn podszedł i usiadł obok dziewczyny na podłodze. Brązowowłosa poczuła, że robi jej się gorąco...
- Przestań – szepnęła wymijająco i upiła porządny łyk wina.
- Nikt ci nie prawił komplementów, że ładnie wyglądasz nago? Chyba mi nie powiesz, że jesteś dziewicą? - Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. - W takim razie powinnaś być przyzwyczajona do takich rzeczy.
- Ta rozmowa zmierza w złym kierunku szefie – upomniała go łagodnie i zaśmiała się nerwowo – lepiej będzie dla nas obojga jak pójdę spać – wstała i ruszyła do swojego łóżka zostawiając go samego przed kominkiem.


Trzy miesiące minęły szybko. Widywali się w pracy, w domu, wspólne śniadania, obiady, kolacje. Panna Granger naprawdę zadomowiła się w mieszkaniu arystokratycznego blondyna. Praca nie była lekka ale dzięki niej nabrała powietrza, poczuła, że znowu oddycha, znowu spotyka ludzi a życie nie jest takie okropne jak się wydawało. Blondyn coraz częściej łapał się na tym, że przywiązał się do tej kobiety, która z nim mieszka. Między nimi nawiązała się nić porozumienia, która z dnia na dzień stawała się coraz silniejsza. Niechętnie myślał o tym, że kiedyś będzie musiało nadjeść rozstanie. Jego życie w końcu osiągnęło jakąś harmonię. Jak co wieczór obserwował Hermionę czytającą książkę. Wygrał ją w karty – na tę myśl uśmiechnął się do siebie
- Co cię bawi? - zapytała przekrzywiając głowę brązowooka.
- Tak sobie wspominam – odpowiedział wymijająco – napijemy się wina?
- Jasne – odparła brązowowłosa. Chłopak wstał i udał się po kieliszki i alkohol. Po chwili oboje sączyli ciemnoczerwony trunek siedząc przy kominku. - Dostałam nową propozycję pracy – jego idealna harmonia, ład, który zbudowali razem runął.
- Jaką?
- Mogę zostać tłumaczem Ministra Magii – szepnęła niepewnie brązowooka. Draco pokiwał z uznaniem głową.
- To chyba bardzo interesująca propozycja?
- Tak nawet... Jeżeli nie chcesz to ja...
- Nie Granger – uciął – umawialiśmy się, że dopóki nie staniesz na nogi będziesz tutaj. Teraz masz możliwość się wyrwać. Byłbym ostatnim egoistą gdybym ci na to nie pozwolił.
- Chcesz żebym odeszła? - gryfonka skupiła na nim swój wzrok. Potrzebowała teraz tylko jednego słowa, krótkiego „nie” aby mogła zostać. Było im razem dobrze, nie chciała tego burzyć. W duchu mocno liczyła na to, że nie pozwoli jej odejść. Blondyn spojrzał głęboko w jej oczy. Wiedział, że ten moment musiał kiedyś nadjeść.
- Tak będzie lepiej dla ciebie – jego głos był chłodny, ostatkiem sił powstrzymywał się, żeby nie złapać jej w objęcia i powiedzieć żeby została – do kiedy masz czas?
- Mogę zacząć w każdej chwili – w pokoju panowała martwa cisza, każde z nich pogrążone było w sowich myślach. Ani Draco ani Hermiona nigdy nie pomyśleli, że rozstanie może być takie ciężkie.
- Muszę zawieźć dokumenty do firmy – podniósł się szybko z podłogi i wyszedł. Na dworze było już ciemno, miasto lekko ucichło, założył swój kask i wsiadł na motor. Tak dawno nim nie jeździł. Po wypadku obiecał bliskim, że już nigdy na niego nie wsiądzie, ale teraz potrzebował czegoś co pozwoli mu poczuć się lekko, wolno i uwolni go od galopujących myśli. Przekręcił kluczyk i ruszył przed siebie.

