Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2014

nice surprise XX

Hej!
Następny rozdział za dwa tygodnie. Dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach:) Tyle pomysłów w mojej głowie, a tak mało czasu ;( 
Miłego weekendu! :)
pozdrawiam
pola

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Żona ma w swej pieczy mężowskie sumienie i winna tak postępować, by jej czyny nie kusiły małżonka do złego. Gdyż niegodziwością jest zachęcanie do popełnienia grzechu. A zabić kogoś w gniewie to przecież grzech.”

Po dwugodzinnej uczcie państwo Malfoy opuścili dom przyjaciół i udali się do Malfoy Manor. Draco wchodząc do domu był zaskoczony zmianami jakie w nim zaszły, jednak w duchu przyznał, że były one konieczne już dawno temu. Patrzył pełen podziwu na nowe ściany, meble, obrazy.
- I jak? - zapytała szeptem Hermiona
- Ładnie.
- To znaczy, że ci się podoba?
- Mhm.
- Idę wziąć prysznic. Chyba jesteś zmęczony? - popatrzyła na niego uważnie. – Wszystko w porządku?
- Czy ty się o mnie martwisz?
- W końcu jesteś moim ulubionym mężem – odpowiedziała mu ironicznie. Malfoy uśmiechnął się lekko na te słowa. Wyciągnął różdżkę i przywołał małą torebkę.
- Prezent dla mojej ulubionej żony – powiedział wręczając jej pakunek.
- Dobrze wiesz, że nie chcę od ciebie żadnych prezentów – zauważyła chłodno dziewczyna.
- Każda kobieta lubi prezenty, więc nie rozumiem Granger dlaczego ty miałabyś być inna? - Hermiona przewróciła teatralnie oczami, wzięła swój prezent i ruszyła schodami na górę. – Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę go na tobie – usłyszała za swoimi plecami. Gdy zamknęła za sobą drzwi do łazienki delikatnie wyjęła zawartość torebki. Uśmiechnęła się kpiąco. Czego innego mogła się spodziewać bo facecie takim jak Malfoy? Jej prezentem okazał się komplet czarnej, koronkowej bielizny.


- Możesz mi wytłumaczyć co to jest? - blondyn stał pośrodku swojej sypialni. Hermiona właśnie wróciła z łazienki. Popatrzyła niewinnie na chłopaka.
- Sypialnia.
- Wiem, że to jest sypialnia Granger – syknął przez zaciśnięte zęby. – Dlaczego do cholery ona jest czerwona?!
- Przecież mówiłam ci, że zrobiłyśmy remont – Malfoy poczuł jak palący go gniew rośnie. Wziął głęboki oddech i policzył w myślach do dziesięciu. Czerwony kolor był najgorszym z możliwych, kojarzył mu się tylko i wyłącznie z Gryffindorem, a on przecież jest ślizgonem. Przez chwilę pomyślał, że oszaleje jak spędzi w tym pokoju choćby minutę dłużej. Popatrzył uważnie na dziewczynę, która miała zamiar ułożyć się wygodnie do spania. Miał chęć zrobić jej krzywdę. Hermiona poczuła jego wzrok na sobie - Zawsze możesz spać w innym pokoju - rzuciła beztrosko.
Nagle blondyn dostał natychmiastowego olśnienia. Zrobiła to specjalnie aby wygonić go z jego własnej sypialni. Uśmiechnął się przebiegle.
- Wiesz co? Wręcz przeciwnie... Myślę, że teraz nasza sypialnia nabrała pewnego nastroju – powiedział zmysłowym głosem. Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami.


Hermiona czuła, że przekroczyła pewną granicę malując sypialnię blondyna na czerwono. Dla niej nie było to nic ważnego, ale na niego podziałało jak płachta na byka. Zastanawiała się czy Malfoy wyciągnie z tego jakieś konsekwencje.
Tymczasem Draco stał pod prysznicem, a zimne krople wody spływały po jego nagim ciele. Tego właśnie teraz potrzebował, trzeźwości umysłu. Jak ona do cholery mogła zmienić kolor jego sypialni... Wróć! Teraz to była ich sypialnia. Od tego całego ślubu minął ponad miesiąc, a on spędził zaledwie jedną noc ze swoją żoną. Wmawiał sobie, że seks jest pragnieniem, które da się ograniczyć i o dziwo udało mu się. Będąc dwa tygodnie we Włoszech miał styczność z wieloma pięknymi kobietami, ale przy Granger wszystkie były takie pospolite, płytkie, śmieszne... Gdy zamykał oczy widział ich wspólną noc, czuł w sobie palące pragnienie, którego nie mógł zaspokoić. Nie chciał robić niczego na siłę, nie chciał jej do niczego zmuszać... Wmówił sobie, że da radę dla dobra wszystkich. Zakończył lodowatą terapię, owinął ręcznik wokół bioder i udał się do sypialni. Wchodząc do niej ponownie uderzyła go czerwień, skrzywił się i zaklął cicho pod nosem. Wyszperał w szufladzie bokserki, które po chwili na siebie wciągnął i popatrzył na nowe ciemnobrązowe łóżko, w którym leżała dziewczyna o krótkich włosach. Zawsze podobały mu się kobiety z długimi włosami jednak, gdy dzisiaj zobaczył Granger w nowej fryzurze złapał się na tym, że jest ona jeszcze bardziej pociągająca niż przedtem. Był cholernie zmęczony, te ciągłe podróże, ciągłe problemy... Położył się wygodnie na nowym posłaniu i przymknął oczy.
- Malfoy – usłyszał cichy szept. – Śpisz?
- Nie – mruknął.
- To dlaczego masz zamknięte oczy? - zapytała zdziwiona dziewczyna. Hermiona będąc pod wpływem alkoholu nabrała większej odwagi.
- Żeby nie widzieć tej cholernej czerwieni – syknął.
- Czerwień w tym sezonie jest bardzo modna – dodała filozoficznie Hermiona.
- Granger – warknął zdenerwowany. – Ten kolor drażni moje nerwy tak samo jak twoje bezsensowne paplanie. Jestem bardzo zmęczony i moja cierpliwość się kończy, więc jeżeli chcesz przeżyć tę noc to przestań mnie denerwować inaczej przysięgam, że własnoręcznie cię uduszę.
- Dobrze już dobrze – mruknęła śpiąco dziewczyna. – Chciałam ci tylko podziękować za wykupienie mojego domu - blondyn prychnął kpiąco.
- Podziękowałaś... Malując mój pokój na czerwono. Takiej wdzięczności się nie spodziewałem - po tych słowach  odwrócił się do niej plecami. – Dobranoc.




Młody Malfoy otworzył oczy jednak zaraz natychmiast je zamknął. Oślepiająca czerwień niestety nie znikła przez noc. Ponownie otworzył oczy i kolejny raz skrzywił się na widok ścian. Popatrzył na nocny stolik obok łóżka i stojący na nim zegarek, który wskazywał 12.30. Nie pamiętał kiedy ostatni raz tak długo spał. Zerknął na puste miejsce obok siebie, musiał mieć twardy sen skoro nie usłyszał wstającej Granger. Usiadł na łóżku i potarł zaspaną twarz. Ostatnie tygodnie dały mu popalić, drobne problemy we włoskiej filii udało mu się rozwiązać, ale we Francji nie było już tak różowo. Malfoy chciał doprowadzić do przejęcia pewnej francuskiej „gadżeciarskiej” firmy. Zatrudnił najlepszych prawników, ekonomistów oraz polecił nadzór swojemu najlepszemu doradcy. Niestety pojawiły się pewne problemy i sam musiał się zjawić na miejscu. W ten oto sposób utknął tam na trzy tygodnie. Blondyn zaśmiał się pod nosem ze swojej sytuacji. On, jeden z najprzystojniejszych facetów na ziemi mógłby mieć codziennie inną kobietę i uprawiać z nią dziki seks tymczasem od ponad miesiąca żyje w celibacie i raczej nie zanosi się na jakieś drastyczne zmiany. Musi porozmawiać poważnie na ten temat ze swoją żoną. Przecież seks jest bardzo przyjemny, a w małżeństwie jest on czymś tak naturalnym jak oddychanie, więc dlaczego ona się tak przed tym broni? Nie ma zamiaru zdradzać swojej żony, wiedział, że są pewne granice, których przekraczać nie wolno. Westchnął z rezygnacją wstając z łóżka by zażyć porannej toalety, następnie zszedł na dół, gdzie nie było nikogo. Mężczyzna był zaskoczony tym widokiem, ponieważ była niedziela, dzień w którym wszyscy odpoczywali z rodziną, a jego dom był pusty. Skierował swoje kroki do kuchni.
- Ethanie gdzie jest moja matka? - zapytał lokaja, który stał i zaparzał herbatę.
- Pani Narcyza jest u siebie w gabinecie przegląda leksykony z kwiatami. Kazała przynieść sobie herbatę. Zrobić panu śniadanie?
- Nie trzeba. Sam sobie zrobię. Mogę to zanieść mamie? - zapytał wskazując głową tacę z zastawą do herbaty.
- Oczywiście – odparł lokaj podając ją swojemu panu. Zadowolony blondyn poszedł do gabinetu swojej matki.