Minęły dwie godziny, a jego dalej nie było. Skołatane myśli krążyły po głowie zdenerwowanej dziewczyny. Już raz miał wypadek, Diabeł mówił, że od tamtej pory nie wsiadał na motor. Cholera zaklęła w myślach. Siedziała w kuchni nad zimnym już kubkiem herbaty, uśmiechnęła się na wspomnienie wieczoru kiedy to nieudolnie próbowała wydostać jedną saszetkę. Tak wiele się zmieniło, tak dobrze było im razem... Dlaczego to zmieniać? Usłyszała szczęk kluczy w drzwiach, zerwała się i wybiegła na korytarz. Z ulgą przyjęła, że wrócił cały i zdrowy.
- Martwiłam się o ciebie! - krzyknęła drżącym głosem, a po jej policzkach spłynęły łzy - Podobno nie jeździsz motorem od czasy wypadku
- Blaise papuga wszystko ci już opowiedział?
- Nie ważne kto mi powiedział! Wiem jak cierpiałeś...
- Nie wiesz – przerwał jej zdecydowanym tonem – nie wiesz jak to jest gdy niewyobrażalny ból rozdziera twoje ciało. Gdy łamiące się kości sprawiają, że chcesz krzyczeć z całych sił, ale nie możesz bo ciężko ci złapać oddech. Nie wiesz jak to jest gdy jedyną rzeczą, której pragniesz jest śmierć żeby móc przestać czuć. W swoim życiu nie zawsze mamy to na co zasługujemy, nie trafiamy tylko i wyłącznie na dobrych ludzi, nie zawsze mamy szczęście. Popatrz ty trafiłaś na Jack'a, który cię uwięził. Ja trafiłem na Jane, która mnie zdradzała jak leżałem w szpitalu, a potem mnie rzuciła i to dokładnie wtedy kiedy potrzebowałem jej najbardziej. Na szczęście Blaise pomógł mi się pozbierać. Teraz ja pomogłem tobie. Oboje cierpieliśmy, ale trzeba to zostawić za sobą i iść na przód, przełamywać swoje lęki. Stanie w miejscu nie przynosi niczego dobrego. Ty też musisz ruszyć na przód. Nie mogę cię tutaj zatrzymać rozumiesz? - spojrzał w jej oczy, czekoladowe tęczówki wydawały się ciemniejsze niż zazwyczaj, widział w nich ból pomieszany ze współczuciem. Na twarzy widniały jeszcze ślady łez, które przed chwilą lśniły na policzkach.
- A co jeżeli nie chcemy iść naprzód? - zapytała szeptem brązowooka.
- Nie zawsze to czego chcemy jest dla nas dobre – powiedział spokojnie. Hermiona otworzyła usta żeby odpowiedzieć, ale blondyn wpił się w nie z pasją. Gryfonka bardzo szybko odwzajemniła pocałunek. Jego ciepłe wargi zachłannie całowały jej usta, sprawny język pieścił delikatne podniebienie. Ich pragnienie było wyczuwalne w powietrzu. Pocałunek chłopaka doprowadził do wrzenia krew w jej żyłach. Malfoy delikatnie odsunął ją od siebie – marzyłem o tym odkąd zobaczyłem cię na stołku kuchennym gdy sięgałaś po herbatę – wymruczał.
- Tylko o tym? - zapytała wpatrując się w jego idealnie wykrojone wargi.
- Nie tylko – szepnął i musnął wargami jej usta – chcę dużo dużo więcej – uniósł ją i zaniósł do swojej sypialni. Położył ją na ogromnym łóżku i przejechał czubkiem języka po szyi gryfonki co wywołało przeciągły jęk. Delikatnie zdjął z niej ubrania i zaczął pieścić jej pełne piersi – jesteś taka piękna – powiedział ochrypłym z podniecenia głosem – nawet nie wiesz ile razy o tym śniłem – po tych słowach kontynuował swoje pieszczoty leniwie przesuwając się w dół. Hermiona nie pamiętała kiedy ostatni raz czuła się tak ważna w sypialni, chłonęła te słodkie doznania każdą komórką ciała. Gdy usta Dracona zaczęły pieścić jej kobiecość przez ciało dziewczyny przeszła pierwsza fala rozkoszy, blondyn szybko zrzucił z siebie ubranie i wszedł w nią sprawnym ruchem wywołując krzyk z malinowych ust
- Sprawiłem ci ból? - zapytał z troską.
- Nie – wyszeptała pomiędzy urywanymi oddechami – kontynuuj proszę – Malfoy posłusznie wysłuchał prośby i zabrał ich razem w krainę bezkresnej przyjemności. Tej nocy oboje ofiarowywali sobie nawzajem nieziemskie doznania. Rankiem Hermiona długo stała pod prysznicem, ciągle czuła na sobie dotyk Dracona, który rozpalał jej zmysły. Nie chciała nieudolnego pożegnania, nie wiedziała nawet co miałaby mu powiedzieć po tym wszystkim co od niego otrzymała. Gdy wyszła z łazienki w mieszkaniu panowała cisza, Malfoy poszedł do pracy. Na stole w kuchni leżała kartka, a na niej dwa zdania.

Jesteś wspaniałą kobietą Granger. Nigdy o tym nie zapominaj.
                                                                                      D.M


Jeszcze tego samego dnia przyjęła propozycję z Ministerstwa i przeprowadziła się do nowego, służbowego mieszkania. Nowa praca okazała się ciekawa jednak nie była tak przyjemna jak praca z Draco i Zabini'm. W mieszkaniu było pusto, w kominku nie płoną ogień, a kawa rano nie smakowała tak dobrze jak w towarzystwie blondyna. Podobnie było w życiu Dracona, pomimo tego, że panna Granger zostawiła wszystkie bibeloty, które kupiła opiekując się jego mieszkaniem nie odczuwał jej obecności. Brakowało mu widoku zaspanych, czekoladowych oczu, luźnie związanych włosów i bosych stóp gdy przygotowywała dla nich śniadanie. Oddał jej wolność. W głębi serca czuł, że postąpił słusznie, że ona na to zasługuje, ale nie czuł z tego powodu radości.

Kolejny dzień w Ministerstwie minął Hermionie bez większych emocji, wracała spokojnym spacerem do swojego mieszkania. Minął miesiąc, a ona ciągle rozmyślała o stalowych tęczówkach, blond włosach, rozmowach przy winie i namiętnej nocy. Zamyślona otwierała drzwi mieszkania gdy nagle usłyszała za sobą
- Jak ci się mieszka w nowym mieszkaniu? - odwróciła się gwałtownie i ujrzała smukłą wysoką postać, szerokie męskie ramiona i blond włosy. Jego zmysłowy głos sprawił, że krew w żyłach zaczęła szybciej krążyć.
- Dziękuję, nie narzekam – skłamała. - Co ty tutaj robisz?
- Przyszedłem po coś co mi zabrałaś Granger – Hermiona osłupiała. Blondyn podszedł leniwym krokiem, stalowe oczy sypały iskry. Serce w piersi dziewczyny zaczęło bić szybciej.
- Coś ci zabrałam? Przepraszam musiałam to zrobić nieświadomie – spuściła swój wzrok wpatrując się w swoje eleganckie buty. Gorączkowo zastanawiała się nad tym o co chodzi Malfoy'owi.
- Może wejdźmy do mieszkania – zaproponował – nie chcę o tym rozmawiać na schodach. - Gryfonka skinęła głową i oboje weszli do pomieszczenia. Draco zamknął za sobą drzwi i popatrzył uważnie na dziewczynę, która wpatrywała się w niego oczekując wyjaśnień. - Oddaj mi moje serce Hermiono – na twarzy brązowookiej wymalowane było zdziwienie. Zamrugała kilka razy dla pewności czy to aby nie sen, ale postać blondyna nie znikła.
- Słucham? - wyszeptała niemal bezgłośnie.
- Oddaj mi moje serce, które skradłaś. Odkąd się wyprowadziłaś moje życie nie jest takie jak powinno, kawa nie smakuje tak jak powinna, praca nie jest tak fajna jak powinna być. Nie wracam z radością do domu, a moje łóżko nagle okazało się za duże dla jednej osoby. Gdy zasypiam ciągle widzę ciebie jak jesteś pod prysznicem, w kuchni, na podłodze przed kominkiem. Powiedz mi coś żeby to się zmieniło bo przysięgam, że oszaleję.
- Ja też – odparła bez wahania.
- Co ty też? - zapytał zdziwiony.
- Ja też za tobą tęsknię Draco. – Malfoy bardzo szybko znalazł się przy pannie Granger i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, serce Hermiony wykonało fikołka z radości. Gdy już oboje wyrównali oddech zapytał z nadzieją w głosie
- Wrócisz do mnie?
- A chcesz tego?
- Bardziej niż czegokolwiek. Kocham cię Granger – radosny śmiech rozległ się w mieszkaniu.


ROK PÓŹNIEJ

- Stary też chcę mieć taką fajną żonę – powiedział Blais'e do Dracona gdy obaj obserwowali jak świeżo upieczona pani Malfoy zabawia gości na przyjęciu weselnym.

- Musisz zacząć grać w karty Diable – odpowiedział zadowolony pan młody.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Poker - miniaturka cz.I

Na wstępie pragnę bardzo przeprosić ale niestety nie nad wszystkim panujemy i wypadki losowe się zdarzają zarówno te miłe jak i te mniej miłe... 

Bardzo chciałam dodać miniaturkę 7 grudnia w dniu urodzin Avis. ale niestety nie udało się to, dlatego korzystając z okazji dzisiaj pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia dużo zdrowia, pogody ducha, uśmiechu na twarzy oraz spełnienia marzeń :* 100 lat Avis. ! :) (spóźnione ale szczere)  

Co do miniaturki to będzie jeszcze jedna część najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu ;) życzę Wszystkim Czytelniczkom udanego tygodnia trzymajcie się ciepło :)