- Dzień dobry – powiedział stając w progu. Narcyza podniosła wzrok znad swojej książki.
- Witaj. Widzę, że postanowiłeś wyręczyć Ethana – kobieta roześmiała się ciepło.
- Tak, kiedyś często przynosiłem ci herbatę – powiedział i zamyślił się. – Nie wiesz gdzie...
- Jest Hermiona? - dokończyła za niego pani Malfoy. Blondyn skinął głową – wstała bardzo wcześnie, zjadła szybko śniadanie i wyszła. Kazała ci przekazać, że jedzie odwiedzić rodziców. Naprawdę nie wiem dlaczego tak jej się spieszyło.
- To jest Granger. Ona lubi być perfekcyjna - mruknął ponuro. - Zapewne zaplanowała sobie już cały dzień – Narcyza popatrzyła uważnie na syna.
- Chyba nie masz jej tego za złe? Od miesiąca nie ma cię w domu. Twoja żona usiłuje sobie jakoś zorganizować czas.
- Mamo przecież wiem... - w głębi serca poczuł lekkie ukłucie smutku. Nie było go cały miesiąc, mieli udawać dobrane małżeństwo, a tymczasem jego małżonka znika przy pierwszej wspólnej niedzieli. W dodatku nie będzie jej najprawdopodobniej cały dzień. Westchnął głośno.
- Wszystko w porządku Draco?
- Tak... Nie będę ci przeszkadzał widzę, że rozwijasz swoje zainteresowania – blondyn posłał matce ciepły uśmiech i wyszedł z gabinetu. W hallu natknął się na Ginny.
- Ruda ty tutaj? - zapytał zaskoczony. Pani Zabini uśmiechnęła się promiennie.
- Przyjechałam do twojej mamy. A ty nie jesteś umówiony z Blaisem?
- Cholera – mruknął i pobiegł po schodach do swojego gabinetu. Pozbierał dokumenty i szybko pojechał do przyjaciela.


Hermiona odwiedziła grób rodziców, na którym zostawiła dwa bukiety czerwonych róż.
- Mamo, tato tak bardzo za wami tęsknię – wyszeptała, a po jej policzku spłynęło kilka łez, które szybko otarła. - Wiecie odkupiłam nasz dom. Właściwie Draco to zrobił. Teraz jest moim mężem. Może nasze małżeństwo nie jest takie prawdziwe jak wasze, ale teraz to nie ważne – dziewczyna zaśmiała się cicho. – Malfoy w głębi serca jest dobrym chłopakiem, ratował ludziom życie i pomagał Zakonowi. Jest kulturalny, elegancki i przystojny. Zapewne chcielibyście takiego męża dla swojej córki. Jest tylko pewien mały problem – wyznała cicho, a po jej policzku ponownie spłynęły łzy. – My nie wierzymy w miłość, ale przecież to nic takiego - brązowooka zamyśliła się na chwilę. - Pojadę teraz do naszego domu – oznajmiła i odeszła powolnym krokiem do samochodu.

Dom przy Green Street 30 wydawał się Hermionie taki sam od lat. Wygrzebała klucze ze swojej torebki i ostrożnie umieściła je w zamku, następnie z pewnym namaszczeniem przekręciła klucz i lekko pchnęła drzwi, które ustąpiły. Jej dom. Te same meble, dywany, zasłony... Lekki bałagan, który nie został posprzątany po ich śmierci. Gryfonka nie chciała niczego zmieniać. Na pogrzebie byli nieliczni przyjaciele, klienci i rodzina. Pamięta, że starała się zachować spokój, nie uronić ani jednej łzy co jej się udało. Dopiero po pogrzebie poczuła, że jest sama jak palec. Każdy ma rodzinę, dom, chłopaka, narzeczonego, brata czy też siostrę, a ona nie miała już nikogo. Było jej bardzo ciężko pozbierać się po tym wszystkim, do końca życia będzie wdzięczna Ginny, Harremu, Ronowi za wsparcie jakie od nich otrzymała. Poszła do kuchni, gdzie nalała wody do czajnika, wyjęła swój ulubiony kubek, znalazła herbatę i usiadła przy stole. Wszystko było tak jak dawniej, w tym samym miejscu tylko ich nie było... Popadła w lekkie zamyślenie, z którego wyrwał ją dźwięk zagotowanej wody. Zaparzyła sobie herbatę i udała się do swojego pokoju, który był na poddaszu. Znowu to samo, lekki bałagan, wszystko zostawione tak jak pamiętała. Nikt niczego nie tknął. Uśmiechnęła się blado do siebie. Wyjęła stary album ze zdjęciami i zaczęła je przeglądać popijając herbatę. Łzy same płynęły po policzkach, przeradzając się w szloch, a następnie w gorzki płacz. W ten sposób obejrzała jeden album, a potem następny i następny... Zmęczona położyła się spać. Śniły jej się pojedyncze fragmenty z życia, strzępki ważnych dla niej wydarzeń. Później przyśnili jej się rodzice, którzy jechali samochodem i wołali o pomoc, więc Hermiona biegła za samochodem ile tchu w płucach, spocona, zmęczona, lecz biegła aby im pomóc, ale powoli zaczynał brakować jej sił, a oni oddalali się coraz bardziej... Zerwała się zalana potem, czując się tak jakby naprawdę gdzieś biegła. Popatrzyła za okno, gdzie było już ciemno. Musiała długo spać. Wstała z łóżka i ruszyła na dół. Stanęła pośrodku salonu i dotarła do niej jedna myśl... Przecież ona teraz ma drugi dom, w którym codziennie czeka na nią ciepła kolacja, miła jasnowłosa kobieta, z którą może rozmawiać o wszystkim. Pojawiło się dziwne uczucie, wyrzuty sumienia, że tak łatwo zastąpiła swoją lukę w sercu, lecz potem poczuła rosnący w niej gniew... To nie jej wina, że rodzice umarli i ją zostawili, to nie jej wina, że znalazła drugi dom, w którym ktoś się o nią troszczy. Ona nic złego nie zrobiła! Chce być tylko komuś potrzebna, czuć się kochana. Na policzkach znowu zalśniły łzy, które były słone, gorące, a zarazem takie kojące... Złapała wazon z kwiatami i rzuciła nim o podłogę, potem przeszła do kuchni, gdzie poleciały talerze jeden po drugim, następnie chciała zabrać się za szklanki, lecz ktoś złapał ją za rękę.
- Wystarczy – usłyszała cichy głos. Odwróciła się i popatrzyła w stalowe tęczówki.
- Nie mów mi co mam robić – warknęła i szarpnęła swoją rękę, jednak blondyn nie wypuścił jej. Złapał za drugą i obie mocno ścisnął.
- Uspokój się – powiedział stanowczym tonem i przyciągnął ją do siebie otaczając opiekuńczymi ramionami. Tego jej teraz było trzeba. Chciała poczuć ciepło drugiego ciała, poczuć coś co jest namacalne, żywe, coś co nie jest wspomnieniem. Rozpłakała się. Draco nie wiedział za bardzo co ma robić. Przyjechał tutaj, bo było już późno, a Granger jeszcze nie wróciła do Malfoy Manor. Oboje z Narcyzą trochę się zaniepokoili. Blondyn domyślił się gdzie, może być jego żona, więc pojechał upewnić się czy nic jej się nie stało. Nie spodziewał się, że zastanie ją w takim stanie. Zaczął delikatnie ją głaskać po krótkich włosach.
- Oni... oni... - gryfonka chciała coś powiedzieć jednak szloch znacznie utrudniał jej zadanie.
- Ciiii – szepnął kojąco blondyn.
- Ja... Teraz mam nowy dom... Naprawdę się w nim dobrze czuję – Draco nie przestawał jej tulić –traktuję... Narcyzę jak matkę... a moja mama nie żyje od kilku miesięcy – ponownie rozpłakała się na dobre. Malfoy był zdziwiony tą informacją. Uświadomił sobie jak długo go nie było w Malfoy Manor i jak wiele zmian go ominęło – ona na mnie czeka... rozmawia ze mną. Ja ją naprawdę lubię! Wreszcie czuję, że... ktoś się o mnie troszczy... A ona nie żyje... Myślisz, że są na mnie źli? - gryfonka niechętnie odsunęła się od ciepłego torsu blondyna. Malfoy położył swoje dłonie na jej ramionach i popatrzył uważnie w jej duże, zapłakane oczy
- Granger nie wygaduj głupstw. Oni się cieszą, że ułożyłaś sobie życie. Każdy rodzic cieszy się ze szczęścia swojego dziecka – ponownie przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Nie wiedział dlaczego, ale czuł się odpowiedzialny za tę dziewczynę i chciał ją chronić. W jego ramionach była taka delikatna i taka krucha. Na co dzień sprawiała wrażenie walecznej, silnej kobiety. Teraz zauważył w niej istotę, którą trzeba się opiekować i o dziwo on chce to robić. - Jest już późno wracajmy do domu – wziął Hermionę za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Drogę powrotną każde spędziło na swoich przemyśleniach.