pola




- Nie masz już czego postawić – chłodno zauważył blondyn, świdrując przeciwnika wzrokiem. Ten mu odpowiedział pogardliwym uśmiechem.
- Mam – brunet skiną głową na swojego kierowcę. Po chwili do pokoju została przyprowadzona kobieta w czerwonej sukience,głowę miała pochyloną tak jakby chciała się ukryć przed mężczyznami, którzy bezczelnie świdrowali ją wzrokiem. - Daję ją w zastaw – przy pięcioosobowym stoliku do pokera zapanowało poruszenie.
- Jesteś żałosny – głos blondyna był pełen pogardy. Jeden z graczy powoli wstał od stolika i podszedł do szczupłej kobiety, delikatnie ujął ją za brodę i podniósł tak, że mógł spojrzeć w jej orzechowe oczy. - Kim ona dla ciebie jest Jack?
- Nikim ważnym.
- Jak śmiesz?! - głos dziewczyny nie krył oburzenia.
- Zamilcz - warknął brunet. - Panowie gramy? - Brązowowłosa popatrzyła na zgromadzonych mężczyzn. Każdy z nich patrzył się na nią z zaciekawieniem, każdy z nich był zapewne obrzydliwie bogaty i każdy z nich napawał ją odrazą. Jej przerażone oczy zatrzymały się na pewnym blondynie, który popijał whisky z lodem i jako jedyny nie zwracał na nią uwagi. Wydawało jej się, że skądś zna tę postać, szczupły, umięśniony, krótkie blond włosy. Chłopak popatrzył na nią uważnie i na jego twarzy pojawił się drwiący uśmiech w tej samej chwili Hermiona zdała sobie sprawę, że patrzy na Dracona Malfoy'a. Przymknęła swoje oczy nie chciała bowiem patrzeć w czyje obrzydliwe łapska trafi. Jej życie uległo koszmarnej zmianie przez ostatnie kilka lat. Początkowo Jack Marbell był w niej obłędnie zakochany natomiast ona utrzymywała pewien dystans, później zaczął jej imponować swoim doświadczeniem życiowym, był starszy o dziesięć lat więc wiedział więcej o życiu niż ona sama aż w końcu przekonała się do jego wielkiej miłości i zgodziła się na wspólne mieszkanie. Sielanka jednak nie trwała długo, zrobił z niej kurę domową, odciął od jakiegokolwiek źródła dochodu sam popadł w nałóg hazardu i teraz gryfonka stoi w wyzywającym makijażu, ubrana w czerwoną sukienkę, czarne szpilki jak towar na wystawie. Skrzywiła się na myśl, że pozwoliła zmarnować młode lata swojego życia. Miała niespełna trzydzieści lat i żadnych perspektyw przed sobą.
- Poker – powiedział dumnie młody arystokrata. Jack zaklął pod nosem.
- Jest twoja – mruknął niezadowolony. Kobieta poczuła jak krew odpływa z jej twarzy. Każdy tylko nie on. Męski wieczór dobiegł końca, panowie rozeszli się do swoich domów. Jej ukochany nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem. Została sam na sam z blondynem, który obrzucił ją szybkim spojrzeniem i ruszył przed siebie. Hermiona stała zdezorientowana nie wiedząc co robić.
- Idziesz czy zostajesz? - zapytał zniecierpliwiony. Doskonale wiedziała, że lepiej byłoby zostać, ale co dalej? Nie ma gdzie pójść, do kogo zadzwonić, nie ma żywego funta przy duszy. Popatrzyła dumnie na mężczyznę i ruszyła w jego stronę, ten otworzył jej kulturalnie drzwi i wyszli do zimnego hallu. Zatrzęsła się z zimna, nie miała ze sobą żadnego płaszcza. Ślizgon popatrzył na nią uważnie, przewracając oczami zdjął ciemną marynarkę i podał ją dziewczynie, która patrzyła niego niepewnym wzrokiem.
- Bierz tę cholerną marynarkę – powiedział niskim, lodowatym tonem. Posłusznie spełniła jego żądanie. Po chwili znaleźli się na dworze, gdzie uderzyło ich mroźne zimowe powietrze. Brązowowłosa w duchu dziękowała swojemu wrogowi szkolnemu za dodatkowe ubranie, gdyby nie to zamarzła by od razu. Nadjechała długa, czarna limuzyna, z której wysiadł szofer.
- Dobry wieczór sir. - Malfoy skinął przyjaźnie głową – Jak minęła gra?
- Dobrze. Wręcz wspaniale – powiedział rozbawiony blondyn. Starszy mężczyzna otworzył im drzwi i poczekał aż oboje wsiądą. Po chwili ruszyli ciemnymi ulicami Londynu w nieznane Hermionie miejsce.


Hermiona stała w korytarzu ogromnego mieszkania młodego arystokraty, które było urządzone gustownie i nowocześnie. Droga minęła im w milczeniu jakby każde z nich bało się pierwsze coś powiedzieć, jednak dziewczyna musiała przełamać swój opór
- Co ze mną będzie? - zapytała niepewnie. Blondyn zlustrował ją uważnie wzrokiem.
- Nie wiem Granger. Twój mąż czy też kochanek ofiarował mi niespodziewany prezent, zwrot w naturze zamiast w gotówce. Może powinienem z tego jakoś skorzystać? - dziewczyna głośno przełknęła ślinę i odruchowo cofnęła się od mężczyzny.
- Nie jestem rzeczą, którą się komuś daje – warknęła.
- Osobiście do czegoś takiego bym się nie posunął, niestety trafiłaś na skurwysyna, który cię sprzedał. Wcale nie chciałem cię wygrać, ale tak się stało. Jeszcze nie wiem co z tobą zrobię, postaram się do jutra coś wymyślić. Łazienka jest na końcu korytarza, idź zmyj z siebie ten wulgarny makijaż i weź prysznic – ruszyła bez słowa we wskazanym miejscu i już po chwili gorące krople spływały po jej nagim ciele. W łazience było dużo damskich kosmetyków tak jakby jakaś kobieta mieszkała ze ślizgonem. Kątem oka zauważyła jakiś ruch w pomieszczeniu, wstrzymała oddech, drzwi od kabiny uchyliły się i stanął w nich blondyn. Zawstydzona próbowała zakryć swoją nagość rękami, co wywołało ironiczny uśmiech na twarzy chłopaka.
- Może umyć ci plecy?
- Nie – mruknęła. - Czego chcesz?
- Nieładnie tak się zwracać do swojego nowego właściciela.
- Nie jesteś moim właścicielem – odparła przez zaciśnięte zęby co chłopak skwitował wzruszeniem ramion.
- Doprawdy nie wiem dlaczego tak się unosisz? Spójrz prawdzie w oczy, zostałaś sprzedana.
- Skoro chciałeś sobie urządzić dyskusję na ten temat mogłeś to zrobić w korytarzu,a nie teraz gdy stoję naga pod prysznicem! - do orzechowych oczu napłynęły łzy – Ale dla ciebie oczywiście jest mało upokorzenia jakiego doznałam i musisz dorzucić swoje!
- Spokojnie – mruknął - Przyniosłem ci koszulkę do spania, ręcznik i szczoteczkę. Jakbyś potrzebowała czegoś jeszcze to krzycz. Jak skończysz to przyjdź do salonu - drzwi do kabiny zamknęły się i gryfonka ponownie była sama w łazience. Szumiąca woda zagłuszyła jej rzewny płacz.