- Jesteś głodna? - zapytał troskliwie, gdy byli już na miejscu. Hermiona zaprzeczyła ruchem głowy. - Idź połóż się spać. Na pewno jesteś zmęczona.
- A ty? - wyszeptała.
- Muszę jeszcze przejrzeć parę dokumentów – powiedział wymijająco na co ona skinęła głową i ruszyła schodami na górę. Draco doskonale wiedział, że dziewczyna potrzebowała bliskości nie chciał jednak prowokować losu. Głos w głowie mówił mu, że nie należy wykorzystywać takiej sytuacji. Przyłapał się na tym, że zaczyna się troszczyć o swoją żonę, zaczyna mu zależeć...
- Chyba się starzeję – powiedział sam do siebie i udał się do swojego gabinetu, w którym spędził trzy godziny przeglądając skrupulatnie każdy dokument. Po powrocie do sypialni zauważył, że kolor ścian nie był już tak rażący. Uśmiechnął się pod nosem. „Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia” pomyślał. Popatrzył troskliwym wzrokiem na małżeńskie łóżko, w którym spała drobna kobieca postać. Nie było go ponad miesiąc, ale codziennie zastanawiał się co u niej słychać. Powierzył zaufanemu człowiekowi pieczę nad sprzedażą jej domu, a gdy machina ruszyła wkroczył do akcji. Wiedział, że gryfonka się tego nie spodziewała i cieszył się, że mógł zrobić jej niespodziankę. Przepełniała go radość i poczucie ogromnej satysfakcji kiedy myślał o niej „moja żona”. Od ukończenia Hogwartu wiedział, że ta kobieta zrobi karierę i nie pomylił się. On samodzielnie założył firmę, o której marzył od dawna i otaczał się pięknymi kobietami. Przelotny romans? Dla niego nie było to nic trudnego, wręcz uwielbiał takie jednorazowe przygody, dopiero gdy codziennie rano pijąc kawę i przeglądając „Proroka Codziennego” natrafiał na artykuły o Hermionie Granger, która udzielała się społecznie na milion sposobów i wygrywała wiele trudnych spraw, zdawał sobie sprawę, że jego przelotne romanse to zabawka. Jeżeli kiedykolwiek weźmie ślub, co w jego przypadku jest nieuniknione to z kobietą taką jak Granger. Teraz dumnie patrzył na łóżko, w którym leżała cała jego, żona. W tym momencie Malfoy zdał sobie sprawę, że nie wypuści jej ze swoich rąk za żadne skarby świata. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiedział. Bardzo delikatnie wsunął się na łóżko. Drobne ciało brązowowłosej automatycznie obróciło się i spoczęło na jego klatce piersiowej, robiąc sobie poduszkę z jego ramienia. Uśmiechnął się czule patrząc na ten widok. Wyciągnął rękę aby zgasić lampkę na stoliku. Gryfonka poruszyła się niespokojnie, otworzyła oczy i zobaczyła w jakiej pozycji się znajduje.
- Przepraszam – wyszeptała. Chciała się odwrócić jednak blondyn przytrzymał ją mocno swoim ramieniem.
- Zostań. Tak jest dobrze – powiedział łagodnym głosem po czym zgasił światło.
- Dziękuję – odpowiedziała i ponownie odpłynęła w krainę Morfeusza.

sobota, 11 stycznia 2014

nice surprise XIX

Proszę bardzo nowy rozdział :) Przepraszam, że tak późno. Dziękuję za komentarze, które są bardzo miłe :) Prawdą są słowa Avis. iż pomimo małej ilości komentarzy ja się nie poddaję i piszą dalej. Tak właśnie jest ponieważ nawet dla kilkunastu czytelników WARTO :) dziękuję, że jesteście! 
 Jak tam przygotowania przed sesją? :) Ktoś już coś zaczął czy jeszcze nie ten czas? A jak tam studniówkowe szaleństwo maturzystów? :)
Pozdrawiam serdecznie 
pola


CZYTAM = KOMENTUJĘ

Nie ma radośniejszej rzeczy jak pokonanie cierpienia.”

Od wyjazdu Dracona minęły dwa tygodnie, podczas których wysłał tylko jeden list do Narcyzy, w którym poinformował, że wszystko w porządku i niedługo wróci. Panna Granger nie dostała żadnego listu, ale w głębi serca wcale się tym nie przejmowała. Jej przyjaciółka i pani Malfoy postanowiły rozkręcić wspólny biznes i otworzyć kwiaciarnię oferującą nietypowe kwiaty. Obie były bardzo zafascynowane tym przedsięwzięciem. Hermiona obecnie siedziała w kancelarii przeglądając dokumenty dotyczące kupna budynku, w którym miała znajdować się kwiaciarnia, gdy do jej okna zastukała sowa. Zaskoczona odebrała zaadresowaną do niej kopertę. Niemal od razu rozpoznała charakter pisma i poczuła jak potężna gula rośnie w jej gardle.

Panno Granger informuję panią, że dnia 13.11.2012 roku o godzinie 08.00 odbędzie się licytacja domu znajdującego się przy Green Street 30 w Londynie. Licytacja odbędzie się w domu aukcyjnym „Spełniaj marzenia”
                                                                                                  Tom Banks.”

- Przecież posiadam prawo pierwokupu! Który dzisiaj jest? - powiedziała sama do siebie i pospiesznie wygrzebała kalendarz. Wzrokiem odszukała dzisiejszą datę. – Dwunasty - wymruczała mrużąc oczy. - Miałam czas do wczoraj - zauważyła zrezygnowana. - Niech mnie Merlin kopnie! Mój dom... - Hermiona czuła łzy napływające do jej oczu. Próbowała kilkakrotnie skontaktować się z Malfoy'em, ale połączenie nie mogło być zrealizowane.  - Zapewne jakieś cholerne usterki – warknęła zrozpaczona. Nie miała czasu na kolejne próby, ponieważ musiała udać się do sądu. Była szanowaną prawniczką, ludzie pokładali w niej swoje nadzieje, nie mogła zostawić ich na lodzie z powodu spraw osobistych. Jak na złość rozprawa się przeciągnęła przez co nie miała przerwy przed dwoma kolejnymi. Zmęczona i zrozpaczona wróciła do domu dopiero późnym wieczorem, nie miała ochoty na jedzenie, więc ruszyła prosto do sypialni. Spodziewała się, że blondyn się pojawi, głęboko w sercu miała malutką nadzieję, że przyjedzie i jej pomoże.
- Jaka ja byłam głupia! Przecież na nim nie można w ogóle polegać! – krzyknęła wściekła, a łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Zrezygnowana wzięła szybki prysznic i położyła się spać. Podczas snu męczyły ją koszmary, widziała zmarłych rodziców i dom, który zostaje zburzony, cały czas towarzyszyło jej uczucie męczącej bezradności To była jedna z najgorszych nocy w jej życiu. 
Rano wymknęła się niepostrzeżenie z domu i udała się do domu aukcyjnego.



Hermionie wydawało się, że wszystko jest kolejnym snem, w którym właśnie licytowano jej dom. Dla uczestników aukcji był on tylko kolejną nieruchomością, a dla niej to było jej dzieciństwo, część jej życia...

- Trzy miliony po raz pierwszy! Po raz drugi! - licytator patrzył uważnym wzrokiem po zebranych.
- Trzy i pół – starszy, grubszy mężczyzna nie odpuszczał.
- Trzy i pół po raz pierwszy! Po raz drugi!
- Cztery! - odezwał się kobiecy głos. Hermiona spojrzała na nią uważnie. Miała nieodparte wrażenie, że gdzieś już ją widziała, lecz nie mogła sobie przypomnieć gdzie. Na sali zapanowało drobne poruszenie.
- Pięć! - grubszy mężczyzna podbił stawkę.
- Siedem! - kobieta nie dawała za wygraną. Hermiona przez chwilę poczuła wdzięczność za to, że to ona kupi jej dom, w którym być może zamieszka z własną rodziną. Sama była bezradna, czuła się jak małe dziecko, które stoi przed witryną sklepu z zabawkami i nie może nic kupić. Z zamyślenia wyrwał ją stukot młotka i głos licytatora oznajmiający, że jej dom właśnie został sprzedany. Po zakończeniu aukcjoner poprosił kupców do pozostania i przekazania pieniędzy. Brązowooka jak w transie skierowała swoje kroki do wyjścia, gdy ktoś złapał ją za ramię. Niechętnie odwróciła się w kierunku intruza.
- Pani Malfoy? - kobieta, która wylicytowała jej rodzinny wpatrywała się w nią z uśmiechem. Hermiona zaskoczona pytaniem nie mogła wydobyć z siebie ani jednego słowa. – Pani mąż przysłał mnie tutaj abym wylicytowała państwa posiadłość. Obawiał się, że pani nie sprosta temu zadaniu. Tutaj jest czek z wypisaną sumą musi pani tylko podpisać, a ja dokonam resztę formalności – blondynka podsunęła jej świstek papieru. - Dobrze się pani czuje? - zapytała z troską w głosie, a brązowowłosa pokiwała mechanicznie głową i pospiesznie podpisała czek. Hermiona Malfoy. Skrzywiła się patrząc na nowe połączenie jej imienia z nazwiskiem jej odwiecznego wroga. Bez słowa podała czek blondynce, która szybko poszła wpłacić pieniądze. Po chwili wróciła i wręczyła gyfonce akt własności jej domu.
- Dziękuję – szepnęła niemal bezgłośnie gryfonka.
- Wykonuję tylko polecenia pana Malfoy'a – kobieta wyjęła list z aktówki i podała go Hermionie. – Tutaj jest list od pani męża. Życzę miłego dnia. Do widzenia – powiedziała uprzejmie, a brązowooka odruchowo uścisnęła jej rękę. Po godzinie od tego dziwnie zdarzenia usiadła w swojej kancelarii i drżącymi rękami otworzyła otrzymany list.