- Jesteś głodna? - zaprzeczyła ruchem głowy. Siedzieli w dużym, przestronnym salonie, z którego roztaczały się piękne widoki na Londyn. Hermiona ubrana w koszulkę Dracona wyglądała niezwykle kusząco, co nie umknęło uwadze właściciela.
- Masz dokąd wrócić? - ponownie zaprzeczyła ruchem głowy. - Pracujesz? - kolejne nerwowe potrząśnięcie – Zatem nie pracujesz i nie masz dokąd pójść? - tym razem odpowiedziało mu przytaknięcie.
- Na Merlina Granger czy ty masz język? W Hogwarcie byłaś taka wyszczekana a teraz co? - Hermiona starała się nerwowo obciągnąć koszulkę co nie uszło jego uwadze – nie zjem cię jak się do mnie odezwiesz – powiedział spokojnie.
- Od kiedy jesteś taki miły?
- Ludzie się zmieniają – mruknął. - Możesz mi powiedzieć jak wpakowałaś się w to bagno?
- Co konkretnie masz na myśli?
- Byłaś najmądrzejsza uczennicą w całej szkole dobrze wiesz co mam na myśli.
- Poznałam go podczas przyjęcia u znajomych, był miły, błyskotliwy i sympatyczny. Zaczęliśmy się spotykać. Zaimponował mi, zakochałam się i zamieszkaliśmy razem. Moje mieszkanie zostało sprzedane. Powoli odseparowywał mnie od znajomych, od pracy aż w końcu całkowicie odciął mnie od wszystkiego. Popadł w nałóg i zaczął sprzedawać wszystko co się da aż w końcu trafiło na mnie... - mówiła to tonem wypranym z emocji.
- Dlaczego nie odeszłaś?
- Jak? Dokąd? Nawet ty chcąc się mnie pozbyć nie masz gdzie mnie odesłać..
- Rodzice?
- Nie żyją. Harry i Ginny wyjechali. Z Ronem nie utrzymuję kontaktu - blondyn zamyślił się i potarł twarz dłońmi.
- Chcesz wrócić do Jacka?
- Nie – powiedziała gwałtownie.
- Nie jesteś zachwycona tym, że trafiłaś do mnie i nie chcesz wrócić do Jacka. Nie rozumiem cię Granger.
- Widocznie mało się starasz – zauważyła złośliwie.
- Proszę proszę pokazujemy pazurki – odciął się blondyn. - W normalnych okolicznościach wykorzystał bym to, że jesteś moja i pod moim dachem ale przez wzgląd na dawne czasy odpuszczę ci. Chyba nie będziesz rozczarowana?
- Skądże znowu przecież brzydzisz się szlamem.
- W tym domu nie używa się takich słów – powiedział surowo. Spojrzał na zegarek i wstał – chciałbym się położyć do łóżka. Twoja sypialnia jest naprzeciwko mojej. Masz coś przeciwko? - dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy. - Nie słyszę Granger?
- Nie mam nic przeciwko – powiedziała cicho. Podniosła się z sofy, na której siedziała, a koszulka opadła w połowę uda. Malfoy musiał przyznać, że dziewczyna wyglądała pięknie i naturalnie. Brązowe delikatnie kręcone włosy spływały po plecach gryfonki. Pełne, malinowe usta, zgrabny nos i duże oczy nie były już tak dziecinne jak w szkole. Delikatna, mleczna skóra wydawała się być gładka jak jedwab, blondyn poczuł nagłą chęć dotknięcia i sprawdzenia tego. Wyciągnął swoje silne dłonie i przejechał po szczupłych rękach dziewczyny, która drgnęła a na jej ciele pojawiły się ciarki. Draco odchrząknął
- Przepraszam. Twoja sypialnia jest po lewej stronie, przedostatnie drzwi. - gryfonka odwróciła się na pięcie i poszła do swojego nowego pokoju.