Granger założę się, że myślałaś o tym, że zapomniałem o naszej umowie. Otóż byłaś w błędzie. Ja nie zapominam. Nigdy. Z podziękowaniami poczekaj aż wrócę. Miłego dnia!

                                                                                                       D.M.

PS. Hermiona Malfoy – śmieszne. Dla mnie zawsze będziesz Granger.”

Tym razem na policzku gryfonki zalśniły łzy szczęścia.



Kolejny tydzień okazał się jedną, wielką rutyną. Był piątek wieczór kiedy telefon Hermiony zadzwonił. Niechętnie oderwała się od porządkowania dokumentów, które uzbierały się przez cały tydzień pracy.
- Halo - mruknęła.
- Cześć Herm – w słuchawce odezwał się głos należący do Ginny. – Wpadniesz do nas po pracy? Blaise może cię zgarnąć po drodze - zaproponowała beztrosko przyjaciółki.
- Nie wiem Gin - odpowiedziała patrząc na dokumenty, miała jeszcze wiele rzeczy do zrobienia.
- Nie przesadzaj. Nie możesz żyć samą pracą. To za ile będziesz gotowa? - panna Granger wiedziała, że przyjaciółka nie odpuści. Popatrzyła na zegarek, który wskazywał osiemnastą i westchnęła przeciągle.
- Najwcześniej za godzinę.
- Super. To do zobaczenia.
Brązowooka nawet nie zauważyła jak szybko zleciała ta godzina. Blaise wpadł po nią spóźniony.
- Cześć. Przepraszam jeżeli musiałaś na mnie czekać – powiedział zdyszany.
- Daj spokój – odparł gestem ręki wskazując na stertę papierów po swojej prawej stronie. – Nie nudziłam się – Blaise skrzywił się.
- Znam ten ból. Nie myślałaś o tym żeby kogoś zatrudnić do pomocy?
- Wolę sama wszystkiego dopilnować. Jedziemy?
- Jasne – brunet pomógł założyć jej kurtkę i przepuścił ją w drzwiach. – Ładnie wyglądasz w tej nowej fryzurze – zagadnął podczas wspólnej podróży samochodem. Hermiona uśmiechnęła się łagodnie.
- Dziękuję.
- Smok wie?
- O czym?
- O tych wszystkich zmianach.
- Nie – Zabini gwizdnął przeciągle. – Nie odzywa się do mnie, więc niby jak miałam mu o tym powiedzieć? Zresztą – machnęła lekceważąco ręką – jego to i tak nie interesuje.
- Mhm... Powiedzmy.

Siedzieli całą trójką w domu państwa Zabinich i popijali czerwone martini. Hermiona i Ginny już były lekko wcięte, gdy ktoś zapukał do drzwi. Ginny się poderwała z fotela.
- Ja otworzę – powiedziała radośnie i wyszła. Po chwili przyprowadziła ze sobą blondyna, który zdziwiony stanął w progu. Hermiona spojrzała na niego spod przymrużonych powiek.
- No, no, no - zacmokała. - Szanowny pan Malfoy łaskawie powrócił – powiedziała z kpiną.
- Granger? - zapytał niepewnie Draco.
- Granger? - odpowiedziała przedrzeźniając go. – A kogo się spodziewałeś?
- Ścięłaś włosy - zauważył oszołomiony.
- Prawda, że pięknie wygląda? - zapytała wesoło Ginny szczerząc się do niego serdecznie.
- Gin daj spokój. Jemu się nic nie podoba – powiedziała szorstko brązowooka. Blondyn uniósł lewą brew.
- Przeciwnie Granger twoja nowa fryzura jest bardzo ładna – pochwalił z uznaniem w głosie. Na twarzy Hermiony można było dostrzec ogromne zdziwienie. Po chwili parsknęła śmiechem.
- Niemożliwe! - ponowna salwa śmiechu wyrwała się z jej usta. – Słowa uznania ze strony wielkiego dziedzica. Gdzie mój kalendarz? - zapytała rozglądając się za swoją torebką. - Musze to zapisać!
- Może nie pij już więcej? - zapytał nieśmiało Draco, a dziewczyna zadziornie uniosła głowę.
- Będę robić to co uważam za słuszne - syknęła. - Blaise nalej mi jeszcze proszę – podała pustą lampkę brunetowi – W końcu trzeba opić nowy biznes Ginny i Narcyzy!
- Dokładnie! - podchwyciła rudowłosa. Blondyn przyglądał się wszystkiemu z poważną miną. Czuł, że podczas jego nieobecności wydarzyło się coś co mu się raczej nie spodoba.
- Diable o czym ona mówi? - zapytał chłodno spoglądając na przyjaciela.
- Twoja mama i moja żona otwierają kwiaciarnię – odparł Zabini. Blondyn przeniósł wzrok na krótkowłosą dziewczynę.
- Granger możesz mi to wytłumaczyć?
- Co?
- Miałaś się nią zajmować – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Czy twoim zdaniem kobieta w jej wieku otwiera kwiaciarnię?!
- Ona jest dorosła! - oświadczyła oburzona Hermiona. – Wyjeżdżasz na całe tygodnie, a twoja matka siedzi sama w domu! Daj jej żyć!
- Jakoś do tej pory nie narzekała na swoje życie! - zauważył cierpko spoglądając na nią gniewnie.
- A kiedy do cholery miała to robić?! Teraz, gdy już może chodzić i ma wystarczająco dużo sił to pragnie coś zrobić! Dlaczego miałam jej tego zabronić? Każdy powinien zajmować się tym co lubi, a ona kocha kwiaty! I ja nie mam zamiaru jej tego pozbawiać – w brązowych oczach można było dostrzec furię. Była wściekła na blondyna, że ogranicza swoją matkę.
- To jest ponad jej siły! - gryfonka prychnęła oburzona.
- Ona przy kwiatach odżywa! Gdybyś widział ile jej to radości sprawia – warknęła – ale nie widziałeś! Potrafisz tylko krytykować!
- Draco myślę, że powinieneś usiąść, uspokoić się i wysłuchać mojej żony – powiedział łagodnie Blaise.
- Diable chociaż ty mnie dzisiaj nie denerwuj, bo moja cierpliwość powoli się kończy – mruknął blondyn. Popatrzył łagodniejszym wzrokiem na Ginny – Ruda co to za dziwny pomysł? - kobieta popatrzyła na niego niewinnym wzrokiem i opowiedziała o planach jakie mają razem z Narcyzą, o tym jak zamierzają je zrealizować i ile radości im to sprawia. Malfoy słuchając jej potoku słów doszedł do wniosku, że być może za bardzo się uniósł i pomysł z kwiaciarnią wcale nie jest taki bezsensowny jak mu się wydawał. Odchrząknął i popatrzył na swoją żonę - Granger przepraszam, miałaś rację moja matka powinna rozwijać swoje zainteresowania.
- Wiem – oznajmiła twardo, patrząc na niego chmurnie – Byłeś w domu?
- Nie. Przyjechałem tutaj prosto z firmy, chciałem podrzucić parę dokumentów Zabiniemu. Dlaczego pytasz? - gryfonka wzięła głęboki oddech i wyznała jakby od niechcenia.
- Narcyza i ja przeprowadziłyśmy remont w Malfoy Manor, który to rzekomo miał ci nie przeszkadzać. Chyba nie masz nic przeciwko?
- Skądże – odpowiedział zrezygnowany blondyn. – Blaise nalej mi Ognistej - powiedział błagalnym tonem.

czwartek, 26 grudnia 2013

nice surprise XVII

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”