- Nie mam się w co ubrać- zauważyła nieśmiało stojąc w drzwiach do kuchni. Blondyn oderwał wzrok od gazety i zaskoczony popatrzył na dziewczynę.
- Jest szósta rano, nie śpisz?
- Jak widać – burknęła pod nosem.
- Zadziwiasz mnie Granger. Wczoraj kiwałaś głową dzisiaj zaczynasz silić się na sarkazm. Czy to moja osoba takie cuda zdziałała?
- Och Malfoy przecież wszyscy wiemy jaki jesteś cudowny – chłopak zaśmiał się pod nosem.
- W rzeczy samej Granger. Albert zaraz pojedzie po twoje rzeczy. Kawy?
- Herbaty zielonej o ile posiadasz.
- W drugiej szafce po prawej stronie. Zrób sobie – podeszła do szafki i wspięła się delikatnie na palce. Biała koszula z napisem „Boss” podciągnęła się odsłaniając czarne, koronkowe figi. Blondyn mimowolnie wpatrzył się w jej zgrabny tyłek, następnie przesunął wzrokiem po smukłych nogach. Wstał, podszedł do męczącej się dziewczyny, wyciągnął rękę i bez problemu zdjął słoik z herbatą. Gryfonka czuła jego bliskość, zapach i oddech, który przyjemnie łaskotał jej kark.
- Dziękuję – powiedziała ochrypniętym głosem.
- Nie ma za co – odpowiedział jej niskim, zmysłowym tonem. Niezręczną ciszę przerwał dźwięk gotującej się wody. Hermiona zaparzyła sobie herbatę i usiadła naprzeciwko chłopaka.
- Czym zajmowałaś się w pracy? - zapytał przebiegając wzrokiem po artykule prasowym.
- Tłumaczeniem umów, rozmów telefonicznych, czasami byłam tłumaczem podczas spotkań.
- Niestety, ale teraz będziesz musiała zająć się gotowaniem i sprzątaniem dla mnie. Będziesz dostawała za to pensję, a jak się trochę odkujesz to może pozwolę ci odejść - skwitował z uśmiechem.
- Co na to twoja dziewczyna?
- Nie mam.
- Chcesz powiedzieć, że te damskie kosmetyki należą do ciebie?
- Nie.
- Aha.
- To cię nie powinno w ogóle interesować.
- Mhm.
- Tutaj masz rozkład zajęć – podał jej zapisaną białą kartkę. - Mam nadzieję, że mnie nie otrujesz przy najbliższej okazji?
- Jesteś moim panem i władcą, nie śmiałabym tego uczynić – Malfoy uniósł lewą brew i popatrzył na nią uważnie.
- Widzę, że się rozumiemy. Miłego dnia – wyszedł zostawiając zamyśloną dziewczynę samą. Może nie jest tak źle, że trafiła do swojego dawnego wroga Dracona Malfoy'a? Wygląda na to, że chyba się zmienił. Cały miesiąc minął spokojnie blondyn wychodził do swojej firmy deweloperskiej, a panna Granger przyrządzała posiłki, odkurzała, myła, prała, prasowała i wykonywała inne domowe obowiązki. Ich rozmowy ograniczały się do minimum z czego Hermiona była bardzo zadowolona. W pewien piątkowy wieczór brązowooką spotkała jednak pewna niespodzianka. Jak co wieczór w kuchni czekała z gotową kolacją na powrót Draco z pracy, zamek w drzwiach się przekręcił i drzwi się otworzyły jednak do mieszkania nie wszedł wysoki blondyn. Hermiona usłyszała kobiecy głos
- Kochanie jesteś? - kobieta najwyraźniej szukała Malfoy'a. Gryfonka ubrana w granatowe dżinsy i luźną koszulkę wyszła na korytarz
- Nie ma go – powiedziała spokojnym głosem – ale zaraz powinien być.
- A ty kim jesteś? - pytanie padło z ust długonogiej brunetki, która była wyraźnie zaskoczona obecnością Hermiony w mieszkaniu. Kobieta była elegancka w każdym calu, brązowooka domyśliła się, że kosmetyki z łazienki należą do niej.
- Ja tutaj pracuję.
- Pracujesz? - elegancka pani prychnęła z pogardą – Zapewne tylko czekasz aż pozwoli ci wskoczyć do łóżka! Twoje niedoczekanie bo ja na to nie pozwolę! - Hermiona chciała coś odpowiedzieć, ale w drzwiach pojawił się blondyn, którego mina nie wyrażała zadowolenia na widok tajemniczej brunetki.
- Panie Malfoy ta pani czeka na pana – ton głosu panny Granger był oziębły, odwróciła się na pięcie i poszła do kuchni. Jednak tam doskonale słyszała toczącą się dyskusję.