Państwo Zabini odrobinę się spóźnili. Hermiona zaprosiła gości do stołu, gdzie czekała na nich pyszna kolacja. Czuła się odrobinę skrępowana, bo spędziła Malfoy Manor zaledwie jedną noc, a już musiała sama o wszystko zadbać. Draco jeszcze nie wrócił od magomedyka co odrobinę niepokoiło brązowooką.
- Jak tam sobie radzicie? - zapytał wesoło Blaise rozglądając się po jadalni.
- Jeszcze jakoś żyję, ale nie jest łatwo - mruknęła panna Granger. - Wyobraźcie sobie, że on przekonał panią Narcyzę do tego, że się kochamy i on za mną szaleje – Ginny popatrzyła na nią rozbawiona i zapytała:
- To chyba dobrze?
- Nie Gin, niedobrze. Miało być inaczej, a teraz muszę tutaj mieszkać i spać z nim w jednym łóżku.
- Na to chyba nie powinnaś narzekać – powiedział zaskoczony Diabeł. – Smok miał wiele kobiet i żadna nie narzekała na to, że musi z nim sypiać. Wydaje mi się, że to jest pewien atut tej całej sytuacji - posłał gryfonce rozbrajający uśmiech.
- Blaise to nie jest zabawne. Ja wiem, że Malfoy to twój przyjaciel, ale nasza umowa była inna. Spanie z nim w jednym łóżku to dla mnie strata czasu – rozbawiony chłopak pokręcił głową.
- Uwierz mi, że spanie z nim w jednym łóżku to nie jest strata czasu – chciał coś jeszcze dodać, ale przerwał mu głos ślizgona:
- Kochanie wróciliśmy. Gdzie jesteś?
- Widzicie? - szepnęła oburzona Hermiona. – W jadalni z Ginny i Blaisem! - po chwili dołączyła do nich pani Narcyza i blondyn. – Zaczynałam się niepokoić. Co tak długo?
- To wszystko wina Dracona – machnęła lekceważąco ręką starsza kobieta. – Byliśmy chyba u wszystkich możliwych magomedyków i zrobiliśmy setki badań.
- Mamo wiesz, że w twoim przypadku badania kontrolne są bardzo ważne – w głosie Mafoy'a można było usłyszeć troskę. – Jestem pewien, że nasi goście nie mają nam tego za złe – popatrzył pytająco na Zabini'ch.
- Oczywiście, że nie – odpowiedziała Ginny. – Mam nadzieję, że wszystko w porządku? - Jasnowłosa kobieta skinęła głową po czym wciągnęła unoszący się w pomieszczeniu delikatny aromat potrawy. - - Co tak pięknie pachnie? - zapytała zaintrygowana.
- Łosoś po szwedzku – oznajmiła lekko stremowana Hermiona. – Nałożyć pani? - w tym momencie zdała sobie sprawę, że miała nie mówić per pani i oblała się rumieńcem. – Przepraszam.
- Nic nie szkodzi moje dziecko. Wszystko jest kwestią przyzwyczajenia – uśmiechnęła się przyjaźnie Narcyza. – Bardzo chętnie spróbuję łososia. Draco również bardzo lubi ryby.
- W końcu trzeba znać upodobania swojego męża – dziewczyna posłała słodki uśmiech w kierunku zaskoczonego blondyna.
- No więc kochani opowiadajcie jak było na ślubie? - pani Malfoy popatrzyła wyczekująco na Ginny i Blaise'a. Blondyn dostrzegł ich zmieszane miny i postanowił radować sytuację.
- Naprawdę nie ma o czym opowiadać. Ślub jak ślub – rzucił beztrosko.
- Draconie każda matka chce wiedzieć jak wyglądał ślub jej dziecka - odparła z nutką nagany w głosie jasnowłosa kobieta.
- To ja pani bardzo chętnie opowiem – powiedziała uśmiechnięta rudowłosa, która postanowiła wziąć na siebie to trudne zadanie. – Ten dzień był naprawdę wyjątkowy, bo od rana świeciło promienne słońce. Hermiona była ubrana w śliczną białą sukienkę z krótkimi rękawkami, miała rozpuszczone lekko falowane włosy i delikatny makijaż. Wszystko dopełnił bukiet z białych konwalii, który dostała ode mnie.
- Kwiaty pomyślności i szczęścia – szepnęła zachwycona Narcyza.
- Dokładnie – potwierdziła zadowolona Ginny. Panna Granger do tej pory nie zdawała sobie sprawy z symboliki tego kwiatu. – Natomiast Draco był ubrany w elegancki, czarny garnitur i śnieżnobiałą koszulę. Wyjątkowo założył krawat – powiedziała rozbawiona Ginny. To zdanie kompletnie zaskoczyło brązowooką. Nie przypominała sobie krawatu na szyi blondyna, ale tamtego dnia nie skupiała się szczególnie na jego wyglądzie – Wyglądał jak prawdziwy pan młody. Elegancki i dostojny - kontynuowała rudowłosa. -  Ślub wzięli w małej kapliczce, udzielał im go starszy, bardzo miły kapłan. Był pełen podziwu dla ich miłości i tego, że zdecydowali się na wieczny ślub
- Podtrzymałeś tradycję? - zapytała Narcyza patrząc dumnie na syna, który uśmiechnął się do niej delikatnie.
- Tak mamo.
- Babcia byłaby z ciebie dumna. Ojciec pewnie też – szepnęła wzruszona. – Przepraszam. Kontynuuj Ginny.
- Gdy składali przysięgę, wyglądali jak najszczęśliwsi ludzie na ziemi. Z tego szczęścia zapomnieli nawet o obrączkach – cała czwórka roześmiała się perliście chcąc ukryć własne zażenowanie.
- To był piękny ślub – powiedziała z udawanym rozmarzeniem w głosie Hermiona. – O takim właśnie marzyłam – blondyn ujął jej dłoń i spoglądając głęboko w brązowe tęczówki złożył na niej pocałunek.
- Tak się cieszę kochani! Tak bardzo się cieszę – łzy szczęścia popłynęły po zmęczonej twarzy Narcyzy. – Wznieśmy toast! Mamy specjalnego szampana, którego trzymałam na tę okazję. Draco Ethan ma kilka dni wolnego możesz go zastąpić? - zwróciła się do syna, który skinął głową i poszedł do piwnic. Pozostałą część wieczoru spędzili w miłej atmosferze rozmawiając na różne tematy i pijąc wybornego szampana.
- Będziemy się już zbierać – westchnął Blaise. – Dziękujemy za miły wieczór. 
- Odprowadzimy was – powiedziała pospiesznie Hermiona. – Prawda Draco?
- Tak – odpowiedział zaskoczony blondyn. Gdy całą czwórką znaleźli się przed willą Malfoy'ów Hermiona zwróciła się do swojej przyjaciółki:
- Ginny nie wiedziałam, że masz tak bujną wyobraźnię.
- Jaka tam wyobraźnia? Po prostu tak wyglądał wasz ślub.
- Mhm – mruknęła brązowooka. – Teraz Narcyza jest jeszcze bardziej przekonana o naszej dozgonnej miłości.
- O to chodziło – powiedział zadowolony blondyn. – Dzięki Ruda – chłopak przytulił mocno dziewczynę.
- Smoku może przytul swoją żonę, a moją zostaw w spokoju co? - powiedział Blaise udając lekkie oburzenie. Wkrótce podjechało MAG-taxi i cała czwórka pożegnała się radośnie. Podczas gdy jedna para odjechała do domu, druga ciągle stała na zewnątrz przypatrując się sobie uważnie.
- Zdajesz sobie sprawę, że długo tak nie pociągniesz? - zapytała obojętnie brązowooka.
- Jak?
- Oszukując swoją matkę - mruknęła. - Ona nie zasługuje na takie traktowanie!
- Posłuchaj moja matka już dużo przeszła w swoim życiu. Zasługuje na odrobinę szczęścia - wyjaśnił lodowato blondyn. - Poza tym ona cię naprawdę lubi...
- Też ją lubię dlatego nie chce jej oszukiwać.
- Nie dramatyzuj Granger. Jesteśmy udanym małżeństwem. Chodź do domu bo się przeziębisz - Hermiona prychnęła rozbawiona.
- Od kiedy jesteś taki troskliwy?
- Odkąd tak strasznie cię kocham – odpowiedział sarkastycznie Malfoy. Gdy po chwili znaleźli się w sypialni, Draco spojrzał na brązowooką i dostrzegł malującą się na jej twarzy obawę.
- Na Merlina Granger nie dam się wygonić na tę cholernie niewygodną sofę - powiedział ostrzegawczo.
- Ja mogę spać na sofie – zaoferowała szybko dziewczyna.
- Nie – warknął. – Jesteś moją żoną i przez długi czas nią zostaniesz. Śpimy razem. Zachowujesz się jak mała dziewczynka. Zapomniałaś, że już się ze sobą przespaliśmy?
- To było wtedy gdy... - gorączkowo szukała odpowiednich słów w swojej głowie, blondyn uniósł lewą brew – gdy nie byliśmy małżeństwem! - chłopak parsknął śmiechem.
- Teraz to chyba jeszcze bardziej naturalne skoro nim jesteśmy – zauważył.
- Ja się nie pisałam na... na coś takiego!
- Drobny kruczek, którego nie zauważyłaś.
- Nie będę z tobą sypiać Draconie Malfoy'u. Możesz sobie znaleźć kochankę, kochanka kogo chcesz, ale zapomnij o tym – ruchem głowy wskazała na wspólne łóżko. Jej wyniosły ton nie pasował do wyrazu twarzy mężczyzny, który nie krył rozbawienia.
- Granger jeżeli myślisz, że znajdę sobie kochankę, podczas gdy moja żona śpi w moim łóżku to jesteś mniej inteligenta niż myślałem. Ja nie jestem moim ojcem. Jeżeli kiedyś się rozstaniemy to być może posunę się do takiego rozwiązania, ale póki co nic na to nie wskazuje – jego wywód przerwał dźwięk komórki – Słucham – mruknął. Najwyraźniej osoba z drugiej strony nie miała dobrych informacji, ponieważ blondyn potarł nerwowo czoło. – Dobrze postaram się być jak najszybciej.
- Coś się stało? - zapytała zmartwiona Hermiona, gdy blondyn zakończył rozmowę.
- Wybacz, ale to raczej nie twoja sprawa Granger – powiedział nieco zamyślony. – Muszę wylecieć na jakiś czas. Opiekuj się matką jeśli możesz. – Gryfonka popatrzyła uważnie na swojego męża, znała Malfoy'a od ładnych paru lat i wiedziała, że byle czym się nie przejmuje. Postanowiła podejść go z innej strony.
- Jestem twoją żoną chyba mam prawo wiedzieć co cię gnębi? – zaskoczony blondyn odwrócił się w jej stronę.
- Granger nie bądź śmieszna.
- To, że nie chcę z tobą sypiać nie zmienia faktu, że na papierze jestem twoją żoną - kontynuowała niezrażona.
- Pozwól, że moja żona na papierze nie będzie wiedziała co mnie gnębi. Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Dam sobie radę. Zawsze dawałem – westchnął cicho. – Jestem w stanie dużo wytrzymać – po tych słowach wyjął różdżkę, spakował swoje rzeczy w torbę i odesłał ją w nieznane Hermionie miejsce – Dobranoc - rzucił jej przez ramię i wyszedł.