- Co tutaj robisz? - głos Malfoy'a był ostry ja żyletka.
- Co ja tutaj robię? Może lepiej powiedz co robi tutaj ta wywłoka?!
- Nie pozwalam ci tak o niej mówić! - warknął.
- Jeszcze jej bronisz? Już zdążyła cię owinąć wokół palca?!
- Nie twoja sprawa! Miałaś tutaj nie przychodzić. Rozstaliśmy się pamiętasz? Zostawiłaś mnie dla jakiegoś bogatszego dziadka – syknął wściekły ślizgon.
- Po prostu chciałam w tobie wzbudzić odrobinę zazdrości – zaświergotała radośnie brunetka. Hermiona prychnęła cicho w kuchni, kręcąc z niedowierzania głową.
- Oddaj klucze do mojego mieszkania i nigdy więcej tutaj nie wracaj.
- Ale Draco...
- Nie będę dwa razy powtarzał.
- Będziesz błagał żebym wróciła! - po tych słowach rzuciła klucze na ziemię i wyszła trzaskając drzwiami. Blondyn wszedł z pochmurną minął do kuchni.
- Co na kolację? - zapytał chłodnym tonem.
- Pstrąg w ziołach i sałata sir – stalowe tęczówki zwęziły się lekko.
- Nie przeginaj Granger – syknął.
- Tylko odpowiadam na pana pytania sir – odważnie spojrzała mu w oczy – cóż więcej może taka wywłoka jak ja – poczuła jak broda zaczyna jej drżeć i odwróciła pospiesznie wzrok.
- Słyszałaś? - odpowiedziała przytakując głową – Nie przejmuj się nią.
- Ona ma rację. Jestem jak taka wywłoka bez dachu nad głową.
- Nie mów tak – powiedział ostro. - Jack nie wie co stracił.
- Być może... Pójdę do siebie. Dobranoc.
- Hermiona – dziewczyna odwróciła się na dźwięk swojego imienia – twój czek z wypłatą. - podeszła i drżącą ręką wzięła świstek papieru mimowolnie zerkając na sumę. Pięć tysięcy funtów.
- To... za dużo. Ja tylko wykonuję podstawowe obowiązki.
- Nie dyskutuj Granger. Dobranoc.

Leżała już w swoim łóżku i rozmyślała nad swoim życiem, nad tym jak arystokratyczny blondyn się zmienił i jak bardzo jej pomógł. Co takiego musiało zajść w jego życiu, że przeszedł taką przemianę? Usłyszała ciche pukanie do drzwi. Podniosła się na łokciach i powiedziała zachrypniętym głosem
- Proszę – drzwi się uchyliły i do środka wsunął się Malfoy ubrany w spłowiałe dżinsy i czarną koszulkę.
- Obudziłem cię?
- Nie spałam. Coś się stało?
- Dostałem aneks do umowy, a mój firmowy tłumacz się rozchorował i ma wolne. Potrzebuję jej na jutro. Możesz zerknąć? Jest po francusku. - popatrzył wyczekująco na dziewczynę, w oczach Hermiony zatańczyły wesołe iskierki - Oczywiście dodatkowo zapłacę – pospiesznie dodał. Wyskoczyła radośnie z łóżka zapominając, że jest w koronkowej, nocnej koszulce. Na ten widok oczy blondyna pociemniały, a w ustach zrobiło się sucho. Ostatkiem sił starał się nad sobą zapanować mocno zaciskając zęby.
- To prosty tekst pisany prawniczym językiem. Zajmie mi to jakąś godzinkę – podniosła swoje orzechowe oczy na niego i dostrzegła jego drapieżny wzrok. Zrozumiała, że ma na sobie mały skrawek materiału i oblała się rumieńcem – przepraszam – wyszeptała.
- Osobiście mi to nie przeszkadza, ale może lepiej byłoby dla ciebie gdybyś coś na siebie narzuciła? - lewa brew uniosła się leniwie do góry, a na twarzy pojawił się ironiczny uśmiech – będę czekał w gabinecie.