Brązowooka wiedziała, że nie tak powinni się rozstać. Przypomniały jej się słowa Blaise'a „Uwierz mi, że spanie z nim w jednym łóżku to nie jest strata czasu”. Dlaczego więc tak się przed tym broniła? Ze strachu, ale przed czym? Przecież go nie kocha. Bała się zaangażowania, nie chciała kochać, bo nie chciała zostać zraniona, a przy takim człowieku jak Draco zranienie jest więcej niż prawdopodobne. Mieli się rozjeść każde w swoją stronę, a tymczasem utknęła w martwym punkcie, z którego nie może ruszyć. To było irytujące. Z drugiej jednak strony nie chodziło o samego Malfoy'a była jeszcze Narcyza, która bardzo im kibicowała, która chciała dla nich jak najlepiej. Brązowooka czuła, że starsza kobieta bardzo się przywiązała do niej. Hermiona sama łapała się na tym, że się o nią martwi, że zależy jej na tym aby Narcyza była szczęśliwa. Może więc warto podjąć tę grę?


Nawet nie miałam okazji złożyć Wam życzeń :-( 
Mam nadzieję, że te święta spędziliście spokojnie z rodziną i każdy miał chwilę żeby złapać oddech i nabrać dystansu do tego wszystkiego co nas otacza. Ja osobiście chyba jeszcze nigdy nie byłam tak zajęta przed świętami jak tego roku dlatego też nie miałam nawet chwili na bloga. Obiecuję dodać kolejną część miniaturki już wkrótce jeszcze w tym roku :-)  
Jak tam Wasze samopoczucie świąteczne? :)
pozdrawiam gorąco
pola

niedziela, 15 grudnia 2013

nice surprise XVI

A jakie jest największe kłamstwo świata? - To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata.”

Od ich nieszczęsnego ślubu minęły dwa tygodnie. Hermiona pracowała bez wytchnienia aby tylko nie myśleć o tym co zrobiła. To rozwiązanie okazało się doskonałym lekarstwem. Teraz przy sobocie postanowiła spokojnie odpocząć.

- Halo – mruknęła zaspanym głosem.
- Hermiona? - usłyszała dobrze jej znany kobiecy głos.
- Pani Malfoy? - brązowooka podniosła się szybko z łóżka. – Coś się stało?
- Nic... Przeglądam album, w którym znajduje się drzewo genealogiczne i widzę, że mój syn i ty... Wzięliście ślub – Dziewczyna czuła zbliżające się kłopoty.
- Pani Narcyzo... To nie tak – Hermiona usłyszała cichy szloch w słuchawce. "Pięknie" pomyślała.
- Bałaś się, że cię nie zaakceptuję tak? Dlatego ukryliście to przede mną? Merlinie co ja ci takiego dziecko zrobiłam? - brązowooka spojrzała na zegarek dochodziła osiemnasta, a na dworze powoli szarzało.
- Zaraz do pani przyjadę i wszystko wyjaśnię – powiedziała spokojnie. – Niech pani nie płacze.
Hermiona rozłączyła się i powoli podniosła z łóżka. Przespała pół dnia, a teraz musiała stawić czoła kolejnemu problemowi. Poszła do łazienki wzięła orzeźwiający prysznic. Wyciągała różdżkę aby wysuszyć włosy, gdy usłyszała dzwoniący telefon.
- Hermiona Granger słucham.
- Granger? - zapytał zdziwiony blondyn – Myślałem, że od kilkunastu dni nazywasz się Malfoy – gryfonka mogła sobie bez problemu wyobrazić jego uniesioną lewą brew i kpiący uśmiech.
- Czego chcesz? - warknęła zdenerwowana
- Może odrobinę milej? W końcu jestem twoim mężem.
- Nasze małżeństwo nie zostało skonsumowane, więc wydaje mi się, że jesteś moim mężem połowicznie zatem połowicznie muszę być dla ciebie miła. I niech tak zostanie – syknęła bez zastanowienia.
- Granger... Jesteś aż tak napalona? - mruknął zmysłowo do słuchawki. – Załatwimy to po moim powrocie.
- Niczego nie będziemy załatwiać. Wyobraź sobie, że zaraz jadę do twojej matki aby jej opowiedzieć na jaki cudowny pomysł wpadł jej syn.
- Nie zrobisz tego – powiedział chłodno. – Ona już wystarczająco wycierpiała w swoim życiu.
- A niby co mam jej powiedzieć?!
- Nic jej nie mów. Poczekaj aż wrócę – jego ton był władczy i nie znoszący sprzeciwu. – Chyba tyle jesteś w stanie zrobić?
- Kiedy wrócisz? - burknęła zrezygnowana.
- Za godzinę będę. Nie spiesz się przyjadę po ciebie kotku – chciała odmówić, ale usłyszała dźwięk odkładanej słuchawki. Wzięła głęboki wdech i powróciła do suszenia włosów. 
Jesień tego roku była wyjątkowo chłodna. Hermiona ubrała ciemne jeansy, białą bluzkę i szary dłuższy kardigan. Nałożyła lekki makijaż i związała włosy w luźny koczek. Malfoy'a ciągle nie było, więc usiadła w fotelu i zajęła się przyniesioną do domu pracą. Nie zdążyła zrobić dużo, gdy w domu rozległo się pukanie. Podniosła się z fotela i ruszyła otworzyć drzwi doskonale wiedząc kto za nimi stoi.

- Spóźniłeś się – zauważyła sucho. Popatrzyła na niego uważnie. Wyglądał na zmęczonego, ale i tak nie brakowało mu elegancji.
- Korki Granger. Nic na to nie poradzę – mruknął bezradnie. Hermiona usłyszała zmianę w barwie jego głosu. Zauważyła to już w czasie rozmowy telefonicznej, ale myślała, że to wina telefonu.
- Jesteś chory?
- Nic mi nie jest – zapewnił ją pospiesznie na co brązowooka pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Przecież widzę.
- To źle widzisz. Gotowa? - Hermiona mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem i wyszła z domu. 

- Moja matka ma uwierzyć, że się kochamy i szalejmy za sobą - powiedział jej blondyn w trakcie drogi do Malfoy Manor.
- Słucham? - zapytała zaskoczona. – Chyba sobie żartujesz!
- Jeżeli się wysilimy i użyjemy swojej inteligencji wierzę, że nam się uda – ciągnął niezrażony arystokrata. – Chyba pamiętasz jak ci powiedziałem, że nie pozwolę ci jej skrzywdzić? - gryfonka zacisnęła zęby ze złości.
- Długo masz tak zamiar udawać? - wycedziła.
- Tyle ile to będzie konieczne – powiedział stanowczo zatrzymując się na podjeździe. Blondyn wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi. – Nie ma to jak w domu. Prawda kochanie? - zapytał radośnie.
- Prawda – odpowiedziała sucho.
- Granger musisz się bardziej postarać – szepną do jej ucha i przycisnął do samochodu.
- Co ty robisz? - zapytała zdezorientowana – Zwariowałeś?
- Ciii... Ktoś patrzy przez okno – jego ciepły oddech drażnił jej szyję. Pomimo tego, że na dworze było chłodno Hermiona czuła jak robi jej się niebezpiecznie gorąco.
- Jesteś chory – syknęła. – Zarazisz mnie.
- Nie przesadzaj. Jeden, szybki buziak – szepnął tuż przy jej ustach po czym wpił się w nie z pasją. Mógłby tak stać i całować ją przez całą noc. Nie potrafił zrozumieć co się z nim dzieje. Przecież nie brakowało mu damskiego towarzystwa, mógł całować inne dziewczyny, ale on chciał tylko Granger. Niechętnie oderwał się od jej słodkich ust. – Początek był dobry – mruknął zmysłowo.