- Już jestem – powiedziała cicho. Blondyn popatrzył na nią uważnie i w duchu podziękował, że ma na sobie zwykłe czarne leginsy i dłuższy sweter zamiast tej cholernie krótkiej koszulki. Podniósł się ze swojego miejsca za biurkiem i zaprosił gestem ręki.
- Potrzebujesz czegoś?
- Mam pisać odręcznie czy na komputerze?
- Na komputerze – popatrzył na nią przelotnie – będzie ci przeszkadzało jak sobie tutaj posiedzę? - zaprzeczyła ruchem głowy po czym zabrała się do pracy. - Jakie języki znasz? - Hermiona oderwała się na chwilę od pracy i popatrzyła zaskoczona na ślizgona
- Francuski, hiszpański, włoski. Dlaczego pytasz? - blondyn wzruszył beztrosko ramionami.
- Tak po prostu. Mieszkasz u mnie miesiąc chciałbym wiedzieć o tobie coś więcej.
- Przepraszam, że tak siedzę ci na głowie. Niedługo zacznę czegoś szukać o ile... - popatrzyła na niego niepewnie
- O ile co?
- O ile mi pozwolisz – blondyn uśmiechnął się ironicznie.
- Nie jesteś moją własnością.
- Wygrałeś mnie – skrzywiła się znacznie na te słowa.
- Powiedzmy, że miałaś szczęście trafiając na mnie, a nie na kogoś innego.
- Dlaczego jesteś dla mnie taki dobry? - blondyn popatrzył na nią uważnie
- Nie rozumiem o co ci chodzi?
- Do niczego mnie nie zmuszałeś chociaż mogłeś, pozwalasz mi ze wszystkiego korzystać, dałeś mi pracę, płacisz mi i pozwolisz odejść kiedy będę chciała.
- Bądźmy szczerzy kiedyś nie byłem dla ciebie za dobry teraz mam okazję to naprawić więc to robię. Co w tym dziwnego?
- Wybacz, ale nie takiego cię zapamiętałam. Malfoy, którego znałam szczycił by się ze swojej zdobyczy, wykorzystał byś mnie, a potem porzucił, albo zagrał o mnie w karty – widząc jego smutne spojrzenie poczuła, że nie potrzebnie to powiedziała – przepraszam nie powinnam tego mówić.
- Tamten Malfoy nie żyje Granger. Skup się lepiej na umowie – brązowooka kiwnęła głową i każde z nich powróciło do swoich zajęć. Po pół godzinie Hermiona skończyła tłumaczenie i poszła do swojego pokoju. Sen jednak długo nie przychodził dlatego poszła do kuchni zaparzyć sobie melisy. Starała się zachowywać cicho, delikatnie otworzyła górną szafkę i wspięła się na palce. Pomimo swojego średniego wzrostu nie mogła dosięgnąć do pudełka. Westchnęła zrezygnowana. Przysunęła wysoki stołek kuchenny i wspięła się na niego dzięki czemu bez problemu wyjęła saszetkę potrzebną do sporządzenia naparu.

Stanął w progu jakiś czas temu i delektował się widokiem jaki zastał. Piękna dziewczyna stojąca na stołku kuchennym, ubrana w kusą koszulkę nocną odsłaniającą kuszące, smukłe nogi. Po chwili jednak doszedł do wniosku, że dziewczyna wspinająca się na stołki kuchenne to nie najlepsze połączenie dlatego postanowił interweniować.
- Oszalałaś? - zapytał najspokojniej jak mógł brązowooka jednak pisnęła przestraszona i zaczęła tracić równowagę. Blondyn podbiegł do stołka i złapał ją w tali. Popatrzyła na niego groźnie
- Przestraszyłeś mnie.
- Nie chciałem.
- Trzeba było mnie nie zachodzić od tyłu – mruknęła. Poczuła jak silne dłonie unoszą ją i stawiają na podłogę.
- Teraz lepiej. Możesz nie wspinać się na meble? Nie chcę mieć cię na sumieniu jak spadniesz i zrobisz sobie krzywdę.
- Przepraszam - chłopak popatrzył na zawartość torebki trzymanej przez gryfonkę
- Chyba musimy przestawić słoiki z herbatami, będzie ci łatwiej dosięgnąć – w jej orzechowych oczach pojawiło się zaskoczenie zmieszane z nutą skrepowania
- Nie trzeba. To twoje mieszkanie nie musisz nic w nim zmieniać.
- Ale chcę – po czym sięgnął na najwyższą półkę i przestawił wszystkie herbaty na najniższą. Hermiona nastawił wodę i wrzuciła saszetkę do kubka. W kuchni panowała niezręczna cisza.
- Obudziłam cię? - zapytała niepewnie.
- Nie akurat przechodziłem obok i przystanąłem. W końcu nie co noc widzę półnagą kobietę na stołku kuchennym – zauważył ironicznie. Panna Granger oblała się rumieńcem
- Ja... Nie sądziłam, że cię spotkam dlatego... - blondyn podszedł i położył palec na jej malinowych ustach.
- Ciii... Przecież wiem, że nie zrobiłaś tego specjalnie. Po prostu mówię, że to był miły widok – dostrzegła jak jego stalowo szare tęczówki pociemniały. - Masz piękne usta. - przejechał kciukiem po jej dolnej wardze. Hermiona zamarła a jej ciało napięło się jak struna, przełknęła nerwowo ślinę. Draco nachylił się nad nią – Mam ochotę cię pocałować Granger – wyszeptał wpatrując się w jej rozchylone wargi – mam ochotę mocno przyciągnąć cię do siebie, wsunąć swoje dłonie w twoje piękne włosy i namiętnie cię pocałować - brązowooka głośno westchnęła, miała ogromną ochotę poczuć to co przed chwilą powiedział blondyn. Chciała ponownie poczuć jak cudownie jest się całować z mężczyzną. Tę napiętą chwilę przerwał dźwięk gotującej się wody, chłopak zamrugał oczami i odsunął się od niej.

- Przepraszam nie powinienem. Nie wiem co we mnie wstąpiło. To się nigdy nie powtórzy – serce wciąż nerwowo łomotało w jego klatce piersiowej, a napięte mięśnie nie rozluźniły się nawet odrobinę. – Miłych snów – wyszedł pospiesznie z kuchni.