- Mamo ja ci wszystko wyjaśnię – powiedział Draco, gdy siedzieli całą trójką przy stole w jadalni. Hermiona pamiętała jak siedziała w tej jadalni i jadła pyszną kolację. Tamtego wieczoru nawet przez chwilę nie pomyślała, że usiądzie tutaj ponownie w roli żony Malfoy'a. – Rodzice Hermiony nie żyją od kilku miesięcy. Nie chciałem jej ranić przywołując niepotrzebne wspomnienia. Sądziłem, że zrozumiesz. - Brązowooka popatrzyła zaskoczona na blondyna, który patrzył spokojnie na swoją matkę. Był cholernie dobrym kłamcą,  nie sądziła, że jest w stanie wymyślić tak ckliwą historyjkę.
- To prawda Hermiono? – zapytała łagodnie Narcyza. Gryfonka przeniosła swój wzrok na jasnowłosą kobietę i uśmiechnęła się delikatnie.
- Tak pani Malfoy.
- Merlinie, a ja myślałam, że bałaś się tego, że cię nie zaakceptuję. Tak się cieszę kochani – powiedziała wstając od stołu, podchodząc do nich i przytulając ich serdecznie. – Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi. Wiedziałam, że w końcu będziecie razem. Ta wasza niechęć, te kłótnie... Coś was jednak ciągnęło do siebie - stwierdziła uradowana. - Mam nadzieję, że to uczciliście?
- No właśnie nie bardzo – powiedziała smutno Hermiona wczuwając się w rolę.  – Draco musiał wylecieć do Włoch,  a ja miałam dużo pracy. Wszystko wydarzyło się tak szybko - machnęła obojętnie ręką.
- Jak to? Mój syn zostawił cię zaraz po ślubie? - Narcyza popatrzyła oburzona na blondyna i zapytała go – Draconie czy tak cię wychowałam?
- Mamo to nie moja wina. - tłumaczył pospiesznie. - Potrzebowali mojej osobistej interwencji – mówiąc to spojrzał na swoją żonę, gdyby wzrok zabijał Hermiona leżałaby martwa.
- Zapamiętaj to raz na całe życie: rodzina jest najważniejsza. - powiedziała ostro jasnowłosa kobieta, a jej twarz przybrała już nieco łagodniejszy wyraz. – Jutro urządzimy uroczystą kolację. Kogo chcecie zaprosić?
- Rudą i Diabła – odpowiedział niemal natychmiastowo blondyn. Hermiona popatrzyła z przerażeniem w jakim kierunku wszystko zmierza i postanowiła ratować sytuację.
- Draco chyba troszeczkę się rozchorował na tym wyjeździe, więc może lepiej będzie jak odłożymy tę kolację?
- Ależ kochanie dla ciebie wszystko – powiedział teatralnie blondyn. – Wynagrodzę ci to, że mnie tak długo nie było – temu słodkiemu stwierdzeniu towarzyszył morderczy wzrok.
- Skarbie naprawdę nie musisz.
- Ale chcę – dodał z naciskiem.
- Kochani, a gdzie będziecie mieszkać? - słysząc to pytanie Hermiona zauważyła niebezpieczny błysk w oczach Malfoy'a i zaczęła się bać. Draco odchrząknął i powiedział:
- No właśnie postanowiliśmy zamieszkać w Malfoy Manor. Tutaj jest tyle miejsca - dodał zataczając ręką krąg w powietrzu.
- Nie chciałam wam tego narzucać,  ale tak się cieszę! – w oczach kobiety zalśniły łzy szczęście – Ethan przygotuje wam sypialnię - dodała pospiesznie.
- Nie trzeba - zaprotestował blondyn. - Będziemy spać w moim pokoju. Prawda Hermiono? - arystokrata spojrzał na gryfonkę i uniósł leniwie swoją lewą brew.
- Tak właściwie to nie wiem Draco - zaczęła niepewnie. - Moje rzeczy są w moim domu. Może jeszcze poczekamy z tą przeprowadzką? – Tak naprawdę to miała ochotę udusić go gołymi rękoma.
- Ależ nonsens. Jutro przeniesiemy resztę potrzebnych rzeczy - odpowiedział jej radośnie. - Poza tym mamy wiele zaległości do nadrobienia – dodał patrząc na jej usta. Brązowooka roześmiała się nieco skrępowana.
- Może nie przy twojej mamie kochanie? - zapytała przesadnie słodkim tonem, a w jej oczach czaiła się żądza mordu. 
Kolację zjedli słuchając opowieści Dracona o problemach jakie go napotkały we włoskiej filii jego firmy. Później słuchali wspomnień Narcyzy, która opowiadała o dzieciństwie jej syna. Blondyn chciał tego uniknąć, ale jego matka uległa namowom Hermiony. Po kolacji usiedli przy kominku i napili się wina. Gryfonka czuła się jak malutka cząstka tej rodziny. Niestety wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć. Nadeszła pora spania i Hermiona musiała pójść ze swoim mężem do jego sypialni.


- Zamieniłeś się z kimś na mózgi Malfoy ? - syknęła wściekła Hermiona.
- O co ci chodzi?
- Nie będę z tobą spać – starała się mówić cicho co było naprawdę trudne gdy złość dławiła jej gardło.
- Będziesz – opowiedział chłodno Malfoy. – Moja matka ma uwierzyć,że jesteśmy szczęśliwi!
- Nie krzycz bo cię usłyszy – upomniała go zdenerwowana dziewczyna.
- Nie usłyszy. Pokój jest zabezpieczony zaklęciem wyciszającym – uśmiechnął się złowieszczo i podszedł do niej niczym tygrys. Hermiona chciała się cofnąć w odruchu obronnym, ale wpadła na szafkę. – Boisz się mnie?
- Nie – warknęła. – Nie zbliżaj się do mnie! W naszej umowie, nie było żadnej wzmianki o wspólnym łóżku panie Malfoy!
- Trzeba renegocjować umowę pani Malfoy! - odparł wzruszając beztrosko ramionami.
- Proszę bardzo! Nie śpię z tobą w jednym łóżku! – Blondyn stał tak blisko niej, że czuła męski zapach jego perfum i ciepły oddech na swoim policzku.
- Albo śpisz ze mną w łóżku, albo przez najbliższe lata będziesz spała na podłodze kotku – szepnął zadowolony.
- Dostaw drugie łóżko!
- Nie.
- Tak!
- Jak to będzie wyglądać? Małżeństwo śpiące na dwóch łóżkach - prychnął rozbawiony. - Granger rusz tą mądrą głową.
- Nie wiem Malfoy i mnie to nie interesuje! Wymyśl coś albo to ty wylądujesz na podłodze - spojrzała odważnie w jego stalowe tęczówki. - Idę wziąć kąpiel - oświadczyła wyniośle. - Gdzie jest łazienka?
- Następne drzwi po lewej – powiedział odsuwając się żeby ją przepuścić.
- Zażyj odpowiednie eliksiry i idź spać. Z daleka widać, że jesteś chory – rzuciła mu prze ramię wychodząc.

Hermiona zapaliła świece i zanurzyła się w wannie pełnej gorącej wody i piany.
- Cudownie – wyszeptała zadowolona. Jej spokój zmącił dźwięk otwierających się drzwi, w których stanął blondyn.
- Co ty tutaj robisz? - zapytała wściekła Hermiona
- Chcę wziąć prysznic.
- Akurat teraz i tutaj? - warknęła.
- To jest nasza łazienka o ile się nie mylę – po tych słowach zaczął powoli rozpinać koszulę, która po chwili wylądowała na podłodze. Hermiona zauważyła jego idealny tors i zmusiła się do odwrócenia głowy w drugą stronę. Usłyszała jak blondyn rozpina pasek i zdejmuje spodnie. Kątem oka zauważyła, że Malfoy jej się przygląda.
- Dlaczego się na mnie gapisz? - brązowooka poczuła jak krew się w niej gotuje.
- Jesteś moją żoną wydaje mi się, że patrzenie na ciebie nie jest zabronione? Podobnie jak to, że mogę przy tobie się rozebrać i wziąć prysznic.
- Chyba nie oczekujesz...
- Granger jesteś moją żoną dokładnie od dwóch tygodni. Chyba nie sądzisz, że spędzę całe życie w celibacie?
- Ty chyba oszalałeś. Może masz temperaturę bo majaczysz – syknęła. Draco na te słowa teatralnie zdjął ostatnią część swojej garderoby i wszedł do kabiny. Hermiona musiała przyznać w duchu, że jej mąż był pociągający. Miał idealnie umięśnione ramiona, silne ręce... Podziwiała go jak namydla swoje ciało. Po chwili niechętnie odwróciła swój wzrok od kabiny. Już raz się dała złapać w tę pułapkę, drugi raz nie ma zamiaru. Szum wody ustał i usłyszała otwierające się drzwi.
- Nie wychodzisz? - zapytał blondyn stojąc i wycierając swoje ciało.
- Poczekam aż ty wyjdziesz – mężczyzna wzruszył beztrosko ramionami i posłał jej lekki uśmiech.
- Jak sobie chcesz. Okres ochronny się skończył Granger – po czym wyszedł z łazienki. Hermiona poczuła się jak w ukrytej kamerze, czekała aż ktoś wyjdzie i powie, że to wszystko jest jednym, wielkim żartem. W tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że nie ma ze sobą żadnej pidżamy.
- Świetnie – mruknęła sama do siebie wychodząc z wanny. Okręciła się szczelnie białym ręcznikiem i poszła do swojej nowej sypialni. Draco leżał wygodnie na ogromnym łóżku i przeglądał jakieś dokumenty.
- Nie mam w czym spać – zauważyła chłodno Hermiona. Blondyn nie odrywając wzroku od dokumentów wskazał jej ręką paczkę leżącą na fotelu. Gryfonka bez słowa podeszła i wyjęła jej zawartość. Ciemno zielona, satynowa koszulka na ramiączkach i krótkie spodenki do kompletu – to dla mnie? - zapytała zaskoczona.
- Mhm - mruknął. - Prezent z delegacji - dodał podnosząc na nią swój wzrok.
- Nie trzeba było – powiedziała zmieszana. 
- Wystarczy zwykłe dziękuję Granger – w kącikach jego ust pojawiło się lekkie rozbawienie.
- Mogę wiedzieć co cię tak bawi? 
- Ty – zaśmiał się cicho. – Przecież już wszystko widziałem pewnej pamiętnej nocy - dodał unosząc sugestywnie brwi.
- Przestań. Zapomnij o tym.
- Nie mogę - wyznał szczerze. - Idź się przebrać i idziemy spać – Hermiona westchnęła z rezygnacją i wyszła. Postanowiła, że prześpi się na sofie, trudno będzie musiała się przemęczyć. Gdy wróciła do pokoju zauważyła, że Draco śpi, ale jego oddech jest bardzo ciężki. Podeszła i dotknęła delikatnie jego czoła, ale nie było gorące.
- Zimno mi – mruknął przez sen.
- Bo jesteś chory idioto – syknęła wściekła Hermiona. – Brałeś eliksir?
- Nie potrzebuję.
- Samo ci nie przejdzie. Nie bądź uparty. Gdzie je masz?
- Na dole w kuchni – brązowooka przeklęła w myślach. Nie chciała się włóczyć po obcym domu, ale nie było innego wyjścia. Zeszła na dół do kuchni i rozpoczęła poszukiwania.
- Pomóc ci Hermiono? - zapytała cicho, a brązowooka pisnęła cicho i odskoczyła od mebli. – Przepraszam nie chciałam cię przestraszyć. Nic ci nie jest? - powiedziała z troską w głosie jasnowłosa kobieta. 
- Nic się nie stało pani Malfoy. To ja przepraszam nie powinnam tak grzebać w pani szafkach – Panna Granger czuła się strasznie skrępowana. Narcyza roześmiała się cicho.
- Teraz to także twój dom i twoje szafki. Jesteś częścią naszej rodziny - westchnęła rozmarzona. - Zawsze marzyłam o córce.
- Ja... - zaczęła niepewnie Hermiona, ale nie bardzo wiedziała co powinna powiedzieć w takiej sytuacji. -  Cieszę się, że pani się cieszy - dokończyła.
- Wiem, że to jeszcze za wcześnie dla ciebie i możesz czuć się skrępowana, ale chciałabym abyś mówiła mi mamo - zaproponowała jej starsza kobieta. - Oczywiście jak będziesz na to gotowa – dodała widząc skrępowanie brązowookiej. 
- Niech mnie pani źle nie zrozumie, ale moja mama umarła parę miesięcy temu i ja... - panna Granger wzięła głęboki oddech. - Nie jestem jeszcze gotowa. – wyznała ze skruchą. Narcyza podeszła i delikatnie ją przytuliła.
- Rozumiem - powiedziała kojąco.
- Przepraszam – wyszeptała Hermiona i mocno wtuliła się w panią Malfoy.
- Nie ma za co. Może na razie mów mi po imieniu? - zaproponowała, a gryfonka pokiwała ochoczo głową.
- Tak właściwie to przyszłam tutaj po eliksir wzmacniający i przeciwbólowy dla Draco – powiedziała uśmiechając się. Jasnowłosa kobieta otworzyła jedną z górnych szafek i podała Hermionie fiolkę z bladoróżowym płynem. Dziewczyna podziękowała i poszła do swojego chorego męża.

- Podnieś się i wypij to – powiedziała ostro do śpiącego blondyna, który nie zareagował. Hermiona potrząsnęła go lekko za ramię – Malfoy obudź się! Musisz to wypić.
- Daj mi spokój – mruknął zaspany. – Idź spać.
- Jest ci zimno, masz dreszcze, jutro zapewne będziesz miał temperaturę – warknęła zdenerwowana brązowooka. – Wstawaj i pij! Było nie szaleć we Włoszech to teraz był byś zdrowy – na te słowa Draco otworzył oczy i powoli podniósł się z łóżka.
- Ja mam żonę Granger, więc nie szaleję – oświadczył. Po czym wypił zawartość fiolki i krzywiąc się dodał – jest tak samo okropne jak twoje poczucie humoru.
- Dobrze, że twoje zawsze jest takie super – odparła z ironią. – Idź już spać.
Brązowooka ułożyła się na sofie i przykryła kocem.
- Zamierzasz tam spać? - usłyszała ciche pytanie blondyna.
- Tak.
- Daj spokój Granger. Przecież nic ci nie zrobię, a ta sofa jest naprawdę niewygodna.
- Skończ te swoje dyskusje i daj mi spać – syknęłą zdenerwowana. W myślach jednak przyznała mu rację, bo sofa była naprawdę niewygodna. Po chwili usłyszała miarowy oddech Mafoy'a. Podniosła się z sofy i cicho podeszła do jego łóżka. Stała tak chwilę zastanawiając się czy dobrze robi. Przewróciła oczami, podniosła delikatnie kołdrę i wślizgnęła się pod nią. Położyła się plecami do blondyna i zamknęła powieki. Poczuła jak ciepłe ciało obok odwraca się i przygarnia ją do siebie. Ręka Draco spoczęła w jej pasie.
- Malfoy – mruknęła, ale odpowiedziała jej cisza. – Wiem, że nie śpisz. Zabierz tę rękę.
- Cicho bądź kobieto. Śpij. Zimno mi, mam dreszcze, a ty jesteś tak przyjemnie ciepła – szepnął, a ciepłe powietrze połaskotało kark dziewczyny. Hermiona poczuła ciarki rozchodzące się po plecach.
- Bez żadnych numerów Malfoy - ostrzegła go.
- Mhm... Może jeden mały numerek rano – pomimo tego, że była odwrócona plecami mogła przysiąc, że na jego ustach widnieje teraz uśmiech.
- Idiota – mruknęła udając niezadowolenie.

Gdy się obudziła jego już nie było. Na szafce nocnej leżał liścik.

Na dole jest przygotowane dla ciebie śniadanie. Pojechałem z matką do magomedyka. Ginny i Blaise przyjdą o 16.00. W garażu stoi drugi samochód, weź go i przywieź swoje rzeczy. Do zobaczenia wieczorem.
Twój kochający mąż D.M”


Hermiona jęknęła cicho. Doskonale wiedziała, że nie ma szans z tak silnym przeciwnikiem jak jej mąż. Nie chciała także krzywdzić Narcyzy, która okazywała jej tyle ciepła. Siedząc na łóżku postanowiła, że zrobi to co trzeba.

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Nieuchronnie zbliżamy się do końca tego opowiadania :) bardzo dziękuję za Wasze komentarze, które są naprawdę bardzo bardzo miłe. Zaczynając pisać tego bloga nie sądziłam, że spotkam się z tyloma pozytywnymi opiniami :) mam pomysł na kolejne opowiadanie, ale niestety mam teraz tyle obowiązków, że nie wiem kiedy zacznę je pisać :( postaram się dodać kolejną część miniaturki w czasie świąt, lecz nie jestem pewna czy mi się to uda :) 
pozdrawiam serdecznie
pola